Archiwa dla listopad, 2007

Koniec gry

Wspominany w wpisie Nowy Ład film “End Game” jest dostępny w wersji polskiej jakby się chciało komu jednak obejrzeć.

12345 Oceń post
Loading ... Loading ...

Komentarzy

Libertariański blues

Z dumą “kradnę” tekst mojego wirtualnego kolegi Jędrzeja:
Tekst oryginalny ukazał się na blogu Rusz Sumienie

Co czuje libertarianin?

Gniew. Libertarianin jest wkurzony - i to nie wkurzony a’la “dokopię ci skurwysynu” ale wkurzony poczuciem niesprawiedliwości. Torturuje się niewinnych ludzi, świat siedzi na tyłku. Zabija się niewinne dzieci w imię politycznych celów i się publicznie oznajmia brak jakiejkolwiek skruchy i wszystko jest takie samo. Elity po raz kolejny pokazały na oczach wszystkich, że jedyne co nimi kieruje to żądza władzy i nienawiść do nas wszystkich ale nikt nie podniesie ręki. Ludzie giną, umierają z głodu, czasem błagają o śmierć, bo nie mogą znieść życia w świecie, który kręci się bezwładnością krwi. Ale ludzi bardziej interesuje nocne życie Paris Hilton niż los innych ludzi. Bo los inych ludzi to niewygodna sprawa. A nowoczesny człowiek nie znosi niewygody.

Frustrację. Libertarianin jest dwudziestopierwszowieczną Kassandrą. Patrzymy na świat dookoła i widzimy jak płonie - nie dziś i nie jutro, ale pojutrze, kto wie? Ludzie wychodzą z psami, opijają się po imprezach, cieszą się swoim życiem, ale nigdy nie przystaną i nie pomyślą, czemu zawdzięczają ten spokój i jak kruchy on jest, jak kruche jest ich własne życie i jak łatwo mogą je utracić. Cisza, cisza przed burzą…

Bezsilność. Libertarianin jest jednym człowiekiem. Jednym pośród pieprzonych siedmiu miliardów. I siedem miliardów ludzi pędzi ku krawędzi klifów i tylko libertarianin stoi między nimi i zagładą. I niezależnie od tego, jak mocno napnie mięśnie, jak wiele siły woli zaangażuje, jak długo powtarza sobie “wytrwaj… wytrwaj…” ta fala wciąż prze naprzód i to coraz szybciej. I musi sobie wmawiać, że to jego wina, że nie stara się wystarczająco mocno, że jest zły, bo mógłby poświęcić o wiele więcej czasu, energii, pieniędzy, a nie robi prawie nic. Dobrowolnie wyniszcza sam siebie, bo wie, że alternatywą jest przyznać swą bezsilność i poddać się. A na to libertarianin sobie nigdy nie pozwoli.

Samotność. Libertarianin widzi rzeczy, których inni nie widzą. Jest rozdarty między dwoma obrazami - obrazem gruzów, walających się ciał i ziemi szkarłatnej krwią oraz obrazem świata, w którym ludzie patrzą na siebie nawzajem i widzą swe odbicie, nie wroga, którego trzeba zniszczyć. Wie, że dziś świat zmierza ku tej pierwszej wizji, a ta druga jest jedyną, która ten świat może przed pierwszą uratować. Ale nikt tego nie widzi w taki sposób. To, co dla libertarianina jest eschatoniczną ideomachią, ostateczną walką między dobrem a złem, przeciętny człowiek postrzega jako gierkę, ekscytujący cyrk, w którym obstawia się zwycięzców i dyskutuje nad wynikiem. Grają sobie na harfach a Rzym płonie! Do cholery, on PŁONIE! Dlaczego chociaż nie spojrzycie w tę stronę, dlaczego chociaż nie spróbujecie posłuchać wiatru…

Dlaczego tak lubicie się śmiać, gdy się odzywa? Gdy mówi Wam o tym, jak bardzo wszyscy potrzebujemy, teraz, zaraz, popatrzeć w swoje serce i znaleźć tam odrobinę zrozumienia. Dlaczego odwracacie wzrok, gdy Was błaga o wzgląd? Snuje on, prawda, smutne opowieści, ale nie poznamy przecież radości, jeśli nie zmierzymy się ze smutkiem. Dlaczego nazywacie go utopistą, gdy mówi o tym, że wszyscy ludzie są równi i zasługują na taki sam szacunek? Czy nie tego nas uczyli nasi rodzice gdy byliśmy mali? Czy nie taka jest odwieczna mądrość, którą wszyscy powtarzają, choć nikt jej nie stosuje?

