Warning: fopen(/home/patryk/public_html/blog/wp-content/backup/.htaccess) [function.fopen]: failed to open stream: No such file or directory in /www/global/qatryk/wp-content/plugins/backupwordpress/functions.php on line 377
Cannot open file (/home/patryk/public_html/blog/wp-content/backup/.htaccess)
Warning: fwrite(): supplied argument is not a valid stream resource in /www/global/qatryk/wp-content/plugins/backupwordpress/functions.php on line 381
Cannot write to file (/home/patryk/public_html/blog/wp-content/backup/.htaccess)
Warning: fclose(): supplied argument is not a valid stream resource in /www/global/qatryk/wp-content/plugins/backupwordpress/functions.php on line 385
2007 grudzień Archiwa » Qatrykowe boje

Archiwa dla grudzień, 2007

Niedokończona opowieść

Nastrój taki że nie będzie ani politycznie ani ideologicznie. Tak sobie siedzę w te święta i o różnych rzeczach myślę. I kilka razy coś tam chciałem napisać ale wena mi odeszła. Kłęby myśli i takie jakieś kompletnie niewerbalizowalne.
Dlatego też będzie trochę nieskładnie.

Wiecie co - pogubiłem się. Pogubiłem się cholernie dawno. Pogubiłem się w tych swych myślach. Kompletnie nie rozumiem tego świata. Kompletnie nie rozumiem ludzi. Co jest tym dziwniejsze iż często tak się zdarza że doskonale wiem co ktoś czuje i myśli. Zwyczajnie jednak tych emocji i postrzegania świata nie potrafię zrozumieć. Może nawet nie tyle zrozumieć, co wyobrazić sobie aby moje własne gnały w taki sposób.
Najgorsze jest to że w tym zagubieniu, w każdej myśli czuję jakbym krążył nocą po lesie a od drogi do domu oddzielało mnie kilka kroków. I za nic nie mogę jej odnaleźć. Czuję ją a mimo to jest taka nieosiągalna. W tych pędzących myślach czuję się trochę jak wariat którego naszprycowano prochami. Otumaniony rzeczywistością.
Kiedyś napisałem takie coś:

Coś co nosze w sercu
Niedokończone
Wszystko co rozpoczynam
Niedokończone
Niedokończony świat mych złudzeń i istnień
Niedokończone słowa moje
Spadają na wszystko by w tej samej chwili
Zapomnieć
Niedokończone uczucie rozbudzone w naszych sercach
Nie chcący, niedokończone
Bo gdy giną moje myśli
Bo gdy mówię i słucham
Niedokończone

I być może zdarzyło mi się napisać coś lepszego z czego byłem bardziej zadowolony. Ale to chyba najlepiej odzwierciedla całe moje życie. Ciągle szukam. Ciągle zdaje mi się żem niczym Raskolnikow na skraju geniuszu. Potem uśmiecham się do siebie gdy szybko przychodzi myśl jak bardzo się przeliczył. I tak śmiejąc się do siebie, śmieję się z siebie.
Jestem jak dziecko z adhd - wszystko mnie interesuje, poznaję by jeszcze szybciej przenieść swe zainteresowania na coś innego. I w tym zagubieniu, w tym nieskończonym poznawaniu świata zatracam się coraz bardziej dochodząc do punktu w którym zaczynam od zera.
Zaczynam od zera bo nie potrafię iść dalej. Pragnę więcej a jednocześnie boję się stawiać kolejne kroki, choć wiem że nie ma się czego bać. Boję się że gdy spełnię marzenia już więcej ich nie będę miał choć jednocześnie zdaje sobie sprawę że za każdym spełnionym marzeniem przychodzi setka następnych.
I tu okazuje się że w tej nocy, w tym lesie ja najzwyczajniej stoję. Robie co prawda pozorowane ruchy ale to zwykłe oszustwo.

Jednego jestem pewien - jestem w tym lesie. Sam do niego wszedłem. Mało kto na to się odważa i to mnie jakąś tam dumą napawa. Oczywiście wejść do lasu i z niego nie wyjść to nie odwaga a zwyczajna głupota. Ale Bilbo też nie wiedział czy wróci. Żeby rozpocząć podróż trzeba najpierw postawić pierwszy krok za próg ciepłego domu. Potem następny.

