Archiwa dla sierpień, 2007

Święto blogopopierdółek

Już kiedyś się w coś podobnego bawiłem więc czemu nie zabawić się w to jeszcze raz. Wtedy rzecz polegała na czymś trochę innym. Dziś chodzi przede wszystkim o to aby opisać 5 najciekawszych blogów - na stronie BlogDay dowiesz się konkretów (a na technorati pod tagiem BlogDay2007 znajdują się blogi które w zabawie wzięły udział). No to jadymy:

Liberalis - to moje oczko w głowie. Grupa gości którzy to stworzyli zaprosili mnie do współpracy. Rzecz polega na agregowaniu najciekawszych wolnościowych tekstów które można przeczytać na blogach polskich wolnościowców (i nie tylko). I co tu dużo gadać - rzecz obowiązkowa. I dalej w zasadzie powinienem wymieniać kolejnych autorów tekstów tam się pojawiających bo każdy z tych blogów to kupa dobrej publicystyki i naprawdę pięknych tekstów opisujących wolnościowe podejście do wszechrzeczy. Jeżeli boisz się być wolnym tam twoje wątpliwości rozwieją się… bądź wzmogą… ale będziesz miał naprawdę wiele rzeczy do przemyślenia. Co by się nie ograniczać do jednego tematu i nie wymieniać w dalszej części zabawy każdego z autorów, nagnę trochę zasady i jedynie wymienię adresy blogów głównych autorów: Rusz Sumienie, odrażający wolnościowiec, Freedom Fighter, Austrian Economy. Powininem wymienić jeszcze kilka osób no ale nie prowadzą swoich własnych stron więc nie miałbym do kogo linkować. Serdecznie pozdrawiam wszystkich.

wyrus - mój kumpel z salonu24. Kompletnie nie wiem kim jest wyrus. Ostatnio zresztą mało dyskutujemy. Ale ze wszystkich dyskusji jakie odbyłem w internecie z nim zawsze dyskutowało mi się najpiękniej. Bo wyrus to jest gość taki co to dzieli mnie z nim bardzo wiele ale i łączy dużo. Od wyrusa się uczę m. in. tego jak dyskutować nie obrażając a wkładając szpilę. Jak na najdebilniejsze argumenty znajdować kulturalne kontrargumenty. No ogólnie wyrusa warto czytać choćby z tego powodu że on jak pisze to pisze bo nie musi. A jego Astronomia na kółkach to przynajmniej na salonie tekst kultowy.

Oto Polska - tu mam problem. Bo Necro brygada dzielnie walczy z polskim syfem od dawien dawna. I czasem aż mi się smutno robi jak oni tam się smagają wciąż tym samym. Oto Polska to nie blog polityczny. Oto Polska to miejsce gdzie dowiesz skąd tak naprawdę ten syf codziennie oglądany w telewizorze się bierze. Bo problem nie tkwi w elitach a tym skąd one wyrastają. A wyrastają po prostu z polskiego syfu który Necro brygada co wpis demaskuje. A tak w ogóle to dostałem kiedyś od chłopaków dyplom za najbardziej skurwysyńską kradzież (nie zająłem co prawda pierwszego miejsca ale zdaje się dostałem wyróżnienie) więc i ode mnie coś im się należy. Chociaż link.:>

Alex - blog Alexa to ciekawe miejsce. Wiele jest w sumie blogów o karierze i takich tam pierdołach, ale u Alexa jest fajnie bo bez tego nadęcia i marketingowego pieprzenia które jest nieodłączną cechą takich miejsc. Alex to jest w ogóle fajny gość - blog to taka jego świątynia gdzie przyjmuje zbłąkane duszyczki i nie indoktrynuje a ino gada jak to w jego życiu i życiu jego podopiecznych bywało. A potem otwiera dyskusje i ludzie gadają, radzą. No i można się czasem załapać jak Alexowi coś do łba strzeli na jakieś szkolenie za które by trza kupe szmalcu wybecalować a on sobie tak ku pokrzepieniu serc za darmoszke dzieli się swą wiedzą.