Proszę. To pali od wewnątrz. Popatrzcie w nasze oczy, jak zwęglone są od strachu. Popatrzcie na nasze usta, drżą z przerażenia. Jedyne, czego potrzebujemy, to zrozumienie. I potwierdzenie, że nie tylko nam zależy, że nie tylko my kochamy tę przeklętą kupę kamienia i przeklętą ludzkość, jaka na niej żyje. Że nie tylko my tak bardzo, tak strasznie chcemy, by ten koszmar się skończył.

Bo nie tylko my tego chcemy… Prawda?

12345 2 głos(ów), średnia: 5
Loading ... Loading ...

Komentarzy

Takie śmiesznostki

Niewielu pewnie zakuma ale nie mogłem sie powstrzymać żeby sobie kilku smakowitszych kawałków zielonego dziadka nie przekopiować:

Wielu komentatorów oskarża Greenspana o to, że zbyt luźną polityką pieniężną przyczynił się do przegrzania koniunktury i niewiele zrobił, by zwiększyć kontrolę nad żywiołowo rozwijającymi się procesami na rynkach finansowych.

Greenspan odrzuca te oskarżenia. Tłumaczy, że luźna polityka pieniężna była odpowiedzią na brak presji inflacyjnej. Kryzysy finansowe - twierdzi - są nieuchronne i nie ma sposobu, by całkowicie wyeliminować ich groźbę.

Były szef Fed zdecydowanie odrzuca jednak pomysły, by zwiększyć kontrolę nad przepływami finansowymi. To niemożliwe - twierdzi. Nawet gdyby powstały potężne instytucje nadzorcze kontrolujące finanse funduszy wysokiego ryzyka, nic to nie da, gdyż bilanse tych funduszy zmieniają się nieustannie.

Tutaj to normalnie lezałem i robiłem ROTFLa:

Jeżeli nie ściślejsza kontrola - to co? Greenspan okazuje się wiernym uczniem Ayn Rand, poczytnej pisarki i fanatycznej zwolenniczki wolnego rynku, z którą przyjaźnił się w młodości. Najlepszym sposobem na cyklicznie wybuchające kryzysy finansowe jest elastycznie działający rynek: “Rynek kapitałowy odgrywa w gospodarce doniosłą rolę. Sprawia, że oszczędności wędrują tam, gdzie mogą być najefektywniej wykorzystane”.

Im sprawniej działa rynek, tym mniej groźny jest kryzys finansowy. Ktoś traci, ktoś zyskuje - i gospodarka szybko powraca do równowagi.

I jeszcze jedno:

Mimo wszystko Greenspan nie przewiduje kataklizmu na rynkach finansowych, choć nie wyklucza cyklicznych kryzysów. Wierzy w ludzką wolność, która jest motorem rozwoju przynajmniej od 200 lat:

“To nie przypadek, że człowiek jest w stanie wytrwać i podążać naprzód mimo niepowodzeń. Prorocy, poczynając od wyroczni delfickiej, aż do współczesnych futurologów z Wall Street, dostrzegają ten długookresowy pozytywny trend wynikający z ludzkiej natury. Dziedzictwo Oświecenia, jakim są prawa jednostki i wolność gospodarcza, sprawiło, że miliardy ludzi wypełniają imperatyw natury - pracują dla lepszego życia własnego i swojej rodziny”.

Dość ciekawe jest jak to gośc co robił całe życie na odwrót dziś ma buzie pełną frazesów o wolności i takich tam pierdach.

12345 1 głos(ów), średnia: 5
Loading ... Loading ...

