Warning: fopen(/home/patryk/public_html/blog/wp-content/backup/.htaccess) [function.fopen]: failed to open stream: No such file or directory in /www/global/qatryk/wp-content/plugins/backupwordpress/functions.php on line 377
Cannot open file (/home/patryk/public_html/blog/wp-content/backup/.htaccess)
Warning: fwrite(): supplied argument is not a valid stream resource in /www/global/qatryk/wp-content/plugins/backupwordpress/functions.php on line 381
Cannot write to file (/home/patryk/public_html/blog/wp-content/backup/.htaccess)
Warning: fclose(): supplied argument is not a valid stream resource in /www/global/qatryk/wp-content/plugins/backupwordpress/functions.php on line 385
2007 październik Archiwa » Qatrykowe boje

Archiwa dla październik, 2007

Magiczne hasła - presja inflacyjna

czyli kolejny odcinek z serii “głupie qatryka widzenie ekonomii”.
Wielokrotnie, gdy ktoś zaczyna mówić o obniżaniu podatków, o zmniejszeniu składek rentowych, zdrowotnych czy co tam jeszcze zus sobie pobiera, o działaniach banku centralnego związanych z stopami procentowymi zawsze odzywają się głosy oburzonych, że przecież każdy powinien pamiętać o inflacji. Że jak się daje ludziom więcej pieniędzy to wtedy oni pędzą kupować i ceny rosną. A przecież to jest wbrew ludziom, szczególnie tym najbiedniejszym, bo gdy ceny rosną to oni nie mogą kupować tyle, co przedtem. A teraz qatryk wytłumaczy wam drogie dzieci gdzie tkwi haczyk.
Zacznijmy od tego prozaicznego hasła, jakim jest inflacja. Co to jest inflacja? Ano każdy zapewne powie, że jest to wzrost cen. Prawda? Nie prawda drogie dzieci. Wzrost cen jest tylko efektem inflacji - inflacja to tak naprawdę zwiększenie podaży pieniądza, czyli po prostu zwiększenie jego ilości na rynku.
Załóżmy sobie, że jest nas 10 osób stanowiących sobie państwo. Ja jestem rząd. Ustalam sobie, że naszą walutą są “dupeczki”. Na początku drukuje tysiąc dupeczek i wymieniam się z tymi 10 osobami - one mi dają np. złoto a ja im odpowiednią ilość dupeczek.
Kiedy może zaistnieć wzrost cen na takim rynku (jest to jakiś tam rynek - wymieniamy się towarami używając w tym celu dupeczek, jako środka płatniczego) zakładając, że póki co jeszcze nie wpadłem na pomysł że skoro mam monopol na drukowanie dupeczek to mogę je sobie bezkarnie dodrukowywać, a co więcej jeszcze nie wpadłem na pomysł aby opodatkować wszystkich po kolei (dla ich dobra oczywiście)? Otóż moi drodzy wzrost cen nigdy nie nastąpi, co najwyżej pojawiać się będą jakieś fluktuacje. A tak naprawdę ceny mogą przede wszystkim zacząć spadać - gdy opanujemy jakąś nowa technikę pozwalająca produkować dotychczasowe produkty wydajniej i taniej. Fluktuacje mogą następować, gdy np. kilka osób zacznie akumulować kapitał, tzn. zacznie oszczędzać dupeczki i pewnego dnia razem postanowią wydać wszystkie zaoszczędzone pieniądze. Co śmieszniejsze będzie to bardzo krótkoterminowe i przejdzie falą przez cały rynek. Gdy nagle dwie osoby zaczną kupować jakieś dobro w zwiększonej ilości od osoby trzeciej to ta osoba podniesie cenę swoich produktów, zwiększy produkcję, bądź jedno i drugie. Więcej pieniędzy trafi do tej osoby trzeciej i wtedy ona zacznie je wydawać u osoby czwartej i piątej. Tamte uczynią podobnie. Ale osoby pierwsza i druga nie mają nieskończonych oszczędności. Przestana w pewnej chwili kupować więcej. Wtedy osoba trzecia zacznie zarabiać znów mniej - w zależności, jakie podjęła decyzje może oczywiście na tym stracić (np widząc wzrost popytu zwiększyła produkcję a teraz znów popyt osłab i towaru jest w nadmiarze) i nawet zbankrutować. Pieniędzy jednak zostaje na rynku tyle samo. Inne osoby obracają tymi pieniędzmi i osoba, która zbankrutowała, nadal w jakiś sposób będzie uczestniczyła w tym rynku. Tu tkwi w zasadzie główna pułapka i największa manipulacja współczesnej ekonomii. Tłumaczy się nam, że temu nieszczęśnikowi, który podjął nietrafne decyzje trzeba jakoś pomagać. O tym, dlaczego jest to kompletną bzdurą i dlaczego dziś jeszcze bardziej szkodzi się takiej osobie niż jej pomaga powiem kiedy indziej. Na razie skupmy się na tym jak funkcjonuje system.
