Archiwa dla maj, 2006

tańcze na słońcu

Łąka na niebie się kończy
Ja tańczę, tańczę na słońcu
Słowo na które czekałem
Padło z Twoich ust w końcu
Tańczę, ja tańczę na łące
Przecież łąka to słońce
Mądrze świat został stworzony
Dzięki za to Ci Ojcze

Jak świat stary, temu kto wystawi głowe nad tłumek trza ją przyciąć. W tym zakresie lasy wypracowały o wiele lepszą metode. Jak jakiemuś drzewku nie chce się rosnąć to umiera. Istnieją jednak krzewy i trawka bez którego las nie byłby lasem. I tym krzewą i trawką też się dobrze żyje. Korzystają z dobrodziejstw jakie przynoszą im wysoko pnące się drzewa. I nikt nikomu nie zawadza. Czasem zdarzy się jakas huba albo korniki, czy atak szarańczy. Ale potem zasady i tak się nie zmieniają chcesz przeżyć - musisz pnąć się coraz wyżej aby łapać promienie słońca.
U ludzi jest inaczej. Jak tylko zobaczą że ktoś wyrasta wyżej zaraz krzyczą że jak to? tak przecież nie można? Oczywiście to że sami nie próbują wznieść się wyżej nie przeszkadza w tym aby dezaktywować tego wyższego.
Nie chce mi się dawać przykładów, choć mógłbym wymieniać długo.

Pocieszyć się należy tym że zawsze będą tacy co tylko tańczyć na słońcu by chcieli mając w dupie tępą wiare o ograniczonych i zawistnych móżdźkach.

psi
Polecam polemikę jaką zaszczycił mnie pewien ugodowy katolik. To starcia początek. (mam nadzieję)

12345 Oceń post
Loading ... Loading ...

Komentarz

Atakują klony, będą nas miliony

Nie mogłem odmówić sobie tej przyjemności.

12345 6 głos(ów), średnia: 5
Loading ... Loading ...

Komentarzy

Hipokryzja dzieci Adama i Ewy

Na początek to. Coraz lepsze teksty kolega Oliveira pisze, i niedługo chyba skończy się na tym że będę od niego kopiował bo nic lepszego nie wymyśle. Pocieszam się że jest gejem, ateistą i wywrotowcem którego ktoś w końcu zamknie:> (co prawda wtedy najprawdopodobniej i moje dni będą policzone, o ile ja prędzej nie pójde pod gilotyne - zdecydowanie łatwiej mnie odnaleźć).