Komentarzy

Coca cola - wstrętni, ohydni pedofile

Otóż anarchiści donoszą że Coca Cola wykorzystuje dzieci. Zatem bojkotujmy Coca Cole. Niech łajdaki zbankrutują. To że dzieciaki jak nie zarobią nie będą miały za co jeść to taki mało istotny szczegół.

12345 1 głos(ów), średnia: 5
Loading ... Loading ...

Komentarzy

Kot na drzewie

Właśnie przeczytałem sobie notkę Jacka Sierpińskiego o dolarze wolności. To znaczy o tym że FBI postanowiła zniknąć firmę Liberty Dollar. Zniknąć no bo zmiotła ją z powierzchni ziemi - zarekwirowała wszystko - od złota które było gwarantem wydanych certyfikatów, poprzez złote monety i certyfikaty, na komputerach i zablokowanych kontach skończywszy. Więcej info tutaj.

Co tu dużo gadać - po prostu rząd podprowadził obywatelom w perfidny sposób 20 baniek. W stanach co śmieszniejsze zakrawa to na absurd choćby z tego powodu że nie ma tam tak jak u nas prawa które mówiłoby że za towary i usługi płacić trzeba federalnymi banknotami. U nas za samo wyprodukowanie środka wymiany i posługiwanie się nim idzie się do pierdla. Możesz płacić podatki, być prawym obywatelem ale jeżeli zawrzesz jakąkolwiek transakcje przy pomocy prywatnego pieniądza stajesz się bandytą.

Codzień każdy sobie dyskutuje o polityce, o tym czy PO czy PIS, czy żołnierz dobry czy zły, czy ZOMO, że historia, że sprawiedliwość, że korupcja. To wszystko o czym dyskutuje sie na salonach to dyskusje o tym że strażacy zdejmowali kota z drzewa i każdy wie jak powinni zrobić to lepiej. W tym samym czasie właśnie płonie nam dom, który przed wyprawą po kota podpalili sami strażacy. Skoro tego sobie życzymy, niechaj i płonie…

12345 Oceń post
Loading ... Loading ...

Komentarzy

Nowy ład

Właśnie obejrzałem sobie kolejny film na temat światowego spisku. Filmik jest dość zdaje się świeży i nie doczekał się jeszcze tłumaczenia więc na razie tylko dla tych którzy posługują się ingliszem - Endgame. Wcześniej obejrzałem Zeitgeist - Duch Czasu, też mocny filmik.

Zeitgeist polecam na początek - podzielony jest na trzy części. Niektórzy mogą się zrazić pierwszą, inni zachwycić. Opowiada o religii. Druga część mówi o 11 września i wskazuje nieścisłości jakie przy okazji tamtych wydarzeń zaistniały w oficjalnych komunikatach. Trzecia to w zasadzie wstęp do tego co pokazane jest w Endgame. Opowiada na jakiej zasadzie powstawały banki centralne, do czego służą. W podsumowaniu jest już niezła jazda po tym jak to wszystko razem składa się do kupy, jak świat łatwo daje się manipulować i ogłupiać. Choćby przez “M jak Miłość”:>. No o tej wspaniałej polskiej produkcji co prawda nikt tam nie wspomina, ale doskonale wpisuje się ona w obraz jaki wyłania się z tego dokumentu.
Endgame idzie dalej. Opowiada o klubie Bilderberg (spójrzcie kto spośród polaków jest na liście:>), o tym że na nieformalnych spotkaniach klubu spotykają się najbardziej wpływowi ludzie świata. Przedstawia na czym tak naprawdę polega “nowy porządek świata” który ci ludzie chcą wprowadzić. Pokazuje jak na przestrzeni dziesięcioleci idea się rozwijała, przenikała ze wszelkimi totalitaryzmami na świecie. Głównym antybohaterem są tu m.in. Rockefellerowie którzy w zaskakujący sposób pojawiają się w najbardziej dramatycznych momentach historii świata. Opowiada o celu jakim jest stworzenie światowego rządu, który ma się ukształtować po połączeniu Unii - Unii Europejskiej , Unii Północnoamerykańskiej i Unii Azjatyckiej. O tym jak członkowie klubiki po kolei, krok po kroku tworzą podwaliny pod ten nowy ład. Kupa tam różnych dziwnych faktów, różnych rzeczy o których kompletnie nie wiedziałem a po wstępnej weryfikacji okazały się być jak najbardziej prawdziwe. Choćby ten o tym jak to w USA wprowadzono program kontroli narodzin.
Za piękny wstęp i zachętę niech posłużą słowa samego Busha Seniora z nota bene 11 września… 1990 roku:
“W tych kłopotliwych czasach, naszym piątym celem jest - Nowy porządek świata - który może zapoczątkować nową erę”.

