Jak się tak mocniej zastanowić, to nic się nie dzieje. Wychodze na papierosa i wszystko jest takie samo, ba, jade do pracy czy na uczelnie i wszędzie tak samo jak było. W autobusach te same smutne mordki, a jak się do kogoś uśmiechnąć to pewnie zaraz pomyśli żem jaki zboczeniec, więc jade jako i ten tłumek ze smutną mordą. Ale ostatecznie nic. Ani więcej szarości ani więcej koloru. Świat się kręci wbrew wszelkim oznaką jego końca.
Ide do windy a tam ten sam uśmiechnięty ochroniarz (dobrze że choć w niektórych miejscach można spotkać uśmiechniętych ludzi), winda jak już kiedyś pisałem ma swoje humory i raz przyjeżdza od razu, raz trzeba na nią czekać wieki - jednak jak zawsze, nic się nie zmieniło.
Pomyśleć by można po uniesieniach jakie ostatnio wypisywałem w tym miejscu, coś się powinno stać, coś złego albo przynajmniej innego, nieoczekiwanego. A tu poprostu nic, nic się nie zmienia. Niby dobrze, ale czy ja wiem. Bo stanie w miejscu to jednak nie krok do przodu - choćby się nawet stało nad przepaścią. Bo przecież ile tak można stać?
Ide zapalić i zaraz wróce, a jak wróce to napisze coś na pocieszenie tym którzy uważją że stałem się ostatnio libertyńską świnią dbającą jedynie o swoje interesy i mająca bogów za nic.
Winda była w dobrym humorze. Zarówno w dół jak i w góre. Wychodze na papierosa w dość ciekawe miejsce. Niby centrum miasta, a ja nie słysze jego odgłosów (no może gdzieś daleko). Cisza i park. O tej porze pełno ptaków wraca do tego parku coby spędzić tu nadchodzącą noc (prawdopodobnie wpierdzielały coś cały dzień na którymś z wysypisk ale to nie jest ważne). No i tak człowiek staje, wokół niego cisza, przed oczami park, a nad nim stada ptaków kończące swój lot. I wtedy przychodzi do głowy opowieść błacha i którą pewnie każdy gdzieś kiedyś usłyszał. Pewien ksiądz którego kiedyś gdzieś męczyłem coby udowodnił mi istnienie boga, uśmiechnął się i pokazał zmierzchające słoneczko, drzewka i niebo. A to co to jest twoim zdaniem, nie cuda? Nie jest to cudem i jednocześnie dowodem, że słońce wschodzi i zachodzi, że ptaki latają a ty możesz na to patrzeć i się tym zachwycać? Może to być tylko przypadek? W końcu gdyby policzyć prawdopodobieństwo tego że znajdujemy się w danym momencie i czasie, że w ogóle powstaliśmy, tego że kiedyś jakiś prasamiec zapłodnił prasamice i tak przez pare ładnych pokoleń wieńcząc dzieło moją osobą wyszłoby że jest to tak samo prawdopodobne jak znalezienie się w jednej chwili wszystkich cząsteczek gazu w pokoju w którym przebywam np pod moim biurkiem. Dziwne prawda. A jeszcze o wiele dziwniejsze rzeczy dzieją się, ba poprostu istnieją jako mniej lub bardziej fizyczne byty.
I nie stoi to w zadnym konflikcie z istnieniem czy nie istnieniem, a raczej moją świadomością jakiegoś wszechmocnego bytu.
Poprostu wydaje mi się że czasami o wiele fajniej jest porzucić racjonalizm i trwać przy czymś czego i tak nie odkryjemy, i pozachwycać się jak dziecko tym że jako malutcy możemy sobie pomażyć o spotkaniu z tym wielkim. Rodzi to poprostu jakiś wewnętrzny spokój. Bo co jest fajniejsze wschodzące słońce czy racjonalistyczne kierowanie się rachunkiem prawdopodobieństwa. Jedno drugiego nie wyklucza, ale też nie łatwo pogodzić jedno z drugim. Może warto czasami zostawić jedno. Choć na moment.
Wierzyć można w wiele rzeczy choć nie muszą być one prawdziwe. Sęk w tym żeby wierząc nie odrzucać niewiary. Pogodzić jedno z drugim. Zrobić sobie z swojego rozumu i wiary, przenikające się wartości. Taki efekt tunelowy raz z wiarą przez rozum i na odwrót.
Bo np uwierzyłeś mi że podczas tych pustych akapitów byłem faktycznie na tym papierosie? Mogłem napisać to tak dla ściemy. I nic nie zmieni już faktu a ty bedziesz w to mógł tylko wierzyć lub nie. Moge napisać że byłem a ty możesz mi nie wierzyć. Jedno drugiego nie zmieni. Twoja wiara lub nie wiara nie wpłynie na to czy poszedłem w trakcie pisania tego posta na papierosa czy nie.
I choćbyś zadręczał się tą myślą przez reszte wieczoru nic nie zmienisz, tylko ja wiem co było a co nie było, a ty możesz jedynie mi wierzyć albo i nie, tak czy inaczej nie poznasz prawdy.


qatryk:


