Archiwa dla kwiecień, 2006

Umywanie rąk

Za słownikiem:

pasja
1. «silne, namiętne przejęcie się czymś, zamiłowanie do czegoś; przedmiot czyjejś namiętności»
2. «silny gniew, furia»

W sobote obejrzałem po raz drugi “Pasje”. Dziwny to film. Dziwnie się go ogląda. Choćby dlatego że oglądając go po raz drugi wracałem na zupełnie inne rzeczy uwage niż za pierwszym razem. Dużo by tu opowiadać. Skupie się na trzech rzeczach a pewnie jeszcze kiedyś obejrze go kolejny raz i wtedy podumam nad innymi wątkami. Acha a wątek boskości i tym razem pomińmy.

Jak byłem mały to zastanawiałem się mocno czemu pasja? tzn czemu to co się działo z Dzizusem to coś o konotacji bardzo pozytywnej. Widziałem że pasja to może być np gra w szachy albo zbieranie znaczków, uprawianie ogródka albo jeszcze inne całkiem przyjemne rzeczy. Gdy zrozumiałem znaczenie tego słowa jako oddanie się czemuś bez reszty, bez opamiętania pojąłem też czemu chrześcijanie tak nazywają te wydarzenia. I wszystko całkiem dobrze by się składało, gdyby nie jeden mały drobiazg. Pasja pozostaje dalej ściśle związana z namiętnością, i to tą pozytywną, niosącą nieprzebraną satysfakcje.
Nie chciałbym nikogo obrazić albo kogoś uszczęśliwić tym co powiem, i proszę tu nie brać pod rozważania tego co jest słuszne i zbawienne, a co budzące obrzydzenie i sodomickie. Na moment zostawmy co jest dobre a co złe: kurde masochista też oddaje się swojej pasji. Więcej są i tacy którzy faktycznie potrafiliby oddać życie za swoje namiętności i tak się dzieje. No więc w czym pasja Jezusa, pomijając jak wcześniej wspomniałem kryterium dobra i zła, jest lepsza od człowieka który przekopuje ogródek (co by nie dawać bardziej kontrowersyjnych przykładów) przez 40 godzin i umiera?
W tym filmie to widać. Największy masochista nie przetrwałby takiego poniżenia. Tortury może tak (choć pewnie by skonał przy biczowaniu bo jeżeli to wyglądało niby tak jak na filmie to nie potrafię sobie wyobrazić aby ktoś to przeżył), ale nie to poniżenie. Nie potrafię sobie wyobrazić człowieka który wiedząc co go czeka, który wiedząc że może to powstrzymać, który w końcu przede wszystkim boi się tego jak każdy normalny człowiek godzi się na to. Dla niektórych jest to świadectwo prawdy, dla innych świadectwo głupoty. Można by też wymienić o wiele zmyślniejsze tortury które dostarczają takiego samego poniżenia jak i cierpienia, a które w historii zdarzały się dość często jak choćby nabijanie na pal, gdzie człowiek mógł tak i tydzień milimetr po milimetrze być rozrywany od wewnątrz. Lecz ci ludzie nie mieli wyboru. Trudne to i jak dla mnie nieodgadnione…
Wielka musiała być jego determinacja co by odkupić te wszystkie grzechy. zostawmy zatem to i przejdźmy do czegoś prostszego..

Oglądając film po raz pierwszy nie zauważyłem, albo raczej nie była dla mnie tak widoczna, pewnej rzeczy. Wśród tego całego tłumu było całkiem sporo osób które nie do końca rozumiały i godziły to co się działo wkoło. Nie mówię tu o postaciach związanych z Dzizusem i głęboko wierzących. Weźmy np takich rzymskich żołnierzy. Prawdopodobnie goście którzy nie jednego delikwenta prowadzili do krainy wiecznych łowów. A tu co? Kompletnie gubią się w tym co się dzieje, nie wiedzą skąd szerząca się pogarda, okrucieństwo itd.
Zostawmy i to bo o tym trzeba by więcej napisać a już trochę późno (wcześnie) i nie myślę zbyt klarownie.