Oddalenie - to miejsce to coś co powstało w zasadzie przed chwilą. Ale autor znany więc w ciemno mogę polecać. Było libertariańsko (liberalis.pl), było troszke prawicowo (wyrus) to musi być i lewicowo. Oddalenie to kontynuacja blogów Holbacha aka Euromason - czyli euromason i h2pol. Autor najpiękniej chyba ze wszystkich pokazuje jak to można mieć w tyle wszelkie doktryny, politykę, religie i zawieruchy. Punktuje celnie a przy tym śmieszno.

I teraz w zasadzie powinienem porzekazać pałeczkę. Ale napisze tak: głownie niech do tablicy czują się wezwani powyżej wymienieni. Ponadto będzie fajnie jak np. moja wirtualna cygańska mama napisze coś pięknego jak to zwykle ona. Albo zaniedbująca swój blog libertynka.
A także reszta osób które wezwałem poprzednio. Trekku ty to pewnie dostaniesz tak czy inaczej zaproszenie, no ale i o tobie pamiętam.
No i wszyscy ci którzy znajdują się po lewej. Wszystkich bardzo cenie - dlatego przecież linki do nich stąd prowadzą. No ale skoro miało być pięć to jest pięć.
O wielu miejscach mógłbym napisac jeszcze bardzo dużo. Wielu blogerów podziwiam bo piszą naprawdę dobrze i przeważnie znacznie lepiej niż nasi ograni gazetowi publicyści (a już o mnie nie wspominając:>). Co więcej z przyjemnością czytam ludzi z którymi często kompletnie nie jestem w stanie się zgodzić. Np. Nicponia albo z drugiej skrajności Oliveire. No dobra bo wymienie zaraz wszystko co zgoromadziłem w czytniku RSS.

12345 1 głos(ów), średnia: 4
Loading ... Loading ...

Komentarzy

Wszyscy jesteśmy bandytami

Wczoraj Kaziu powiedział że żyjemy w 1984 Orwella. Ciekawe. Dziś możemy sie przekonać że każdy z nas może być Józiem K. Ot wiadomo, dajcie człowieka paragraf sie znajdzie.

12345 1 głos(ów), średnia: 4
Loading ... Loading ...