Gdy jako rząd mówię wy mi dajecie złoto ja je trzymam, a w zamian dostajecie dupeczki którymi jest łatwiej obracać niż sztabami złota i póki gwarantuje wam że każda dupeczka jest zawsze wymienialna na tę samą ilość złota to rynek funkcjonuje tak jak opisałem powyżej. I co najważniejsze inflacja pojawia się na nim co najwyżej na bardzo krótko np. gdy okazuje się że z jakiś powodów popyt na jakiś produkt znacznie wzrasta bądź podaż jakiegoś produktu gwałtownie maleje. Ale wtedy na takim rynku automatycznie pojawiają się inne zdrowe mechanizmy. Albo zostaje zwiększana produkcja albo konkurencja zwęszy interes i wystawi szybko produkt konkurencyjny dla produktu, którego produkcja zmalała.
W pewnym momencie, jako rząd stwierdzam jednak że, ja zadbam o część waszych interesów: ubezpieczę was przed utratą pracy, zadbam abyśmy w naszym mini państwie chodzili po prostych chodnikach i zagwarantuje wszystkim różne takie fajne rzeczy które ułatwią życie każdemu z nas. No ale cóż moi drodzy, muszę skądś na to mieć dupeczek trochę. Zrobimy tak - wy mi będziecie płacić podatek w wysokości dajmy na to 1 dupeczki miesięcznie (jestem dobry i nie mówię jak inni, że macie mi płacić procent - każdy niech płaci 1 dupeczkę a nie dajmy na to 1% dupeczek jakie posiadacie) a ja wam to wszystko zagwarantuje.
I co się dzieje z naszymi dupeczkami w takim systemie? Niezależnie od tego czy jestem dobrym czy złym władcą, tzn. czy pieniądze które mi powierzyliście faktycznie inwestuje tak jak obiecywałem czy marnotrawię je na jakieś inne zbytki (ma to zasadniczo ogromne znaczenie ale w opisywanym problemie znów nie takie wielkie) to ilość pieniądza pozostaje na rynku nadal taka sama. Po prostu część wydatków, które czyniło moje mini społeczeństwo wziąłem na siebie i te pieniądze tak czy inaczej lądują na rynku. Niezależnie jak je wydaje, wydaje je na rynku, przez co trafiają one pośrednio i bezpośrednio do każdego. Tu oczywiście mamy inny problem - problem stłuczonej szyby. Bo wydatki rządowe polegają w dużej mierze na tłuczeniu okna a potem wstawianiu nowego. Niby jest wszystko oki bo pieniądze trafiają do szklarza i rynek pięknie funkcjonuje ale chyba każdy czuje że cos jest nie tak. Gdybyśmy nie wybili tego okna pieniądze trafiłyby np do malarza. W wypadku, gdy tłuczemy szybę szklarz ma prawo podnieść cenę na swoje usługi, bo ma więcej roboty, ale malarz przymiera głodem. Wchodzimy w zupełnie inne kwestie a nie o tym przecież ta bajka.
Zatem okazuje się, że niezależnie czy podatku nie pobieram czy też go pobieram ze zjawiskiem inflacji jako takim nie wiele to ma wspólnego. Co więcej gdybym nagle nawet stwierdził, że jednak podatku nie będę od nikogo brał, albo że rezygnuje z pewnych usług które chciałem wam zagwarantować ale nie podołałem więc oddaje wam pół dupeczki pobierając jedynie drugie pół na to z czego jestem w stanie się wywiązać, pieniędzy na rynku pozostaje tyle samo i o inflacji nie może być mowy. Oczywiście sytuacja gdy nie pobieram podatku jest o wiele bardziej korzystna gdyż dupeczki inwestowane są znacznie lepiej. Po prostu synergia społeczna pozwala na wydajniejsze obracanie dupeczkami.