Ostatnią rzeczą o której myślałem to do kogo bym mógł sie sam porównać. Gdzie bym najlepiej pasował w tej bajce.
Zakładając że toczyłoby się wszystko jak w tej opowieści filmowej, prawdopodobnie byłbym albo Piłatem albo Szymkiem (choć posturą to jednak raczej Piłatem)… I z tym cię drogi czytelniku pozostawię abyś sam odnalazł podobieństwo między tymi postaciami…

******

Trochę nieodpowiedni to wątek ale z tym porównywaniem to przypomniał mi się Człowiek Wodnik. Kurwa jakim trzeba być jebanym skurwysynem aby porównywać się do umęczonego człowieka. Wracając do filmy z tymi skurwielami kojarzą mi się tylko i wyłącznie żydowscy kapłani. A te 30% z tą dziczą która pluła, śmiała się i krzyczała byle głośniej. W imię boga. Bo oni mieli racje. To oni byli wybrani.
Zabawne jak to historia lubi się powtarzać.
Obyście wszyscy doznali kiedyś tej samej nienawiści jaką zioniecie do myślących wbrew wam. Ale co tu gadać macie taką grubą skórę że stokroć silniejsze słowa nie sprawią tego co wy robicie innym.

Piasał do Was Qatryk o nieistniejącej godzinie po niesłychanie wielkiej ilości nieprzespanych godzin, więc wybaczcie dziwności tego wpisa.

12345 Oceń post
Loading ... Loading ...

Komentarzy

ratioteizm. na to czekali wszyscy i wesołych świąt

Dawno, dawno temu, w kraju dość ciepłym i posiadającym zachwycające krajobrazy, w miastach gdzie nie za bardzo miano się czym umartwiać, na świat przyszło kilku proroków. Nie zwyczajnych proroków którzy mogliby rozmawiać z bogami i czynić cuda. Nie. Prorocy ci wieścili światu iż ich bóg może wszystko, iż jedyną drogą poznania jest posłuszność bogu, iż to co ziemskie tylko ich bóg potrafi objąć a co nieziemskie boga nie dotyczy. Czym się różnili od innych wyznawców religii świata, zapytacie? Oni byli dziećmi swego boga a jednocześnie bóg tkwił w nich jak rzadko u kogo. Wielką herezją dla innych wiar było także doświadczanie boga. Prorocy głosili że każdy gdy tylko zechce, gdy odda się bogu, sam bogiem się stanie. W tym kraju w którym żyli doceniano ich religię, wielu z pomniejszych proroków chłonęło objawienia swych mistrzów. Lecz później nastały czasy gdy proroctwa dawnych mistrzów ulegały zapomnieniu a wręcz były prze innowierców piętnowane. Uwielbienie dla boga jednak nigdy nie zginęło. Przez wieki pojawiali się nowi prorocy o piętnie boga pradawnych mistrzów. Uciskani, paleni na stosach, trwali. Trwali w swej wierze.
Wśród proroków tych wszystkich czasów powstała legenda. Legenda mówiła o proroku który pozna tak doskonale boga, że obudzi boga w każdym z ludzi na świecie. Gdy prorok ów przybędzie, przekaże światu swą wiedze na temat wszechrzeczy. W być może niedoskonałej formie (bo trzeba nadmienić że bóg ów lubuje się w niedokładności i niedoskonałości świata tego) poda ludzkości jak na talerzu obraz tłumaczący i niepodważalny na receptę wszechświatów i mikroświatów. A ludzkość zachwycona wielkością i nieomylnością wiary uciskanych przez nią proroków w końcu sama podąży za nimi. Będzie pragnęła poznać boga, stać się jego częścią, doznawać objawień i trwać w bogu.
I choć przez wieki boskich proroków było wielu, i choć wielu z nich zbliżało się w swej wierze do stania się bogami, to jeszcze nie nastał ten czas. Legenda w którą wierzą wyznawcy tego boga nic nie mówi o czasie gdy oświecenie przez najwyższego nastąpi. Co więcej legenda jest spisywana na bieżąco. Wielu z pomniejszych proroków traci także nadzieje na to oświecenie innowierców. Jednak tak długo jak potomkowie w wierze Arystotelesa, Platona, Pitagorasa, da Vinciego, Kopernika, Galileusza, Newtona, Pascala, Foucaulta, Eulera, Hilberta, Heisenberga, von Neumanna, Fermiego, Maxwella, Feynmana, Einsteina i wielu, wielu innych będą istnieć tak długo legenda o zstąpieniu boga nie zginie a z dużym prawdopodobieństwem będzie trwać do końca dziejów.