W tym lesie, otoczony ciemnością, sparaliżowany strachem marzę o byciu Dawidem. Dawidem który staje do walki z Goliatem nie po to by wygrać a po to by spróbować. By walczyć nie z światem a ze swymi słabościami. Marzę by być jak ten stary Santiago. Bo nie o to chodzi by wygrywać ze światem a o to aby zwyciężać siebie. I czekam. Czekam aż będę w stanie postawić pierwszy od dawna pewny, zdecydowany krok.

Od dawna nie miałem takiego poczucia że ta chwila nadchodzi.
Dziwne to wszystko bo już nie jedną noc w życiu w tym samym lesie najzwyczajniej biegałem. A teraz stoję i czekam.

I coraz bardziej uwiera to czekanie…

12345 3 głos(ów), średnia: 4.33
Loading ... Loading ...

Komentarzy

Praca mniej warta niż “pilnowanie” monopolowego

A dziś to się mocno zdenerwowałem. Radośnie jechałem sobie do pracy gdy przyszedł mi sms - jako bidny kapitalista trzymam rękę na pulsie swych finansach i gdy tylko coś dzieje się na moim koncie otrzymuje o tym informacje esemesem. No i patrzę w tego esemesa - dostałem pieniądze. Tylko jakąś taką dziwną kwotę. W pierwszym momencie nie podejrzewałem nawet że może być to moja pensja gdyż kwota ta prezentowała się żenująco nisko w stosunku do wcześniejszych przelewów z mej firmy. No ale potem przyszło otrzeźwienie - a to prezent od firmy w postaci kuponów na święta, a to kolejny próg i zacząłem przypuszczać że ta żenująca sumka to jednak moja wypłata. Gdy dojechałem do pracy sprawdziłem tytuł przelewu - i faktycznie jak w mordę szczelił wynagrodzenie za grudzień. W stosunku do poprzedniego miesiąca niewinny tysiaczek mniej. Po małej kalkulacji wyszło mi że w tym miesiącu państwo zaiwaniło mi 62,5%. Ale to nic - rzeczywistość okazała się jeszcze straszniejsza.

Postanowiłem niczym każdy poseł prześwietlić swoje finanse i ninjeszym je publicznie zaprezentować. Ponieważ jednak nie za bardzo mogę ujawniać me dochody poniższa analiza jest przeprowadzona dla danych zmyślonych lecz nie odbiegających znacznie od mojego stanu posiadania.
Więc zaczynamy:
umowę mam podpisana na 4000 zł brutto.
Państwo w swej wspaniałomyślności najpierw od tej kwoty odlicza wszelkie składki ubezpieczeniowe (mogłoby przecież najpierw potrącić podatek a dopiero od reszty odciągać te składki dlatego jest wspaniałomyślne):
ubezpieczenie emerytalne - 400
ubezpieczenie rentowe - 143
ubezpieczenie chorobowe - 100
ubezpieczenie wypadkowe - 27
ubezpieczenie zdrowotne - 311
razem daje: 981
Ale to nie koniec, bo pracodawca (de facto pracobiorca - przecież to ja daje prace a moja firma ja ode mnie bierze - no ale nie wprowadzajmy zamieszania i zostańmy przy tym wypaczonym określeniu) także odprowadza za mnie składki.
ubezpieczenie emerytalne - 400
ubezpieczenie rentowe - 266
Przy czym dodatkowo pracodawca opłaca mi składki w ramach pracowniczego programu emerytalnego: 287
Razem daje: 953