Nie kręcą mnie paranoje jednak lubię stawiać pytania. Jeżeli coś widzę a ktoś mówi mi że tego nie widzę to zaczynam się zastanawiać. Jeżeli ktoś oszukuje w jednej kwestii to skąd mam być pewien że nie kombinuje w innych.
Patrze na te filmy i dostrzegam wiele spójnych wniosków.
Filmy stawiają tezę jakoby jacyś oni postanowili zapanować nad światem i wszystko kontrolować. I tu się zgodzę że to jest raczej paranoja. Nie ma mitycznych “onych”. Są ludzie. Ludzi którzy mając wpływy zapewne nie chcą ich stracić. W ten sposób nawzajem zaczynają się kontrolować. Ich interesy przenikają od dziesięcioleci i nikt z nich raczej nie chciałby stracić pozycji. Dlatego to działa jak samonakręcający się mechanizm.
Najistotniejsze w tym jest jednak to że ludzie nie potrafią wyciągać wniosków z przeszłości. Po wielokroć dostaliśmy w przeszłości dowody że godzenie się, ustępowanie, oddawanie swej wolności, niepodległości nie prowadzi wcale do wygodniejszego i lepszego życia. Prowadzi do wojny i masowej rzezi.
Dlatego nie mogę pogodzić się z tym że zwykli szarzy ludzie którzy pragną tego lepszego świata starają się udowadniać że kontrola, interwencjonizm, podatki i wszelkie działania które ograniczają wolność jednostki na rzecz innych jednostek przysługują się rozwojowi i lepszemu światu. Tak nie jest - wszelkie pomysły choćby miały na celu największe dobro które ograniczają działania i wolność jednych względem drugich, które nadają jakimkolwiek grupom przywileje względem innych grup, prowadzą po dość krętej ścieżce do kolejnych totalitaryzmów które zniszczą każde oznaki indywidualnej inicjatywy czy chęci panowania nad własnym życiem.
Lewica która kieruje swe ideologiczne zacietrzewienie w kierunku “burżujów”, kapitału dostrzega jedynie to że Rockefeller wyzyskuje ludzi. Jednak to zacietrzewienie nie pozwala Wam dostrzec że to dzięki władzy którą sami oddajecie takim ludziom, dzięki temu że mogą kontrolować każdego z nas, że mogą zaglądać nam do portfeli, że wiedzą kim jesteśmy, jakie mamy poglądy, jaką orientacje seksualną, co myślimy, jakiego wyznania jesteśmy mogą nami nie tylko sterować ale jeszcze parszywiej się na tym bogacić. Co więcej zastępujecie wroga jakimiś urojeniami, kierujecie swa nienawiść przeciw ludziom którzy są w takiej samej sytuacji jak wy sami. Kierujecie swą nienawiść przeciwko mnie choćby z tego powodu że udało mi się zarobić tyle aby spokojnie starczało mi na życie. I domagacie się piętnowania i kontrolowania mojej osoby poprzez urzędy skarbowe, poprzez hamowanie mojego bogacenia się. Oddajecie monopol na bogactwo takim ludziom którzy opętani obsesją władzy zaczynają się obawiać jej utraty i knują jak zachować ją po wsze czasy dla siebie.
Prawica z kolei biczując się swym konserwatyzmem, uwielbieniem zwyczajów, stawianiem ponad wszystko tradycji i uprzywilejowując wszelkie zachowania które temu wszystkiemu sprzyjają, nie dostrzega że idzie tą sama drogą którą podąża ku zagładzie lewica. Staracie się zachować stary porządek który dusi. Piętnujecie zachowania które wpływają jedynie na życie ludzi którzy się tych zachowań dopuszczają. Podtrzymujecie przywileje jednym grupom nie dostrzegając że ci którzy ich nie otrzymują czuja się dyskryminowani. Chcecie niepodległości podczas gdy nie potraficie oddać niepodległości jednostkom. Widzicie zagrożenie w wolności, w swobodzie przemieszczania się, w swobodzie religijnej, w swobodzie seksualnej itd. Powodowani nadzieją na zachowanie status quo oddajecie po raz kolejny władzę ludziom którzy tylko na to czekają aby odebrać Wam wszystkie wartości.