****

Schodząc na ziemie - no kurde znowu muszę zasmucić pana prezesa, jak kiedyś gdy mówił że wszyscy którzy mogliby myśleć inaczej niż on są głupcami. Ja jakoś nie czekałem, na to co się dzieje, od 6 miesięcy z utęsknieniem. Pana już prawie wicepremiera nie będę potępiał bo on jakoś nigdy nie sprzeniewierzył się temu w co wierzył. Ale pan panie prezesie najuczciwszy z uczciwych koalicje z przestępcą zawiera? Wstydził by się pan:>
Ja tam jednak widze w tym wielki pozytyw (w życiu trzeba się jednak dopatrywać dobrych rzeczy) - otóż jak już wam się wszystko posypie i cały ten pierdelnik w któym żyjemy stanie się jeszcze większym pierdelnikiem, prosze nie mieć pretensji że i moi będą koalicje z kanaliami zawierać. Może nie jestem jasnowidzem, ale jakieś takie mam dziwne przeczucie że w przyszłości platformersom przyjdzie się układać z ćpunami na lsd, a wtedy argument o koalicjach z kanaliami już chyba raczej słabiutki będzie, zważywszy co jego najniższość wyczynia aktualnie.

****

Jako że najbliższy czas stoi pod znakiem świąt to chciałem życzenia tu wpisać. Najpierw krótkie ogłoszenie parafialne: wszystkim współbraciom w wierze (a raczej w niewierze) z całą stanowczościa powiem że święta będę obchodził zawsze bo są fajne i tyle. I nawet mam pretekst coby posłuchać wroga. Swoją drogą bardzo to jest śmieszne - ilekroć zdarzy mi się w święta odwiedzić dom bozi i pilnie wysłuchać zarówno bajki na dzień dobry jak i opinii czytającego co o tym sądzi, tylekroć próbując porozmawiać z rodziną na ten temat musze w domu najpierw im opowiedzieć o czym czytający czytał i jaką miał opinie. Śmiszne to. Tak czy inaczej fajnie jest zobaczyć radosne ryjki przy świątecznym stole, szkoda że ma rodzina taka zdziesiątkowana. Nic to…

Zatem wszystkim wyznawcom wszystkich sekt i religii jako że dla jednych jest to wielkie misterium a dla innych dodatkowy wolny dzień, chciałbym życzyć coby się wam fajnie przeżyło zarówno i misterium jak i wolny dzień.