Czyli koszty mojej pracy dla pracodawcy to nie 4000 które widnieją na umowie a 4953.
W każdym razie po odjęciu tego wszystkiego od mojej pensji wychodzi: 3019.
Teraz należy odliczyć podatek - pomijam kwotę wolną bo są to przy tej skali tak naprawdę rzeczy zaniedbywane.
3019*19% (pierwszy próg) = 517
Ostatecznie do mojej kieszeni trafia 2446.
W tym miejscu przeliczmy ile procent kosztów mojej pracy poniesionych przez pracodawcę trafia do mojej kieszeni: bierzemy 2446 i dzielimy przez 4953: wychodzi 49%. Czyli na wstępie okazuje się że tak naprawdę przez połowę czasu pracuje nie na siebie a na państwo. Miło.
Idźmy jednak dalej. Załóżmy że całą kwotę 2446 w ciągu miesiąca wydaję. Na różne rzeczy od tych standardowych typu czynsz, telefon, żarcie, ubranie po narzędzia rozpusty typu cola, papierosy, alkohol. Dodatkowo dochodzą podatki ukryte typu abonament itd. Nie wiem jaka jest stopa efektywna obciążeń podatkowych wszystkich tych rzeczy ale zakładam po małej kalkulacji że w moim przypadku wychodzi to około 30% (przy czym założenie to jest bardzooo na korzyść państwa).
Czyli 2446 * 30% = 733
Z 2446 które dostaje do rączki musze oddać jeszcze państwu kolejne 733. Ostatecznie wychodzi mi że to co zarobiłem i wydałem w miesiącu to kwota 1713 zł.
Z prawie 5000 zł na które pracodawca wycenia moja pracę dostaje tak naprawdę 1713 zł. Procentowo wychodzi 34,5%.

Teraz przejdźmy jeszcze dalej choć to juz nie tak fascynujące. Podobne przeliczenia dokonałem przy założeniu że wchodzę w kolejny próg podatkowy. Wystarczyło że dostałem premie 5000 zł. Z kwoty 5000 zł dostaję po przekroczeniu progu w danym miesiącu juz nie 1713 zł a 1437 zł co stanowi 29%.

Podsumowując: gdyby nagle z dnia nadzień zlikwidowano wszelkie podatki a mój pracodawca obniżyłby mi pensje do 1500 zł w zasadzie nie zauważyłbym żadnej zmiany. Mój poziom życia utrzymałby się.

Teraz weźmy sobie gościa który całymi dniami pilnuje osiedlowego sklepu monopolowego. Nie mam pojęcia jaką on otrzymuje zapomogę i w zasadzie nic mnie to nie interesuje. Mogę jednak założyć że skoro jego brzuch nie różni się zgodnie z socjalistycznymi hasłami od mojego to pomijając juz wszelkie podatki i biorąc pod uwagę jego uzależnienie od stania pod tym monopolowym, wychodzi mi że zapewne dostaje on przynajmniej 500-600 zł z nieba zwanego państwem.
Wnioski prószę sobie wyciągnąć samemu.

I chciałbym zaznaczyć że ja tu nie twierdzę że ci którzy otrzymują pomoc z moich podatków to same nieroby, obiboki i menele. Twierdze jedynie że system sprawiedliwości społecznej pochwala nieróbstwo i sprowadza człowieka pracującego do poziomu sługi wobec Panów pilnujących budki z piwem, i co więcej zachęca do przechodzenia ze stanu niewoli w stan Panowania.

12345 8 głos(ów), średnia: 4.88
Loading ... Loading ...

