Warning: fopen(/home/patryk/public_html/blog/wp-content/backup/.htaccess) [function.fopen]: failed to open stream: No such file or directory in /www/global/qatryk/wp-content/plugins/backupwordpress/functions.php on line 377
Cannot open file (/home/patryk/public_html/blog/wp-content/backup/.htaccess)
Warning: fwrite(): supplied argument is not a valid stream resource in /www/global/qatryk/wp-content/plugins/backupwordpress/functions.php on line 381
Cannot write to file (/home/patryk/public_html/blog/wp-content/backup/.htaccess)
Warning: fclose(): supplied argument is not a valid stream resource in /www/global/qatryk/wp-content/plugins/backupwordpress/functions.php on line 385
2008 styczeń Archiwa » Qatrykowe boje

Archiwa dla styczeń, 2008

Jak zepsuć zabawe

Gdy Pani przedszkolanka wpada na pomysł że wyprowadzi swoich podopiecznych nie do piaskownicy przy przedszkolu a do tej którą stworzono dla dzieci na pobliskim osiedlu to jasnym jest że dzieci z przedszkola zdominują te kilka innych.

Tak sobie patrzę na ten konkurs co to w nim aż dwa głosy zebrałem (Państwo serdecznie dziękuje Wam za 44 gr) i w sumie nie za bardzo wiem co o tym myśleć. Niniejszy wywód proszę potraktować jak kto chce - sugeruje przyjąć że jest to uzewnętrznienie mojej przeogromnej zazdrości bo moja aktywna agitacja przyniosła mi zaledwie dwa głosy.

Powiem szczerze - dla mnie samo zgłoszenie JKMa do tego konkursu to przegięcie. Ale to wina organizatorów - było zrobić oddzielną kategorie dla polityków i osób publicznych. Przy czym z drugiej strony ktoś kto zwykle pierdolić farmazony o honorze… hmmm. chyba lepiej nie rozwijać.
Jakoś zwyczajnie tak mi się coś zdaje że to trochę nie fair. Bloger to bloger - po prostu amator, nie żaden publicysta czy polityk wykorzystujący narzędzie jakim jest blog do osiągania politycznych czy innych celów.
I trudno spodziewać się innego wyniku niż zwycięstwo w konkursie na popularność przedszkolanki z zapleczem w postaci gromadki wyposażonych w przedszkolne łopatki, grabki i foremki dzieciaków nad kilkulatkiem samotnie bawiącym się w piaskowniku foremkami po starszym bracie.
Z drugiej strony na pewno fajnym akcentem są wszelkie akcje zachęcania do głosowania na konkretne blogaski. Takie akcje prowadziło kilka osób na salonie i nawet ze swej zwycięskiej pozycji nasz bohater rzucił (co prawda w ostatniej prawie chwili) że może i fajno by było poprzeć kilku konkretnych ideologicznie mu bliskich blogerów.
Choć i tu mam pewne zastrzeżenia - JKM zadziałał jak piętnowany przezeń telewizor - nie musicie czytać, macie mi uwierzyć że te i te blogaski są najfajniejsze.
A o co chodzi tak naprawdę w takich konkursach? Przecież nie o to aby robić konkurs popularności bo do tego są liczniki odwiedzin, też nie o to która ideologia jest fajniejsza ale o to kto pisze teksty które chce się czytać. Oczywiście mrzonką jest tu osiągnięcie jakiegoś obiektywnego wyniku ale bez zaprzęgania zewnętrznych sił jak to robi pan J wydaje mi się że wynik pozwoliłby wyłowić perełki o których wiele osób mogło nie słyszeć.

W każdym razie uważam że pan JKM zepsuł w dużej mierze zabawę przez samo swoje zgłoszenie się do tego konkursu. Piętnując demokracje, uważając że cel nie uświęca środków zaprzeczył zjawieniem się w gronie konkursowiczów sam sobie. Zwyczajnie wykorzystał największe wady demokracji. Dla zaspokojenia własnej ambicji wykorzystał swoją popularność.

Na osłodę tego wszystkiego dodam że politycznym blogiem roku to blog JKM jest bez żadnych wyborów. Zdobył niebywałą popularność z jaką nie może się chyba mierzyć żaden publicysta w internecie (oprócz kominka:D).
Zwyczajnie jednak odczuwam po prostu jakiś niesmak i trudno mi na to spojrzeć inaczej.

12345 1 głos(ów), średnia: 5
Loading ... Loading ...

Komentarzy

Kłótnia w rodzinie czy dysonans definicyjny

…czyli o tym że nazwa to nie wszystko.

Dzisiejszy wywód zaczniemy od cytatu z profesora Sadurskiego:

(…)Dla liberalizmu (czy, by użyć brzydkiego słowa, libertarianizmu ekonomicznego) typu Friedricha Hayeka czy Miltona Friedmana, równość szans figuruje jako ideał rozumiany w sposób czysto formalny, jeśli w ogóle. „Life is not fair” - powtarza kilka razy Friedman w swej książce „Free to Choose” (napisanej wspólnie ze swą żoną Rose) i najwyraźniej nie sprawia mu to jakiegoś wielkiego dyskomfortu psychicznego czy intelektualnego. Tym różni się od Rawlsa, Dworkina czy Waldrona.

Na koniec, moją niechęć do afirmacji filozofii Hayeka wzmaga to, że jest on - w moim przekonaniu - autorem jednej z najbardziej fałszywych (w sensie niespełnienia) prognoz XX wieku, a mianowicie, że reformy typu „welfare state” muszą nieuchronnie prowadzić do państwa totalitarnego i gwałcącego ludzkie wolności i swobody polityczne. Wszystko, co wiemy o tendencjach rozwoju państw w wieku XX wskazuje na dokładnie odwrotną prawidłowość. Można nie lubić reform amerykanskiego New Dealu, reform brytyjskiego państwa dobrobytu po drugiej wojnie światowej czy powojennych państw skandynawskich - ale zarzuycić imk wzrastający trend w kierunku łamania praw obywatelskich i osobistych raczej nie można. Jakoś państwa wolnorynkowe (np, umiłowany przez libertarianow Hong Kong sprzed przejęcia przez Chiny) były bardziej gościnnym kontekstem dla aurorytaryzmu.