A teraz w zasadzie to, do czego zmierzaliśmy. Podatki mi się spodobały - zabrałem malarzowi, ale dałem szklarzowi i strasznie mi się to spodobało. Co więcej za swoją pracę postanowiłem pobierać sobie odpowiednie wynagrodzenie. Podniosłem podatki, ale widzę że dalej ni chu chu bo mnie wszyscy zlinczują. Więc sobie wymyślam, że fajnie byłoby jednak mieć więcej kaski a że mam monopol na drukowanie dupeczek to czemuż tego nie wykorzystać? Tu już nie będę wchodził w szczegóły mechanizmów, jakie stoją za dodrukowywaniem dupeczek. Bo nie może to być takie proste - przecież chodzi o to aby u większości zatrzeć tę świadomość. O tym jak dodrukować nie dodrukowując napisze być może kiedy indziej. W każdym razie załóżmy że zarządziłem zmianę wzoru dupeczek - o ile pierwotne dupeczki były dość trwałe to nowe się szybko niszczą i każda taką zniszczoną dupeczkę trzeba wymienić na nową. A co najistotniejsze oczywiście rezygnuje ze standardu złota, czyli gwarantowania pieniędzy złotem. Na to tez znajduje jakieś mądre uzasadnienie. W takim zamieszaniu bez problemu dodrukowuje sobie nowych dupeczek i wypuszcza na rynek. Co się dzieje?
Ano mechanizm jest podobny jak ten opisywany na początku, gdy kilka osób nagle zaczyna wydawać swoje oszczędności. Dupeczki zaczynają krążyć, fala przelatuje przez rynek, ale nie jest to już taka zwykła fala. Ten, który znalazł się na początku łańcucha podniósł ceny z powodu wzmożonego popytu. I każdy zrobił podobnie. Okazało się jednak, że po przejściu fali ludzie dalej wydaja tyle samo pieniędzy co podczas przechodzenia tej fali. Gdy nie było dodatkowych pieniędzy na rynku ten, który wydawał więcej na początku w końcu przestawał je wydawać z powodu ich braku - druga osoba w łańcuch musiała przez to obniżyć ceny aby utrzymać dalej produkcję (bądź na odwrót) i również przestać wydawać tyle co do tej pory. Ale teraz okazuje się, że rynek otrzymuje mylne sygnały. To co do tej pory kosztowało tyle i tyle, dziś kosztuje znacznie więcej a popyt mimo to nie spada. Po przejściu fali okazuje się, że w kieszeni wszystkich jest znacznie więcej pieniędzy - ale cóż z tego jeżeli patrząc na ceny stwierdzamy że są one znacznie większe niż przedtem.
Największy problem jest w tym że rynek jest żywy i wpuszczając dodatkowe pieniądze do jego obiegu zaciera się sygnały dzięki którym na rynku zachowuje się równowaga z pierwszego przykładu. Co gorsze największymi beneficjentami są ci którzy otrzymują pieniądze w pierwszej kolejności - mogą oni kupić produkty po starych cenach za pieniądze które juz niedługo nie będą miały tej samej wartości.

