Znalazłem bardzo ciekawe dwa teksty. Jak mi się zbierze to i sam coś może do tego dorzucę. Tymczasem zapraszam do przeczytania tego i ponownie samogona.
kolejny edit
W ramach zarzucania linków - ciekawy artykuł i dyskusja z niego wynikająca.
Znalazłem bardzo ciekawe dwa teksty. Jak mi się zbierze to i sam coś może do tego dorzucę. Tymczasem zapraszam do przeczytania tego i ponownie samogona.
kolejny edit
W ramach zarzucania linków - ciekawy artykuł i dyskusja z niego wynikająca.
Nie chce mi się nic pisać. Dlatego dziś zapraszam na ochłodzenie łykiem samogonu.
To samo bym napisał - jakbym miał troche więcej talentu oczywiście.
W ramach relaksu, jak na polaków przystało pośmiejmy się z cudzego nieszczęścia.
pot na dupie,bez odbioru…
Od początku mistrzostw nie było nic na ten temat.To teraz będzie.
Się panowie rozwodzą nad “upadkiem” Zidana. A dupa. Włoski cioł najpierw go obmacał po cycu a potem pewnie zaczął produkować się o tym że murzynom się Zizu daje a jemu nie chce, czy coś takiego. No to krótka piłka. Dostał z bani. Wiem że niby fair play i te sprawy. Piłki nie lubie bo piłka to powinny być igrzyska, bitwa i wojna. Kiedyś to nawet myślałem że fajnie by było jakby jak jakieś kraje mają coś do siebie, to zamiast wojenki niech się spotkają na boisku i sobie tam ulżą. Jasne że są reguły ale tyczą się dwóch stron. A słowem można mocniej uderzyć niż główką. I tak pewnie było…
Z wymienionych powodów wole hokej - tam się mało macają.

A ja pozostane przy ulubionym “sporcie”
Lityl edit
Trener francuzów zdaje się, dziś powiedział krótko to co wczoraj chciałem powiedzieć - są rzeczy ważniejsze niż mistrzostwa świata.
Gorąco…
Don Kichot zaczął się gubić w otaczającej go rzeczywistości. Wróg zgodnie z przewidywaniami nie spał, jednak wbrew intuicji Don Kichota był sprytniejszy niż można było przypuszczać. Don Kichot od dawna nie rozumiał na czym polega struktura podległości u wroga. Nie przejmował się tym. Wróg to wróg. Gdy kolejnego ranka przebudził się ponownie z planem sabotowania wroga, okazało się iż był to wieczór. Kolejnym zdziwieniem było to iż wróg zajął się sam sobą i kompletnie zignorował Don Kichota. Ignorował go zresztą od dawna, lecz to co spotkało tego dzielnego rycerza było kompletnym przejawem braku szacunku. Myśli w głowie zaczęły jednak krążyć coraz szybciej i szybciej. Don Kichot przypomniał sobie jak to jego wierny Sanch Pancha, a właściwie jeden z wielu popleczników Don Kichota zwany przez wielu El Burro - którego Sancho przekabacił na strone rycerza, z niewiadomych przyczyn nazywany przez giermka osiołkiem, nie dalej jak dzień wcześniej rozmawiał z jednym z wrogów, nijakim von Martinezem. Sancho tłumaczył że ten zasłurzony w wielu bitwach u boku Don Kichota i wiernego giermka sługa błędnego rycerza, był spragniony i musiał zaspokoić pragnienie u boku czegoś co Sancho nazwał wodnym kołem młynu. Don Kichot często nie rozumiał o czym Sancho do niego mówił, czasami podejrzewał że jego giermek jest opętany i obawiał się o jego zdrowie psychiczne, jednak nigdy nie miał wątpliwości iż utrata zmysłów Sancha nigdy, ale to nigdy nie przeszkodziłaby w oddaniu życia przez giermka w słusznych bojach Kichota. Don Kichot musiał teraz szybko zinterpretować szaleńcze mary jakich doświadczył Sancho. Jako iż intelektem nikt nie dorównywał rycerzowi, szybko doszedł do wniosku iż być może El Burro z sukcesem porozumiał się z Von Martinezem. To wyjaśniałoby zaistniałą sytuacje. Tak. Stwierdził rycerz. To musi być to. Wróg, który od dawna miał niebywałą zawziętość w obrzucaniu Don Kichota wiórami, musiał wyczuć niecne plany El Burro i Von Martineza. Dlaszy rozwój sytuacji przedstawiał się z jednej strony całkiem przyzwoicie, z drugiej Don Kichot zdawał sobie sprawę iż jego wróg po najgorszych zadanych mu ranach uderzał z zdwojoną siłą.
Don Kichot myśląc nad przyszłością i strategią jaką obierze w kolejnych dniach, wraz z swym wiernym giermkiem Sancho Panchem oddalał się w kierunku zachodzącego słońca… a może to księżyc był.