Zatem ucałujcie ojców przy jajku:>

12345 Oceń post
Loading ... Loading ...

Komentarzy

teknikal komunikato

Dla wszystkich użytkowników rss’a czyli jak mi się wydaje aż dwóch - powinno już dobrze wpisywać date wpisu. all dis wieczorro

12345 Oceń post
Loading ... Loading ...

Komentarzy

ojców Serwacych ci u nas dostatek

Kilka dni temu u Oranvaga znalazłem ten link. Ponieważ miałem nadrobić zaległości lemowskie niezwłocznie przystąpiłem do lektury. Jeden szczegół jednak nie daje mi spokoju. Mam chyba jednak kiepską wyobrażnie albo raczej za dużo we mnie sceptycyzmu co do poprawności działania co poniektórych sieci neuronowych. Podobno najwięksi krzesiciele wiary po spotkaniu z cywilizacjami z obszarów zalepionych mapy wszechświata wracali pełni uwielbienia dla doczesności. Kurde. Że niby jak oni to robili? Jedyne rozsądne wytłumaczenie to to że gdy przebywa się długo z osobanikami o odmiennych poglądach prędzej czy później zaczyna się myśleć jak i oni. Kiedyś czytałem o takim eksperymencie co to na jakiś wykładach grupa studentów wraz z wykładowcą umówiła się że będzie nazywać trójkąt kwadratem (czy jakoś tak szczegółów nie pamiętam). Kilku z uczestników tych wykładów nic o tym nie wiadziało. Na początku mieli wielkie opory coby mówić inaczej niż byli uczeni do tamtej pory. Po tym gdy zostali wyśmiani przez reszte studentów nawet po wykładzie chodzili i tłumaczyli innym że trójkąt to nie trójkąt a kwadrat.
No dobra ale jeżeli ci z zaklajstrowanych obszarów wszechświata posłużyli się taką metodą to żaden to sukces. Ten zreformowany stał się niby rozumny ale tak naprawdę dalej poddawał się wpływom i spokojnie ziemscy mędrcy mogli go spowrotem przekabacić.
Lem jednak pisze że powracający w żaden sposób nie dawali się nawrócić. Czyli jednak zrozumieli. I w to najmniej chce mi się wierzyć, albo raczej trudno mi sobie to wyobrazić. Jakoś tak mi się zdaje że większość fanatyków wiary jest raczej typami ojców Serwacych - głuchych na wszelkie argumenty. Nie przekona ich nic. Ich sieć neuronowa znajdująca się pod czaszką jest w żaden sposób niemodyfikowalna, a nawet więcej, cała jest bytem który inaczej nie potrafiłby funkcjonować, gdy tylko coś zaczełoby szwankować w jednym obszarze automatycznie zostałby on odłączony i spowrotem zmodyfikowany według wcześniej ustalonego wzorca. Żadne dowody, żadne argumenty nie mają znaczenia. Poprostu wśród ludzi jest zdecydowanie więcej głuchych mentalnie ojców Serwcych niż to się Lemowi zdawało.