Komentarzy

Jak płynie czas

Na salonowych blogach wre sobie dyskusja na temat tego, kim tak naprawdę jest lewica, kim prawica. I różne są zdania i opinie. Ogólnie wychodzi z tego całkiem śmieszna wojenka, do której i ja też z głupia franc coś czasem wtrącę. Problem tego ideologicznego sporu można rozważać na wielu płaszczyznach i próbować dociekać, co leży u jego podstaw.
No bo (nie zaczyna się zdania od „no bo”) niby możemy się spierać czy ważniejsza jest jednostka, czy społeczność. Możemy się spierać czy Hitler był lewakiem czy prawiczkiem (jest taka jakaś teoria, że każda dyskusja w Internecie im jest dłuższa tym prawdopodobieństwo tego, że padnie w niej słowo Hitler jest coraz bliższe 1). Możemy sobie dyskutować, co jest wolnością a co nią nie jest – czy prawo do zabicia człowieka jest tą wolnością czy nią nie jest, albo raczej w jakich okolicznościach nią jest a w jakich nie. I prawda jest taka, że nigdy nie dojdziemy do wspólnego zdania.
I tu przechodzimy pierwszy test: czy jeżeli ktoś ma odmienne zdanie potrafimy to uszanować. Z całym szacunkiem dla lewicy i jej troski o społeczeństwo – tego testu dla mnie nie przechodzą tylko lewicowcy. Tu od razu podkreślam ja mam lekkie spaczenie – większość prawicowców na salonie to dla mnie lewicowcy.
Jeżeli ktoś chce wpływać na to, co robie w prywatnym życiu (komu, co gdzie wkładam), kontrolować mnie na każdym kroku czy aby na pewno nie robie czegoś głupiego albo niemoralnego (tu jest ciekawa sprawa rozróżniająca lewice na dwie części – jedna część uważa mnie za idiotę druga za amoralnego potwora), zmuszać mnie do oddawania haraczu na potrzeby innych popierając przy tym państwową agresje na moją osobę, wmawia mi że fajniej jest gdy ktoś sobie rynkiem posteruje szkodząc w ten sposób jedynie moim pieniądzom (patrz: inflacja) itd. czyli po prostu chce swoja ideologią zdominować moje życie, to jest on po prostu zwykłym lewicowcem którego nie lubię.
Możemy mieć różne poglądy na otaczający nas świat i wynika to zapewne z pewnego podejścia do życia każdego z nas, ale o tym za chwilę.
Sęk w tym abyśmy chcą żyć w jakiejś rzeczywistości nie zmuszali do życia w niej innych. To jest naprawdę bardzo proste. Jeżeli uważamy to, co głosimy za słuszne, najprostszą metodą weryfikacji jest dopuszczenie konkurencji. Niech lewacy założą sobie Socjalizm Sp. z o.o. a prawiczki dajmy na to Kapitalizm Sp. z o.o. - ilu każdy będzie miał klientów, ilu akcjonariuszy, przekonamy się tylko w ten sposób (choć kurde jakoś mi się kojarzy że już coś takiego kiedyś było – fakt klienci pierwszej spółki nie za bardzo mogli przenosić swoje udziały do tej drugiej – no ale z tego co rozumiem dzisiejsza lewica jest zupełnie inna). Wszystkim żyłoby się lepiej no, bo każdy podlegałby w końcu takiemu systemowi, w który wierzy. I jeżeli komuś podoba się ten pomysł (który, bądźmy szczerzy w dzisiejszych realiach jest zwykłą fantasmagorią) to już niezależnie od widzenia świata jest mój friend.
A co z tym postrzeganiem świata – czyli w zasadzie klu i konkluzja wpisu. Z tych wszystkich sprzeczek, które śledziłem w ostatnim czasie wyłania mi się od taki obraz rozróżniający osoby, które nazywają się lewicowcami od tych nazywających się prawicowcami. U podstaw każdej kłótni leży to jak widzimy swoje życie w czasie, na który etap życia przykładamy większe znaczenie.
Lewicowcy często zachłystują się dniem codziennym, taki trochę wypaczony hedonizm (wypaczony, bo hedonistą też jestem i mam znów trochę inną definicję – ale zostawmy). Keynes idealnie trafił tym samym swoim „cudnym” hasłem – „w perspektywie wszyscy będziemy martwi” (czy jakoś tak to szło) na lewicowe serca. Nic bardziej słusznego dla lewicowca – po co się przejmować tym co za kilka lat – bawimy się dziś. I po to właśnie lewakom państwo – ktoś tam jednak za nich musi sterować, bo w końcu za te 10 lat też chcieliby się nie przejmować, co będzie za kolejne 10.
Z prawicowcami (tymi w obiegowym słowa tego znaczeniu, ale po mojemu nadal lewakami, choć tu akurat takie spojrzenie jest też całkiem bliskie temu mojemu widzeniu prawicy) jest zupełnie inaczej. W zasadzie dla prawicowca nie liczy się dziś. Dziś jest tylko po to, aby wypracować sobie perspektywy. A właściwie nawet nie sobie, ale swemu potomstwu. On widzi tylko to, co będzie jutro, co musi osiągnąć za 10 lat, aby za kolejne 10 mógł osiągnąć jeszcze więcej. I wbrew pozorom takim ludziom państwo też jest potrzebne. Choćby po to, aby te jego potomstwo nie musiało decydować o sobie samym. Żeby dzieciak nie zamieszkał w świecie gdzie będzie mógł dokonywać swobodnych wyborów i nie daj boże zmarnował owoce pracy rodzica.
I teraz u podstawy każdego sporu pomiędzy jednymi a drugimi leży właśnie to spojrzenie na życie. Niezależnie czy mówimy o sprawiedliwości, wolności, odpowiedzialności każde z tych pojęć napiętnowane jest innym parytetem czasowym.
Wniosków brak…

12345 1 głos(ów), średnia: 3
Loading ... Loading ...