Swą fatalną prognozę Hayek wyraził już w swej bardzo wczesnej książce „The Road to Serfdom” (Droga do poddaństwa) - nawet w samym tytule, i nigdy z niej się nie wycofał. No ale, jak powiadają niektórzy, bardzo trudno jest coś przewidywać, a już zwłaszcza przyszłość.

Prof. Sadurski w swoim wywodzie na temat różnic w „liberalizmach” próbuje wytłumaczyć nam że ten liberalizm klasyczny, wolnorynkowy to on tak za bardzo nie jest git bo świat winniśmy sobie ułożyć tak aby było tak że „life is fair”.

Ale idźmy po kolei.
Na początek chciałbym zauważyć że Milton to za wiele z libertarianizmem nie ma wspólnego, a szczególnie z tym „libertarianizmem ekonomicznym” ale to drobny szczegół.

„równość szans figuruje jako ideał rozumiany w sposób czysto formalny, jeśli w ogóle”

Nie za bardzo wiem co znaczy to czysto formalny. To chyba kwestia niewygody definicji równości jaką profesor Sadurski zastaje u klasyków liberalizmu. Akurat Friedman o równości w swoim „Wolnym wyborze” dał dość szeroki wykład, który tkwił u podstawy tego dzieła, a z którym zgadzam się w całej rozciągłości.
Rozumiem dyskomfort profesora Sadurskiego co do tej nierówności w świecie. Jedni rodzą się w Monte Carlo i od kołyski zasuwają limuzynami, a inni rodzą się w Ugandzie (przepraszam wszystkich mieszkańców Ugandy jeżeli mylę się w ocenie poziomu życia w ich kraju) i nie mogą possać nawet cyca matki bo umarła na AIDS.
Możemy się zastanawiać jak rozwiązać problem dzieciaków cierpiących głód, i na pewno nie jest tak że liberalizm wolnorynkowy traktuje go (ten problem) czysto formalnie a tym bardziej jak twierdzi wielu ignoruje go całkowicie (śmiem twierdzić że bardziej mnie boli niedola tych dzieciaków niż niejednego socjalistę).
Jednak z drugiej strony nie możemy w imię równości stwierdzić że sprzedamy limuzynę tego bachora z Monte Carlo, aby pomóc dziecku z Afryki, a to w skrócie wydaje mi się insynuuję w jakiś sposób profesor.
Życie jest nie fair i choćbyśmy się usrali, że tak kolokwialnie powiem, to tego nie zmienimy. Równość jest zasadą o ile jest to równość traktowania ludzi, o ile jest to równość wobec prawa. Równość nie ma za to nic wspólnego z równością podziału, z, powiedzmy to dosadnie, z redystrybucją i janosikowaniem (tu chciałbym zauważyć że akurat Janosikowi w sumie bliżej do libertarian niż do socjalistów ale o tym kiedy indziej, a słowem „janosikowanie” posługuje się w jego obiegowej formie czyli – zabrać bogatym dać biednym), jakby to redystrybuowanie nie miało być szlachetne i w jak zawaluowany sposób ustanowione.
I wydaje mi się że tu spór toczy się właśnie między tymi dwoma równościami które niechybnie muszą wchodzić ze sobą w konflikt. Równość w tym janosikowym znaczeniu jak by pięknie nie była tłumaczona, a co więcej jaki by uczciwy człowiek jej nie wprowadzał, jest tylko przyczynkiem do jak najbardziej nierównego traktowania ludzi. I tu nie chodzi już nawet o podatki i państwowy wyzysk finansowy obywateli. Podstawy moralne i etyczne mają jakąś taką zadziwiającą skłonność do zacierania się we wszelkich regulacjach wytwarzanych przez państwo choćby pierwotnie tworzyli je najuczciwsi i najmoralniejsi. Nic tego nie zmieni, tak zawsze było i tak zawsze będzie. Co więcej nadawanie przywilejów mających służyć wyrównywaniu szans prędzej czy później prowadzi do dyskryminacji innych grup, mimo to przywileje pozostają a dyskryminacje próbuje się zwalczać wprowadzaniem kolejnych przywilejów.

moją niechęć do afirmacji filozofii Hayeka wzmaga to, że jest on - w moim przekonaniu - autorem jednej z najbardziej fałszywych (w sensie niespełnienia) prognoz XX wieku, a mianowicie, że reformy typu „welfare state” muszą nieuchronnie prowadzić do państwa totalitarnego i gwałcącego ludzkie wolności i swobody polityczne

Można nie lubić reform amerykanskiego New Dealu, reform brytyjskiego państwa dobrobytu po drugiej wojnie światowej czy powojennych państw skandynawskich - ale zarzuycić im wzrastający trend w kierunku łamania praw obywatelskich i osobistych raczej nie można. Jakoś państwa wolnorynkowe (np, umiłowany przez libertarianów Hong Kong sprzed przejęcia przez Chiny) były bardziej gościnnym kontekstem dla aurorytaryzmu.

Zacznijmy od końca – nie wiem którzy libertarianie wskazują Hong Kong jako ucieleśnienie libertariańskiego systemu wartości i zaczynam przypuszczać że myśl libertariańską pan profesor łączy jedynie z ekonomicznym anarchizmem (a w zasadzie rynkiem troszkę mniej ograniczonym niż inne) który jest także jedynie częścią ideologii anarchokapitalistycznej, która to z kolei jest częścią libertarianizmu (trochę chyba zagmatwałem :) ).
Wracając jednak do sedna, czyli domniemanego błędu jaki Hayek popełnił w swej „Drodze do zniewolenia”. No cóż realia w jakich Hayek pisał swoje dzieło były nieco inne niż dzisiejsze. Technika trochę mniej rozwinięta, myślenie znacznie inne itd. itd.