Komentarzy

Odpowiedzialność, moralność, lenistwo

Wczoraj drugi po Sierakowskim naczelny komunista RP Łukasz Foltyn dał wyraz jak bardzo jest oderwany od rzeczywistości.
Otóż stwierdził on że niemoralnym jest dawanie ludziom wyboru na co ma pójść ich 1% podatków. Bo klasyfikujemy komu dać. Klasyfikujemy ludzkie nieszczęścia. Oczywiście jak wiadomo najlepszą metodą pomagania potrzebującym jest państwo. Państwo podzieli równo i sprawiedliwie. To że państwo zabierze wszystkim (oczywiście nie po równo ale za to sprawiedliwie - tym co maja więcej więcej) żeby potem klasyfikować już niemoralne nie jest. Nie chce wchodzić tu w szczegóły bo do dzisiaj gdy sobie przypomnę jak przeczytałem te brednie to mam ochotę… no nieważne na co mam ochotę.
Chciałbym się skupić na genezie jaka wyłania mi się z wszelkich takich lewicowych pomysłów. To są takie trzy magiczne słowa: moralność, odpowiedzialność i lenistwo. Mówiąc wprost mi się wydaje że z każdym socjalistą jest tak że chce pozbyć się odpowiedzialności. Biorąc pod uwagę lewicowe hasła które ci ludzie głoszą, o tym że biedni, że potrzebujący i ich trzeba brać w opiekę wydaje mi się że lewica po prostu nie potrafi odpowiedzialnie nieść moralnego bagażu tych haseł. Wychodzi na to że ich to przerasta i muszą za wszelką cenę tę odpowiedzialność przerzucać na wszystkich ludzi.
Przecież nie od dziś wiadomo że lewica jest najbardziej moralnym z systemów, przez co może rościć sobie prawo aby przymuszać do moralności innych. Co więcej wiadomo również że lewica jest odpowiedzialna jak nikt inny, co w prosty sposób prowadzi nas do tego że reszta ludzi nie jest tak odpowiedzialna jak oni a biorąc pod uwagę poprzednie, czyli ich nad wyraz ogromną moralność również i do odpowiedzialności trzeba zmusić resztę.
Ja mam skrupuły aby zapytać wprost czy Łukasz Foltyn kiedykolwiek komukolwiek pomógł. Z jego wpisów wyłania mi się jedynie obraz że śmiem wątpić. Zdaje się kiedyś napisał on że przecież do tego jest państwo. Przypomina mi się od razu Urban który przynajmniej szczerze powiedział że nie pomaga bo jakby pomógł raz zaraz miałby na karku kolejnych biedaków i musiałby pomagać znów. Foltyn próbuje to ubrać w piękne słówka i jedynie gdzieś tam resztki człowieczej moralności nakazują mu twierdzić że wydajniejsze jest gdy odpowiedzialność za pomoc przekażę państwu. Będzie rozgrzeszony. Dał zapomogę w podatku dobroczynność nie musi go obchodzić. Głód moralny zaspokojony. Można się zając sobą.

Ciekawym jest to że lewica często wypomina kapitalizmowi że uważa że działania ludzkie oparte są na egoizmie. Ale czyż nie większym egoizmem jest przerzucanie odpowiedzialności za to co dzieje się wokół nas, na jakiegoś absurdalnego lewiatana? Czyż nie jest to właśnie kwintesencją egoizmu gdy przedkładamy wygodę życia, oddalamy problemy innych ludzi od najbliższych poczynając, poprzez sąsiadów a na (jaby to pompatycznie nie brzmiało) afrykańskich dzieciach kończąc? Czyż nie jest egoizmem wołanie na puszczy: ludzie pomagajcie innym i usprawiedliwianie tym samym swojej moralności, zamiast podejmowanie działania?

Czyż lewica nie cierpi na zwyczajne lenistwo w sferze ducha i serca? Lenistwo które w połączeniu z doktryną uwiera i wymaga usprawiedliwienia. Wymaga zapewnienia sobie spokoju. Spokoju leniuchowania w sferach zauważania nieszczęść innych ludzi poprzez przerzucenie pod przymusem odpowiedzialności i wyciszenie w ten sposób własnej moralności.
Czyż nie jest tak że lewicy nie podoba się bieda nie dlatego że ludzie cierpią tylko dlatego że te ludzkie cierpienia zakłócają jej spokój i uciechę z życia?

12345 5 głos(ów), średnia: 4.6
Loading ... Loading ...

Komentarzy

Człowiek co to wrogiem każdego był

Niedawno profesor Sadurski napisał sobie ironiczny tekst o tym jak to ponoć stracimy niebawem niepodległość i że tylko gruz i pożoga z tej naszej polskości pozostanie po zaanektowaniu naszej wspaniałej ojczyzny w struktury Junii.

I trochę mi głupio, bo ogólnie wychodzi mi na to żem jakaś piąta kolumna Michalkiewicza, Rydzyka, Sakiewicza i kogo tam jeszcze sobie by znaleźć.

Ja kurde zboczeniec, bezbożnik, grzesznik, hedonista, rozpustnik ogólnie rzecz biorąc ucieleśnienie koszmarów Rydzyka i moherowych babć, ja kurde stoję z nimi wg profesora Sadurskiego w jednym szeregu.

I w zasadzie co by tu jeszcze, bo nie za bardzo mi się z tym chce nawet polemizować. Profesor Sadurski popisał się chyba jeszcze większym uogólnieniem niż jego interlokutorzy. Kto nie z nami ten przeciw nam. No ale może i takie było jego zamierzenie – nie wiem. Nie za dobrze poruszam się po odmętach ironii i sarkazmu intelektualnych masturbatorów (jakom zboczeniec należy uznawać to słowo za komplement). Mniejsza z tym.