12345 Oceń post
Loading ... Loading ...

Komentarzy

dumania o 4 rano

Od dawna przymieżam się aby napisać coś o bozi. Tzn raczej o religiach. O religiach monoteistycznych. Na rozwinięcie wątku trzeba jeszcze troche poczekać, ale właśnie przyszło mi do głowy coś co pewnie wszystkim bojowniką z religiami dawno przyszło do głowy, ale jako mało czytający ignorant jakoś nic rozwodzącego się nad tym zagadnieniem nie utkło mi w głowie.
Chodzi o taki paradoks. Skoro bóg podobno dał nam wolną wole, a i jak to te same źródła donoszą jest wszechwiedzący to coś tu nie gra. No bo skoro jest wszechwiedzący to doskonale wie o tym co zrobie za 5 minut i co będę robił za 10 lat. W ten sposób ni jak ma się to do rzekomej wolnej woli. No bo skoro on już wie co zrobie za te pare lat, to za cholere nie moge zdecydować inaczej. A nawet jak zdecyduje inaczej to i tak on według dogmatu będzie o tym wiedział. Więc nie podważając istnienia wyższego bytu mamy do wyboru - albo faktycznie mamy wolną wole ale bóg tym samym nie jest wszechwiedzący i bardziej przypomina Zeusa, albo bóg jest faktycznie wszechwiedzący a swoją wolną wole możemy se w dupe wsadzić.
Z obserwacji wynika że za drugą opcją optuje większość ludzkości, i Einstein miał racje….bóg nie gra w kości.
Z drugiej strony w gruzy możemy obrucić kolejny dogmat o tym że bóg jest nieomylny - no bo skoro mówi że mamy wolną wole a takiej nie mamy możemy podejrzewać go albo o kłamstwo (co jest jednak wykluczone gdyż niezmierzone dobro kłamstwem się raczej nie para) albo o brak wszechwiedzy (ten przedrostek wywołuje u mnie jakieś dziwne emocje). No ale skoro bóg jest wszystkowiedzący to powinien też wiedzieć że się myli a co gorsza jeżeli nie jest wszechwiedzący to i nie możemy być pewni co do tego że nie mamy wolnej woli.
Jakieś błędne koło.
Musze jakiego księdza albo teologa dorwać. Będzie to musiało być bardzo ciekawe i długie spotkanie bo choć cechuje mnie wielkie zamiłowanie do abstrakcji to nie moge sobie wyobrazić jak to można wytłumaczyć, nawet grubymi nićmi szyjąc.
Wierzący w bozie którą ktoś inny wymyślił mają strasznie dziwną skłonność do tłumaczenia sobie samemu wszelkich nieścisłości w tym co zostało przez kogoś powiedziane. Już lepiej wymyślić se swojego boga.

12345 Oceń post
Loading ... Loading ...

Komentarzy

stary dobry temat

Tylko na chwile apropos tego. Ciekaw jestem co pan Łysiak pisał na temat Balcerowicza gdy komuszki z lsd na czele z preziem Millerem atakowali Balcerowicza?
Już się nie moge doczekać riposty RAZa.

12345 Oceń post
Loading ... Loading ...

Komentarz

Temat

Grunt to znaleźć temat. Można np napisać coś o pogodzie. Ale to błahe. Tak samo jak błahe jest opisywanie wydarzeń które w danym dniu mają miejsce a o których napisało i wypowiedziało się już kilka osób - pozostaje nic innego jak tylko zgodzić się z jednymi a wyśmiać drugich. Można też opisać co się wydarzyło w danym dniu w życiu piszącego - dobre to jest gdy przewiduje się na starość Alzhaimera.
Można zacząć skupiać się na bardziej transcendentnych tematach. O bogach, uczuciach i takich tam sprawach.
Można też popisać o muzyce, filmach, książkach. Albo o innych ludziach którzy wzbudzają emocje. Można zastanawiać się nad swoimi decyzjami, chodź by np po co palić. Można też tłumaczyć się przed samym sobą z tego jakie decyzje się podjęło i utwierdzać się w przekonaniu że lepiej czegoś zrobić nie mogliśmy - no albo i na odwrót.
W ostateczności można popadać w schizofrenie i przelewać w postać pisma rozmowy z samym sobą. Jak się dużo napisze, to można też napisać po raz drugi o tym samym - mało co kto się zorientuje.

Można też napisać na temat wymyślania tematu.

