Warning: fopen(/home/patryk/public_html/blog/wp-content/backup/.htaccess) [function.fopen]: failed to open stream: No such file or directory in /www/global/qatryk/wp-content/plugins/backupwordpress/functions.php on line 377
Cannot open file (/home/patryk/public_html/blog/wp-content/backup/.htaccess)
Warning: fwrite(): supplied argument is not a valid stream resource in /www/global/qatryk/wp-content/plugins/backupwordpress/functions.php on line 381
Cannot write to file (/home/patryk/public_html/blog/wp-content/backup/.htaccess)
Warning: fclose(): supplied argument is not a valid stream resource in /www/global/qatryk/wp-content/plugins/backupwordpress/functions.php on line 385
2008 lipiec Archiwa » Qatrykowe boje

Archiwa dla lipiec, 2008

Człowiek jest, paragraf się znajdzie

ech… Państwo prawa.

Czy ktoś ma wątpliwości co do tego że w każdej chwili jakiś skurwysyn może przyjść, przetrząsnąć Wam chatę i posadzić ot tak bo ma taki kaprys? Stalin by lepiej nie wymyślił.
A jak macie wątpliwości to odwiedźcie Olgierda tu i tu.

Oczywiście od różnych Lisów, Durczoków, Olejników, Morozowskich i Sekielskich się o tym nie dowiecie.

12345 Oceń post
Loading ... Loading ...

Komentarzy

“Co myśli Pan Cogito o piekle”

Najniższy krąg piekła. Wbrew powszechnej opinii nie zamieszkują go ani despoci, ani matkobójcy, ani także ci, którzy chodzą za ciałem innych. Jest to azyl artystów pełen luster, instrumentów i obrazów. Na pierwszy rzut oka najbardziej komfortowy dział infernalny, bez smoły, ognia i tortur fizycznych.

Cały rok odbywają się tutaj konkursy, festiwale i koncerty. Nie ma pełni sezonu. Pełnia jest permanentna i niemal absolutna. Co kwartał powstają nowe kierunki i nic, jak się zdaje, nie jest w stanie zahamować triumfalnego pochodu awangardy.

Belzebub kocha sztukę. Chełpi się, że jego chóry, jego poeci i jego malarze przewyższają już prawie niebieskich. Kto ma lepszą sztukę, ma lepszy rząd - to jasne. Niedługo będą się mogli zmierzyć na Festiwalu Dwu Światów. I wtedy zobaczymy, co zostanie z Dantego, Fra Angelico i Bacha.

Belzebub popiera sztukę. Zapewnia swym artystom spokój, dobre wyżywienie i absolutną izolację od piekielnego życia.

Wczoraj była rocznica śmierci Herberta. Ikoną herbertowskiej poezji jest “Przesłanie Pana Cogito” - jak słyszymy Herbert to na pewno musimy zaraz usłyszeć o “Przesłaniu…”. Tylko jak dla mnie to zwykły wiersz nie mówiący nic nowego, nie dający możliwości interpretacji, nie będący nawet zwykłym wierszem o prozie życia przedstawiającym ją w jakiś niesamowicie piękny sposób. Ot pompatyczny wiersz mówiący jedynie o tym co to znaczy być człowiekiem. Czy po to potrzebna jest poezja aby z niej dowiadywać się jak żyć?

Ilekroć w szkole analizowaliśmy wiersze zawsze zastanawiało mnie czemu one wszystkie są właśnie takie jakieś pompatyczne, nie mówiące w zasadzie nic o “ja”, nie pozwalające się interpretować w subiektywny sposób, nie opisują uczuć a tylko opinie. Nóż zwyczajnie polityka w zawaluowanej formie. I taki obraz poezji wykuła mi szkoła juz od podstawówki.

I pewnego dnia odkryłem że poeci to nie były jakieś marmurowe postacie niczym ten Słowacki gruźlik co to na placu bankowym rąbnęli mu pomnik z klatą jak u Pudziana. Oni nie pisali w zasadzie prawie w ogóle o tych wszystkich patriotycznych rzeczach które wtłaczano nam do łbów na lekcjach języka polskiego podczas których przy okazji robiono z tych wszystkich poetów jakieś kryształowe monumenty (no może poza Mickiewiczem bo ten faktycznie chyba tylko w tym się sprawdzał ale ten to w ogóle jakiś nawiedzony był).

Zaczęło się od Tetmajera i jego “Lubię gdy kobieta…” który to wiersz jakiś zdaje się niepokorny wydawca umieścił w podręczniku do języka polskiego. Potem zacząłem co i róż czytać kolejnych poetów. Tuwima co to wydawał mi się jedynie gościem od wierszyków dla dzieci, Norwida który przy tych dwóch co to niby wielcy tacy byli stał się dla mnie kimś kto zjadał wieszczów narodowych na przystawkę, Gałczyński którego ” Nie mówię, żem jest geniusz, lecz i nie dupa, też bym napisał “Dziady”, gdybym się uparł(…)” to cymesik jak dla mnie, no i tak dalej wymieniać. A to dopiero cały ten świecznik co to sie przerabia w szkole. Sięgając głębiej można znaleźć naprawdę kupę dobrej obrazoburczej poezji.

No i wracając na koniec do Herberta. Jego twórczość to nie tylko “postawa wyprostowana”. Tworzenie z Herberta jakiegoś głosu pokolenia, przypomina mi zaraz Kaczmarskiego i Mury - “a śpiewak znowu był sam”.