Komentarz

Wściekli z bezradności

Już gdzieś tam słyszałem o światowej kontynuacji kampani przeciwko AdBlockowi (dla nie wtajemniczonych taki programik do blokowania badziewia wyskakującego na większości stron) o której jakiś czas temu pisałem. Dziś znalazłem skrótowe info więc na początek zapraszam do lektury.
Sprawa polega na tym że gość sobie wymyślił że jak ktoś sobie blokuje reklamy na jego stronie (czyli modyfikuje dostarczony produkt - dostaje od kogoś gumową kaczke, urywam jej łepek bo mi się bardziej podobają kaczki bez łepka i on ma pretensje że zepsułem jego kaczke - ot taka mniej więcej filozofia) to jest to kradzież bo autor nie zarabia. Pomijam fakt że żeby zarabiał ktoś musi kliknąć w któryś z tych zblokowanych linków. W każdym razie okazuje się że sam fakt że jakaś część ludzi którzy nie życzą sobie reklam jest piętnowana nie wystarczy. Co każdy faszysta robi w takim wypadku? Stosuje odpowiedzialność zbiorową - każdy kto ma firefoxa jest podejrzany i nie ma dostępu. Nie nosisz krawata toś pijak i złodziej.
A w czym tkwi problem tak naprawdę? Tak naprawdę chodzi o to że tym ludziom nie podoba się to że muszą się rozwijać. Najlepiej byłoby mieć ręczną szwalnie i zapomnieć o mechanicznych szwalniach napędzanych kołem wodnym. To ta sama reakcja która skłaniała ludzi do protestów i niszczenia manufaktur na początku rewolucji przemysłowej.
Najciekawsze jest to że ktoś kto blokuje firefoxa sam odcina sobie dość solidne źródło dochodów, choćby z tego powodu że wielu z użytkowników firefoxa po prostu nie używa AdBlocka. Nie bądzmy śmieszni - nikt kto używa firefoxa nie włączy przecież specjalnie innej przeglądarki po to aby obejrzeć konkretną stronę jakiegoś nawiedzonego gościa walczącego z wiatrakami. Co więcej gościa który wtrąca swoję stronę w internetowy niebyt, choćby z tego powodu że spadek liczby odwiedzających łączy się ze spadkiem popularności strony, z spadkiem linków itd. Czyli zwykłe socjalistyczne myślenie - widzimy doraźny cel a konsekwencje… Jakie konsekwencje?

12345 4 głos(ów), średnia: 3.5
Loading ... Loading ...

Komentarz

Do czego służy urzędnik

Można poczytać tutaj. Myślicie że u nas inaczej?:>
Co ciekawsze, interesujące jest to komu działalność tego analfabety szkodziła, że aż kupa jego kumpli zasłużyła na karę śmierci. Jakoś nic o żadnej Jakuzie czy innej mafii. Ot po prostu gość co to miał w dupie granice, cła i podatki. No a wiadomo że dziś tacy to najgorsi bandyci.

12345 3 głos(ów), średnia: 3
Loading ... Loading ...

Komentarzy

O tym co znaczy żyć w słowach nie moich

Jest na salonie24 taki jeden gość co go bardzo lubie choć często się z nim nie zgadzam a i on ma mnie zapewne trochę za dziwnoluda. Ale podziwiam go tak czy inaczej. I ostatnio dużo wokół jego osoby sie tam działo, nie ważne właściwie z jakich powodów. Najważniejsza jest historia jaką opisał, przeczytajcie koniecznie: Artur M. Nicpoń “Historia kolesia”

12345 Oceń post
Loading ... Loading ...

Komentarzy

Niech żyje wojna

Swego czasu myślałem że Tuwim napisał “Do prostego człowieka” i nic fajniejszego w temacie nie ma. A tu Maleńczuk z Waglewskim przypomnieli Grzesiuka i w ten sposób ja ignorant usłyszałem piosnkę wesołą tą którą wszystkim polecam, zarówno w oryginale jak i na “Kolegach”:

Niech żyje wojna

Ojczyzna bez żołnierza
Jest jak bez miecza kat,
Więc biorą kwiat młodzieży
Od wielu, wielu lat
A gdy spod ciężkich tanków robocza tryska krew,
W salonach hut i banków
Wesoły słychać śpiew:

(Ref.) Niech żyje wojna,
Orkiestra marsza rżnie.
Wojna! Pieniążki sypią się.
Wroga bij w imię Boga,
Za cudzą kieszeń oddaj młode życie swe.

Dyrektor w gabinecie kolację smaczną pcha,
Wesoły jest, bo przecie
Waleczną armię ma.
A gdy robociarz marnie
W okopach będzie gnił,
On grubą forsę zgarnie
I brzuch mu będzie tył.

