Warning: fopen(/home/patryk/public_html/blog/wp-content/backup/.htaccess) [function.fopen]: failed to open stream: No such file or directory in /www/global/qatryk/wp-content/plugins/backupwordpress/functions.php on line 377
Cannot open file (/home/patryk/public_html/blog/wp-content/backup/.htaccess)
Warning: fwrite(): supplied argument is not a valid stream resource in /www/global/qatryk/wp-content/plugins/backupwordpress/functions.php on line 381
Cannot write to file (/home/patryk/public_html/blog/wp-content/backup/.htaccess)
Warning: fclose(): supplied argument is not a valid stream resource in /www/global/qatryk/wp-content/plugins/backupwordpress/functions.php on line 385
2006 grudzień Archiwa » Qatrykowe boje

Archiwa dla grudzień, 2006

Prowokacja - bo cytaty kłamią

Baron Münchhausen. Zaraz szukam głosów oburzenia obrońców barona. :)

12345 Oceń post
Loading ... Loading ...

Komentarzy

Artysto zarabiaj czyli uzupełnienie

“…Mimo szalejącego piractwa lata 1995-97 należały do złotego okresu. Edyta Górniak, Maanam, Edyta Bartosiewicz, Anita Lipnicka, Varius Manx, Robert Chojnacki, Urszula, Hey, Liroy, Elektryczne Gitary, De Mono, Budka Suflera sprzedawali płyty w nakładach często przekraczających 200 tys. egzemplarzy. Rekordziści - “Nic nie boli tak, jak życie” Budki Suflera i “Sax & Sex” Roberta Chojnackiego - według nieoficjalnych danych osiągnęli nawet ponadmilionowy nakład….”

Jedno z ciekawszych zdań z artykułu “Fonografia jest sama sobie winna”

12345 Oceń post
Loading ... Loading ...

Komentarzy

W dupach się poprzewracało! - czyli grawitacja dotyczy tylko Newtona

Niniejszy tekst w dużej mierze został zainspirowany artykułem Stephan’a Kinsella: “Przeciw własności intelektualnej” a przede wszystkim ostatnimi ciekawymi “dostosowywaniami” do prawa europejskiego.
Polecam przeczytać artykuł Kinsella. W nim trochę zaniepokoiła mnie jedna rzecz. Jakoś tak miałem wrażenie że powracamy do podstaw socjalizmu. Wszystko jest wszystkich.
Zacznijmy jednak od początku. Kinsella mówi że podstawą pierwotną własności jest rzadkość. Dla tych którym nie chce się brnąć przez ten jak dla mnie trochę za skomplikowany językowo wywód (bo idiota jestem i wole jak się do mnie prosto mówi) krótkie streszczenie najważniejszych tez. Kinsella mówi że to co mamy w posiadaniu wynika z tego że dobra które są w około nas są ograniczone. Jeżeli żylibyśmy w świecie gdzie na pstryknięcie palców mam to co chcemy, pojęcie i prawo własności byłyby nie potrzebne. Wejść w posiadanie jakiegoś dobra można w sensie pierwotnym, jedynie przez zawłaszczenie rzeczy która była niczyja. Później nikt według prawa naturalnego nie może nam tego dobra odebrać wbrew naszej woli. Oczywiście możemy się z kimś umówić że oddamy mu nasze dobro pod jakimś warunkiem. I wszystko jest oki póki jest to rzecz materialna. Problem zaczyna się gdy za naszą własność zaczynamy uważać idee czy pomysł. Ludzie chcąc podporządkować te abstrakcje wymyślili że muszą sprawić aby pomysły czy idee miały znamiona rzadkości. Czyli sztucznie sprawiono poprzez prawa autorskie i patenty, że rzeczy niematerialne posiadają właściciela. I to jest pierwszy i zasadniczy krok do zaprzeczenia prawu naturalnemu z którego ponoć te prawa miałyby wynikać. Kinsella posłużył się przykładem pułapki na myszy. Pan X wymyślił sobie super extra pułapkę. Opatentował ją. Sprzedając ją panu Y, pana Y patent zobowiązuje do nie powielania rozwiązania pana X. Pan Y się na to godzi. Pana Y odwiedza pan O. Pan O przez przypadek zobaczył super extra pułapkę. Nie wie nic o patencie. Idzie do domu konstruuję pułapkę na wzór super extra pułapki i sprzedaje ją panu W.
Z prawa patentowego wynika ni mniej ni więcej że panowie Y, O i W to bandyci! Pan Y gdyż udostępnił panu O rozwiązanie super extra pułapki. Pan O bo naruszył patent pana X i co gorsza zaczął czerpać z tego rozwiązania zyski. Pan W gdyż zakupił od Pana X pułapkę której rozwiązanie jest chronione patentem. Czyż nie jest to paranoja?
I tu pytanie. Do czego to może doprowadzić? Pomyślcie co by było gdyby trochę bardziej restrykcyjne prawo (do czego cały czas dążą instytucje posiadające prawa autorskie i patenty) obowiązywały w czasach Newtona. Newton jako naukowiec chętnie dzielił się swoimi spostrzeżeniami z ludźmi. Załóżmy jednak na moment że Newton skorzystałby z prawa i opatentował swoje spostrzeżenia. Prawdopodobnie od tamtej pory zabronione byłoby nie odrywanie się od ziemi bez jego zgody gdyż jedynie on miałby prawo do grawitacji!
Podążając za przykładem pułapki przejdźmy do czegoś bliższego obecnym czasom. Korzystając z emula kto mi udowodni że ściągnięte przeze mnie filmy i muzyka nie zostały wstawione do sieci przez ich autora? Skąd mam wiedzieć że dany utwór jest chroniony prawem autorskim? Jeżeli nawet został on wystawiony wbrew woli autora to skąd mam o tym wiedzieć? Dlaczego mam podejrzewać kogoś kto daje mi skopiować plik o złe zamiary?