Pan Cogito o piekle myślał to co myślał - cholera go wie czy faktycznie miał na myśli komuszy system gdzie pisząc na zamówienie Belzebuba miało się “spokój, dobre wyżywienie i absolutną izolację od piekielnego życia”. Ale w poezji chodzi o to aby łapać analogie, czytać między wierszami, odkrywać jakieś uniwersalne prawdy, które przystawać mogą do sytuacji o których nie koniecznie autor mógł w ogóle wiedzieć że i takie zaistnieją. Pan Cogito nie chciał być w piekle - piekło dziś samo go wciąga. Piekło które zawsze znajdzie sposób - jeżeli nie kupi artysty, to zawsze może kupić przecież ludzkość. Dziś Pan Cogito wpychany jest na piedestał na którym chyba nigdy nie chciał stać. Ot chichot historii.

Pozostaje jednak nadzieja że całe to piekło nie przekona ludzi że Herbert to gość od postawy wyprostowanej i przesłania. Nie o to chodzi w twórczości poety aby zaraz porywać tłumy, nie o tłumy w poezji chodzi. Chodzi o ludzi, o to aby to co czują ktoś potrafił ubrać im w słowa. Aby to co jest niewypowiedzianego dla człowieka - wypowiedzieć. Poezja nie może być obarczona jedynie słusznymi interpretacjami jak to zawsze w szkole się dzieciaki uczy. Wiersz doskonały to taki który potrafi wyzwolić w czasie tęczę uczuć. Który pozwala urzeczywistnić myśli różnych stanów emocjonalnych.

A czasem zwyczajnie pozwala odnaleźć otuchę i pośmiać się z straconego losu. Przypomnieć że warto zachłysnąć się życiem nie tracąc jednak horyzontu.

Bo słowa - słowa urzeczywistniają myśli. Poeta urzeczywistnia słowami te myśli których sami nie jesteśmy urzeczywistnić w stanie.

Pijacy są to ludzie, którzy piją do dna i duszkiem.
Ale krzywią się, bo na dnie widzą znów siebie.
Przez szyjkę butelki obserwują dalekie światy.
Gdyby mieli silniejszą głowę i więcej smaku, byliby astronomami.

12345 Oceń post
Loading ... Loading ...

Komentarz

Igrzyskami zakryjemy

Skuteczność polityki, można mierzyć tym jak głośne igrzyska się wywoła. Wpuszczamy chrześcijan na stadion i patrzymy jak się miotają i w panice wykrzykują niestworzone rzeczy. A właściwie nie patrzymy tylko załatwiamy sobie, nie zwracając uwagi tłumu na trybunach który zajęty jest jakże wspaniałą rozrywką, nasze interesiki. Ot polityka – pierdnąć, powiedzieć że to kto inny, sprowokować postronnych do dyskusji kto atmosferę zanieczyścił a samemu w tej wrzawie zająć się wyjmowaniem portfeli z kieszeni rozkrzyczanych osobników.

Od dłuższego czasu przechodzę obojętnie obok takich igrzysk choć czasem się zastanawiam czy dla świętego spokoju lepiej sobie nie pokrzyczeć i przynajmniej być nieświadomym tego że mi ktoś w tym moim rozhisteryzowaniu portfel zajumanił. W każdym razie podobnie podszedłem do sejmowego przedstawienia pt. „Hańba, Zdrada, Targowica” (swoją droga zajebisty toast przy piciu wódki, podobnie jak „Na pohybel!”).

Siedząc tak sobie w kąciku i czekając aż pojawi się ktoś od jumania (bo niestety jak taki ktoś od tego jumania się pojawia to, za cholerę, nawet lejąc na tą całą grandę, ominąć mnie nie chce – ot solidarność społeczna) można zaobserwować dwie rzeczy.

Jedna bardzo prosta – że tych chrześcijan to się wpuszcza specjalnie w te maliny, bynajmniej oni się tam nie pchają (choć oczywiście jest i wielu takich masochistów którzy tylko czekają na okazje aby zostać męczennikiem). W świecie gdzie rzeczywistość to to co w gazecie i telewizorze nie jest to takie oczywiste, oczywiście. No ale jak się chce to można trochę się wysilić i zerknąć kto tam wypycha przyszłe zakąski dla lwów i przede wszystkim obiekt rozrywki dla tłumu. O tym można przeczytać sobie np. u Kataryny.

Druga rzecz która w całym tym zgiełku jest mało słyszalna, bo nawet ci co to bronią chrześcijan jakoś tak raczej skupiają się nad tym aby z trybuny ino popatrzyć jak któryś z nich sprzeda kopa jakiemu lwu, to jest to jakie interesy podczas igrzysk załatwia się na loży honorowej. A załatwia się różne interesy - od zwykłego pragmatycznego „z rączki do rączki” co zdarza się najczęściej, przez załatwianie jakiś spraw rodzinno kastowych, nadawanie sobie przywilejów i przydzielanie obszarów wpływów, po jak mi się zdaje, czasem wykonywanie zwykłej wendety.

Ziobro jakim ministrem był takim był. Całe te jego reformy kodeksów i ogólnie prawa jako takiego były moim zdaniem na tym samym poziomie na jakim poziomie prawnikiem jest on sam. Choć np. te obroże co to mają od przyszłego roku wejść w życie głupie nie są. Ale to już nie kwestia samego prawa a jakiejś racjonalizacji jego egzekutywy. I im dalej w takie menadżeryjne strony w tym ziobrowym ministrowaniu brnąc tym coraz ciekawsze rzeczy.