Czytając ten tekst przyszła mi ot taka myśl. Przynależąc z własnej woli do jakiejś społeczności kierujemy się jej zasadami. Znowu ta pieprzona wolność. Nic jednak nie stoi na przeszkodzi abyśmy identyfikując się z innymi ludzmi, odebrali sami sobie wolność na rzecz dobra braci i sióstr, paradoksalnie korzystając z wolności do nie korzystania z wolności. No i tu pojawia się problem.
Czy to że nie chcemy być wolni daje nam prawo do odbierania wolności innym? Z całą stanowczością - nie. Jednak postawmy subtelniejsze pytanie: czy próby przekonania innych do wyższości tego co ja nazwe zniewoleniem, a zniewolony w moim mniemaniu, wolnością w najczystszej postaci są czymś złym? Czy jeżeli ktoś wierzący będzie mi mówił o Bogu twierdząc że to jest jedynie słuszna droga życia, to nie zmuszając mnie jednak do niczego, będzie to czymś złym? Oczywiście że nie.
Znam kilka osób które są gdzieś pomiędzy. I z takimi ludzmi dyskusja jest najtrudniesza. Nie wiesz czy dostaniesz zaraz z argumentu czy z pięści.
Jednak nie skupiejmy się na mnie bezbożniku.
Śmiem twierdzić że każdy wierzący ma jakąś dziwną skłonność do hipokryzji. Po wielokroć zdarzyło mi się rozmawiać z ludzmi którzy przekonywali mnie do niesionych przez wiare wartości i gotowi byli w tamtych momentach szaty zrywać coby nawrócić mnie ignoranta.
Najśmieszniejsze jest jednak to, że ludzie ci których gorzej lub lepiej znam w żaden sposób nie dają świadectwa słuszności swoich poglądów. To chyba w religii jest jakiś dogmat którego nie znam - jeżeli chcesz kogoś nawrócić zwolniony jesteś z przestrzegania nakazów i zakazów wiary. Najprostszy przykład to odwieczna nienawiść, której przecież wierni powinni się wystrzegać jak diabła, do wszystkiego co inne, wszystkiego co nie uznaje wielkości boga tfu religii. Ale są i rzeczy prostsze, jak można bronić wiary gdy samemu uprawia się seks przedmałżeński nie wspominając o innych sodomistycznych zabawach, gdy upija się co tydzień, nie odmawia się sobie przyjemności a po tym wszystkim idzie w niedziele do kościoła przy czym gdyby się chciało porozmawiać o tym co ksiądz mówił podczas kazania to należy uprzedzić wiernego przed mszą aby go przypadkiem nie zaskoczyć tym pytaniem.
Jak w końcu, może mnie przekonywać do tego żem zły i powinnienem w boga wierzyć i jego nakazów słuchać, gdy sam przekracza prędkość przy pierwszej lepszej okazji, depcze trawniki, wpierdala w KFC i McDonaldzie, nie sprzeciwia się łapówkarstwu i sam daje łapówki, obok potrzebującego przechodzi obojętnie, wyprowadzając psa na spacer zostawia na środku drogi jego gówno, ogląda pornosy, przeklina itd itp.
Przy tym wszystki tryska oburzeniem i obrzydzeniem gdy kocha się z kobietą która ma łańcuszek z krzyżykiem, ktoś zarabia więcej niż on, publicznie pokazuje się bielizne i podpaski, kobieta ma menstruacje albo co najgorsze ktoś ośmieli się twierdzić że świat jest kolorowy a nie czarno biały.
Nigdy tego nie pojme. No ale cóź, nie mnie grzesznikowi i sodomicie dostąpić boskiej mądrości, wiernego ludu Pana.

12345 1 głos(ów), średnia: 5
Loading ... Loading ...

Komentarz

Paranoja pępka świata

Nie za bardzo chce mi się gadać o Benku. Wszyscy w koło gadają o tym co się dzieje, więc co tu ja mam jeszcze do gadania.
No ale kurwica mnie wzieła jak przeczytałem to. Gdyby nie wątek (prawie) humorystyczny z restauracji sejmowej to nic tylko płakać.

Ciężko mi się myśli. Zaczynam coraz bardziej zdawać sobie sprawę z tego że to co się w koło słyszy, to co niektórzy ignorują powoli się spełnia. Reguła małych kroków. Mały malarz bez jednego jądra, nie od razu gazował. Zresztą to porównanie nie jest dobre. Co najwyżej można je przykładać do takiego jednego od szkół. To co się dzieje bardziej przypomina działalność nijakiego Pinocheta.
Jak wiadomo idola naszego marszałka, który jeżdził składać mu hołd.
I niby możnaby to wszystko ignorować, osrać i zajmować się życiem. Tylko że pewnego dnia obudzimy się i okaże się że ktoś zapieprzył jednak to słońce.
I wtedy, ni chuja, żyć bez popełniania myślozbrodni, ciągłej obawy o to aby trwać, krycia się z poglądami, pochodzeniem i innymi niesprzyjającymi władzy odruchami poprostu nie da rady.

Znam wiele osób które powiedzą że w końcu zaczyna panować porządek, tylko za jaką cene? I czy ta cena z każdym dniem nie będzie rosła?