(Ref.) Niech żyje wojna…

Na placu Piłsudskiego
Trębacze w trąbki dmą,
Tam wódz państwa polskiego
Przyjmuje armię swą.
A gdy ktoś kwiatki głupie
Na grobie złoży twym,
To ty, nieznany trupie,
Zaśpiewaj razem z nim:

(Ref.) Niech żyje wojna…

Po śmierci ci wykopią
Wygodny wspólny grób.
Wesoło jest tam, chłopie,
Co krok to inny trup.
A gdy cię uczuć fala
W miłosny wpędzi szał,
To z siostrą ze szpitala
Zabitą będziesz spał.

(Ref.) Niech żyje wojna…

12345 7 głos(ów), średnia: 3.14
Loading ... Loading ...

Komentarzy

Mój głos

Wśród anarchistów ostatnio daje się odczuć bieżączkową gorączkę wyborczą. Powstają sobie różne akcje co to niby mają zachęcać do niegłosowania. I w sumie argumentacja to nawet jest dość ciekawa. A dla mnie jest to tak naprawdę dość śmieszne, choćby z tego powodu że w zasadzie skoro anarchista ma w dupie wybory to powinien mieć w dupie zarówno agitację za jak i tę przeciw.
Ale mam też kilka wątpliwości cięższej wagi.
Po pierwsze efekt takiej agitacji anty będzie co najmniej marny, a wręcz przypuszczam że wynikiem będzie jeszcze większy ogólnopanujący syf. Fakt możemy sobie powiedzieć im więcej idiotów na Wiejskiej tym szybciej to wszystko się rozpadnie. Ale czy historia przypadkiem nie pokazuje że po idiotach to już tylko rewolucje, a co po rewolucjach to chyba każdy wie. W każdym razie, nie do końca moim zdaniem jest tak że ten pojedynczy głos się nie liczy. Jeżeli zniechęci się tych którzy jeszcze jako tako są w stanie zastanowić się nad sensem wyborów to kurde kto do cholery zostanie wybrany?
Rozumiem jeszcze jako tako argumentacje przeciw wyborom do sejmu. Tam faktycznie jeden głos w tę czy w tamtą nie ma znaczenia, a i 1000 głosów też pewnie nie koniecznie. Ale to nie jest powód aby nawoływać do nie głosowania. Najgorszy jest marazm i zniechęcenie. Samo oddanie głosu jest nie tyle wybraniem kogoś komu się ufa, ale pokazaniem że chce się być człowiekiem odpowiedzialnym za swój los. To że możliwości są kiepskie nie oznacza zaraz że mamy z nich rezygnować. A już kompletnie nie podoba mi się zniechęcanie do udziału w wyborach samorządowych, gdzie wystarczy poświęcić chwilę uwagi kandydatom, przyjrzeć się im i ten nasz jeden głos może naprawdę zaważyć czy będzie nami rządził podejrzany typ czy już nawet nie istotne jakiej opcji politycznej, ale porządny gość. A tacy naprawdę często mimo wszystko na listach wyborczych się znajdują.
Jeżeli już za czymś agitować, to może warto głośno krzyczeć że pomysł z jednomandatowymi okręgami wyborczymi nie jest taki głupi, i domagać się krzycząc tym samym głosem jakim mówi się o niegłosowaniu, takich zmian.
A tak naprawdę zamiast się napuszać, może warto zadać sobie trochę więcej trudu, poczytać na stronach sejmowych co nieco o (p)osłach i ich wystąpieniach, interpelacjach, zapytaniach. Gwarantuję że wśród tej swołoczy z pierwszych stron gazet można tam znaleźć gości którzy faktycznie dostrzegają debilizm prawa które przychodzi im tworzyć, starają się zadawać trudne pytania rządowi i występując nawołują tych misiów pysiów co to codziennie obrzydzają nam życie do zachowania odrobiny zdrowego rozsądku. Przez to że tych sejmowych Syzyfów nikt nie chce dostrzec coraz mniej do wyborów idzie takich ludzi którym nawet chciałby się dowiedzieć kim jest osoba przy której postawią krzyżyk, przez to właśnie na co dzień widzimy te buraczane mordy ludzi o małych penisach którzy swoje kompleksy chcą kamuflować posiadaniem coraz większej władzy. Może zatem lepiej zamiast krzyczeć o tym że są przyjemniejsze rzeczy niż głosowanie, że każda partia to syf, poszukać tych rodzynków co to jednak z uczciwością mają coś wspólnego i krzyczeć o nich?
Uważam się za wolnościowca i chyba wielokrotnie dałem wyraz temu że nie przepadam za instytucją państwa. Uważam że o wiele piękniej by się wszystkim żyło gdybyśmy nie musieli na każdym kroku podlegać decyzją jakiegoś urzędasa. Ale także uważam że wolność wymaga nie rewolucji, nie bierności ale ogromnej pracy w przekonywaniu ludzi że nie będzie im się żyło lepiej jeżeli sami nie będą chcieli być odpowiedzialnymi za własne życie. Wybory mimo wszystko dają namiastkę tej odpowiedzialności i są całkiem niezłym krokiem do pokazania ludziom że nie wymaga to wcale takiego wielkiego wysiłku.
Jeżeli przekonamy ludzi rozsądnych do tego aby nie głosowali, głosować i tak pójdą wszyscy fanatycy. I co wtedy? Na tym nam zależy aby z tych strzępów wolności które jeszcze mamy, i z których możemy wykrzesać jeszcze jakiś żar, pozostało jedno wielkie G?