Gdy mówi się o presji inflacyjnej mówi się przede wszystkim o tym że zmniejszenie podatków, pozostawienie ludziom w kieszeniach ich własnych pieniędzy odbije się ludziom bardzo źle bo ich pieniądze stracą wartość (oczywiście mówi się o tym również gdy wzrastają płace i ogólnie przeważnie gdy ludzie mogliby więcej decydować o tym jak dysponować swą własnością). Stracą wartość, dlatego że cała masa pieniędzy pojawi się nagle na rynku. Tylko tak naprawdę proszę sobie odpowiedzieć na proste pytanie gdzie te pieniądze trafiały poprzednio?
Z perspektywy wydajnościowej - oczywiście do czarnej dziury jaką jest budżet państwa. Ale z perspektywy obiegu pieniądza trafiały one po prostu na rynek. Za te pieniądze “buduje” się autostrady, stadiony, 3 mln mieszkań. Za te pieniądze płaci się urzędnikom państwowym (swoją droga tu kolejny absurd - urzędnikowi płaci się z podatków pensje, która ponownie jest opodatkowana - czyli nie dość że daje się komuś ukradzione pieniądze to jeszcze na dodatek temu obdarowanemu kradnie się część tego co się wcześniej ukradło i dało temu ponownie okradanemu - kompletna paranoja). Te pieniądze w takiej czy innej formie trafiają na rynek - więc niech mi ktoś wytłumaczy, dlaczego trafiając na ten rynek za pomocą brudnych państwowych łap nie wywierają one presji inflacyjnej, natomiast gdy maja trafić na rynek za pomocą rąk milionów obywateli taką presję te pieniądze są w stanie wywołać?

12345 5 głos(ów), średnia: 4.2
Loading ... Loading ...

Komentarzy

Powroty

Normalnie padłem. Rysiek wracaj. :)

12345 1 głos(ów), średnia: 5
Loading ... Loading ...

Komentarzy

Mulholand Drajw

Życie jest proste. Wstajesz, ubierasz się, wychodzisz z domu, idziesz gdzieś na kilka godzin, wracasz. A pod tym płaszczem rzeczywistości świat jakoś tak inaczej wygląda. I czasem tak mi się zdaje że to jakiś dziwny sen mnie otacza. Ten wstań, ubierz się, wyjdź. A świat który jest najprawdziwszym jakoś tak biegnie obok nie próbując nawet zabrać głosu. Rzeczywistość która nie ma za bardzo ochoty domagać się o swoje prawa do bycia prawdziwą. Bo po co prawdzie moja świadomość jej istnienia. Po co realności moja świadomość istnienia realności. Co ciekawsze w zasadzie piękno realności chyba onieśmiela. Albo wywołuje lęk. I dzięki temu może ona sobie spokojnie podążać ku swemu jedynie wiadomemu celowi.
Najgorsze gdy tą rzeczywistość się ignoruje. Gdy śnimy, lunatykujemy całe życie. Wtedy ten obcy na pozór świat staje się pełnym demonów, które spychamy do niego z naszych snów. I te demony ożywają. I żyją gdzieś tam w zakamarku by nabierać siły. By umacniać swe siły. Ale w rzeczywistości demony nie istnieją. Więc co robi taka nierealna siła gdy orientuje się że nie ma prawa istniec w miejscu w którym się znajduje. Wraca do snu. I wtedy nie ma ucieczki.
Kładę się spać, ale śnię za dnia. Świat jest piękniejszy gdy co dzień pozwala się marzeniom zabierać głos. Nie koniecznie zabierać je rzeczywistości. Bo przecież prawdziwe życie jest właśnie tam, i tam ich miejsce. Nie ignorując ich, nie spychając na dalszy plan, nie przykrywając ich płaszczem codzienności snu dajemy im szansę niszczenia każdego demona słabości, który stara się wkraść do naszego snu.

Rzecz w tym tak naprawdę że chyba najbardziej warto być fair przed samym sobą. A gdy okazuje się że nie jest tak do końca nie wrzucać problemu jak dziecko kanapki za kanapę. A świat wkoło. Ludzie wkoło. To przecież zwykły sen który bardzo łatwo zmanipulować.

12345 1 głos(ów), średnia: 5
Loading ... Loading ...

Komentarz

IV RP reaktywacja

Na początek słowo komentarza. Wisi mi to właściwie co i jak będzie w niedziele tzn. kto wygra itd. W sumie to z czysto masochistycznego podejścia nawet ucieszyłbym się z zwycięstwa PISu. Ale co i jak napisze w oddzielnej notce, jutro albo pojutrze.
Filmik wrzucam bo mi się podoba - jest naprawdę zajebiście zrobiony. Linka znalazłem u Oliveira. Warto też przeczytać tę jego notkę.