Pamiętam jak kilka lat temu Kazik śpiewał:
So we don’t want no prohibition in a Warsaw
i śmiałem się z tego. Jaka prohibicja? Prohibicja to Al Capone, albo lajtowa komunistyczna trzynasta. Ale teraz prohibicja. Raczej nie wydawało mi się że takiego dnia dożyje. I naprawde nie chodzi tu o to że chciałem się napić, bo jakbym chciał to bym wyjął coś z barku i w dupie miałbym ten zakaz. Chodzi o sam fakt. No i dożyłem. Wcześniej niż mi się wydawało.
Zatem co mam myśleć o tym co w koło wszyscy przewidują (to znaczy moje łże otoczenie) ?
Że tak jak piosenka się pewnie nigdy nie zdarzy?

Więcej nie chce mi się o tym myśleć. Aby jednak rozbudować ten wpis aby nikomu się go nie chciało czytać zacytuje sobie aż trzy piosnki.

Najpierw wspomniana El Dupa i Prohibicja:

Warszawcy radni to najwieksza banditerka
Kazdy chciwie na publiczne pieniadze zerka
Jak tak patrze to cyniczni i zlosliwi, glupi
Pasozyty, insekter, nowotwor na organizmie zywym
Radny kradnie zasada jest taka
W filmie kura tego typu warta jest siusiaka
Lub diponii wszelkiej masci, zlodziei na stolkach
Sluba wasza temu miastu to kit na kolkach

Nie chcemy zadnej prohibicji in a Warsaw
Nie chcemy zadnej prohibicji in a Cracow, heja
Nie chcemy zadnej prohibicji nawet w Walii
Ajli ajli in a different stylee /x3

So we don’t want no prohibition in a Warsaw
So we don’t want no prohibition in a Cracow
So we don’t want no prohibition in a stylee
Ajli ajli in a different stylee /x4

Radni Warszawy to zupelna bandyterka mowie
Co by mozna tu zagrabic kazdy jeden zerka
Oni ja mysle zachowuja sie nie ladnie
Rady kradnie a cale miasto na dnie

Na ulicy dzis kroluje grabiez i bandyci
Duze miasto, duza kasa, ratusz sie nasyci
Ingerencji prawo oddzial Babilonu rosci
Nie ma wolnosci bez Solidarnosci
Nie ma ojczyzny bez bialostoczczyzny
Nie ma tradycji bez prohibicji
Nie ma nowych mostow bez lapowek dla starostow
Nie ma oleju bez pancernego kleju
Nie ma el dupy gdy rozum lodem skuty
Nie ma statyry bez doktora YrY

Żeby jeszcze troche bardziej uogólnić tekst pedała, masona i cyklisty tzn. Tuwima:

Do Prostego Człowieka

Gdy znów do murów klajstrem świeżym
Przylepiać zaczną obwieszczenia,
Gdy “do ludności”, “do żołnierzy”
Na alarm czarny druk uderzy
I byle drab, i byle szczeniak
W odwieczne kłamstwo ich uwierzy,
Że trzeba iść i z armat walić,
Mordować, grabić, truć i palić;
Gdy zaczną na tysięczną modłę
Ojczyznę szarpać deklinacją
I łudzić kolorowym godłem,
I judzić “historyczną racją”,
O piędzi, chwale i rubieży,
O ojcach, dziadach i sztandarach,
O bohaterach i ofiarach;
Gdy wyjdzie biskup, pastor, rabin
Pobłogosławić twój karabin,
Bo mu sam Pan Bóg szepnął z nieba,
Że za ojczyznę - bić się trzeba;
Kiedy rozścierwi się, rozchami
Wrzask liter pierwszych stron dzienników,
A stado dzikich bab - kwiatami
Obrzucać zacznie “żołnierzyków”. -
- O, przyjacielu nieuczony,
Mój bliźni z tej czy innej ziemi!
Wiedz, że na trwogę biją w dzwony
Króle z pannami brzuchatemi;
Wiedz, że to bujda, granda zwykła,
Gdy ci wołają: “Broń na ramię!”,
Że im gdzieś nafta z ziemi sikła
I obrodziła dolarami;
Że coś im w bankach nie sztymuje,
Że gdzieś zwęszyli kasy pełne
Lub upatrzyły tłuste szuje
Cło jakieś grubsze na bawełnę.
Rżnij karabinem w bruk ulicy!
Twoja jest krew, a ich jest nafta!
I od stolicy do stolicy
Zawołaj broniąc swej krwawicy:
“Bujać - to my, panowie szlachta!”