Dziś po całych dziesięcioleciach w wielu dziedzinach nauka poczyniła postęp – choćby w zrozumieniu czym w codziennym życiu kieruje się szary człowiek, a przede wszystkim jak nim manipulować. Goebbels byłby zachwycony dysponując dzisiejszymi narzędziami propagandy i manipulacji.
Zasadniczo rzecz sprowadza się do tego aby ludzie sami chcieli oddać swą wolność, żeby sami prosili aby ktoś podjął za nich decyzje, a przede wszystkim aby czynili to zupełnie nieświadomie. Współczesny totalitaryzm rozumie że musi się oprzeć na ewolucji – powolnej zmianie świadomości, zachowań. Ja nie chce wnikać w to jak to się robi, bo i pewnie wiele w temacie raczej mógłbym dowiedzieć się od profesora niż samemu wydedukować a tym bardziej opisać.
Co więcej życie w „cywilizowanym totalitaryzmie” nie opiera się tak jak kiedyś na jawnej przemocy. Zresztą przemoc jest zdecydowanie bardziej paraliżująca wszelką swobodę i wolność gdy nie dotyka nas fizycznie a jedynie wzbudza strach. Dziś i tego tak bardzo nie trzeba choć państwowy aparat przemocy wobec obywatela w współczesnym świecie jest chyba silny jak nigdy. Wielki brat obserwuje nas na każdym kroku, od ulic poprzez wirtualną rzeczywistość po konta bankowe. Wystarczy że wysikam się w krzaczkach przy metrze, ściągnę coś tak absurdalnego jak „niematerialną własność” z Internetu, bądź zrobię przelew na więcej niż 15 tyś a już mogę być pewien że system niczym oko Saurona namierzy mnie jak małego Frodo.
Państwo nie potrzebuje na co dzień posługiwać się przemocą tak jak sugerował to Hayek. Posłuszeństwo wobec władzy mamy mieć wpojone od maleńkiego. To nie my mamy myśleć a państwo. Lewiatan prawdę ci powie.
Miliony ludzi nie są posłuszne wbrew swej woli, z powodu wiszącego nad nimi jarzma państwowej przemocy. Te miliony są posłuszne dlatego że coraz bardziej stają się matrixowymi bateryjkami.
I tu powoli możemy daleko w dupie zostawić wszelkie spory między lewicą a prawicą, wolnym rynkiem a interwencjonizmem. Sposób myślenia jaki wykształca w nas państwo determinuje w nas to że to państwo wcale do nas nie będzie musiało strzelać. Zwyczajnie każdy rozkaz wykonamy ku własnej radości. Każde ograniczenie przyjmiemy z zadowoleniem.

Ile to potrwa? Kiedy jednak zacznie się strzelanie?
Dziś przecież nie jest to istotne.
A właściwie nie tyle co istotne co zwyczajnie przecież absurdalne. Przecież walczymy o równość. O to aby każdemu żyło się dobrze – to że przy okazji niektórym zawsze lepiej. Nieistotne. To że prawo do decydowania będą mieli niektórzy - też nieistotne. Grunt że wszystkim będzie dobrze – ciepło, syto i napito.

12345 5 głos(ów), średnia: 4.6
Loading ... Loading ...

Komentarzy

Spokojny sen

JKM ostatnio chwycił się tematu ubezpieczeń. Wyciągnął sobie dwa ciekawe wnioski:
-wartość pieniądza jest liniowa
-ubezpieczenie to de facto gra w ruletkę, więc tylko ryzykanci się ubezpieczają (czy jakoś tak)

Co do wartości pieniądza. No cóż, pomijając to czym jest dziś pieniądz, chciałbym zauważyć że to nie jest do końca tak. Wartość pieniądza jest postrzegana subiektywnie przez każdego posiadacza tego pieniądza. Komfort liniowości a i owszem mają ci którzy posiadają duże majątki ale też do czasu. W ekonomi istnieje pojęcie wartości krańcowej. Ogólnie rzecz biorąc polega to na tym że jeżeli mamy w portfelu 1500 zł to 1 zł jest dla nas więcej warte niż gdy mamy w portfelu 15000 zł. Chciałbym tu podkreślić że chodzi tu o użyteczność krańcową a nie o użyteczność całkowitą - żeby mi tu przypadkiem nie wpadł jakiś socjalista i nie stwierdził że dzięki użyteczności krańcowej można uzasadnić progresje - nie można i tyle w tym momencie w temacie.
W ogólności chodzi o to że na początek zaspokajamy swoje najpilniejsze potrzeby dlatego dysponując niewielką kwotą będziemy bardziej cenić jednostkową wartość pieniądza. Gdy nasze zasoby się zwiększają jednocześnie potrzeby niższego rzędu są zaspokajane a jednostkowa użyteczność pieniądza spada.
Nie jestem tego pewnie ale wydaje mi się że o liniowości możemy mówić gdy rozpatrujemy rzecz procentowo. Użyteczność krańcowa 10% od 1500 zł może być taka sama jak użyteczność krańcowa 10% od 15000 zł.