Nie widzę przyszłości. Mises kiedyś napisał że chciał zmieniać świat a stał się jedynie kronikarzem upadku. Ja dziś powoli zaczynam też sieętak czuć. Co więcej zauważam to w każdym czy to z prawa czy z lewa ideologicznym wojowniku. Mi przychodzi jedynie nieudolnie łączyć te dwa Wasze widzenia świata. Dwa niepełne widzenia świata.

I tak z wpisu który miał zachęcić do obejrzenia paranoicznych filmów wyszła mi jakaś pieprzona spowiedź połączona z pieprzonym manifestem.

Na koniec cytat który znalazłem u Barczentewicza:

Wszakże ten, kto was tyranizuje, (…) nie ma w rzeczywistości żadnej władzy nad wami poza tą, którą sami mu nadaliście, aby mógł was zniszczyć. Skąd wziąłby tyle oczu, by was szpiegować, gdybyście sami nie złożyli ich w jego ręce? Skąd czerpałby broń, którą bijąc zmusza was do poddaństwa, gdybyście sami mu jej nie użyczali? (…) Jakże mógłby posiąść władzę nad wami inaczej niż za waszym własnym pośrednictwem? Jak śmiałby was atakować, gdyby nie mógł przy tym liczyć na współpracę z waszej strony? (…)

Przestańcie służyć a przez samo to natychmiast staniecie się wolnymi. Nie wzywam was, byście podnieśli rękę na tyrana i obalili go, a proszę o to tylko, byście przestali go wspierać. Ujrzycie wówczas jak Kolos ów, pozbawiony piedestału, zapada się pod własnym ciężarem i roztrzaskuje na kawałki.

— Etienne de la Boétie, The Politics of Obedience. The Discourse of Voluntary Servitude, Auburn Al.: Mises Institute.

12345 4 głos(ów), średnia: 4
Loading ... Loading ...