I na koniec wracając do przeżywania życia, choć Myslovitz jakoś nigdy mnie za bardzo nie bujał to musze przyznać i z całą stanowczościa powiedzieć że to chyba ich najlepszy kawałek jaki słyszałem:

Strach przed lataniem i głód doświadczeń.
Wstyd przed mówieniem sobie “nie wiem”.
Ogromna siła wyobrażeń,
To nie przypadek, że jesteśmy razem.

Już teraz wiem,
Wszystko trwa, dopóki sam, tego chcesz.
Wszystko trwa, sam dobrze wiesz,
Że upadamy wtedy, gdy nasze życie przestaje być
codziennym zdumieniem…

Kolejna strona: mieć czy być?
Czy Erich Fromm wiedział jak żyć?
W rzeczywistości ciągłej sprzedaży,
Gdzie “być” przestaje cokolwiek znaczyć.

Już teraz wiem,
Wszystko trwa, dopóki sam, tego chcesz.
Wszystko trwa, sam dobrze wiesz,
Że upadamy wtedy, gdy nasze życie przestaje być
codziennym zdumieniem…

I jak już przeczytasz ten wpis to olej mój tekst, i jeszcze raz przeczytaj szczególnie dwa ostatnie teksty piosenek. Nie po to je tu wklejałem żebyś je olał.

12345 1 głos(ów), średnia: 5
Loading ... Loading ...

Komentarzy

co dzezi a co pase

Jak zwykle codzienna lektura, przynosi po pierwsze słowa których sam sobie bym nie odmówił, i tylko wściekam się że sam tego wcześniej nie napisałem, a po drugie, nijako przy okazji, nowe miejsca, do których zaglądać będę częściej.
Zatem zapraszam tu a potem tu. W szczególności warte zastanowienia to.

Jak mi przyjdzie coś orginalnego do głowy to może coś w nocy się jeszcze pojawi.