Wróćmy do tego co mnie zaniepokoiło i co uważam za godne uzupełnienia w artykule Kinsella a co dopełnia obrazu niechęci wobec praw autorskich i patentów. W jakimś sensie Kinsella pomija wartość pracy twórczej. Nie na tym się oczywiście skupia, lecz jest to moim zdaniem koronny powód obrony praw autorskich i bez jego dogłębnego wytłumaczenia nikogo nigdy nie przekonamy do obalenia prawa autorskiego. Poniższy wywód jest jednak tylko moim skromnym wyobrażeniem i pewnie wart jest większych rozważań i nie wątpię że ktoś już ich lepiej ode mnie dokonał - jednak nie było mi dane takowych odnaleźć więc wykonam odrobinę pracy intelektualnej.
Nasza praca w pewnym sensie jest naszą własnością. Tu wchodzi pojęcie rzadkości. Mamy pewne zdolności które inni nie mają. Robimy coś lepiej czego nikt inny nie potrafi. I oczywistym jest że za naszą pracę o ile jest ona komukolwiek potrzebna (przynosi mu korzyści) należy nam się godne wynagrodzenie. Bez różnicy czy jest to praca fizyczna czy praca intelektualna. Jest jedno ale.
Wyobraźcie sobie że zatrudniacie kogoś do położenia płytek w łazience. Po wykonaniu pracy wykonawcy zgodnie z umową należy się wynagrodzenie. Wszystko jest oki gdy jesteście zadowoleni z tej pracy. Gorzej gdy płytki położone zostaną krzywo, co druga nie według wymarzonego wzorka, a po puknięciu co piąta odpada. Za taką robotę nikt nie da funta kłaków a i jeszcze odszkodowanie się należy za stracone materiały i czas (wanna Wassermanna:>).
A jak to się ma do własności intelektualnych. Kiedyś kupiłem sobie kasetę Dog Eat Dog. Zachęcony poprzednią z nieziemskim “No Fronts” a przede wszystkim singlem wałkowanym w ówczesnym czasie przez MTV “Hey Rookie”. No i co? Poza “Hey Rookie” - chała jakich mało. Czy ktoś mi za to oszustwo oddał pieniądze?
Kwestią oczywiście gustu jest to czego słuchamy i czy nam się to podoba czy nie. Znajdą się tacy którym się to spodoba i wycenią wartość takich utworów znacznie, ale znajdą się tacy którzy za słuchanie takiej chały ewentualnie mogli by jedynie majątek brać od artysty. A znajdą się i tacy którym utwór jest obojętny i nie koniecznie muszą oddawać hołd artyście w postaci pieniędzy. Tym bardziej gdy zgodnie z wywodem Kinsella kopiowanie w żaden sposób nie może być kradzieżą.
Prawa autorskie karmią instytucje które takowe posiadają. Nic one artyście nie dają. Obłudą jest twierdzenie jakoby człowiek słuchający muzyki bez oddania daniny wytwórni okradał artystę.
Z całym szacunkiem dla Kazika, który mnie wielokrotnie zwyzywał od chuj i najgorszych (tak mi się przynajmniej zdaje było na kilku płytach napisane), - zamiast walczyć z fanami a przede wszystkim ludźmi którzy jedynie od czasu do czasu pragną posłuchać prawd wyśpiewywanych przez niego, mógłby zacząć walczyć z tym aby jego muzyka nie była zniewalana i wyzyskiwana przez ZAiKS. Gwarantuje że gdyby nie cały ten system pośredników dochody Kazika byłyby o niebo większe. A i więcej ludzi mogłoby poznać jego twórczość.
Problem polega na tym że jakoś ludzie nie potrafią się wyrwać się “z mentalnej niewoli”, choć pierwsze kroki są stawiane nieśmiało już od dość dawna.
Przejdźmy do innej dziedziny. Oprogramowanie. Każdy już chyba słyszał o Linuxie. Tajemniczy, anarchistyczny system dla hackerów i freaków w sweterkach a’la Kononowicz i okularkach. Wszystkim którzy tak myślą proponuje ściągnąć sobie ze strony ubuntu.pl obraz płytki wypalić i odpalić wersję LiveCD. Działa? Działa. I to jak działa:>(tu oczywiście popełniam pewne nadużycie bo Beryl nie działa jeszcze w pełni sprawnie i obecnie jest w fazie testów - jednak zgodnie z zapowiedziami w kolejnym wydaniu Ubuntu XGL ma być instalowane domyślnie - w Windows Vista o takich bajerach będzie można jeszcze długo pomarzyć).
A teraz niespodzianka. Nikt za to że to działa nie dostaje złamanego grosza, a co śmieszniejsze wszystko to można dowolnie modyfikować (oczywiście trzeba troche się na tym znać, ale nic nie stoi na przeszkodzie aby zatrudnić programistę który zrobi nam dobrze - już wiesz jak można zarobić na czymś co jest darmowe i ma otwarty kod?:> a to tylko jedna z licznych możliwości).
Mamy XXI wiek i praca jak wszystko w koło podlega kolejnym modyfikacjom i ewolucji (albo raczej rewolucji). Co ciekawsze gdyby nie prawa autorskie i patenty wszystko to byłoby zapewne możliwe kilkadziesiąt lat temu.
Za prace należy się zapłata. Za dobrze wykonaną prace należy podkreślić. Prawa autorskie są wypaczeniem prawa do godnego zarobku i nie tylko ograniczają postęp cywilizacyjny ale również sprowadzają myśl ludzką do zwykłego towaru. Myśl i twórczość ludzka jako rzecz która powinna ewoluować, inspirować i być przyczynkiem postępu przy okazji będąca również dobrem niematerialnym absolutnie nie ma ograniczeń. Fikcyjne zakuwanie jej w dyby na dłuższą metę nie przynosi żadnych korzyści ani ludziom ani samemu twórcy jako takiemu.