Komentarz

Przeterminowane prawo

Coś tam przy okazji wyborów obiło mi się UPRowskie hasło wchodzenia w życie prawa po 6 latach. Nie za bardzo skumałem o co chodzi bo nie za bardzo wiem jakby to miało działać i czym się różnić od tego co mamy dziś. Co więcej przypuszczam że powodowałoby to produkcje jeszcze większych bubli prawnych.
W każdym razie, jako że kompletnie nie kumam na czym polegają procedury legislacyjne jak większość współobywateli nie szkodzi mi to w byciu w tej kwestii znawcą i wpadaniu na genialne pomysły w tych kwestiach.
Tak sobie pomyślałem a co gdyby tak zrobić aby każda uchwała, każde zarządzenie, rozporządzenie czy co tam jeszcze nasi sejmowi i rządowi geniusze produkują miało termin przydatności. I to jeden dla wszystkiego - dajmy na to rok. Tak jak ustawa budżetowa.
Jakiż wspaniały byłby to kompromis – 460 pań i panów (czy ilu ich tam w sejmie siedzi) plus jeszcze kilka pewnie setek osób wplątanych w legislacje miałoby zapewniona robotę a przy tym prawa które nikomu nie są potrzebne, które są zapomniane po prostu by przepadały.
Oprócz tworzenia nowego prawa, kupę czasu musieli by poświęcać na to aby stare prawa na których im zależy nie przepadały. Sejm się nie zajmie – ustawa do kosza. Minister zapomni złożyć ponownie podpis – zarządzenie odchodzi do lamusa.
Przecież powiedzmy sobie szczerze – dziś całe prawo które powstaje jest jedynie pozorem który ma nas przekonać że posłowie wykonują ku chwale ojczyzny w pocie czoła swa pracę. Tak zachowalibyśmy te pozory ku ich uciesze. Nie musieliby się męczyć w wynajdywanie kolejnych pól sporów. Co roku podyskutowaliby sobie nad tym samym zbiorem ustaw i uchwał które ich zdaniem wymaga dobro ojczyzny. Inne które nie wzbudzałyby kontrowersji przechodziłyby jednomyślne, a te które do niczego nie służą odchodziły do lamusa.
Oczywiście trzeba by było jakoś pomysł dopracować – ale o ile rzeczywistość jest taka jaka jest, to jakby to wszystkim uprościło życie. Politycy nie musieli by główkować nad tym czego to jeszcze nie tknęli, bo przecież skoro już raz coś uchwalili to głupio tak do tego wracać i znów się tym zajmować, więc co i róż wynajdują kolejne obszary ludzkiej działalności w które nie wrzucili swoich trzech groszy. Tak nie musieliby się męczyć – co roku obcykany temacik dyskusja, głosowanko i poselski obowiązek wobec społeczeństwa spełniony.
Zobaczcie zresztą jakby podniosło to poziom dyskusji, gdyby tak posłowie co roku zajmowali się tymi samymi tematami staliby się nijako w nich specjalistami. Być może dopracowalibyśmy się o wiele efektywniejszych i lepszych rozwiązań.
Z drugiej strony stare nieprzydatne prawa by przepadały. Dlaczego nieprzydatne – otóż choćby dlatego że nikogo by nie dotyczyły. Przecież gdy jakieś prawo nie dotyczy nikogo nikt nie zabiega ani o jego respektowanie, ani o jego zmianę ani o jego zachowanie.
Co więcej jaka byłaby to wygoda dla społeczeństwa – nie musiałoby się przejmować że gdzieś tam powstało jakieś nowe prawo które zmienia sposób postępowania względem jakiegoś problemu. Wystarczyłoby sprawdzić czy prawo które stosowaliśmy do tej pory nie zostało odnowione i już.
Szczegóły nie są w zasadzie na tę chwilę istotne. Zresztą ja tu jestem tylko od pomysła. Można go na wiele sposobów rozwijać. Zatem zapraszam.

12345 1 głos(ów), średnia: 5
Loading ... Loading ...

Komentarzy

Przegrywajcie

Właśnie wpadłem przez przypadek na blog Krytyki Politycznej, i się przeraziłem. Nie, nie tekstem bo ja tamtejszych tekstów kompletnie nie kumam. Wolę Foltyna:)

Przeraził mnie tytuł tego bloga: “Zanim Zwyciężymy”. Zawsze przeraża mnie retoryka wojny. Zanim zwyciężymy jest właśnie taką retoryką - zmiażdżymy wroga, śmierć przeciwnikom, do ostatniej kropli krwi i takie tam.

Chciałem tylko zwrócić uwagę że historia jedyne czego uczy to tego że zwycięzcy prędzej czy później ponoszą porażkę. Od kurna Troi po ostatnie wybory zwycięzcy okazywali się zwyciężonymi.

Porażki albo kompletnie niszczą albo uczą pokory. Niszczą tych którzy nie rozumieją że gdy zwyciężali nie przynosiła im tego idea i jej słuszność, nie przynosiła im tego ciężka praca ale porażka poprzedników, wrogów. Tych którzy też kiedyś zwyciężali. Niszczy ich gdy nie potrafią dostrzec własnych błędów, nie potrafią pogodzić się że to w co wierzą zawodzi.