12345 Oceń post
Loading ... Loading ...

Komentarzy

bo pod góre łatwiej

Ludzie mają cholerną skłonność do utrudniania sobie życia. Jest to swego rodzaju paradoksem bo przecież większość ludzi jest leniwa i cała cywilizacja bez tego lenistwa by nie powstała. Gościowi który wymyślił koło przecież chodziło o to aby szybciej i bez wysiłku przenieść coś z jednego miejsca w drugie. Jedyny wniosek jaki mi się nasówa, to to że za dużo lenistwa powoduje pustke która za wszelką cene chce się wypełnić. I wymyśla się różne dziwne rzeczy byle czymś się popodniecać. Byle zająć się czymś, coby tylko nie żyć. Bo jak kiedyś pisałem żyć swoim życiem a nie cudzym, nie jest tak łatwo. Łatwiej jest wpierdalać się kaloszami w głowy innych, w to co robią, niż zająć się sobą. I niby łatwiej, ale przecież w taki sposób to nie tylko trudniej ale wcale się nie żyje. Przypomina mi się scena z “Stowarzyszenia Umarłych Poetów” - chłopaki mieli chodzić po dziedzińcu. No i chodzili najpierw każdy sobie, a potem zaczeli maszerować jednym krokiem. No bo przecież łatwiej. Łatwiej porzucić indywidualność na rzecz akceptacji. Tylko że gdy przestaje się być sobą, zaczyna myśleć jak inni to samemu się sobie utrudnia żyć. Więcej, samemu odbiera się sobie życie. Bo co to za życie, gdy wciąż musimy bacznie myśleć czy to co zrobimy kogoś nie urazi, albo co gorsza nie zdradzimy ideałów ziomków. I błędne koło się zamyka, bo wyzwolić się z takiego myślenia sami sobie nie pozwalamy.
I wszystko byłoby oki, niech ludzie łączą się, kroczą wspólnie jak im na życiu nie zależy. Tylko do cholery dlaczego gdy znajdzie się przynajmniej dwóch co to pójdą razem, zaraz muszą się wpierdalać w cudze życie.
Bo mi naprawde nie przeszkadza to że ktoś nie myśli, nie czuje, a tylko idzie jak leming za innymi lemingami. Tylko mnie prosze w to nie wciągać, że zacytuje znamienitego leminga: hola, hola. Tylko że jak tych lemingów jest blisko 40 mln (choć teraz to troche mniej zdaje się), to dość trudno iść w przeciwną strone. A jak już chce się iść to wezmą cię na plecy i zaniosą z sobą nad przepaść.
Zatem, jak chcesz sobie poutrudniać życie, idź na manifestacje, zapisz się do partii, krzycz że wszystkiemu są winni żydzi, masoni i cykliści, nienawidz katolików albo gejów, neguj istnienie boga i jego nieistnienie, rozżalaj się nad sobą że masz gorzej niż inni, jak poczujesz kompletną beznadzieje nie idź do pracy - okradnij sąsiada, ktoś ci odbierze nie twoje pieniadze idź
ponapierdalać w sejm kamieniami, poekscytuj się debilami u władzy, przyznaj racje innym debilom z opozycji, zapisz się do chóru albo policji, idź na mecz powyrywać krzesełka, nie czytaj, nie próbuj zrozumieć a wiedz, unikaj wszystkiego co nowe, nie próbuj a wręcz nawet się nie waż zapomnieć się w chwili i przyjemności no chyba że krzywdzisz innego co chciałby sobie spokojnie żyć i to sprawi ci przyjemność, pomódl się o pomyślność coby sąsiad złapał kiłe, w ogóle się módl bo przecież nie pracuj, a jak już pracujesz to opierdalaj się, bo przecież harować nie przystoi, no i przede wszystkim zawsze ale to zawsze miej opinie na tema jak wszyscy w koło powinni żyć, najlepiej oczywiście podobudowaną piękną ideą wspaniałego wodza, przy czym pamiętaj że żyć tak mają wszyscy w koło - twoim celem jest jedynie przekonanie ich do tego, nawet jeżeli zdarzy ci się zdradzić jeden czy kilka prikazów ideii.
No bo przecież tak łatwiej.

Lektura obowiązkowa na dziś: jak to kiedyś było bo historia kołem się toczy i może się powtórzyć. Albo i już się powtarza:>

12345 Oceń post
Loading ... Loading ...

Komentarzy

leniwie czasu rzeka płynie

leniwie czasu rzeka płynie
historii znaki łkają tonąc
przeminą w mazi
nadzieja, miłość, rozum i słowa
i tylko skała
twarda jak diament
oślizła od nurtu topieli
stawia wciąż tamę
i dumnie trwa
ponad pianą i wezbraną czasu rzeczą
i choć odmętów dotyk
osadza szlam
na nieugiętej materii
to z nurtu czasami
uchwyci silnie
i już nie puści po czasu kres
piasku ziarno
jedno drugie
tak nieznaczące dla rzeki czasu fal
A gdy już leniwy szlam
Siły wyzbyty, pogrąży skały moc
Wartko popłynie czysty rzeki czas

12345 Oceń post
Loading ... Loading ...

Komentarzy

przewróciło się nich leży

Zapomniałem te kilka godzin temu napisać o tym że giełda wczoraj wybiła koronny dowód z rąk możnowładnych czeciej i pół, że niby jest cudownie i rynek entuzjastycznie reaguje na ich wspaniałe pomysły. Jeszcze pól roku i zobaczymy jak fajnie polecą wskaźniki gospodarcze, z których tak dumny jest premier i jego kompani.
Jakimże to trzeba być ignorantem aby koniunkture na rynku przypisywać sobie i to w dodatku po kilku miesiącach rządzenia. I jeszcze mówić że poprzednicy czego się tkneli to spieprzyli (nawiasem mówiąc raczej skłonny jestem twierdzić iż zbijali bąki, czyli nie wpieprzali się w mechanizmy rynku przez co troszke go skrzywdzili bo przyzwyczaił się i myślał że tak dalej jest).