12345 2 głos(ów), średnia: 3
Loading ... Loading ...

Komentarz

Sprostowanie

Zacznę może od tego: chciałbym sobie żyć w świecie, w którym spory toczą się wokół takich spraw jak na forum libertarian. Tylko tyle. Bo kurde chłopaki dyskutują tam o różnych rzeczach. A ja kompletnie nic z tego nie kumam. Rzucają nazwiskami, pojęciami, których nie jestem w stanie powtórzyć, no i ogólnie jest tam fajnie.
A o co w zasadzie chodzi. Chodzi o to, że ja nie wiem, kim jestem. Bo zaczyna mnie to przerażać - ta zgroza pojęciowa, obfitość ideologiczna itd.
Najpierw sobie myślałem żem racjonalista. Ale jak poczytałem racjonalistów to jednak zrezygnowałem. Tak w ogóle to w zasadzie najpierw byłem romantykiem - takim Werterem, ale jakoś nie za bardzo podobał mi się finisz jego historii, więc w miarę szybko się z tego otrząsnąłem. W każdym razie, gdy juz nie koniecznie miałem ochotę być racjonalistą, to na jakiś czas odpuściłem sobie szukanie wygodnej szufladki. Grupy, co mnie przytuli i jak nie będzie mi się chciało, to zawsze będę sobie mógł pomyśleć tak jak jakiś autorytet. Wtedy też pociągający zaczął być libertynizm i mistrz markiz. No, ale że ten romantyk nadal gdzieś tam tkwił, to jakoś pewne szczególiki nie do końca pasowały (pisząc szczególiki naprawdę mam na myśli szczególiki - bynajmniej jest to wypowiedz ironiczna).
W każdym razie, gdy uświadomiłem sobie, że tak naprawdę to wszystko to, co myślałem wcześniej opiera się na podstawowej wartości, jaką jest wolność, postanowiłem sobie zostać wolnościowcem.
I kurde znów okazuje się, że w zasadzie tak naprawdę nie wiem, kim jestem. Czemu jakoś tak zawsze jest że rzeczy w miarę dociekania się coraz bardziej komplikują i cholernie gmatwają. Anarchokapitaliści, minarchiści, agoryści, lewicowi libertarianie, chrześcijańscy libertarianie, geolibertarianie, mutualiście a i zapewne jeszcze kilka innych określeń by się znalazło. Kurde ja pierniczę. Co to ma być? Ludzie to mają cholerną skłonność do komplikowania sobie życia. A jak już mamy teorie a nie praktykę, to te teorii są tak rozwleczone i tak różnorodne, że choć mówią o jednym i tym samym, to zwolennicy każdego z odłamów potrafiliby se do gardeł skoczyć na znak, że to oni mają racje.
Wielokrotnie przychodzi mi się spierać z różnymi osobami. I jak juz o tym pisałem dla lewicowca jestem prawicowiec, dla prawicowca lewicowiec. I kurde z nikim się nie zgadzam, z każdym jestem gotów się kłócić dla samego faktu, aby kogoś, powkurzać. Powyciągać mu cegiełki, albo raczej karty z tej misternej konstrukcji, którą sobie tkał przez kawałek życia. I co z tego. Śmieszne to zawsze jest, bo wychodzi na to, że niezależnie, z kim bym dyskutować to chyba najlepiej jakbym zgodnie z starą dobrą tradycją spłonął na stosie.
I właściwie problem jak zwykle tkwi w szczegółach. Jak już się okazuje że z kimś mogę mieć wspólne zdanie to prędzej czy później znajdzie się coś co nas poróżni. Mniejsza zresztą o to…