A po myślach krążyło mu jakieś dziwne słowo:
-platforma? co to do cholery jest?
Właśnie przeczytałem to. Będę się mocno powstrzymywał żeby nie zacząć bluzgać.
Noż kurwa blać. Że też nie przewidziałem tego dawno. Tzn przewidziałem ale nie zapisałem. Oczywistym było że zaraz jakiś mądry katolicko radykalny miłosierny cioł wpadnie na pomysł że w dzisiejszych czasach żadna armia zawodowa tylko przymusowe strzelanie i robienie z ludzi debili.
Nie dość że wyrywa się ludziom te 4 miechy z życiorysu to przy okazji można troche powypaczać psychike. Po kiego człowiek ma wieżyć w jakieś wyższe ideały jak się naogląda, a przede wszystkim odczuje na własnej skórze przez te kilka miesięcy że debilny trep co to przez całą podstawówke miał w dupie rozwój intelektu, może ot tak sobie gnębić i sponiewierać debilnymi rozkazami ludzi.
To jeszcze nic z tego wszystkiego wniosek że np. ja, studiując i pracując jednocześnie, mając bądź co bądź na utrzymaniu własne mieszkanie musiałbym stawić się w jednostce i pokornie odsłużyć swoje. No lepszego sposóbu na spierdolenie komuś życia to chyba nikt nie wymyślił.
Może ktoś wie jakie są konsekwencje zrzeczenia się obywatelstwa? Bo to chyba najrozsądniejsze co można zrobić (poza daniem w łape jakiemuś łapiduchowi czym się permanentnie brzydze). Tylko czy będę mógł sobie spokojnie dalej pracować, posiadać, i chodzić po ulicach tego kraju? Czy ZUS mi odda moje pieniądze (z których przez ostatnia 2 lata mnie okrada)? No i jak się jest bezpaństwowcem, to gdzie się paszport wyrabia:>?
No ogólnie chciałbym poznać wszystkie konsekwencje, bo być może gra nie warta świeczki.
Wszyscy się rozwodzą nad artykułem. Że niby prezydent poczuł się urażony i nie pojechał na szczyt bo go naobrażali. Nikomu jednak nie przychodzi najprostsze rozwiązanie problemu. Zrobił się zajebisty temat zastępczy, że się polactwa nie szanuje, a prawda jest prosta jak rozciągnięty kłębek drutu.
Po prostu pan prezydent od początku swojej kadencji jasno daje do zrozumienia że daleko mu do męża stanu. Wciąż robi uniki, jak już gdzieś pojedzie na małe pogaduchy zupełnie nie potrafi się odnaleźć, a gdy nie ma wyjscia i musi dojść do spotkania na szczycie z innymi “wielkimi” tego świata to okazuje się że choroba pana prezydenta zmogła. A dupa. Sraczki dostał ze strachu że coś spieprzy. Też tak mam. Jak wiem że czeka mnie stresujące spotkanie to brzuch daje o sobie znać dzień wcześniej. I ma tak zapewne wiele ludzi. U pana prezydenta ten syndrom występuje jednak z pewnym kompleksem o którym pisała kiedyś pewna strona która jakimś dziwnym sposobem gdzieś mi umkneła. Nie bedę pisał że chodzi o kompleks małego itd, bo i mnie ktoś gotów zamknąć. Zresztą nie chodziło tam o przyrodzenie a o stosunek do świata. W połączeniu ze sraczką daje w zupełności obraz dzisiejszego polaka. Najmądrzejszy, najzdolniejszy, najmoralniejszy tylko jak przychodzi co do czego to sraczka.
Choć idol pokoleń polaczków, z którym tak bardzo chcieliby się identyfikować bliźniacy i im podobni, a którego ja w ogóle nie szanuje, bo był po prostu socjalistyczną a przy okazji nacjonalistyczną świanią polityczną to jedno trzeba tu powiedzieć: Piłsudski miał honor i jaja. Był człowiekiem którego poglądów można nie szanować ale któremu szacunku jako człowiekowi odmówić nie można. Kiedy trzeba było potrafił powiedzieć twardo co myśli. Nie unikał konfrontacji z najgorszymi oponentami, choć z kulturą w takich starciach było gorzej. Przy czym i czasy były inne więc do tej kultury to wagi przykładać wielkie może i nie należy.
W każdym razie wracając do tematu - po raz kolejny w prostych faktach media doszukują się ukrytego dna, albo raczej przyjmują do wiadomości to co im na talerzu zostaje podane. Założe się że informacja o tym że prezydent się obraził wyszła z jego otoczenia tylko po to aby ukryć fakt sraczki w jaką popada pan prezydent za każdym razem gdy musi uczestniczyć w ważnym spotkaniu.
Z wszystkiego trzeba jednak wyciągać pozytywy i nauki dla siebie. Jak masz sraczke to najpierw podbuduj ego a potem pchaj się na stołki, a jak nie masz predyspozycji do zaciskania dupy, to poprostu na stołki się nie pchaj.