Ziobro po mojemu do sprawy usuwania z dziedzińca krowich placków zabrał się też w niezbyt umiejętny sposób ale mimo to chwali mu się że w ogóle się za to zabrał. Wydaje mi się że będąc między młotem a kowadłem, nie mogąc pokazać cojones bo by go zaraz prezes szurnął, Ziobro zaczął w tym całym korporacyjnym gównie dłubać łopatką. I być może jest to sposób na jakieś mniejsze mafie – smród się rozchodzi tak że wszyscy czują, kupa rozdłubana a deszcz dokonuje reszty. Natomiast Ziobro wsadzając łopatkę w prawniczo korporacyjne gówno jakoś pominął fakt że to w co wkłada ta swoją łopatkę to wierzchołek dołu kloacznego.

W każdym razie podpadł bardzo bo czyszczenie takich dołów to się powinno odbywać przy pomocy jakiegoś ciężkiego sprzętu z buldożerami które zrównają wszystko wokół włącznie, a nie za pomocą łopatki. No i teraz ci co mieli interes w tym aby nie rozdłubywać tego przyschniętego dołka kloacznego bo wokół niego umościli sobie całkiem przyjemne gniazdka troszkę się zdenerwowali. Jako że odnalazł się Ćwiąkalski sprawiedliwy co to zobowiązał się przysypać dołek odpowiednią mieszanką ziem ustawowych to teraz można by i pomyśleć co tu zrobić co by innym nie przyszło do łba w kloace dłubać. Ot dla przykładu można takiemu Ziobrze nasrać pod wycieraczkę.

Dobra odpuśćmy sobie te niezbyt lotne metafory. Rzecz w tym że Ziobro niebezpiecznie blisko zbliżył się swego czasu do monopolu prawniczego państwa w państwie. I teraz musi za to beknąć. Przypuszczam że jako iż nie zrobił de facto nic nadzwyczajnego co najwyżej poruszył lekko wierzchołkiem korporacyjnej kupy to skończy się na pokrzykiwaniach które maja tylko ciśnienie Ziobrze podnieść.

I tu nie ma się co ekscytować co kto powiedział, co zrobił, jak się rozemocjonował, kto wygra kolejną potyczkę na arenie, kto komu palec w oko wsadził i w jakiej atmosferze się to odbyło. Nie ma co się emocjonować ale ludzie w swej naturze chyba zdecydowanie bardziej wolą emocjonować się takimi rzeczami niż tym że cały czas ktoś im raz że juma portfele, a dwa że i przy okazji jak taki tłumek sobie krzyczy to i kilka osób z tego tłumku zwyczajnie w pupę posunięta bywa.

A to że jedni na drugich pokrzyczą a potem pójdą do Hawełki na kotleta z surówką. Że tam z boku chłopaki dzielą się tym co wcześniej zajumali. Że prawda o świecie skrywa się w ciemnych zakamarkach koloseum a nie na jego arenie. A cóż to jest prawda? - jak to rzekł pewien domorosły filozof.

12345 Oceń post
Loading ... Loading ...

Komentarzy

Onkolog poprawny

W ramach prasówki natknąłem się na artykuł na temat tego jaki jestem aspołeczny i nieludzki wyniszczając nie tylko sam siebie ale szkodząc również współobywatelom. Chodzi oczywiście o śmiertelny nałóg jakim jest palenie.
Pozwolę sobie odnieść się do kilku tez Pana Onkologa które zawarł w swoim polemicznym do artykułu „Dymek swobód obywatelskich” Łukasza Warzechy artykule “Granice wolności dla dymu papierosowego”.

“Dym tytoniowy zawiera ponad 4000 substancji chemicznych, w tym ponad 50 związków rakotwórczych, a także wiele substancji uczulających, powodujących m.in. kaszel, ból głowy, podrażnienie oczu, nudności, problemy z oddychaniem itp. Liczne międzynarodowe badania potwierdzają, że tzw. bierne palenie jest jedną z głównych przyczyn przedwczesnej umieralności. Według szacunków UE liczba śmiertelnych ofiar tego narażenia w Polsce to około 9 tys. osób rocznie.
To więcej niż łączna liczba ofiar wypadków drogowych, wypadków w pracy, zabójstw i samobójstw.”

No i co z tego się spytam? Czy te dane czynią z palaczy jakieś większe zagrożenie cywilizacyjne niż zastępcy idiotów spacerujących ulicami byle tylko komuś wsadzić kosę pod żebra?
Czy dobrowolne niszczenie organizmu jest czymś gorszym od tego gdy ktoś z premedytacją ingeruje i niszczy ten organizm wbrew woli tego organizmu?

“Bierne palenie zwiększa ryzyko zachorowania na raka płuca u osób niepalących o 20 – 30 proc., zaś na choroby serca o 25 – 30 proc. U dzieci zwiększa ono ryzyko zakażeń dróg oddechowych, nawracających chorób ucha, ataków astmy i nagłej śmierci łóżeczkowej. Wdychanie dymu tytoniowego przez kobiety w ciąży zwiększa ryzyko poronienia i zmniejsza masę urodzeniową noworodka.”

Ostatni moja matka opowiadała mi jak to było kiedy miałem przyjść na ten padół łez. Otóż pewna pani doktór powiedziała jej że jeżeli pali to niech ograniczy ale nie koniecznie rzuca bo może to być taki wstrząs dla organizmu że bardziej mi zaszkodzi niż pomoże. Zatem moja mama podpalała sobie co pozwoliło mi przyjść na świat w pełni sił a i wagę z tego co wiem też miałem dość solidną. W każdym razie - aby palić biernie trzeba przebywać wśród palaczy - czy to oznacza że przebywanie wśród palaczy nie jest czymś na co niepalący decyduje się samodzielnie? Czy bandy wstrętnych palaczy biegają wściekle i szukają niepalących po to tylko aby osaczyć takiego zdrowego, nie uzależnionego osobnika i uczynić z niego biernego palacza stojąc wokół biedaka i dmuchając mu dymem papierosowym prosto w twarz?