Co do ubezpieczenie i przyrównania go do gry w ruletkę. Tu to właściwie nie wiem jak za temat się zabrać, bo nie wiem czy do końca zrozumiałem o co chodzi.
Wydaje mi się że pan Janusz mylnie rozumie funkcję ubezpieczenia. Bo wynika z jego rozważań że ubezpieczenie to wypłata której oczekujemy. Że podejmujemy ryzyko ubezpieczenia się i straty związanej z opłaceniem ubezpieczenia po to aby osiągnąć zysk. Tak jak w grze w ruletce. Nikt przecież nie podchodzi do stołu w celu przegrania - każdy oczekuje wypłaty.
Ubezpieczenie jednak nie jest w żadnym wypadku podjęciem ryzyka. Jest próbą jego ograniczenia, minimalizacją kosztów. Nikt nie oczekuje wypłaty - wręcz przeciwnie - każdy raczej woli nie dostać wypłaty niż mieć przyczynek do takowej.
Ubezpieczenie zasadniczo pełni rolę zapewniającą nam spokojny sen. Nie chodzi o to aby zyskać tylko aby wtedy gdy pojawią się straty ograniczyć je.
Posłużmy się przykładem z ciężarówkami pana Janusza:

W przypadku 100 ciężarówek posiadanych przez 100 kierowców rozumowanie każdego z nich powinno wyglądać tak:
A)Nie ubezpieczam się. Zarabiam rocznie 50.000 zł - strata samochodu(150.000 zł) z szansą 1% czyli E = 50.000 - 1500 = 48.500 zł
B)Ubezpieczam się. Nie ma żadnego ryzyka: 50.000 - 2500 składki na ubezpieczenie = 47.500
Wybieram,oczywiście, A.
Tak być musi - bo firma ubezpieczająca za ten tysiąc różnicy musi utrzymać akwizytorów, biuro, opłacić podatki… no, i mieć jakiś zysk.

Pominę tu fakt że możemy stracić 2 ciężarówki (edit - tu wydawało mi się że cytuję rozważania na temat firmy posiadającej 100 ciężarówek) i ten rachunek już nie do końca jest poprawny. Ale załóżmy że niech i tak będzie, jak wyżej.
Tu na moment powrócimy do krańcowej użyteczności pieniądza i dodamy do tego preferencję czasową. Co więcej w działalności każdej firmy (a i także każdego człowieka) ważna jest płynność finansowa.
W przypadku gdy nie ubezpieczymy się nasza strata wyniesie albo 150.000 zł albo 0. W przypadku ubezpieczenia mamy “stratę” 2500 (zgodnie z przykładem).
Warto zadać sobie pytanie jaka jest krańcowa użyteczność firmy dla 150 tyś i 2500 zł? Co więcej jak wpływa “utrata” obu sum na płynność przedsiębiorstwa. Czy przypadkiem nie jest tak że bardziej opłaca się ponieść koszt ubezpieczenia, ograniczając oczywiście dzisiejszy zysk niż borykać się nawet z ewentualną utratą znacznej sumy w być może mniej “płynnym” okresie w przyszłości?

A na koniec rozpatrzeć preferencję czasową - oczywistym jest że ktoś kto nie ubezpiecza się charakteryzuje się wysoką preferencją czasową, przedkłada dzisiejszy zysk nad zysk w przyszłości - ubezpieczając się przedkładamy ewentualny przyszły zysk nad dzisiejszą stratę. Oczywiście możemy tego zysku nigdy nie osiągnąć ale tu nie chodzi o to aby go osiągnąć.
W niskiej preferencji czasowej nie chodzi o wymierny zysk wyceniony w postaci pieniądza. W rozpatrywanym przypadku chodzi o ten spokojny sen który ma swoją wielką wartość, zdecydowanie niemierzalną w pieniądzu.

Warto się także zastanowić jaki mamy cel i kiedy chcemy go osiągnąć. Alpinista gdy wchodzi na jakąś górę ma na celu zdobycie szczytu. Zgodnie z retoryką JKM’a wszelkie przywiązywanie się, zabezpieczanie jest marnotrawieniem energii i nie potrzebną utrata środków. Zdecydowanie szybciej przecież alpinista zdobyłby szczyt gdyby nie poświęcał czasu na wbijanie karabińczyków i przeplatywanie przez nie liny która jest dodatkowym obciążeniem.

JKM przytacza również felieton śp.Mirosława Dzielskiego “Ubezpieczenie po góralsku”

- górale nie płaca na feuerkasę - tylko jak któremuś spłonie chàłupa, to mu sòmsiedzi w śtyry dni łòdbudowujom…

No dobrze ale czym różni się ta forma pomocy od ubezpieczenia. Przecież góral który odbuduje innemu góralowi dom nie ma nigdy gwarancji że jego dom spłonie a poniesiony nakład pracy i ewentualne środki które zaangażował w pomoc sąsiadowi mu się kiedykolwiek zwrócą.

W każdym razie konkludując - niska preferencja czasowa zdecydowanie bardziej się opłaca. Czasem lepiej jest poświęcić kilka lat życia pijąc marne piwo i odmówić sobie tego czy owego aby w przyszłości móc siedzieć przed 100 calową plazmą* w otoczeniu nimf* i popijać 50 letniego łiskacza*. Choć gdy pije się to podłe piwo taka wizja może się wydawać zdecydowanie mało prawdopodobna.

* tu niech każdy powstawia sobie co tam uważa

12345 3 głos(ów), średnia: 4.33
Loading ... Loading ...

Komentarz

Upadek

Bardzo mnie bawi gdy dziś co chwila pojawiają się analizy wielkich ekonomistów jaki to kryzys nas czeka. A zapewne jeszcze rok temu ci sami analitycy mówili o tym że czekają nas długie lata mlekiem i miodem płynące.
Zadziwiające jest to jak można strugać mądrale. Co gorsza jeszcze do niedawna wszyscy milczeli. Jak banki centralne grały w ruletkę to to było wg mości analityków bardzo dobre posunięcie.
Gdy dziś okazuje się że ten domek z kart się wali to nagle wszyscy znają przyczyny kryzysu i wieszczą najczarniejsze scenariusze. Nawet największe guru światowej ekonomii, zaciekły obrońca sterowania światową gospodarką mówi że w zasadzie to te banki centralne tak nie do końca są potrzebne i zdrowsze byłoby gdybyśmy opierali się na złocie. W przypadku Alana to chyba coś na zasadzie: Kali robić syf - syf dobry, inni robić syf - syf nie dobry.

To teraz szybkie przypomnienie w telegraficznym skrócie cóż takiego się dzieje (tu ewentualnie to samo ino mądrzej, a o przyczynach i w szerszym ujęciu w artykule “Nadchodzi kolejna lekcja”, który gorąco polecam).