W dniu wczorajszym (dzisiejszym zresztą też) po trosze było mi żal tych wszystkich bidaków którzy się nielada przejechali, ale także i w końcu przyszła radość. Taka czysta polska radość z cudzego nieszczęścia. Ale nie z nieszczęścia tych ciułaczy a zadufańców którzy śmieli twierdzić że wiedzą lepiej od niewidzialnej ręki rynku. I tylko teraz z utęsknieniem oczekuje chwili gdy okaże się że pykyby jest mniejsze od przewidywanego, produkcja spada, bezrobocie tez spada (no bo niebawem zostaną ty tylko emeryci i renciści którzy jak wiadomo w tym współczynniku nie są uwzględniani), przekraczamy dopuszczalny poziom deficytu i wszystko się sypie. Zawsze oczywiście ktoś wykorzysta stary dobry pomysł dodrukowania pieniędzy, wykorzystania rezerw walutowych które jakby ktoś nie wiedział są pieniędzmi wirtualnymi, a później nic tylko Eldorado albo raczej rozbiory (co w gruncie rzeczy biorąc pod uwagę że może w końcu ktoś mądry by się nami zajął nie jest takie sprzeczne tzn to Eldorado z rozbiorami).
Troszke się rozpędziłem w tych dywagacjach, jednak odrobina czarnowidzctwa jest w takiej sytuacji jak najbardziej na miejscu.
A skoro leci w dół to niech leci wszystko, przynajmniej może niektóre baranki zrozumieją że nie tylko teczki i ciągłe nimi zabawy, rozliczenia przeszłości bez patrzenia w przyszłość, moralizowanie innych gdy samemu z moralnością ma się niewiele wspólnego, wrzucanie do rynsztoka wszelkich odmienności jest ważne.
Że zgodnie z wstrętnym kapitalistycznym przysłowiem pieniądz rządzi światem i dobrze o niego dbać a nie szastać nim w (polityczne) lewo i prawo, i ciągle rzucać w błoto.
Tego sobie i Państwu życze.

12345 Oceń post
Loading ... Loading ...

Komentarz

Z jednej strony, z drugiej strony.