“Wprowadzanie zakazów palenia w kolejnych państwach całego świata wpisuje się w inne działania służące ochronie zdrowia i życia ludzi, podobnie jak egzekwowanie przepisów drogowych czy zwalczanie przestępczości. Łukasz Warzecha uważa, że prywatne lokale gastronomiczne lub rozrywkowe nie są przestrzenią publiczną i ich właściciele powinni mieć pełną swobodę wyboru.
Otóż publiczny charakter przestrzeni (w odróżnieniu od przestrzeni prywatnej, np. mieszkania) nie zależy od tego, kto jest jej właścicielem. Gdyby było inaczej, w prywatnych instytucjach o charakterze publicznym nie istniałyby żadne regulacje, choćby w zakresie porządku sanitarnego czy przepisów przeciwpożarowych.”

Tu dochodzimy do jądra dzisiejszego postrzegania świata. Nie jest tak abyśmy mogli założyć sobie np knajpę w ruderze która grozi zawaleniem choć to nasza rudera i każdego przed wejściem poinformujemy że grozi ona zawaleniem. Nie. Jesteśmy nieobliczalnymi, infantylnymi osobnikami którzy nie mogą brać pełni odpowiedzialności za swe czyny. Ktoś musi wskazać nam drogę, co robić, jak robić abyśmy przypadkiem nie jebneli łbem o kant stołu albo nie wsadzili widelca w gniazdko elektryczne. Pan Onkolog uważa że jemu to prawo przysługuje. Prawo do wyznaczania nam tego co jest dla nas dobre a co złe. Prawo do dyktowania tego z jakimi ludźmi mamy się zadawać. Prawo do wyznaczania nam gdzie są granice naszej własności i korzystania z owoców naszej pracy.
Abstrahując już od tego. Pewnie że zgodzę się co do tego ostatniego akapitu - skoro można nam wytyczyć ile gaśnic musimy mieć w prywatnej instytucji to czemu nie można by zabronić tam palenia. Tylko to nie problem w tym co należy zakazać a na co zezwolić. Problem jest właśnie w definiowaniu przestrzeni publicznej jako miejsca, być może i mającego swojego prywatnego właściciela ale gdzie obyczaje narzucane są odgórnie a co gorsze ich nie przestrzeganie grozi czymś więcej aniżeli tylko wyrzucenie naszej osoby poza te przestrzeń. Tu ulegamy paranoi, gdy decyzję o tym kogo wpuszczamy na nasz teren, niezależnie w jakim celu, podejmuje za nas ktoś w typie Pana Onkologa a wszyscy temu przyklaskują.

“Postulowane przez publicystę mechanizmy samoregulacji (czyli kontynuacja obecnego stanu) są nieskuteczne. Doświadczenia wskazują bowiem, że wszystkie rozwiązania, które opierały się na „pogodzeniu” palących i niepalących, w tym dowolność w wyznaczaniu przestrzeni wolnych od dymu tytoniowego, nie przyniosły żadnych efektów lub bardzo ograniczone”

Nie wiem na jakim świecie Pan Onkolog żyje ale wydaje mi się że samoregulacja działa bardzo świetnie. Rzadko spotyka się restauracje gdzie można jarać.
Tymczasem w państwach gdzie zabroniono palenia w wszelkich lokalach okazuje się że np. takie pubu na potęgę zaczęły bankrutować. Oczywiście dla Pana Onkologa to żaden argument a i pewnie znajdzie on odpowiednie badania które wskażą iż pubów zaczęło przybywać.
Co więcej konsekwencji tego Pan Onkolog nie musi widzieć - przecież za bardzo teoretyczne i nie udokumentowane jest że przez bankructwo takich pubów, spadają zarobki wielu osób przez co np. zamiast jeść świeże pomidorki i ogórki ci ludzie przerzucają się np na wątpliwej jakości konserwy które powodują znacznie większe zniszczenie w ich organizmach i statystycznie wychodzi nam… no nie wiadomo co, bo przecież tego nikt nie zbada bo to zbyt skomplikowane. A takich ciągów przyczynowo skutkowych jest zapewne tysiące w zależności od specyfiki i indywidualnych przypadków osób których to w sposób bezpośredni bądź pośredni dotyka.

“Podstawowa zasada liberalizmu mówi, że wolność wyboru oznacza równocześnie odpowiedzialność za nieszkodzenie innym. Obecny stan prawny w Polsce nie spełnia tego wymogu.”

“Chcącemu nie dzieje się krzywda.” Jeżeli ktoś chce oddychać świeżym powietrzem nie wchodzi do lokalu gdzie wie że nie obowiązuje zakaz palenia. Tyle. Zatem to wolność wyboru palacza zostanie ograniczona gdy zostanie on pozbawiony, trzymając się nawet i definicji przestrzeni publicznej Pana Onkologa, przestrzeni publicznej w której palić można.

“Ograniczenie palenia tytoniu w miejscach publicznych przynosi efekty. W ramach projektu CHOICE realizowanego pod auspicjami Światowej Organizacji Zdrowia wykazano, że jest ono drugą co do skuteczności – po podwyżkach podatków od wyrobów tytoniowych – formą interwencji zmniejszającą zachorowalność i umieralność związaną z używaniem tytoniu. Dane z krajów, które wprowadziły takie zakazy, wskazują na natychmiastowe korzyści.”