Nie zapisywałem się do żadnego klubu, więc w sumie mam czyste sumienie. Niezależnie, co kto sobie pomyśli, jedyne, czego jestem pewien to to, że w zasadzie to w szczegółach przeważnie racji nie mam. I niech tak zostanie - nigdy nie lubiłem teoretyzować, więc szczegóły nigdy nie były moją najlepszą stroną.
I błędem jest abym się za to brał - przeważnie sam zaczynam wątpić w swoje słowa a nawet, jeżeli gadam o czymś, czego jestem pewien to i tak nie potrafię tego przedstawić w przekonywujący sposób.

Więc zgodnie z starą zasadą - lepiej konkretnie i celnie, aniżeli dywagować nad nie wiadomo czym i pogrążać się każdym kolejnym wypowiedzianym słowem. W związku z tym tam gdzie niewiele mam do powiedzenia raczej nie będę się starał więcej wrzucać swych trzech groszy. Bo i po co?

12345 Oceń post
Loading ... Loading ...

Komentarzy

Dupa konia

Znalazłem bombowy artykuł na wykopie. Aż pozwole se go dla leniwych zacytować w całości.

Czy oświadczenie „Zawsze tak to robimy” nie budzi w tobie jakiejś wątpliwości?
1. Amerykański standard szerokości torów kolejowych (odstępu szyn) wynosi 4 stopy, 8.5 cala. Prawda, że to dziwaczna liczba? czy wiesz dlaczego taki właśnie standard się stosuje?
2. Ponieważ w ten sposób buduje się linie kolejowe w Anglii, a właśnie angielscy przybysze budowali amerykańskie linie kolejowe. Dlaczego jednak Anglicy budowali je właśnie tak?
3. Ponieważ pierwsze linie kolejowe, budowali ci sami ludzie, którzy budowali wcześniej linie tramwajowe, a tam właśnie stosowano ten standard. Dlaczego jednak stosowano tam ten standard?
4. Ponieważ ludzie, którzy budowali linie tramwajowe, używali tych samych szablonów i narzędzi, jakich używali przy budowie wagonów tramwajowych, które miały taki odstęp kół. W porządku! Ale dlaczego wagony miały taki właśnie dziwaczny odstęp kół?
5. No cóż, gdyby próbowali zastosować jakiś inny rozstęp, łamali by pewną starą zasadę budowy dalekobieżnych dróg angielskich, ponieważ mają one taki właśnie odstęp kolein na koła. Któż to budował te starodawne drogi z koleinami?
6. Pierwsze dalekobieżne drogi w Europie (i Anglii) zbudowało Imperium Rzymskie dla swoich legionów. Drogi te są w użyciu dotychczas. Ale skąd te koleiny?
7. Pierwotne koleiny uformowały rzymskie rydwany wojenne; każdy inny użytkownik tych dróg musiał się dostosować do nich, gdyż inaczej uszkodziłby koła swoich pojazdów. Ponieważ rydwany były wykonywane dla Imperium Rzymskiego, były one wszystkie do siebie podobne jeśli idzie o rozstęp kół. Jak widać amerykański standard odstępu szyn kolejowych: 4 stopy i 8.5 cala, pochodzi od parametrów technicznych rzymskich rydwanów bojowych. A biurokracja jest wieczna. A więc następnym razem, kiedy dostaniecie do ręki jakąś dokumentację techniczną i zaczniecie podejrzewać, że może ona mieć coś wspólnego z końską dupą, będziecie mieli całkowitą rację, ponieważ rzymskie rydwany wojenne były konstruowane tak, aby ich szerokość była
dostosowana do sumarycznej szerokości zadów dwu koni bojowych. A teraz małe rozwinięcie tematu…
Kiedy spoglądacie na kosmiczny wahadłowiec na stanowisku startowym, widzicie dwie duże rakiety startowe przymocowane po bokach głównego zbiornika paliwa. Są to rakiety na paliwo stałe, w skrócie: SRB, produkowane w firmie Thiokol, w Utah, w U.S.A. Inżynierowie, którzy projektowali SRB woleliby, aby były one nieco grubsze, ale… SRB transportuje się z wytwórni na stanowisko startowe koleją. Tak się złożyło, że linia kolejowa biegnie na pewnym odcinku przez tunel wydrążony w górze. Rakiety muszą się zmieścić w tym tunelu. Tunel jest tylko odrobinę szerszy niż linia kolejowa, a linia ta, jak już wiecie, ma szerokość dwu końskich tyłków.
Tak więc jeden z głównych szczegółów konstrukcyjnych kosmicznego wahadłowca, być może najbardziej nowoczesnego systemu transportowego na świecie, został zdeterminowany ponad dwa tysiące lat temu przez szerokość końskiej dupy. A wy nadal myślicie, że nazwanie kogoś końską dupą jest dla niego ujmą…