W Hameryce wpadli sobie kilka lat temu na świetny pomysł. Banki udzielały kredytów. Kredyty te stawały się zabezpieczeniem obligacji które wydawał bank. Obligacje kupowały inne banki. Następnie wydawały kolejne obligacje w oparciu o uprzednio zakupione obligacje, dzieląc je na mniejsze części. I ogólnie wszystko byłoby świetnie gdyby nie to że większość kredytów które stanowiły zabezpieczenie to były np kredyt udzielony bezrobotnemu 50 latkowi na zakup domu. Co ciekawsze wszystko byłoby także w porządku (no nie wszystko ale załóżmy) żeby nie to że na rynku obligacje te miały ranking AAA (jakby inaczej - przecież najbezpieczniejsza inwestycja to inwestycja w nieruchomości) przez co wszelkiej maści fundusze emerytalne, powiernicze ładowały w to kupe forsy uważając te instrumenty finansowe za bardzo bezpieczne. No bo co się mogło stać - ktoś nie spłacił kredytu to sprzedawało się jego domek i kasa była. Nikomu jakoś nie przyszło do głowy że jak kilka milionów ludzi nagle przestanie spłacać kredyty to okaże się że domek który wcześniej można było sprzedać jakoś tak za bardzo sprzedany być nie może bo jakoś nie widać popytu. Obligacje okazują się nic nie wartymi papierkami. W ten sposób banki i fundusze które dość sporo zainwestowały w te papierki nagle traciły płynność.

Tu wkraczają nasze ulubione banki centralne i polityka ekonomiczna pewnego mądrali nieobalalna w mainstreamie od dziesięcioleci. Banki komercyjne i fundusze chcąc podtrzymać płynność mogły albo sprzedawać to co miały najcenniejszego z nadzieją że papierki kiedyś nabiorą wartości albo zaciągać kolejne pożyczki. Gdy giganci na rynku zaczynają wyprzedawać swoje aktywa rynek reaguje w dość racjonalny sposób. Paniką. Dlatego banki centralne postanowiły sobie że udzielą pożyczek na korzystnych warunkach bankrutom. Wyobraźcie sobie że macie długów jak cholera, to co posiadacie z każdą chwilą nadaje się coraz bardziej na podpałkę do grilla a ktoś do was przychodzi i mówi: “spoko, tu ja ci daje pożyczkę co byś mógł jakoś przeżyć. I co mi tam będę dobry pożyczka będzie na 0,5% zamiast na 5%.” No to sami powiedzcie odmówilibyście? Problem polega na tym że ta kaska wysysa wartość pieniądza w naszych kieszeniach. Banki centralne zwyczajnie chcąc powstrzymać nieuchronną karę jaka czekała nieodpowiedzialny rynek wyjęły kasę z naszych kieszeni i dały ją bankrutom. Tylko że to jest, jak to mój kolega określił kopanie basenu plastikową łopatką.

W każdym razie - dziś dochodzimy do miejsca gdzie banki i fundusze szybciutko próbują ratować się juz nie tylko dzięki kasie banków centralnych ale zwyczajnie sprzedając to co mogą i na czym mogą jeszcze zarobić. To powoduje oczywiście “korektę” na giełdzie, no i kółko się zamyka. Papierki staja się jeszcze bardziej papierkami.

Co ciekawsze w najbliższym czasie można się spodziewać jak to analitycy będą obwieszczać koniec kryzysu. FED, zgodnie z wcześniej wspomnianą zasadą, postanowił sobie bowiem nie tylko anonimowo dodrukować gotówki bankom (tak abyśmy przypadkiem nie dowiedzieli się kto i jakie ma problemy) ale na dodatek w najbliższym czasie zapewne znów usłyszymy o kolejnym cieciu stóp procentowych. Więc będzie dobrze… A potem juz tylko popioły, zgliszcza, pył i gruz…

W każdym razie proroctwo moje jest takie i obym się mylił. Nawet jak się wszystko spierdoli to i tak wyjdą z tego najsilniejsi a wszyscy stwierdzą że to się powtórzyć nie może i masa przepisów spadnie na nas deszczem. Zamiast deregulacji, zamiast pozostawienia ryzyka inwestycji na inwestorach, a przede wszystkim jak największego scedowania tego ryzyka, tak aby był go świadom, na przeciętnego Kowalskiego chcącego bawić się w spekulowanie, będziemy mieli do czynienia z kolejnymi ustawami i pomysłami jak tu wyregulować rynek, jak ograniczać ryzyko dając gwarancje państwowe wszelkiej maści lichwiarzom.
New Deal II nadchodzi.

12345 8 głos(ów), średnia: 4.88
Loading ... Loading ...

Komentarz

eee

ten tego. Jakby komuś chciało sie poświęcić zyla + danina na państwo to niech wyśle sesemesa o treści C00016 na numer 71222.
Nio a tłumaczyć co i jak nie będę.

edit
żeby jednak nie było zajrzyjcie i tu.