Dziekuję za uwagę.
Lubię poczytać sobie mądrości innych. W szczególności tych z drugiej strony barykady. Przeogromnie uwielbiam zaglądać w to miejsce, choć ciemnogrodzianin jak myśli każdy wie. Strasznie cenie trafność spostrzeżeń tego pana, choć często wygodne mi nie są. Nawet i to co jest tu pisane w ostateczności potrafię zrozumieć, bo choć w niczym nie potrafię się zgodzić z tym przemiłym człowiekiem to przynajmniej z jego mądrości wnioskuje że nikogo nie chce leczyć (no ewentualnie pewnie rozstrzelać, ale który z anarchistów nie chciałby tego samego dla katoradykalistów:>). Ideologia w najczystszej postaci, tak jak i tu. Te dwa miejsca, jak mi się zdaje łączy poza kompletnie odmiennym od mojego, azymutem światopoglądowym, minimalna akceptacja dla inności. Uczciwej inności. I minimalna (ledwo zauważalna ale jednak) świadomość że nie wszyscy muszą myśleć jak i oni.
Nawzajem możemy (nawet nie bezpośrednio) poubliżać, wyśmiać, ironizować z siebie.
Ostatnio jednak wróciłem w pewno miejsce które raz już mnie mocno zirytowało - przede wszystkim brakiem próby polemiki z oponentami (czyli ze mną). Nawet nie wiem co napisać na ten temat, bo takiego festiwalu hipokryzji to w życiu nie spotkałem, nawet na stronach radia tirana.
Pominę różne dziwne rzeczy o których pisał ten przemiły teista, najbardziej zafascynowała mnie ta oto notka.
Polecę przemiłemu chrześcijaninowi pewną lekturę. Pewien karzeł socjalistycznej reakcji z kolebki bezbożnej myśli, rodak komunistycznych pomiotów nijaki Dostojewski napisał kiedyś pewną niezbyt popularną i nie do końca przemyślaną książeczkę. Pisał o jakimś tam Raskolnikowie. Otóż tenże Raskolnikow miał podobną cechę do przemiłego chrześcijanina. Wydawało mu się że nikt inny nie ma racji. Że to on jest ten dobry, ten który stąpa po świecie w jasno wyznaczonym celu, że za jego osobę ludzkość powinna być wdzięczna. Żądał pokory od innych podczas gdy sam jako ten wybrany był ponad moralnością, ponad ludzkimi słabościami, ponad ludzką głupotą.
Jaka nagroda go spotkała polecam doczytać. Choć jak dla mnie przemiły chrześcijanin prawdopodobnie i nie do końca zorientowałby się że coś jest jednak nie tak. Za bardzo, zdaje się, uwierzył w swoje przeznaczenie mesjasza internetu i zbawcę ludzkości od zła wszelakiego.
Przepraszam w tym miejscu Raskolnikowa że nadużyłem jego przykładu i jego tragedii, która niejednokrotnie pozwoliła mi uniknąć jego losu (może nie dosłownie ale jednak). Przepraszam że pominąłem wszelkie inne jego cechy które wypływając z kart opowieści, mogą utwierdzać jedynie o jego przeogromnym poczuciu moralności. Przemiły chrześcijanin na Sonie najpierw zapewne by splunął po czym wezwał odpowiednie władze w celu wyplewienia nierządu.
W ramach dygresji: polecam jeszcze jedno opowiadanie kolejnego ruskiego straceńca o jakimś mistrzu i Gośce.
W każdym razie, trudno nie zgodzić się z przemiłym chrześcijaninem co do kilku pierwszych akapitów. Gorzej wychodzi dalej gdy jedyne słuszne prawo do mądrości, miłości, współczucia, tolerancji, pokory, cierpliwości, wewnętrznej satysfakcji i wreszcie szczęścia przyznaje jedynie sobie i jemu podobnym.
Szkoda gadać…
Troche poprawiłem kod strony. Menu boczne wyglada podobnie ale troche inaczej. Jakby ktoś chciał to może se pooglądać statystyki. Z ważniejszych zmian, dodałem możliwość oceniania notek. Jako że nie wszystkim chce się dodawać komentarze a może chcieli by mieć wpływ na to co tu pisze i jak, ocenianie będzie chyba dobrym rozwiązaniem, a i ja będę się bardziej sugerował tym i pisał me wypociny biorąc pod uwagę oceny danych wątków. Co prawda wtyczki nie udało mi się przerobić tak jakbym chciał, bo coś się krzaczy z tekstem po oddaniu głosu, ale będę z tym walczył i pewnie niebawem już nie będą raziły głupie znaki zapytania. Wtyczke odpalam już teraz bo nie wiem ile potrwają boje z poprawnym wyświetlaniem. Ważne że działa i można sobie oceniać.
EDIT
Wszystko działa. Miejsca gdzie odznaczyłem ślad w tych bojach: tu i tu.