Historyjka bardzo fajna.
Z drugiej jednak strony przypomina mi się historia którą swego czasu opisywał u siebie Jarosław Lipszyc:

To był spokojny, niedzielny poranek, i nic nie zapowiadało nadchodzącego nieszczęścia. Strażacy z 15 posterunku przygotowywali się właśnie do rutynowego przeglądu wyposażenia. Zaalarmowano ich o godzinie 10.48. Pożar w budynku fabrycznym John E. Hurst Company położonym pomiędzy placem Hopkinsa i Liberty Street wykrył automatyczny czujnik.

John Kahl, kapitan wozu strażackiego który jako pierwszy pojawił się na miejscu, nie sądził że pożar jest poważny, i zaczął od sprawdzenia skrzynek z instalacją alarmową. Z ich wskazań wynikało, że ogień wybuchł w piwnicach. Zespół strażaków rozbił więc szklane drzwi od strony German Street i wszedł do budynku ciągnąc ze sobą węże strażackie. Kiedy strażacy stali na schodach prowadzących w dół, budynkiem wstrząsnęła potężna eksplozja na pierwszym piętrze, która zerwała dach, wybiła wszystkie szyby i rozniosła płonące elementy budynku na całą okolicę.

Był 7 lutego 1904 roku. W ciągu kolejnych 31 godzin ogień strawił 1526 budynków położonych w 71 kwartałach miasta Baltimore. W środku zimy 35 000 ludzi pozostało bez dachu nad głową i pracy. Dogaszanie pogorzeliska trwało przez kolejne kilka tygodni.

Już o godzinie 11.55 George Horton, szef strażaków z Baltimore, wysłał wezwanie o pomoc do położonych w okolicy miast. Pierwsza pomoc nadeszła z Waszyngtonu o 13.30. W ciągu kolejnych godzin przybyły drużyny z Filadelfii, Chester, Nowego Jorku, Harrisburga, Annapolis, Wilmington, Atlantic City, Yorku i Altoony. W sumie z ogniem walczyło 1 231 strażaków wyposażonych w 57 wozów strażackich, 9 ciężarówek, jedną łódź gaśniczą, nie wspominając o tysiącach ochotników. Wszyscy oni mieli jeden problem - brak wody do gaszenia ognia.

Wody było pod dostatkiem. Miasto Baltimore miało doskonale rozbudowaną, w pełni sprawną sieć miejskich hydrantów. Zastępy przybywających strażaków przywiozły ze sobą kilometry węży strażackich. Był tylko jeden problem: każde z miast miało swój własny sposób łączenia węży. Przywieziony sprzęt był bezużyteczny, bo węże po prostu nie pasowały do baltimorskich hydrantów. Z ogniem próbowano - bezskutecznie - walczyć przy użyciu dynamitu.

Tragedia w Baltimore wymusiła zmiany. 600 różnych systemów łączenia hydrantu z wężem w różnych miasta Stanów Zjednoczonych zastąpiono jednym, zestandaryzowanym łącznikiem.

A teraz pytanie czym tak naprawdę różnią się obie historie? Czy choć na pozór jedna piętnuje standardy a druga opowiada się za nimi, to nie są to jednak historie bardzo podobne do siebie? Czy nie są to po prostu historie opisujące ludzkie lenistwo i bezmyślność?

12345 2 głos(ów), średnia: 3
Loading ... Loading ...

Komentarzy