Dość niedawno wdałem się w rozmowę na temat tego że wszystko co człowiek robi wynika jedynie z egoistycznych pobudek. Tzn. ja próbowałem udowodnić że tak jest. Ponieważ dyskusja trwała w pijackim zwidzie, przeto nie zakończyła się żadną sensowną konkluzją.
Jakbym jednak nie spojrzał mimo że mój umysł na trzeźwo charakteryzuje się daleko idącą chęcią kompromisu, w tym zagadnieniu twardo będę stał przy swoim.
Postawmy tezę że są obszary działalności człowieka w których wykazuje on chęć do czynienia czegoś co nie przyniesie mu żadnych korzyści. Mówimy tu jednak nie tylko o korzyściach materialnych ale przede wszystkim o korzyściach duchowych. Oczywistym jest że ludziom dość często zdarza się zrobić coś w wyniku czego ktoś zyska natomiast oni sami nawet mogą stracić. No i dobra, ale nigdy nie uwierzę że ktokolwiek miałby zrobić coś co sprawi że jego poczucie wartości spadnie, jego ego zostanie sponiewierane a on sam będzie czuł tylko gorycz. A są sytuacje które tego mogłyby od nas wymagać. Wtedy dochodzą jednak do głosu moralność, ba, zaczynamy tłumaczyć się prawem, normami społecznymi itd. Itp. Te wszystkie pierdoły, które tylko i wyłącznie sprawiają że możemy utwierdzić się w przekonaniu że postąpiliśmy słusznie. I teraz niech ktoś mi powie, że człowiek z zasady nie jest egoistą. I to w każdym przypadku, wtedy gdy coś robimy, komuś pomagamy, i wtedy kiedy odmawia pomocy. Wtedy gdy ma świadomość że dzięki swemu postępowaniu może liczyć na wdzięczność drugiej strony i prawdopodobnie o podobny uczynek w przyszłości, jak i wtedy gdy druga strona nigdy nie będzie miała okazji na odwdzięczenie się ale za to świadomość dobrego uczynku znacznie poprawi nam mniemanie o sobie, albo choćby nieznacznie polepszy samopoczucie.
Nawet to że robimy coś co przyniesie nam same udręki tłumaczymy sobie wyższym celem, słusznością wyższą a dzięki temu jesteśmy zadowoleni z swego czynu. Taki wstęp do masochizmu. Choć wiem że będę cierpiał to napawa mnie to jedynie myślą o swoim spełnieniu.
A największymi egoistami są ci których wszyscy odsądzają od jakiegokolwiek spełniania swojego ego, zdaje się nazywani altruistami. Uwarunkowania kulturowe, wychowanie wprowadza na pewien tor myślenia który mówi co jest dobre a co złe. Chęć czynienia dobra jest wynikiem tej prostej nauki że dobro zawsze wróci do nas. I że niby nie ma egoistów?
Dobra dość filozowania.
Wczoraj koncerto Kultu było; fajna piosnke mi przypomnieli:
Nie dorosłem do swych lat…
Masz mnie za nic? - dobrześ zgadł.
Jak tak można - pytam was -
Tylu lat marnować czas?
Nauczyłem w życiu się
Paru rzeczy - wszystkich źle.
Ale moją dróżką idź,
Gdy się już nie daje żyć.
La, la, la, la - wszystko prostsze, gdy się śpiewa i gra,
La, la, la, la - gdy po szklance koniak spływa jak łza,
Gdy toczy noc wszystkich godzin ciemnych zdrady i zła,
A w sercu już, zamiast krwi, tylko popioły i kurz,
tylko popioły i kurz…
La, la, la, la, - wszystko prostsze, gdy się śpiewa i gra,
La, la, la, la - gdy po szklance koniak płynie jak łza,
Gdy toczy noc wszystkich godzin ciemnych zdrady i zło
I kiedy dłoń ściska szkło, w którym przez płyn błyska dno…
Inni zawsze wiedzą - co?
Jak? Dlaczego? Gdzie i kto?
Komu wziąć, a komu dać? -
A ja nigdy, kurwa mać.
A już nie daj Boże, gdy
Jakaś się spodoba mi -
Zamiast brać bez zbędnych słów -
Plączę się i kończę znów…
La, la, la, la - wszystko prostsze, gdy się śpiewa i gra,
La, la, la, la - cóż, że wszyscy są mądrzejsi niż ja?
Mieć, co się chce, można tylko, kiedy przegra się grę,
A w sercu już, zamiast krwi, tylko popioły i kurz,
tylko popioły i kurz…
La, la, la, la - wszystko prostsze kiedy ciebie się ma,
La, la, la, la - po kieliszku koniak płynie jak łza…
Cóż, że wszyscy są mądrzejsi niż ja?
Utopi noc naszych godzin zimnych zdrady i zło,
Bądź ze mną, bo w mgle lat zginie nam “la, la” - słuchaj to…