Ja postuluje zakaz kupowania pojazdów mechanicznych i obowiązek korzystania jedynie z transportu publicznego. To ograniczy śmiertelność wypadków na drogach.
Co więcej dodatkowo uważam że nie powinno pozwolić się aby każdy żarł to co chce. Przecież obżarstwo, zła dieta jest prawdopodobnie równie ważką przyczyną chorób i zachorowań co tytoń. Należy zatem wprowadzić nakaz konsumowania tego co wyznaczy państwowy dietetyk i spożywania tego w specjalnie do tego przygotowanych państwowych stołówkach.
Ponadto uważam że powinno się znieść coś takiego jak stanowiska szefa w firmie. Niewątpliwie jest tak że taki szef jest przyczyną wielu sytuacji stresowych w życiu pracowników. Jak wiemy stres jest również jednym z głównych powodów zawałów i zapewne przyczynia się w znacznym stopniu do uszczuplania naszej populacji.

Według Warzechy ograniczenia nie będą w Polsce przestrzegane. Argument ten podnoszono także w innych krajach, a jednak nowe prawo jest tam przestrzegane w ponad 90 proc. i cieszy się dużym poparciem społecznym, również wśród palących. Przepisy te nie są bowiem egzekwowane przez stróżów porządku, dbają o to głównie sami zainteresowani, czyli społeczeństwo. To, że nie pali się w Polsce np. w kinach czy teatrach, wynika przecież wyłącznie z powszechnej akceptacji przyjętych ograniczeń.

Nie wiem jak to jest, czy jest specjalna ustawa która zakazuje palenia w kinach lub teatrach. Jeżeli tak to dość ciekawe i paranoja współczesnego świata sięga dalej niż się spodziewałem. Przypuszczam jednak że takowej nie ma. Dlaczego zatem spontaniczność społeczeństwa w egzekwowaniu tego zwyczaju ma być w tym przypadku szanowane (i jest wręcz cecha pozytywną) natomiast w innych przypadkach można ten zwyczaj społeczny zlać ciepłym moczem (i ocenić jako coś negatywnego)?

Kończąc. Tak jak napisałem - spór ten nie polega na tym co i kto komu szkodzi. Spór zasadza się w tym czy państwo ma prawo do wyznaczania tego w jaki sposób możemy rozporządzać naszą własnością. Przestrzeń publiczna jest tylko wygodnym wytłumaczeniem tego aby móc zawęzić nasza wolność oraz nasze prawa własności i dysponowania nią wedle naszego uznania.
A jaranie to tylko jeden z elementów. Wojna toczy się na wielu frontach.
Polega to na tym że raz przeciwstawi się jedną grupę drugiej, przedstawi ją jako zło wcielone. Nie znasz dnia ani godziny drogi czytelniku gdy okaże się że stojąc dziś po stronie „dobra” nagle okaże się że znalazłeś się w grupie złej. Nie miej wtedy do nikogo pretensji że ktoś chce cię pozbawić twojego wydawać by się mogło niezbywalnego prawa.

Bo przecież jutro obudzimy się w nowym wspaniałym świecie….

12345 1 głos(ów), średnia: 5
Loading ... Loading ...

Komentarzy

Szowinizm i faszyzm w gazecie

Ot otwieram sobie stronę gazeta.pl aby dowiedzieć się co tam na froncie walki o nowy wspaniały świat i co widzę. Ano widzę na pierwszej, wyeksponowanej pozycji wywiad z jakimś faszystą i męską szowinistyczna świnią. Oto smaczniejsze kawałki:

Nie popadajmy więc w przesadę z tą równością.

Za podobne uwagi prezydent Uniwersytetu Harvarda prof. Lawrence Summers stracił dwa lata temu stanowisko.

- Ale ja nie powiedziałem, że kobiety nie nadają się do matematyki czy fizyki. Statystyki jednak są nieubłagane, o wiele więcej genialnych matematyków jest wśród mężczyzn.

Być może dlatego, że od dziecka dziewczynki i chłopcy uczą się ról społecznych.

- Nie. Po prostu u mężczyzn rozpiętość wszystkich cech jest większa niż u kobiet. Tak jak mogą mieć setkę dzieci albo o wiele częściej niż kobiety żadnego, tak więcej wśród nich jest i geniuszy, i idiotów. I wszyscy się spierają o tych geniuszy. Więcej męskich kretynów jakoś nikomu nie wadzi.

I końcówka którą pozwolę sobie zacytowac w całosci bo jest bombowa.

I najlepsze geny wykształconych kobiet się marnują?

- To, co powiem, będzie może nieprzyjemne, ale nie z każdego dziecka da się zrobić geniusza. “Dajcie mi tuzin zdrowych dzieci i określone przeze mnie warunki środowiskowe, w których będę je wychowywał, a gwarantuję, że po przypadkowym wybraniu któregoś z nich wykształcę go na takiego specjalistę, jakiego będę chciał - lekarza, prawnika, artystę, nawet żebraka i złodzieja, niezależnie od jego talentu, tendencji, zdolności i rasy jego przodków” - mówił John Watson, amerykański psycholog, behawiorysta. To kompletna bzdura. Gdyby tak było, dyktatorzy mogliby dyrygować swoimi poddanymi jak lalkami. Na szczęście nikomu nie udało się sprowadzić ludzi do zabawek, tak jak nie z każdego da się zrobić profesora. Wszystko dzięki temu, że jesteśmy na smyczy genów.