Ja tam nie chce się mądrzyć co i jak z tą unią. Polecam choćby Gwiazdowskiego który pisze co mu tam brzydko pachnie w tym traktacie. Polecam też wcześniejszy jego wpis o tym czym niby się różni to co politycy przyjmą 13 grudnia od tego co kilka krajów w referendum jakiś czas temu odrzuciło (jakby komuś się nie chciało czytać – różni się cholernie:>) .

No a teraz ad remum czy jak to tam się piszę. Ogólnie jestem dziwnie rozdarty – bo koncepcja globalizacji, swobodnego przepływu ludzi i kasy mi się tam bardzo podoba. Z tym że mam dwa ale z czego do jednego ale też mam ale.

Po pierwsze globalizacja jak sama nazwa wskazuje ma się tyczyć całego świata a nie jakiś jego wycinków. Chociaż oczywiście spokojnie, nie od razu Rzym zbudowano.

Po drugie mam wątpliwości czy deklarowanie i definiowanie swobody zarówno w sferze obyczajowej jak i ekonomicznej prowadziło do takowej. Śmiem twierdzić że swobody te są odwrotnie proporcjonalne do ilości stron deklaracji o przestrzeganiu takowych. I zgodnie z matematycznymi twierdzeniami gdy liczba stron dąży do 0 to swobody takie dążą do nieskończoności:> co wszystkim zboczeńcom zdecydowanie bardziej się podoba. W drugą stronę ni chu… chu..

I teraz ale do pierwszego ale. Globalizacja w obecnym kształcie ale także i w kształcie o którym napisałem w mym ale, dąży nieuchronnie ku utworzeniu państwa światowego. Przy czym ja w mojej wizji nie nazwałbym tego państwem a zwykłą rozproszoną siecią globalnych powiązań. Państwo ma to do siebie że tworzy jakieś cholerne huby – jeden hub na jedno państwo – każdy obywatel połączony z hubem – każda informacja między obywatelami przekazywana za pośrednictwem huba - każda informacja próbująca wydostać się dalej przekazywana przez dwa huby. Każdy wie że taka sieć jest do dupy. W sieci najfajniejsze jest to gdy jest ona całkowicie rozproszona. Tak działa mózg, tak poniekąd działa Internet (w tym przypadku hubów jest dużo dzięki czemu możemy przyjmować że sieć taka jest bliska ideału - węzłów jest tyle że uszkodzenie jednego nie decyduje w żaden sposób o stabilności całej sieci).

Globalne państwo do którego dąży dziś świat będzie miał jeden główny hub od którego każdy będzie zależny. Deklaracje w stylu traktatu właśnie zmierzają do takiego modelu. Każda interakcja jednego człowieka z drugim będzie musiała przejść przez coś na kształt centralnego serwera. Na razie spadamy – nie jest źle (jak to w tym dowcipie z „Nienawiści”).

Nie wyobrażam sobie świata w którym wszystkich da rade podłączyć do takiego centralnego komputera. Dlatego te Unijne pomysły mi się kurewsko nie podobają bo to jest do kurwy nędzy, za przeproszeniem tworzenie jakiegoś jebanego Matrixu.

No dobra, wylałem frustracje, tyle w temacie.

Do nienawidzenia się z państwem.

12345 Oceń post
Loading ... Loading ...

Komentarz

Pięć największych banków centralnych rujnuje światową gospodarkę

Pięć największych banków centralnych świata, które w środę zgodziły się wyasygnować co najmniej 64 mld USD dla zapewnienia płynności rynków finansowych, swoją decyzją zwiększyło prawdopodobieństwo wystąpienia czarnego scenariusza w gospodarce - sądzi qatryk.