Kilka myśli uciekło mi w trakcie pisania gdy przypadkiem przeglądarka postanowiła sobie przejść na inną stronę, co poskutkowało utratą połowy wpisu. Pewnie jeszcze napiszę coś w temacie gdy przyjdą mi kolejne przemyślenia (i przypomni mi się co do cholery mi odeszło w wirtualny niebyt).
Wiele z argumentów dopiero krystalizuje się w mojej głowie idioty:> Gdyby ktoś szukał czegoś więcej o nierównej walce Dawida z Goliatem zapraszam do odwiedzenia:
Partia Piratów
Copyfight
Miąsik tłumaczy Kinsella

12345 2 głos(ów), średnia: 5
Loading ... Loading ...

Komentarzy

Palacz znaczy podgatunek

Czytając notki o Friedmanie znalazłem ot taką sobie anegdotę. Na pewnej konferencji do palącego pod napisem “No Smoking” Friedmana podszedł pewien jegomość i mówi: panie profesorze, dlaczego Pan pali w miejscu zakazu? Na co padła odpowiedz: Właśnie z powodu tego zakazu.

W umysłach ludzi zniewolonych, myślących w sposób zapodany, istnieje natychmiastowy odruch aby cokolwiek co szkodzi, co jest nie przyjemne dla nich samych bezwzględnie zakazać. Przy okazji należy do tego dorobić ideologie i sprzedać innym jako obronę wolności, zdrowia i moralności innych.
I naczelna zasada liberała aby nie ograniczać wolności drugiemu w prosty sposób odwrócić można przeciw wolności jednostki.
Mogę zostać posądzony za nieobiektywność bo sam palę i pewnie łatwo mi rzucić tego nałogu by nie było (inna sprawa że nie próbowałem bo wbrew wszelkiej propagandzie zła, uważam palenia za bardzo przyjemne, a czego jak czego ale przyjemności się w życiu nie będę pozbawiał).
Wracając do tej prostej próby obrócenia przeciwko palącym podstawowej zasady wolności. Otóż drodzy niepalący i palący którzy uważacie że palacz ogranicza wolność do dysponowania własnym ciałem i zdrowiem tym którzy sobie tego nie życzą - zasada ta niestety wbrew temu co by się zdawać mogło działa w obie strony. Co to oznacza? Ano tylko to że jeżeli nie masz ochoty przebywać w dymie po prostu nie przychodź do takiego miejsca. Tak, tylko że tu powstaje kolejny mit miejsca publicznego do którego to niby wszyscy mają prawo. Tylko że nie za bardzo rozumiem jakie prawo ma klient knajpy do tejże? Jakim prawem ktoś ma powiedzieć właścicielowi lokalu że ma nie pozwolić palić? Czyżbyście drodzy przeciwnicy palenia jakimś dekretem dostali prawo do dysponowania cudzą własnością?
Z punktu widzenia wolności, właściciel knajpy ma takie samo prawo do zakazania jak i zezwolenia palenia, tak jak na przychodzenie bądź nie w gumiakach do lokalu, czy wpuszczenia bądź nie kogoś z odpowiednią lub nieodpowiednią jego zdaniem facjatą. I nikomu nic do tego!