Kiedyś kobiety nie studiowały, nie miały szans na awans zawodowy i dzieci rodziły zarówno te inteligentne, jak i te mniej inteligentne. I co się działo? Te mądrzejsze opiekowały się swoimi pociechami lepiej, może wybierały też lepszych partnerów. A więc ich dzieci miały większą szansę przeżycia. Ze społecznego punktu widzenia była to selekcja pozytywna. A co się dzieje dzisiaj? Kobiety inteligentne, o wyższym statusie społecznym, albo zaczynają rodzić później, albo częściej decydują się na bezdzietność. Mają więc względnie mniej dzieci niż inne kobiety.

Gdyby ciągle działały mechanizmy selekcji naturalnej, to dzieci rodzone przez kobiety mniej mądre częściej nie dożywałyby dorosłości. Możliwe więc, że powoli zmienia się proporcja genów. Te, które kiedyś były premiowane, zaczynają przegrywać z tymi, które kiedyś stały na pozycji przegranej.

Zmierzamy do katastrofy?

- Jestem optymistą i sądzę, że natura sobie poradzi z pewnymi kulturowymi zawirowaniami, które tylko tymczasowo mogą być sprzeczne z naturą. Na przykład, jeśli system demokratyczny się nie sprawdzi, natura zastąpi go innym. Słyszałem od kolegi konstytucjonalisty, który zajmuje się demokracją amerykańską, że w tamtejszych elitach dyskutuje się pomysł dania prawa wyborczego nawet 14-latkom. Do skończenia 16. roku życia mieliby ćwierć głosu, a potem, do osiemnastki - pół. Jaki jest argument tych, którzy chcą zmiany? Przekonują, że dzisiejsze życie pędzi jak szalone. Jak więc możemy odmawiać prawa głosu młodym, którzy z internetu wiedzą o świecie czasami więcej niż dziadki rozumiejące świat, którego już nie ma?

Jeżeli to by przeszło, bylibyśmy o krok od parytetu innego rodzaju. Na przykład zależnego od poziomu wykształcenia. System wyborczy dawałby więcej głosów lepiej wykształconym. Zysk byłby podwójny, bo dodatkowo wzrosłaby liczba chętnych do nauki. To są tylko hipotetyczne rozważania, w których nie chcę dokonywać żadnego wartościowania - od tego są inni.

A wracając do przesadnego równouprawnienia, może się ono okazać ślepą uliczką ewolucji. Za kilkaset lat nas już nie będzie, a mieszkający tu przedstawiciele innych współczesnych społeczeństw czy kultur (np. niektórych azjatyckich czy afrykańskich) będą wspominać: “A tak, byli tu kiedyś tacy Europejczycy, których kobiety zapragnęły zachowywać się jak mężczyźni, a mając bardzo skuteczną antykoncepcję, wiele z nich ze względów ambicji zawodowych lub też nadmiernych oczekiwań względem potencjalnego partnera rezygnowało z posiadania dzieci. Już dawno wymarli”.

12345 Oceń post
Loading ... Loading ...

Komentarzy

“Nowy Wspaniały Świat” wizualizuje owszem się

“Wiedziałeś, że pierwszy Matrix był zaprojektowany by być idealnym światem dla ludzi gdzie nikt nie cierpi, gdzie wszyscy są szczęśliwi. To była katastrofa. Nikt nie zaakceptował programu. Całe uprawy zostały zniszczone. Niektórzy wierzą, że nie znaliśmy języka programowania by opisać wasz idealny świat. ale ja wierzę, że jako gatunek ludzie definiują swoją rzeczywistość poprzez nędzę i cierpienie. Więc idealny świat był sennym marzeniem, z którego wasz prymitywny umysł próbował się obudzić. Dlatego Matrix został przeprojektowany w to. Zmierzch waszej cywilizacji.”

“(…)Eksperyment cypryjski rozwiał wszelkie wątpliwości.
- Co to było? - zapytał Dzikus.
Mustafa Mond uśmiechnął się.
- Cóż, można by to nazwać eksperymentem rebutlacji. Zaczął się on A.F. 473. Zarządcy oczyścili Cypr ze wszystkich mieszkańców i zasiedlili go specjalnie dobraną grupą dwudziestu dwu tysięcy alf. Dano im wszelkie wyposażenie rolnicze i przemysłowe i pozostawiono, by sobie radzili o własnych siłach. Wynik potwierdził wszelkie teoretyczne oczekiwania. Ziemia była źle uprawiana, we wszystkich fabrykach strajki, prawa lekceważono, poleceń nie wykonywano; wszyscy wyznaczeni do gorszych prac intrygowali w celu uzyskania lepszych stanowisk, a ci na lepszych stanowiskach również intrygowali, by utrzymać swoje pozycje. Po sześciu latach mieli już pierwszorzędną wojnę domową. Gdy dziewiętnaście tysięcy mieszkańców zginęło, pozostałe przy życiu trzy tysiące jednomyślnie uchwaliły petycję do zarządców świata z prośbą o ponowne objęcie przez nich wyspy. Co też uczyniono. Taki był koniec jedynej w świecie społeczności złożonej z samych alf.
Dzikus westchnął z głębi piersi.
- Populacyjne optimum - mówił Mustafa Mond - modelowane jest na proporcjach góry lodowej: osiem dziewiątych pod wodą, jedna dziewiąta ponad.”