Socjalizm odradza się dziś na całym świecie po tym gdy nabrał pokory, gdy zrozumiał że ekonomii nie da rady pokonać, gdy doszedł do wniosku że argumenty o powszechnym dobrobycie upadł i już nie powstanie. Dziś socjaliści odwołują się do argumentacji serca - nawet za cenę mniejszego bogactwa kraju, regionu, świata każdy człowiek powinien żyć na ludzkim poziomie (cokolwiek to znaczy).

Prawica błąd popełniła gdy klasyczny liberalizm, a także po trosze konserwatyzm przekształciły się w neoliberalizm, który ponad człowieka postawił kapitał, a tak de facto rozwój lewiatana. Albo raczej hybrydy którą można by nazwać lewiatanem korporacyjnym. Czyli tak naprawdę gdy socjalizm ubrała w klasyczną retorykę, i troszkę bardziej go pokomplikowała tak aby lud się nie zorientował że dzieje się to samo co za słusznie minionych lat.

Po trosze dziś można zaobserwować że choć socjalizm wciąż się umacnia to już nie ma takiego impetu jakim charakteryzował się jeszcze kilka lat temu. I choć ta złowroga wróżba zwycięstwa socjalizmu prawdopodobnie niestety się spełni natomiast prawicowe zacietrzewienie, ignorowanie człowieka i narzucanie mu moralności brnie nieuchronnie ku upadkowi, wiara w kolektyw, wiara w społeczeństwo, wiara w naród, a przede wszystkim wiara w to że ktoś jest zdolny zadbać o zbiorowość odchodzi do lamusa.

Dziś mało kto pokłada nadzieje w rządach, królach, dyktatorach. Większość ludzi uświadamia sobie tę prawdę starą jak świat - że jedyne na co można liczyć to na samego siebie. Ludzie jako jednostki przegrywali od zarania dziejów. Dzięki temu nauczyli się pokory, dystansu którego ideom braknie i będzie zawsze brakowało.

Idea gdy upada nie zauważa swych błędów. Idee swe przegrane tłumaczą populizmem konkurencji. I tak w koło. Co najwyżej dostosowują się do otoczenia ale nie rewidują w żaden sposób tych swoich cech które prowadziły i będą zawsze prowadzić je do porażki.

Zatem niech idee zwyciężają - to prowadzi je do nieuchronnego upadku.

A każdy z nas niech przegrywa - jedni polegną, upadną, inni wyjdą silniejsi, pewniejsi siebie. Co więcej przegrywanie uczy pokory. Uczy mądrości. Pokazuje że nie warto grać, bo ta gra jest jednym wielkim oszustwem - zawsze prowadzi do przegranej.
Ideologie tego nie pojmą - będą żądały krwi, zwycięstwa, ofiar. Ideologie są narzędziem oszustów. Mentalnych impotentów którzy przegrali w życiu to co najważniejsze, zatracili poczucie rzeczywistości, stracili zachwyt nad pięknem świata i pragną zawładnąć umysłami. Pragną w żałosny sposób władzą rekompensować sobie swe nieudacznictwo i życiowy niefart. Władzy się nie ufa. Władza chce korzyści tylko dla siebie - frazesy którymi zalewa nas od zarania dziejów służą jedynie temu abyśmy powierzali im swój los, abyśmy dawali im siłę do tego aby mogli nas w dowolnym momencie niszczyć.
Dlatego niech ideolodzy toczą wojny miedzy sobą - niech zwyciężają i niech przegrywają. My za każdym razem przegrywamy. Ale przyjdzie dzień gdy już nie będziemy musieli grać. Bo gry ideologii pozostaną zabawą dla nielicznej garstki mentalnych nieudaczników i nikt na nie nie zwróci uwagi. Umrą jak zapomniani bogowie.

Kupa w tym co pisze sprzeczności, kupa pustej wiary, kupa niespójnych myśli - wiem. Ale na tym chyba skończę…

12345 Oceń post
Loading ... Loading ...

Komentarz

Różnica

12345 Oceń post
Loading ... Loading ...

Komentarz

Nie bądź frajer

12345 1 głos(ów), średnia: 5
Loading ... Loading ...

Komentarzy