Używanie wolności jako wycieraczki dla wygód mniejszości, większości czy jednostki jest prostym jej zaprzeczeniem. To właśnie takie myślenie prowadzi do socjalizmu, rasizmu i wszelkich przejawów nienawiści. Dzięki temu że ktoś stwierdzi że jakiś pogląd, czynność czy też przynależność do jakiejś grupy są gorsze, w pierwszym kroku powstają zawsze zakazy i nakazy. Hitler żydom kazał najpierw nosić opaski z gwiazdą Dawida, a wcześniej pewnie w jeszcze dyskretniejszy sposób zaczął ograniczać ich prawa, co zapewne spotykało się z ogólną aprobatą. Palaczom najpierw “zagwarantowano” w ustawie wytyczone obszary dymka, systematycznie je ograniczając (aktualnie kompletnie nie respektowana przez większość zakładów pracy). Gdy już zapalić będzie można jedynie w piwnicy (bo na klatce zanieczyści się atmosferę sąsiadowi a w domu są dzieci które można odebrać świadomie je trującym rodzicom), następny krok to już tylko hasło “Śmierć śmierdzącym palaczom”.
No dobra tak źle to pewnie nigdy nie będzie bo niby z kogo by państwo mogło ściągać tak prosty haracz jak kilkusetprocentowa akcyza.
Tu dochodzimy do kolejnego argumentu którego pozwolił sobie użyć w krucjacie przeciw palaczom sam Korwin-Mikke. Otóż pan Janusz raczył napisać że od palaczy powinno się ściągać większy haracz na służbę zdrowia bo niby jakim prawem on ma płacić za przyszłe leczenie mojego raka. A i proszę bardzo mogę płacić i to z przemożną przyjemnością gdyby nie ten malutki fakt że jarając +- 370 paczek fajek w roku, kosztujących 7,10 plnów odprowadzam do kasy państwa prawdopodobnie kilkukrotnie więcej niż pan Mikke na składki zdrowotne przez kilka lat.
Tak więc moi drodzy, uwierzcie w drugiego człowieka i nie poniżajcie go dlatego że jest inny od was. Że ma swoje wady i ułomności. Wy też je macie.
Przecież jeżeli macie znajomych którzy palą wystarczy ich poprosić aby wyszli i nie palili w waszej obecności. I uwzględnijcie też to że palenie to w pewnym sensie odruch bezwarunkowy i palacz nie koniecznie musi sobie zdawać z niego sprawę, więc nie denerwujcie się że musicie zwrócić mu uwagę za każdym razem. A knajpy możecie wybierać takie w których się nie pali. Do tych dla palących naprawdę nikt was nie zmusza przychodzić. Tak samo w przypadku przystanków. No może nie tak samo bo nigdy nie wiadomo na jakiego ciula się trafi, ale naprawdę nie trzeba w tym celu wprowadzać zakazów. Jak już ten palacz na przystanku komuś naprawdę przeszkadza to przecież można nie tylko poprosić aby nie palił, ale także ruszyć dupke i odejść te kilka metrów dalej (w końcu na zdrowiu wam zależy a nic tak dobrze nie robi dla zdrowia jak ruch:>).