Ostatnio w pracy kolega wytłumaczył mi na przykładzie jak to działa.
Znajdujemy się w sytuacji gdy wisimy komuś pieniądze i musimy mu je jutro spłacić. Inaczej dostaniemy w mordę. Wisimy 100 zł. W kieszeni mamy natomiast 50 zł. Mamy dwa wyjścia z sytuacji:
- pójść jutro, dostać w mordę a 50 zł zainwestować i próbować uczciwie pomnażać tak aby można było spłacić dług.
- pójść dziś wieczorem do kasyna i postawić 50 zł - albo wygramy i jutro będziemy mogli oddać kasę, albo (co jest oczywiście bardziej prawdopodobne) przegramy wszystko i nie dość że dostaniemy w mordę to nie będziemy mieli grosza przy dupie.

Analizując decyzję banków z artykułu do którego link na początku: banki te liczą że uda im się kosztem inflacji powstrzymać kryzys, a przynajmniej ograniczyć jego zakres. Pomocny im jestem w tym np ja, ale przede wszystkim wszystkie media które wieszcząc kryzys i powstrzymując ludzi przed podejmowania nadmiernego ryzyka powodują że mimo nie zmieniania polityki pieniężnej świata, a w zasadzie jeszcze większego jej rozluźniania (zmniejszania stóp i pompowania “fałszywych” pieniędzy) sprawiają że faktycznie coraz więcej ludzi podchodzi do rynku sceptyczniej i nie pcha się w ryzykowne operacje. Prawdopodobnie największe znaczenia mają jednak wszelkie instytucje finansowe które zmieniają aktualnie na gwałtu swoje zarządzanie ryzykiem na bardziej restrykcyjne. W ten sposób prezesi banków liczą że będą w stanie powstrzymać kataklizm.
Po pierwsze jest to zwykły hazard tych panów, wypisz wymaluj jak z historyjki z początku wpisu.
Po drugie o ile nawet manewr ten się uda to uratuje on jedynie największych i tych którzy w porę ograniczyli ryzyko.
Po trzecie kryzys tak czy inaczej jest nieunikniony - inflacja uderzy oczywiście w szarego człowieka. Oczywiście szary człowiek będzie wkurwiony i jedyne kogo będzie chciał słuchać to gości którzy będą gadać że kapitalizm się nie sprawdza i trza nam interwencji, trzymaniu reki na pieniądzach szarego człowieka aby już więcej nikt ich nie ukradł.

Tak wiec moi drodzy - kryzys być może i nie nadejdzie. Przynajmniej nie hurgotanie z takim kretesem jak można by tego oczekiwać - po prostu w postaci wielomiesięcznej inflacji, być może głębszych zmian w państwowych portfelach walutowych, zapłacimy za to aby światowi magnaci przetrwali i umocnili się jeszcze bardziej, my wszyscy.
Co więcej na własne życzenie powodowani wstrętem do światowej finansjery dopominać się będziemy aby założono nam jeszcze mocniejsze kajdany. Bo przecież tak być nie może aby nieskrępowanie można było doprowadzać do kryzysów które odbijają się na naszych portfelach.

I tak sobie jedynie nieśmiało myślę że chyba zdecydowanie bardziej wolałbym jutro zostać z 50 zł i obitą mordą. Bo w moim przypadku prawdopodobieństwo wygranej w kasynie dąży do zera w miarę jak wielkie ryby przy stole zaczynają dostawać coraz więcej żetonów od krupiera.

12345 3 głos(ów), średnia: 5
Loading ... Loading ...

Komentarzy

Wizualizacja

Zapomniałem polecić wszystkim tutejszym bywalcom obejrzenie Tabelki Antyinterwencjonistycznej do której dołożyłem malutkie trzy grosze - więc niniejszym to czynie.
Przy okazji jak ktoś wpadnie na stronkę liberalis.pl to zapraszam równiez do pobrania sobie pdfka z kilkoma artykułami które były publikowane na tym naszym wolnościowym blogasku.
Akcje tak w ramach “wizualizacji ostatecznego krachu systemu korporacji”.

12345 2 głos(ów), średnia: 4.5
Loading ... Loading ...

Komentarzy

Orgazm w nieważkości

Przeczytałem artykuł na gazecie o seksie w kosmosie. W sumie nic nadzwyczajnego - badania jak badania. Ale tak sobie pomyślałem że to fajna sprawa musi być tak sobie przeżywać orgazm w stanie nieważkości patrząc w tym czasie na kule ziemską.

12345 1 głos(ów), średnia: 4
Loading ... Loading ...

Komentarzy