“- A ja lubię kłopoty.
- My nie - odrzekł zarządca. - Wolimy, żeby wszystko szło nam wygodnie.
- Ja nie chcę wygody. Ja chcę Boga, poezji, prawdziwego niebezpieczeństwa, wolności, cnoty. Chcę grzechu.
- . Inaczej mówiąc - stwierdził Mustafa Mond - domaga się pan prawa do bycia nieszczęśliwym.
- No więc dobrze - rzekł Dzikus wyzywającym tonem - domagam się prawa do bycia nieszczęśliwym.
- Nie mówiąc o prawie do starzenia się, brzydnięcia i impotencji; o prawie do syfilisu i raka; o prawie do niedożywienia, do bycia zawszonym i do życia w niepewności jutra; o prawie do zapadnięcia na tyfus, do cierpienia niewysłowionego bólu wszelkiego rodzaju.
Zapadło długie milczenie.
- Domagam się prawa do tego wszystkiego - odezwał się wreszcie Dzikus.
Mustafa Mond wzruszył ramionami.
- Proszę bardzo - rzekł.”

W zeszłym tygodniu w ramach nadrabiania zaległości lekturowych, przeczytałem w końcu „Nowy Wspaniały Świat” Huxleya. Miałem zamiar opisać moje wrażenia tuż po przeczytaniu ostatnie strony ale postanowiłem trochę nabrać dystansu i przemyśleć co nieco.

Szczerze powiem że w dalszym ciągu tkwi we mnie niesamowity ładunek emocjonalny – bunt przeciwko opisanemu światu - zdeterminowanemu od początku do końca przez zarządców kuli ziemskiej. Jest to przerażająca wizja świata gdzie człowiek jest tylko wymienialnym trybikiem w mechanizmie społecznym, którego jedynym celem jest… w zasadzie nie wiadomo co, chyba tylko i wyłącznie trwać. Trwać w permanentnej szczęśliwości.
Można stawiać tezę że „Brave New World” jest coraz bardziej aktualny – oczywiście jak każda wizja świata przyszłości jest przerysowany i daleki od spełnienia, jednak mechanizmu które opisuje Huxley zyskują coraz większą popularność w naszej współczesności. „Warunkowanie” czyli w zasadzie od dziecka kształtowanie jedynie słusznego poglądu, jedynie słusznej politycznej poprawności, jedynie słusznego zachowania czynione na masową skalę jest znakiem naszych czasów. Ukierunkowywanie naszej świadomości na cel jakim ma być permanentne szczęście w bezpiecznym otoczeniu są już dziś dla nas wartościami większymi niż namiętność, wolność, moralność, czy zwykłe poszukiwanie nieznanego. Bycie wiecznym dzieckiem którego nie dotyczy pojęcie odpowiedzialności a co za tym idzie rozgraniczanie dobra i zła i mierzenie się samodzielnie z przeciwnościami losu. Wszystko to świetnie widać patrząc na naszą rzeczywistość z odpowiedniego dystansu.

Kiedy czytałem „Nowy Wspaniały Świat” znalazłem kilka zdań które zacytowałem powyżej tuż pod słowami agenta Smitha z Matrixa. Jakże podobne to tezy. Ktoś mógłby powiedzieć że przecież jedno zaprzecza drugiemu – matrixową krainę szczęśliwości spotkało to samo co w świecie Huxleya krainę indywidualizmu.
Tu musimy powrócić do warunkowania – czegoś o czym bracia Wachowscy zupełnie zapomnieli, czegoś co sprawiło że kraina wiecznego szczęścia Huxleya jest bardziej realna niż matrixowy świat traktujący mimo wszystko ludzi jako indywidualności które wyrastają na w pełni autonomiczne jednostki popychane emocją i egoizmem, choć służyć maja jedynie za bateryjki.
Matrix jest w swojej strukturze podobnie naiwny jak Orwellowskie „1984” - pomija fakt że ludzi kształtują warunki i społeczeństwo ich otaczające, i niezależnie od inteligencji, sposobu dorastania, idei wśród których rodzi się tłum zwany społeczeństwem, człowiek tak kształtowany zawsze pozostaje człowiekiem wraz ze wszystkimi swoimi cechami - emocjami, poczuciem sprawiedliwości uwarunkowanym takim czy innym systemem wartości, chęcią dokonywania wyborów i wybieraniem między dobrem i złem, egoizmem czy wszelkimi słabościami.
Huxley sięga do podstawy i tym samym wytycza nową drogę zniewolenia o wiele bardziej niebezpieczną niż ta matrixowa czy kojarzona z wszechobecny Wielkim Bratem.
Tak naprawdę największym hegemonem człowieka jest on sam – zatem czemu tego nie wykorzystać? Czym jest króliczek za którym gonimy (a ponoć nie ważny on ino samo gonienie)? Czy gdy nie musimy gonić i gdybyśmy każdego króliczka mieli na wyciągnięcie ręki chciałoby się nam uganiać bez celu? Czy człowiek bez celu potrafi się buntować?
W końcu zasadnicze pytanie skoro nie ma celu, skoro nie ma przeciw czemu się buntować, skoro „każdy należy do każdego” to po co wolność? Co to w ogóle jest wolność?
Wizja Nowego Wspaniałego Świata pokazuje że tak naprawdę nie chodzi o to czy pozwalamy czy też nie pozwalamy na odbieranie nam wolności, swobody dokonywania wyborów, odarcia życia z nieodgadnionego na rzecz bezpieczeństwa i powszechnego szczęścia ale o to że człowieka można zaprogramować tak aby tych wszystkich pytań sobie nigdy nie zadał. Że każdego można ukształtować tak aby nie znał takich pojęć a naczelną wartością aby była stabilność i szczęście. Co najgorsze, jest to wbrew pozorom o wiele prostsze od przymusu niewoli – bo chyba w samej naturze ludzkiej jest chęć do unikania cierpienia, chęć do permanentnego spełnienia, orgazmu w którym można zatracić się bez żadnych konsekwencji i który trwałby po wieki. Wolność? Po co wolność skoro można mieć to wszystko. Moralne rozterki, poczucie sprawiedliwość, historia. Po co one skoro jest nam dobrze a gdy tylko przestaje być wystarczy tabletka i wszystko wraca do „normy”.