12345 Oceń post
Loading ... Loading ...

Komentarzy

Libertarianin komunistą

Opowiem Wam bajeczkę. Bajeczka będzie krótka, jak krótkie są penisy komunistów (no bo muszą być krótkie, innego wyjścia nie widzę - ludzie bez kompleksów nie wchodzą obłoconymi kaloszami do cudzego domu).
Tak sobie dziś na krótką chwilę postanowiłem zostać komuchem (dziś zdaje się nazywa się to socjaldemokratą).
Postuluję zatem za nijakim Kisielewskim aby wziąć za pysk i wprowadzić liberalizm. Przepis jest prosty - bierzemy dajmy na to Foltyna (wiem, wiem uczepiłem się) albo Sierakowskiego, i mówimy im: dziś ty Foltynie (ewentualnie Sierakowski) za każdym razem masz dokonać wyboru. Co gorsza masz być odpowiedzialny za te wybory. Wszystkie pieniądze które zarobisz poprzez swoją pracę, musisz wydać samodzielnie (tak a propos pracy możesz umówić się z kimkolwiek na jakąkolwiek zapłatę za wykonanie prze tego kogokolwiek pracy dla ciebie i tylko od was dwojga będzie ta stawka zależała). Możesz je oczywiście oddać komuś, ale pod karą wielu lat więzienia nie możesz nie dokonać wyboru. Możesz założyć fundacje ale nie musisz. Możesz mówić o socjalizmie, kapitalizmie, czymkolwiek ale nie musisz. Możesz piętnować faszyzm albo komunizm ale możesz również wychwalać oba systemy pod niebiosa. Możesz się ubezpieczyć ale nie musisz. Możesz zapiąć pasy ale możesz też ich nie zapiąć. Możesz kupić sobie samochód bez atestu od chińczyków ale możesz też kupić sobie Renault’a czy Mercedesa (nie wiem czy jeszcze od francuzów i odpowiednio niemców). Co więcej możesz się zaćpać ale możesz też mówić o szkodliwości dragów i robić wszystko aby przekonać ludzi aby nie ćpali. Możesz spalić wszystkie swoje pieniądze ale możesz też produkować swoje - tylko twoja sprawa czy ludzie ci zaufają na tyle aby się nimi posługiwać. Możesz w końcu pomagać ludziom albo możesz im nie pomagać. Możesz żyć w dobrowolnej komunie, możesz ją założyć samodzielnie ale możesz też żyć wśród krwiożerczych kapitalistów i poddawać się ich wyzyskowi.
Za nie dokonanie w którejkolwiek z powyższych okoliczności wyboru grozi ci sąd i wieloletnia kara pozbawienia wolności. A w zasadzie nie. Wieloletnie skazanie na wolność. Będziesz musiał dokonywać kolejnych wyborów.

Z innej strony - jeżeli tylko ktokolwiek zauważy że oszukujesz, kradniesz, kogokolwiek do czegokolwiek zmuszasz licz się z tym że po pierwsze zostaniesz napiętnowany i nikt nie będzie chciał ci zaufać - sposobów na to znajdzie się bardzo dużo i wiedz że niektórzy poświęcą całe życie po to tylko abyś stracił to zaufanie w oczach jak największej liczby osób - zwyczajnie twoja osoba da im źródło dochodów. Po drugie tylko i wyłącznie twoja sprawą będzie to w jaki sposób zdobędziesz pieniądze na odszkodowanie dla osób przez ciebie pokrzywdzonych. Licz się jednak z tym że jeżeli ponownie złamiesz wyżej wymienione, czyli pozbawisz kogoś własności, oszukasz, zabijesz, okaleczysz itd. konsekwencje mogą być znacznie gorsze niż utrata życia czy wieloletnie więzienie, choć i te ewentualności w konkretnych społecznościach mogą cię spotkać.
Gdy będziesz próbował gdziekolwiek gdzie został wprowadzony liberalizm wprowadzić np komunizm droga będzie stała przed tobą otworem. Pod jednym tylko warunkiem - o ile nie będziesz łamał zasady dobrowolności. Jeżeli będziesz próbował zmusić kogokolwiek do czegokolwiek (poza może dokonywaniem wyborów, ale to jak ustaliliśmy na początku jest zasadne z uwagi na okoliczności w jakim systemie politycznym sobie żyjemy), wprowadzisz jakąś “umowę społeczną” pod której restrykcje będziesz podciągał wszystkich którzy ci się w obrębie twej komuny nawiną nie zależnie czy mają -9 miesięcy czy lat 200, wiedz że możesz spotkać się z nieokiełznaną agresją.

Nie no kurwa nie mogę. Ja nawet wyobrazić sobie nie jestem w stanie jak można mieć tak nasrane we łbie żeby uważać że moralnym i dobrym jest stosowanie przymusu wobec nikomu nic nie szkodzących ludzi. Jak pod płaszczykiem dbania o biednych i pokrzywdzonych przez los można przystawiać lufę pistoletu państwowej armii do skroni człowiekowi który nie podniósł w życiu na nikogo ręki. Jak można uważając się za dobrego człowieka nie pomagać właśnie tym potrzebującym a zmuszać do tego wszystkich w koło. Jak można przerzucać w końcu odpowiedzialność wynikająca z człowieczych odruchów na tak perfidny, bezmózgi, bezduszny system zastraszania niewinnych ludzi jakim jest państwo.
Jak w końcu można życ wśród ludzi których uważa sie za debili którzy nie potrafili by się dobrowolnie zorganizować i nawzajem sobie pomagać. To musisz być strasznie okropne życie. Z takim piętnem. Prawie jak Raskolnikow.

W tym jest tyle cholernych sprzeczności, brak logiki, konsekwencji że zwyczajnie nie jestem w stanie sobie wyobrazić jak mógłbym zmusić Foltyna czy Sierakowskiego do dokonywania wyborów. Do odpowiedzialności za to co robią w każdej sekundzie swojego życia. Do tego aby nie pieprzyli o zmuszaniu ludzi poprzez taki czy inny system opodatkowania, licencjonowania, koncesjonowania i o tych wszystkich środków przymusu wobec zwyczajnych, szarych ludzi. Właśnie tak - nie potrafię sobie wyobrazić jak mógłbym zakazać życia człowiekowi który chce na każdym kroku pozbawiać mnie wyboru i swobodnego głoszenia mu tych, jak to się mówi, socjaldemokratycznych haseł.

Może to mnie różni od Kisiela nie mówiąc już o Korwinie, Foltynie czy Sierakowskim.

12345 5 głos(ów), średnia: 4.6
Loading ... Loading ...

Komentarz

Rzecznik jak żyć ci powie.

Choć póty co to zdaje się “dobre rady”, ale kto wie może niebawem gdy tylko kobieta zajdzie w ciążę przez 9 miesięcy będzie izolowana aby państwo mogło zadbac o jej dietę, powietrze, które wdycha, odgłosy których słucha a i myśli nieczyste też zapewne jakos wypleni.