Niniejszym postem powracam do świata blogowania. Nie wiem czy sił mi starczy do zapowiadanych modyfikacji, ale pisać znów sobie popisze. Tymczasem oficjalnie informuje: ta strona od dziś dostępna jest pod dwoma nowymi adresami:

qatryk.pl
oraz
qatryk.cyberpunk.com.pl

i tak pozostanie przynajmniej przez kolejny rok.

12345 1 głos(ów), średnia: 4
Loading ... Loading ...

Komentarzy

Lepsze jest wrogiem dobrego

ale stagnacja jest wrogiem zmian. A zmiany muszą być bo stagnacja jest przyjacielem złego. Dlatego w święta nocami wywrócę tu wszystko do góry nogami.

Na początek nowy adres: qatryk.cyberpunk.com.pl - kto chce może se zmienić linka a kto nie chce niech nie zmienia, na razie to tylko alias i nie zanosi sie na przenosiny (przy okazji jakby ktoś chciał subdomene to podanie na majla:> - a w ogóle jakby ktoś miał dobry pomysł na wykorzystanie cyberpunk.com.pl to też prosze pisać - pomysła mam ale na razie jeszcze trochę potrwa zanim go zrealizuje, a być może ktoś mnie natchnie lepszym)

I pamiętajcie: hipokryzja jest gorsza od ignorancji !!! (wtajemniczeni wiedzą o co chodzi:>)

acha i byłbym zapomniał: hoł hoł hoł meri kristmas

12345 Oceń post
Loading ... Loading ...

Komentarzy

Myśli

12345 Oceń post
Loading ... Loading ...

Komentarzy

Na zakręcie

Wiele rzeczy stoi pod znakiem zapytania. To miejsce chyba ostatnio kompletnie wyczerpało swoją formułę… Dlatego postanawiam sobie na jakiś czas odpuścić. Potem może troche przemeblować… W każdym razie, na razie starczy. Jak ktoś koniecznie chciałby sobie poczytać archiwum zaprasza…

Przynajmniej do czasu jak wyjadę na prostą.
Bo jak śpiewał Gintrowski: “… coś do cholery musi być za zakrętem…”

……Kichot po kolejnym zwycięstwie odjechał w stronę zachodzącego słońca………

12345 Oceń post
Loading ... Loading ...

Komentarzy

Świat jest piękny a ludzie wspaniali

Z powodu nagłego i niespodziewanego i naprawdę niczym nieuzasadnionego zwątpienia w powyższe chciałbym powiedzieć - dupa.
Co oznacza ni mniej ni więcej że radości nie tracę a jedynie powyższe mam właśnie w miejscu zwanym - dupa.

ps Fajnie jest mieć takie myśli. Można się w nich pogrążyć, rozkoszować i koić nimi inne skołatane myśli. Choćby największy badziew na świecie. Za to mój, własny.

12345 1 głos(ów), średnia: 5
Loading ... Loading ...