Ze wsząd napierają na każdego ludzie, coby się określić za czy przeciw. Dziś nie można być obojętnym, a przy tym poglądy muszą być ściśle określone. Jesteś albo lewicowcem o otwartym umyśle, albo ciemnogrodzianinem wierzącym w zabobony. I tu powstaje problem, bo za cholere nie potrafię zdefiniować swoich poglądów. No bo napewno ani mi po lewej ani po prawej. Środkiem też często mi się zdarza nie pójść.
Nie pałam sympatią, delikatnie mówiąc, do Romka i jego atomków, ale i w żaden sposób podobnie jak z Lotniczym Pogotowiem i Podpieprzającymi i Słońce nie przełkne gadek Biedronia, o Niemcu nie wspominając (zresztą jak śpiewał Maleńczuk - “Niemców nienawidze od dziecka”). To co mówi Wierzejski i Niemiec jest na identycznym poziomie intelektualnym, i jak dla mnie łączy ich ta sama faszystowska ideologia (wiem że trodno nazwać niemiecki bełkot faszyzmem, jednak gdy przyjżeć się bliżej jest to de facto to samo popaprane myślenie).
Jak już też gdzieś zauważyłem ludzi uważam za idiotów, przy czym z drugiej strony mam wielkie nadzieje że mile mnie będą zaskakiwać (co jednak jakoś im nie wychodzi). Uważam także iż człowiek jest z natury zły, gdyby nie ograniczenia nakładane przez społeczeństwo kierowalibyśmy się instynktami które z natury rzeczy przeczą pojmowanemu w społeczny sposób dobru.
Z jednej strony uważam że religie są dla debili którzy sobie w życiu nie mogą poradzić i szukają sensu w bezsensie, próbując nadać swemu życiu jakieś znaczenie bo sami sobie z tym nie radzą, z drugiej najprawdopodobniej wychowam swoje potomstwo zgodnie z normami nakładanymi przez mimo wszystko najpiękniejszą opowieść jaką jest biblia.
Z jednej strony nienawidze socjalizmu, ale zawsze podobało mi się jakieś piękno wywodzące się z myśli Lolka i Ilicza. Tu pewna dygresja.
Dlaczego nikogo nie zastanawia legendarność takich postaci jak Lenin czy ikona socpopaprańców Gevara. Pomijając słuszność rewolucji, to Gevara był poprostu skurwysynem którego zdradził nawet inny socpalant Castro (słyszeliście jak to się można dorobić stwarzając socjalistyczny dobrobyt - jedno mnie zastanawia na cholere el Komendante te dudki w Szwjcarii). I czym tu się zachwycać. Kolejny fakt że komuniści w propagandzie przerośli jej niekwestiwanego boga Gebelsa - jakoś nikt nie nosi koszulek z Himlerem lub innymi “bohaterami” rzeszy. Jakby ktoś zobaczył na ulicy skina z Adolfem to zara by znikąd pojawiły się psy, natomiast najmnejszego problemu nie ma z boskim Che. Stalin już nie miał tak szlachetnych rysów więc na koszulkach się nie przyjął, ale nie przeszkadza to w wywieszaniu go na flagach w róznych miejscach. I nikt nie ma o to pretensji.
Wracając do meritum. W wielu sprawach ma rozdwojenie jaźni. Dajmy na to kara śmierci. Z jednej strony uważam że jeżeli ktoś robi rzeczy które zwierzętom nawet nie przystoją to poprostu nie zasługuje na życie. Z drugie cholernie bałbym się wydać wyrok.
I w wielu kontrowersyjnych sprawach cały czas błądze między skrajnościami.
Zamiast spokojnie poświęcić się uciechom życia (co oczywiście czynie przez znamienitą jego część), co i róż kontestuje świat.
Z jednej strony wielu ludzi szanuje, z drugiej coraz więcej uważam za kompletnych popaprańców z którymi nawet nie ma sensu wchodzić w dyskusje.
A już szczytem mojego dziwnomyślicielstwa jest np. przyznanie racji takiemu Łysiakowi na temat salonu (choć ze świadomością przesadyzmu jakim pan Łysiak charakteryzuje się w każdej z swoich wypowiedzi) ale także przyznaniem michnikowszyźnie racji w walce z tym łysiakowym przesadyzmem. Ten wątek przyjdzie mi niebawem chyba rozwinąć, więc się nie będę za nadto zagłępiał.

W mojej głowie jak i w sumie życiu (dosłownie (chciałbym:>) i w przenośni) rozgrywa się nieustanie bal, niczym z pornosów klasy A, gdzię najpierw wszyscy przychodzą w pięknych strojach z maskami na twarzach a potem jak mówił Marlon w “Słodko-Gorzkim” “potem to już się nic nie dzieje. Poprostu się pierdolą.”