Jest jednak pewien problem – rzecz w tym że im społeczeństwo inteligentniejsze, mądrzejsze, ukształtowane tak aby było bardziej samodzielne tym świat szczęśliwości przestaje być paradoksalnie tak atrakcyjny.
Z jednej strony z prozaicznej przyczyny – w każdej społeczności jest pełno zadań do wykonania od tych najbardziej skomplikowanych po najprostsze - typu zamiatanie ulicy. Człowiek samodzielny dostrzega to że nie jest gorszy od kogoś kto zajmuje o wiele lepsze stanowisko przez co zaczyna dążyć do tego aby zająć to lepsze stanowisko. A tego stabilnemu społeczeństwo nie potrzeba.
Z drugiej strony – człowiek samodzielny i myślący, zaczyna zastanawiać się, zaczyna zagłębiać się w samego siebie a przez to pożądać odpowiedzi na coraz bardziej skomplikowane pytania. Co więcej poszukiwać zaczyna nie tylko fizycznego spełnienia ale dostrzega też (cokolwiek by to miało znaczyć) swego ducha który oczekuję podobnych stymulacji co ciało.

Poza warunkowaniem trzeba zatem jakiegoś skuteczniejszego sposobu na ograniczenie takiego myślenia. Niewolnictwo czy też jego przyjemniejsze i subtelniejsze odmiany typu feudalizm czy demokracja wymagają „populacji optimum - modelowanej na proporcjach góry lodowej: osiem dziewiątych pod wodą, jedna dziewiąta ponad”. Większość podporządkowana mniejszości – wiekszość pracująca ku uciesze mniejszości. Z historii wiadomo że to rodzi bunt, choć w miarę postępu cywilizacji jak wiemy coraz mniejszy. Właśnie dzięki coraz przyjemniejszemu życiu niewolników, stabilizacja nie wymaga angażowania siły i środków na jej utrzymanie. Zamiast siły mamy masmedia które mózg potrafią wyprać o wiele sprawniej niż najgorsze tortury i bezpośrednie zastraszanie.
Huxley czyni oczywiście uproszczenie tworząc te doskonałe proporcje dzięki zabiegom genetycznym. Jednak spełnienie i tej jego przepowiedni jest całkiem możliwe, może w jakiejś niewiele mniej zmodyfikowanej formie.

Moje refleksje, ktoś spyta? Zacząłem wątpić w wolność. To co mnie najbardziej uderzyło to chyba słowa zarządcy jakie wypowiada do Dzikusa:
Bo nasz świat jest inny niż świat Otella. Nie można produkować aut nie mając stali, nie można tworzyć tragedii bez społecznej niestabilności. A dziś świat jest stabilny. Ludzie są szczęśliwi; otrzymują wszystko, czego zapragną, a nigdy nie pragną czegoś, czego nie mogą otrzymać. Są zamożni, bezpieczni, zawsze zdrowi; nie boją się śmierci; żyją w stanie błogiej niewiedzy o namiętnościach i starości; nie prześladują ich matki i ojcowie; nie mają żon, dzieci, kochanków ani kochanek, budzących silne uczucia; są tak uwarunkowani, że praktycznie nie są w stanie postępować inaczej, niż powinni. A jeśli coś nie gra, pozostaje soma, którą pan, panie Dzikus, wyrzuca przez okno w imię wolności. Wolności! Roześmiał się. - Oczekiwać od delt rozumienia, co to jest wolność! A potem, żeby rozumiały Otella! O mój poczciwy chłopcze!

I tak chyba jest. Mówić o wolności w dzisiejszym świecie, choć jeszcze nie tak doskonałym, nie tak wspaniałym i nowym. Wariactwo.

I jedno co mnie pocieszyło to kolejne słowa zarządcy:
Mógłby kto pomyśleć, że grozi mu ucięcie głowy - powiedział zarządca, gdy drzwi się zamknęły. - A gdyby miał choć odrobinę rozsądku, to by zrozumiał, że ta kara w gruncie rzeczy jest dla niego nagrodą. Wysyła się go na wyspę. A więc wysyła się go do miejsca, gdzie zetknie się z tak zwaną interesującą grupą mężczyzn i kobiet, jakiej nie spotka nigdzie indziej w świecie. Z ludźmi, którzy dla takich czy innych powodów mieli zbyt wielką świadomość swej indywidualności, by móc się dopasować do wspólnotowego życia. Z ludźmi, których nie zadowala prawowierność, którzy mają własne, niezależne idee. Z każdym, krótko mówiąc, kto jest kimś. Wręcz zazdroszczę panu, panie Watson.
(…)
Dobrze się składa - dodał po chwili - że mamy na Ziemi tyle wysp. Nie wiem, co byśmy bez nich poczęli. Trzeba by was chyba upchać do komór gazowych.

Co by nasi realni kierownicy kuli ziemskiej mieli też takie podejście… Miło by było.

12345 Oceń post
Loading ... Loading ...

Komentarzy