12345 Oceń post
Loading ... Loading ...

Komentarzy

ekstremalnie nielegalnie

12345 Oceń post
Loading ... Loading ...

Komentarzy

Ciekawe

Gazeta Wyborcza obala mit boskiego Che? Świat na głowie staje.

edit:
wszystko w porządku z naszymi REDaktorami - artykuł znikł z portalu. Permanentnie. Nawet w archiwum wzmianki nie ma. Za to kopie znalazłem tutaj. A komentarz. Niech każdy sobie napisze swój….

12345 1 głos(ów), średnia: 5
Loading ... Loading ...

Komentarzy

Bad gajs, good gajs

Jest tak, że jest coś, co jest złe i coś, co jest dobre. Przy okazji jest też tak, że te pojęcia zapewne są bardzo subiektywne. Istnieją przy tym odcienie szarości albo raczej różne kolory świata - taką już rzeczywistość ma skłonność, że jednak za cholerę nie daje się ograniczyć do dwóch barw.
W każdym razie jest też tak, że jeżeli zaczynamy o czymś gadać to nie możemy zagłębiać się w te kolory. Niestety - wieki zajęłoby rozpatrywanie każdego przypadku a gdybyśmy już to zrobili to i tak zapewne wydarzyłoby się coś, czego nie przewidzieliśmy i nie opisaliśmy. Dlatego ważne jest, aby oceniać rzeczy fundamentalne jednoznacznie. Nie rozumiem ludzi kierujących się jakimiś dziwnymi dualizmami moralnymi - w jednym przypadku jakiś czyn jest dobry w drugim zły. Co ciekawsze zauważam, że z takimi ludźmi nie da rady gadać. Oni się gdzieś chyba pogubili, coś im się we łbach poprzestawiało i każde zjawisko są w stanie ocenić zupełnie inaczej nawet, gdy u każdego z tych zjawisk stoją te same podstawy.
Najprościej będzie przedstawić przykład: kara śmierci, aborcja, samobójstwo, eutanazja. Co te wszystkie “pojęcia” łączy? Ano uśmiercenie jednej jednostki przez inne jednostki. Tyle. I rzecz jest prosta. Jeżeli uważamy, że zabicie kogoś jest oki, albo inaczej - akceptujemy wpływ na życie i śmierć danej osoby tylko poprzez oddziaływania tejże osoby oraz (sic!) państwa nie ma żadnych podstaw, aby przeciwstawiać się któremukolwiek z tych czynów. Nie można powiedzieć, że pozbawienie życia jest w jednym przypadku dobre a w innym złe.
Dla mnie jest to po prostu zło. I już. Dalej mogę zacząć rozpatrywać czy jestem w stanie w jakiś wyjątkowych sytuacjach to zło zaakceptować - ale to w żaden sposób nie zmienia mojej oceny. Ludzie natomiast mają jakąś dziwną skłonność do tłumaczenia przed samym sobą akceptacji zła poprzez zamienianie jego oceny moralnej.
Co ciekawsze panuje też jakiś dziwny pogląd, że zło, które wyrządza jednostka jednostce wbrew jej woli jest oczywistym przestępstwem natomiast, gdy jednostkę dokonującą agresji zastąpi się państwową machiną wszystko nagle staje w zupełnie innym świetle. Co jeszcze bardziej ciekawe wiele osób jest święcie przekonana, że to co czyni państwo jest dobrem.
Jeżeli ktoś wyjąłby nam z portfela pieniądze od razu jednoznacznie powiedzielibyśmy, że jest on złodziejem i należy go ścigać, natomiast, gdy to samo robi państwo okazuje się, że państwo dokonuje tego jedynie w celu pomocy słabszym. To, że nasz złodziej, który wyjął nam pieniądze z portfela ma chorą babcie, głodujące dzieci nie jest istotne gdy dokonuje na nas swego czynu - wyjmując nam pieniądze z kieszeni jest po prostu złodziejem a jego czyn jednoznacznie oceniamy jako zły. Gdy to samo robi państwo nasza ocena potrafi być diametralnie różną.
Nie chce tu wchodzić w kwestie tego, że państwo nie powinno się w ogóle wtrącać, bo tym popełniam dla niektórych, co najmniej świętokradztwo, przez co pozbawiam się okazji do polemiki z takimi osobami, czego nie chcę.
Zatem o co chodzi? Jeżeli jesteśmy czegoś zwolennikami określmy najpierw, co jest tego podstawą. Czy z indywidualnego punktu widzenia oceniamy coś, jako dobro czy jako zło, jako coś porządnego, spełniającego kryterium nie wyrządzania krzywdy i przynoszenia korzyści z każdej perspektywy, czy też, jako rzecz zupełnie odwrotną.