12345 Oceń post
Loading ... Loading ...

Komentarz

Komu robimy dobrze…

Dość niedawno wdałem się w rozmowę na temat tego że wszystko co człowiek robi wynika jedynie z egoistycznych pobudek. Tzn. ja próbowałem udowodnić że tak jest. Ponieważ dyskusja trwała w pijackim zwidzie, przeto nie zakończyła się żadną sensowną konkluzją.
Jakbym jednak nie spojrzał mimo że mój umysł na trzeźwo charakteryzuje się daleko idącą chęcią kompromisu, w tym zagadnieniu twardo będę stał przy swoim.
Postawmy tezę że są obszary działalności człowieka w których wykazuje on chęć do czynienia czegoś co nie przyniesie mu żadnych korzyści. Mówimy tu jednak nie tylko o korzyściach materialnych ale przede wszystkim o korzyściach duchowych. Oczywistym jest że ludziom dość często zdarza się zrobić coś w wyniku czego ktoś zyska natomiast oni sami nawet mogą stracić. No i dobra, ale nigdy nie uwierzę że ktokolwiek miałby zrobić coś co sprawi że jego poczucie wartości spadnie, jego ego zostanie sponiewierane a on sam będzie czuł tylko gorycz. A są sytuacje które tego mogłyby od nas wymagać. Wtedy dochodzą jednak do głosu moralność, ba, zaczynamy tłumaczyć się prawem, normami społecznymi itd. Itp. Te wszystkie pierdoły, które tylko i wyłącznie sprawiają że możemy utwierdzić się w przekonaniu że postąpiliśmy słusznie. I teraz niech ktoś mi powie, że człowiek z zasady nie jest egoistą. I to w każdym przypadku, wtedy gdy coś robimy, komuś pomagamy, i wtedy kiedy odmawia pomocy. Wtedy gdy ma świadomość że dzięki swemu postępowaniu może liczyć na wdzięczność drugiej strony i prawdopodobnie o podobny uczynek w przyszłości, jak i wtedy gdy druga strona nigdy nie będzie miała okazji na odwdzięczenie się ale za to świadomość dobrego uczynku znacznie poprawi nam mniemanie o sobie, albo choćby nieznacznie polepszy samopoczucie.
Nawet to że robimy coś co przyniesie nam same udręki tłumaczymy sobie wyższym celem, słusznością wyższą a dzięki temu jesteśmy zadowoleni z swego czynu. Taki wstęp do masochizmu. Choć wiem że będę cierpiał to napawa mnie to jedynie myślą o swoim spełnieniu.
A największymi egoistami są ci których wszyscy odsądzają od jakiegokolwiek spełniania swojego ego, zdaje się nazywani altruistami. Uwarunkowania kulturowe, wychowanie wprowadza na pewien tor myślenia który mówi co jest dobre a co złe. Chęć czynienia dobra jest wynikiem tej prostej nauki że dobro zawsze wróci do nas. I że niby nie ma egoistów?

Dobra dość filozowania.
Wczoraj koncerto Kultu było; fajna piosnke mi przypomnieli:

Nie dorosłem do swych lat…
Masz mnie za nic? - dobrześ zgadł.
Jak tak można - pytam was -
Tylu lat marnować czas?
Nauczyłem w życiu się
Paru rzeczy - wszystkich źle.
Ale moją dróżką idź,
Gdy się już nie daje żyć.

La, la, la, la - wszystko prostsze, gdy się śpiewa i gra,
La, la, la, la - gdy po szklance koniak spływa jak łza,
Gdy toczy noc wszystkich godzin ciemnych zdrady i zła,
A w sercu już, zamiast krwi, tylko popioły i kurz,
tylko popioły i kurz…
La, la, la, la, - wszystko prostsze, gdy się śpiewa i gra,
La, la, la, la - gdy po szklance koniak płynie jak łza,
Gdy toczy noc wszystkich godzin ciemnych zdrady i zło
I kiedy dłoń ściska szkło, w którym przez płyn błyska dno…

Inni zawsze wiedzą - co?
Jak? Dlaczego? Gdzie i kto?
Komu wziąć, a komu dać? -
A ja nigdy, kurwa mać.
A już nie daj Boże, gdy
Jakaś się spodoba mi -
Zamiast brać bez zbędnych słów -
Plączę się i kończę znów…

La, la, la, la - wszystko prostsze, gdy się śpiewa i gra,
La, la, la, la - cóż, że wszyscy są mądrzejsi niż ja?
Mieć, co się chce, można tylko, kiedy przegra się grę,
A w sercu już, zamiast krwi, tylko popioły i kurz,
tylko popioły i kurz…
La, la, la, la - wszystko prostsze kiedy ciebie się ma,
La, la, la, la - po kieliszku koniak płynie jak łza…
Cóż, że wszyscy są mądrzejsi niż ja?
Utopi noc naszych godzin zimnych zdrady i zło,
Bądź ze mną, bo w mgle lat zginie nam “la, la” - słuchaj to…

12345 Oceń post
Loading ... Loading ...

Komentarzy