12345 Oceń post
Loading ... Loading ...

Komentarzy

rokokoko blogogogo

Dziś mija rok odkąd zacząłem tu pisywać. Patrząc na wszystkie notki, bardzo ewoluowało to co tu wpisywałem. Być może powinnienem pokusić się o dłuższe podsumowanie, ale jakoś nie mam w tej chwili natchnienia:> Jak ktoś chciałby w przyjaznej formie poznać moją radosną tutej twórczość to zapraszam do ściągnięcia zarchiwizowanego roku. W niektórych miejscach dodałem artykuły do których odnosiły się linki. W innych uznałem że nie warto, a w jeszcze innych miejscach poprostu już nie istniało to do czego się stosunkowałem. Powklejałem też komentarze. Za wiele ich nie było, co z jednej strony dla autora jest bolesne (:)) bo z tego wniosek że nikt nie czyta, jednak z drugiej strony od początku jakoś nie chciałem aby był to blog bardzo publiczny. Dlatego nie starałem się o odwiedziny wyszukiwrkowych botów choć i tak tego nie można było uniknąć (swoją drogą po instalacj kilka tygodni temu systemu statystyk bardzo ciekawych rzeczy dowiedziałem się na temat tego pod jakimi hasłami można znaleźć tę strone w googlach). Poza tym na początku (i w sumie teraz też) bardziej ma to przypominać kapownik do którego sięgne za pare lat i będę mógł sobie przypomnieć co wzbudzało moje emocje.
Mam nadzieje że za rok znowu zrobie podobnego pedefa.
Tyle.