Komentarzy

Obojętność

Od niedawna zaczynam być coraz większym zwolennikiem IV RP. Ale nie dlatego że nagle odnalazłem prawdę i zostałem oświecony przez mościwie panujących. Po prostu stwierdzam, zważywszy na koło historii, że nic tak nie pobudza naszego społeczeństwa do inicjatywy, do działania, jak ucisk i totalitarna władza. Pewnie nie za dobrze się będę czuł i choć duszno mi już teraz to jakoś mi się wydaje że z dwojga złego chyba jednak dla Polaka najbardziej pobudzającym jego szare komórki i empatie społeczną oraz motywujące do współdziałania jest gdy musi on stawiać czoła uciskającej go władzy. Uciskający w sposób widoczny. Polaka bardziej pobudzi do tych rzeczy to że zostanie nakazane byciem wyznawcą religii albo ateistą, albo to że zmusi się go do pozostania w domku między pewnymi godzinami, albo gdy zabroni mu się korzystania z paszportu, albo… no i tak dużo by gadać. Zakamuflowane rzeczy typ Zakład Utylizacji Szmalu jakoś Polakowi tak nie za bardzo przeszkadzają (w sumie to przeciętnemu Polakowi ZUS kradnie niewiele, za to bogatszym kradnie dużo, a nie od dziś wiadomo że nic bardziej nie cieszy gdy okradany jest jego rodak). Powtórka z rozrywki. I właśnie o rozrywkę chodzi. Polak bez adrenalinki że robi coś przeciwko rządowi który mu zabrania i karze surowo za surrealistyczne przewinienia jakiś taki miałki się robi. Wynika to oczywiście z teorii pewnego gruzina Josifa Dżugaszwiliego (ksywka Stalin) o walce klas. Ludzie jak mają wroga to im się lepiej żyje. Widzą cel. Oczywiście w ojczyźnie Josifka dobroć władzy była tak wielka że trudno było łeb o milimetr wychylić bez utraty przynajmniej wszystkich kończyn, czego konsekwencje w federacji jeszcze wiele lat będą ograniczały jakiekolwiek samodzielne myślenie. Inaczej trochę jest u nas. Polak nie lubi się podporządkować. Jak ktoś mu mówi kto jest wrogiem musi się liczyć że prędzej sam stanie się wrogiem (co oczywiście wielu idiotom nie przeszkadza w wskazywaniu wrogów). Oczywiście na to potrzeba trochę czasu. Nasza mentalność wyzwala także we władzy jakieś przedziwne podejście czego konsekwencją był np. tzw. socjalizm z ludzką twarzą. Był to błąd przeogromny którego konsekwencją był 89r.. Jednak porażka nie była wbrew pozorom wielka. Najwięksi wrogowie systemu nauczeni jego metod, po początkowym sukcesie wolnego rynku i rosnącej jego z każdym dniem siły, przypomnieli sobie że czerwoni mieli lepiej, mogli se porządzić i w ogóle mieli fajnie. Dlaczego zatem my też fajnie nie mielibyśmy mieć?
Przez ponad dziesięć lat, panowie robili sobie fajnie, zapominając jednak o społeczeństwie, które po prostu nie uciskane kompletnie zobojętniało na wszystko. Na życie swoje i bliźnich, na sukcesy i porażki, i na to wszystko co sprawiało wśród wielu osób te kilkanaście lat temu że czuli się ludźmi a nie bezdusznymi maszynkami nikomu do niczego nie potrzebnymi (no ewentualnie do wyciskania ostatnich kropel potu i krwi).
W ten sposób spełnia się najczarniejszy sen wszelkiej maści wolnomyślicieli (żeby nie powiedzieć masonów) i liberałów. Socjalizm gospodarczy z kompletnym brakiem społecznych norm moralnych (które ku uciesze można by było łamać).
IV RP chcąc do socjalimu gospodarczego dodać nie tylko jeszcze większy socjalizm gospodarczy ale i nakazy moralne oraz totalitarne metody uciskania wszystkich innowierców (nie chodzi o wiarę a o system wartości i ideologie zgodne z linią partyj czyli socjalizm moralny) robi w gruncie rzeczy całkiem dobrą przysługę społeczeństwu. Oczywiście obawy są - najprostsza to ta że wszyscy którzy byliby w opozycji prędzej uciekną, no ale i historia uczy że duże na nią wpływ miały często środowiska emigracyjne. Więc i to nie takie straszne.

Skoro nie ma mądrości i inicjatywy w narodzie (a z każdym dniem jednego i drugiego coraz mniej) to całym sercem jestem za przywaleniem mu totalitaryzmem w łeb. To pobudzająco działa. Może po kilku latach znajdą się tacy Wałęsi co poczytają trochę Mises’jów, Friedmanów czy nawet pożal się boże Heyeków. No i ciekawiej będzie.

Ten chaotyczny ale bardzo emocjonalny wpis dedykuje studentom wydziału fizyki których obojętność działa na mnie coraz bardziej frustrująco.

12345 2 głos(ów), średnia: 4.5
Loading ... Loading ...

Komentarz

Kazimierz M. czyli NIK(t)

Ominąłem szerokim łukiem wybory i bardzo mi z tym dobrze. Ostatnio jednak rozgrywa się loteria i dyskusja gdzie Kazimierz zgodnie z teorii ubotów politycznych wynurzy się ponownie. Poczekajmy trochę a zapewne okaże się że dzielny premier z Gorzowa trafi tam gdzie dawno temu trafił i nasz mościwie panujący Prezydent. NIK to bardzo dobra instytucja aby pokazać swą uczciwość i gorliwość. A za 4 lata to może niedoszły prezydent Warszawy na jakąś inną prezydenture się załapie. I jeżeli tylko utrzyma swoje słupki może to być całkiem realne…

12345 2 głos(ów), średnia: 3
Loading ... Loading ...

Komentarzy