Jeżeli dojdziemy do wniosku, że jakiś czyn usprawiedliwiony w jednych okolicznościach byłby czymś złym w innych warunkach, a szczególnie tych najbardziej fundamentalnych, jakimi są stosunki pomiędzy jednostkami to nie starajmy się dowodzić tego że coś złego jest czymś dobrym. Takie postępowanie będzie zawsze powodowało konflikt. Jeżeli jesteśmy zwolennikami jakiegoś rozwiązana, które uważamy za przynoszące więcej korzyści niż strat w danej chwili choć jednoznacznie moralnie możemy ocenić to jako coś złego, nie unikajmy tej oceny.

Inna sprawa, że ludzie nie za bardzo chyba potrafiliby tak rozumować. W wielu przypadkach ilość wyjątków, jakie każdy z nas robi w klasyfikowaniu zdarzeń niechybnie musiałoby nas doprowadzić do jednego wniosku…

12345 1 głos(ów), średnia: 5
Loading ... Loading ...

10 Komentarzy

Fenix

Chciałbym poinformować że właśnie przeczytałem sobie wpis u Maćka Miąsika który poinformował o odrodzeniu się serwisu libertarianizm.pl.
Wszystkich tych którzy zastanawiają się o czym ja tu bredzę zachęcam do odwiedzenia tamtej strony i poczytania sobie co i jak.

Jednocześnie też Maciek napisał że padło, a raczej padła idea copyfight.pl. Szkoda.

12345 1 głos(ów), średnia: 5
Loading ... Loading ...

Komentarz

Jeszcze z Foltynem się pozgadzam

Pan Łukasz znów coś tam napisał i w sumie chciałem sobie z nim popolemizować u niego ale jak na socjalistę przystało przyblokował komentarze (trzeba się zarejestrować i w ogóle) ale trackbacku nie przyblokował więc spróbuję go sprowokować tym skromnym wpisem.
Ja mam tylko jedno pytanie do Pana Łukasza - co to jest społeczeństwo? Co to za twór? Co to za magiczna hybryda którą on tak zawzięcie broni i chce jej zrobić dobrze? To jest pytanie fundamentalne. Pan Łukasz zdaje się uważa że społeczeństwo to co innego niż ja, on i każdy z nas z osobna. Że nie ma czegoś takiego jak indywidualne jednostki ludzkie zwane zwykle ludźmi, ino jest społeczeństwo. I to społeczeństwo kieruje się zupełnie innymi zasadami niż każdy człowiek z osobna. Że to co dobre dla człowieka nie koniecznie jest dobre dla społeczeństwa, a jako że społeczeństwo jest czymś ważniejszym niż indywidua to Pan Łukasz rości sobie prawo do nie tylko bycia adwokatem społeczeństwa, ale co fajniejsze do wyznaczania temu społeczeństwu drogi jaką powinno podążać - co jest dla mnie jeszcze bardziej zagadkowe niż to gdy ktoś próbuje wpływać bezpośrednio na moje życie. No bo chęć władzy jakoś potrafię zrozumieć, chęć bycia lepszym od innych, chęć posiadania, chęć kierowania i bycia kimś lepszym od innych jest dla mnie normalną oznaką człowieczeństwa. Natomiast jakieś altruistyczne formy i frazesy pełne troski o bliźnich których postrzega się nie jako jednostki a jako jakąś bezmyślną masę wiązać mogę jedynie z jakimiś kompleksami. Najpewniej małego penisa.
Bardzo mnie ciekawi czym jest ta fantasmagoria której tak zawzięcie broni Pan Łukasz.

12345 2 głos(ów), średnia: 5
Loading ... Loading ...

Komentarz

O takim bucu chędożonym

Filmik znalazłem u Lucky Luke. Się uśmiałem:>

12345 Oceń post
Loading ... Loading ...

Komentarzy