12345 Oceń post
Loading ... Loading ...

Komentarzy

jestem żydem, libertynem acha i lichwiarzem

Choć nazwisko moje kończy się na ski, a po kądzieli w nazwisku dziadków występowała staropolska matka, to nie dajcie się zmylić. W mojej krwi płynie żydowska krew. Zawsze będę stał po stronie swoich, pomogę każdemu bratu i siostrze i ich interesy będę przedkładał nad interesy innych. Nie dam bluźnić przeciw mej wierze i sprawy mej gminy zawsze będę stawiać na piedestale. Czym różnie się od nie żydów? Otóż u innych wyznań obserwuje permanentny brak skuteczności. Choć chcieliby osiągać wszystko to co ja żyd jak na razie osiągałem w swej determinacji, po prostu gubią się w swadach między sobą. Ostatnio zaszczytne miano żydów chciałbym przyznać jednak wszystkim antysemitą. W końcu zrozumieli jak to się robi. Co prawda bardzo chwiejne jest to ich żydostwo, a wspomniane zamiłowanie do swady prawdopodobnie prędzej czy później sprawi że utracą to zaszczytne miano w moich oczach. Pomijając to uwielbienie kłótni która także i mi jest nie obca brakuje im jeszcze jednej ważnej rzeczy - subtelności. Żyd taki jak ja jak drzwiami nie wejdzie to znajdzie otwarty lufcik. Moi oponenci od razu przyjeżdżają buldożerami.
Idąc dalej libertynem też jestem. Co prawda nie w sposób prezentowany przez pana Urbana, bo pan Urban dokonuje łącznia libertynizmu z socjalizmem co nie powinno się podobać żadnemu libertynowi. O dowodach na moją rozwiązłość i zamiłowanie wolności rozpisywać się nie będę. Napisze jedynie o “korzennym” dowodzie do których w dzisiejszych czasach należy przykładać dużą wagę: otóż wśród rodzinnych opowieści krąży plotka jakoby pradziad, czy też jego ojciec lub dziad (niestety pamięć kilka lat wstecz mam słaba a opowieść tę słyszałem od ojca od którego okazji do skonfrontowania aktualnej wiedzy już nie uświadczę), będąc szlachcicem, na co wskazuje wcześniej wspomniane zakończenie nazwiska na ski, przepił, przehulał i w końcu przegrał majątek a także wspomniane szlachectwo w trakcie oddawania się rozkoszą doczesności. Zatem nie dość że któryś z dziadów nie omieszkał pójść do ożenku z żydówką (co jak wiadomo jest jedynym sposobem na odziedziczenie tego zaszczytu) to jeszcze ten sam dziad albo i inny trybem swego życia wprowadził w geny mej rodzinny skłonności libertyńskie.
Idąc dalej tropem rodzinnych opowieści przechodzimy płynnie do odziedziczonej lichwy. Nie dość że dziadek (ojciec mojego ojca) przed wojną był prywatnym przedsiębiorcą i prowadził sklep chwytając się lichwiarskich sztuczek to i jego brat (albo któryś z jego wujów - tu też do gry dochodzi ma zwodnicza pamięć) wsławił się chlubnie w dziełach lichwiarskich. Zacznijmy od dziadka. Dziadek np. aby sprzedać w swym sklepiku z mydłem i powidłem, szklanki nie do końca żaroodporne, demonstrował klientom rzekomą żaroodporność chwytając się sztuczek godnych Coperfilda. Wlewał kilka kropel wrzątku do takiej szklanki po czym odwracał na chwilę uwagę klienta aby w tym czasie szkło nabrało odpowiedniej temperatury po czym bez przeszkód kontynuował pokaz uzupełniając szklankę wrzącą cieczą. Dziadek jednak wymięka przy przedsiębiorczości swego brata (bądź też innego członka rodziny - pamięć i te sprawy). Otóż przyjmijmy że był to brat co bym więcej nie musiał używać nawiasów, otóż ów brat w burzliwych czasach wyjechał do ziemi włoskiej i był uczestnikiem walk o Monte Casino. Jednak nie takim ot uczestnikiem przelewającym w swej durności swą cenną krew. Brat mojego dziadka wyjechał tam w celu zdobywania kapitału przy okazji prawdopodobnie przyczyniając się w swym niechlubnym (choć dla mnie jak najbardziej chlubnym) dziele do sławienia polskiej waleczności. Cóż bowiem najlepiej wpływa na polską waleczność? Ano brat dziadka wykorzystał swoje zdolności destylarskie i rozprowadzając samogon wśród swoich rodaków wspomagał ich w trudach żołnierskiej niedoli. Nie za bardzo wiem co stało się z majątkiem który zbił na tym procederze, mogę się jedynie domyślać że w krwi odezwały się instynkty szlachetnego przodka.
Oczywiście jest i druga strona medalu. W historii dziadka ze strony mojej matki przewija się socjalistyczny element. Nie mam tego jednak dziadkowi za złe. Dziadek był idealistą a na gruncie ideału socjalistycznego jestem jak najbardziej jego zwolennikiem. Gdyby wszyscy socjaliści byli jak mój dziadek PRL byłby prawdopodobnie krajem mlekiem i miodem płynącym. Jak było każdy wie i w to zagłębiać się nie będziemy. Dziadek nigdy nie był zatwardziałym komuchem i z wielką elokwencją wyłapywał wszystkie wady o których najwięksi przeciwnicy tamtego systemu prawdopodobnie nie mają zielonego pojęcia. Był także strasznie uczciwym człowiekiem - wystarczy wspomnieć iż nigdy nie zdarzyło mu się przejechać przystanku autobusem na gapę.
Jako że wszyscy wiedzą że każdy socjalista to żydokomuna to wracamy do pierwszego wątku i wszystko wychodzi jednak in plus na moją korzyść.
Najgorsze jest to że w dziejach swojej rodziny nie wyłapałem żadnego masona, co jest dla mojej osoby bardzo traumatyczne. Oczywiście pocieszam się iż organizacja ta jest tajna i nie koniecznie musiałbym o tym wiedzieć. Poza tym być może moi przodkowie nie chcieli abym osiadł na laurach i także wprowadził nowy element do tradycji rodzinnych.
Pocieszam się faktem że dziadek socjalista był filatelistą.

12345 Oceń post
Loading ... Loading ...

Komentarzy

szort o poranku

Na początek polecam odnależć w google siedzibe szatana :>

Na drugie polecam łżeartykuł o pseudointelektualiście, masonie, żydzie, cykliście i winnowajcy wszelkich niepowodzeń narodu polskiego wybranego i jedynego.

A na deser pewnie znana już przez wszystkich kartka świunteczna.

I jeszcze coś co usłyszałem w Antyrejdio na temat tego - powinniśmy się zastanowić czy nie rozliczyć króla Jagiełły który poślubił królową Jadwige gdy miała 14 lat :>

12345 Oceń post
Loading ... Loading ...

Komentarzy