“Kobiety w ciąży powinny - wg Rzecznik Praw Dziecka - starannie dobierać muzykę, jakiej słuchają. - Musi zawierać harmonię dźwięków - doradza.”

Dajmy na to taki Orion jest chyba bardzo harmonicznym utworem. Czy sie mylę?

12345 2 głos(ów), średnia: 4
Loading ... Loading ...

Komentarzy

Jak być niezrozumiałym?

Wystarczy w całej rozciągłości, wbrew obecnym prawom i porządkom, z cała stanowczością mówić o tym co jest moralne w sposób logiczny. Wtedy możemy być pewni że zapewne ktoś pominie cały wywód logiczny, nie zada sobie nawet krzty wysiłku aby przeanalizować nasz moralny punkt widzenia i zaprezentuje samą konkluzje która przecież stojąc w całkowitej sprzeczności z obowiązującym sposobem (nie)myślenia, jest czymś co zgodnie z ogólnie przyjętym prądem światopoglądowym winna być w najlepszym wypadku wyszydzona i wyśmiana a w najgorszym jak wiadomo uraczona jadem nienawiści i agresji.
Bo komu chciałoby się wytężać umysł, zagłębiać się w podstawy wywodu logicznego skoro przecież mądrzejsi wiedzą lepiej co dobre a co złe. Wiedzą lepiej w jakim świecie ludziom żyje się lepiej a w jakim gorzej. Wiedza lepiej kto jak powinien się zachowywać i komu należy ufać a komu nie.
Od zawsze twierdze że ludzie nie są głupi (no może nie tyle twierdze co wierze, bo i pewnie też mi się zdarzały takie uogólnienia). To błędne koło sprawia jednak że sami zaczynamy sobie wmawiać że nie rozumiemy świata, że jesteśmy tępi. Rozglądamy się dookoła i widzimy ludzi podobnych nam. Ale zewsząd płynie przekaz: swołocz, lud, tępa społeczna masa jest głupia. Nie potrafi sobie poradzić. Ktoś musi o nas zadbać. Ktoś musi zadbać o nasze bezpieczeństwo. O to aby wyznaczyć kierunek tej nieświadomej świata masie. Masie do której jakby nie było należy każdy z nas. I choć sami w swej świadomości nie potrafimy się zdefiniować w ten sposób, uważamy się za lepszych to w podświadomości przecież widzimy że jesteśmy tacy sami. Tacy sami jak sąsiad, tacy sami jak kumple z podwórka, tacy sami jak znajomi z pracy. Tacy sami jak ludzi których bez namysłu potrafimy nazwać głupcami.

Kiedyś przeprowadzono taki eksperyment: na wykładzie pewien profesor umówił się z częścią grupy że na kwadrat będą mówić prostokąt a na każdy prostokąt będą mówić kwadrat. Kiedy na sali pojawili się niewtajemniczeni z początku protestowali. Masa reszty jednak przytłoczyła ich w ten sposób że jeszcze długo po wyjściu byli gotowi bić się z kimkolwiek kto śmiał twierdzić że kwadrat to kwadrat (było jakoś tak, może coś przekręciłem ale zasadniczo o to chodziło że grupa jest w stanie zmanipulować wśród jednostek oczywiste rzeczy).

Brniemy w naszym codzienny życiu na każdym kroku w takie paradoksy. I cholernie trudno powstrzymać się przed uległością i naporem filozofii mas. Szukamy autorytetów podczas gdy one same jeszcze bardziej wzmacniają w nas ten obraz gdzie na każdym etapie winniśmy myśleć a przede wszystkim powtarzać to co wszyscy wkoło.

Gdy ktoś krzyknie że król jest nagi? Rzeczywistość to nie bajka - tłum gotów jest ukamienować małe dziecko. W takim świecie żyjemy. W tym naszym świecie naturalnym jest że gdy ktoś próbuje nam pokazać że to co nam wmawiano całe życie, że to w co wierzyliśmy bo mówili nam o tym ludzie którym ufaliśmy, jest zwyczajnie sprzeczne z tym co każdy uczciwy i moralny człowiek winien wyznawać, reagujemy agresją.

A wystarczy przecież z tak oczywistego postulatu, który jest podstawą naszego definiowania dobra (której to podświadomej definicji jeszcze na całe szczęście nikomu nie udało się zatrzeć), a którym jest stwierdzenie że nikt poza nami samymi nie jest naszym właścicielem, poprzez logiczną konstatację dojść do zbudowania całego systemu wartości, który u każdego gdzieś w sercu tkwi od dawien dawna. Wartości które mówią np. jednoznacznie że każda forma przymusu jest złem. Że agresja która kierowana jest w kogokolwiek bez uzasadnienia (czyli gdy wcześniej ktoś nie zachował się agresywnie) jest złem. Że pozbawianie pod przymusem owoców pracy kogokolwiek, że wkraczanie w dobrowolne umowy pomiędzy ludźmi jest złe. Wystarczy. Na tym dalej można logicznie stwierdzać kiedy postępujemy dobrze, kiedy źle.

Coś jednak dzieje się takiego że nie chcemy tego dostrzegać. Wolimy spokój lemingów. Podążanie za masą. Bez odrobiny zastanowienia. Bez zainteresowania się co tak naprawdę kryje się za tą sączącą się pogardą, szyderstwem i nienawiścią. Bez chwili refleksji że jak te lemingi bezmyślnie bierzemy w tym udział.

so goodbye and goog luck …. lemmings…

post dedykowany licznej rzeszy komentatorów stąd.

12345 3 głos(ów), średnia: 4.67
Loading ... Loading ...

Komentarzy

rEVOLution - Ron Paul, kto to jest do ch Ron Paul?

Na dobry początek blogowego roku o pewnym starszym Panu, który zrobił niezły zamęt w sieci a i mam ogromną nadzieję że zrobi w najbliższym roku jeszcze większy zamęt w rzeczywistości.
Wpis zasadniczo przeznaczony jest dla tych co to nie wiedzą kto to jest Ron Paul. Otóż to taki pan co to jest kandydatem na prezia Hameryki. Po co w ogóle o tym pisze?
Ano choćby dlatego że jest to jeden z gości który po raz pierwszy od dawien dawna zjednoczył ludzi wokół idei wolności. I na dodatek może mieć realny wpływ na to aby zalać nią spora część świata. Oczywiście choć nie należy pokładać wielkich nadziei w tym że zostanie on prezydentem USA, to jednak mimo wszystko zrobił on i zapewne zrobi jeszcze bardzo dużo dla pokazania światu tego o czym ten świat zapomniał. Co więcej pokazał to zwykłym ludziom i zjednoczył ich jak nikt.
Pokazał że wolność może być atrakcyjna i mimo tego że każde totalniackie kłamstwo, choć z pozoru takie miłe dla człowieka, tak łatwe i rzucane z każdej strony sceny politycznej, i przede wszystkim tak wydawać by się mogło trudne do odkręcenia można odkręcić i podać w naprawdę ładnej, zgrabnej i przede wszystkim przyciągającej formie.
Ron Paul pokazał że można w kulturalny a przy tym bardzo celny sposób miażdżyć przeciwników argumentami. Choć gada o tak trudnych rzeczach których mało kiedy prości ludzie potrafią dostrzec, to mówi o nich w przyjaznej dla szarego człowieka formie. Nie ma w nim odrobiny buty i arogancji wymierzonej w obywateli tak jak to nad wyraz często czyni (niesłusznie zresztą moim zdaniem porównywany z Paulem) Janusz Mikke herbu Korwin.
Nie chcę się tu rozwodzić bo nie ma sensu chyba powtarzać tego wszystkiego co można o naszym bohaterze znaleźć w sieci. Na koniec będzie zresztą trochę linków które warto przejrzeć.

Hasłem kampanii Rona Paula jest “Ron Paul rEVOLution”. I tak naprawdę to ta rewolucja już się dokonała. Dokonała się w milionach serc amerykanów którzy poświęcają się dla swojego kandydata jak mało którzy zwolennicy innych. Dokonała się również w sieci gdzie miliony osób na całym świecie zakładają strony propagujące wolnościową rewolucje. Dokonała się bo pokazała tym nielicznym którzy tracili nadzieje na spełnienie marzeń o wolności że mimo iż wolność to domena indywidualizmu można wokół niej zebrać i zjednoczyć naprawdę wielu ludzi i dla wielu może być ona atrakcyjniejsza niż socjalistyczne, interwencjonistyczne, etatystyczne i totalitarne farmazony.

Rzecz w tym aby rewolucja ta nie skończyła się po wyborach, wszystko jedno wygranych czy przegranych prze Paula. Aby ta rewolucja trwała i zarażała. Aby cały ten potencjał wyzwalał kolejne inicjatywy obywatelskie, jednoczył ludzi no i tak dalej. Jakby to naiwnie nie brzmiało. Aby takie rozkosznie nielegalne inicjatywy przybierały na sile. Bo o to chodzi w rEVOLucji a nie o stołek prezia (choć oczywiście, niewątpliwie byłby on dużym krokiem ku potęgowaniu takiej wolnościowej aktywności :D).

Na koniec obiecane linki:
www.ronpaul2008.com - oficjalna strona
I kilka stron po polsku:
ronpaulish.blog.onet.pl
www.niekradnij.pl
Oraz:
Artykuł na hyperreal
Seria postów Bartka Ciszewskiego (jakoś trudno mi było wybrać jeden konkretny :))
A nawet i całkiem nie napastliwy artykuł w rzepie.


so join the rEVOLution!

12345 2 głos(ów), średnia: 4
Loading ... Loading ...

Komentarzy

Qatryk wkracza w nowy rok

A co za tym idzie będą zmiany. Tzn. zmiany w blogowaniu a tym wpisem chcę uknuć jedynie jakiś tam zarys tego co planuje żeby było wiadomo że jak nic nie zrobię to że chociaż planowałem :D.
Mocno zastanawiam się nad nadaniem stronie świeżości. Ale nie tylko nad tym. Zresztą to są plany na jakąś wolną chwile której nie przewiduje w najbliższym czasie.
Zasadniczo plan jest taki. Będę tu pisał więcej swoich filozowań. Bardziej transcendentnych i takich tam bzdur. Będzie to też na pewno miejsce na wolnościowizm. Posty z tych dwóch kategorii będą ukazywały się tu w pierwszej kolejności. Zamierzam stworzyć jednak i tu miejsce na pozostałe teksty ale będzie ono raczej działało na zasadzie ruchomych obrazków - niewidoczne od razu na stronie głównej.
Teksty trafiające do tych kategorii będą wcześniej publikowane w innych miejscach.
I tu tez planuje dwie kategorii. Polityczna bieżączka - rzeczy te będą puszczane na blogu na salonie24. I wademekum wolnościowca - będzie to jakiś tam cykl chronologicznych tekstów wolnościowych. Nie mam zamiaru tu tworzyć nic od początku - będą to raczej przeedytowane stare wpisy, bardziej rozwinięte albo skrócone, obszerne cytaty i odwołania do różnych lektur. Ma to być taki zamknięty cykl który kiedyś zamknę i wystawie jako jakiegoś zgrabnego pedefka. Miejsca jeszcze nie znalazłem i być może pozostanie to tutaj.
Myślę również nad bieżączkowym komentowaniem wydarzeń ekonomicznych jakom domorosły badacz “ludzkiego działania”.

W każdym razie plany są jakie są zobaczymy co z tego wyjdzie - na razie jednak jeszcze trochę pewnie pomilczę, bo i o studiach trza pomyśleć :D.

12345 Oceń post
Loading ... Loading ...

Komentarzy