Pamiętam jak będąc pacholęciem dorwałem atlas anatomiczny człowieka i jakżem wtedy był zafascynowany tym co zobaczyłem. Kartkowałem ten atlas i kartkowałem. Z biegiem lat z “teorii” powoli przechodziłem do “praktyki” odkrywając różne zagadki zarówno swojego ciała jak i ciała tej czy innej kobiety. Ta fascynacja ciałem, ogrom niewiadomych i ekscytacja odkrywaniem kolejnych zagadek - to wszystko do tej pory jest intrygujące i tylko czekam na to jak kolejny dzień uraczy mnie kolejnymi boskimi doświadczeniami w odkrywaniu tego niezbadanego świata emocji, metafizycznego połączenia ciała i ducha.
Człowiek i jego fizyczność stawały się sakrum - czymś znacznie więcej niż fizycznym bytem. Bo dajmy na to nie ma recepty na orgazm - raz wystarczy muśnięcie a innym razem trzeba do tego wyciśnięcia siódmych potów. Raz kolacji przy świecach i wielogodzinnego seansu nieśpiecznych uniesień, innym, zwykłego solidnego rżnięcia w bramie. Tysiące malutkich reakcji na słowa, gesty, dotyk i ciało w zgrabny sposób poprowadzone pozwala odkrywać “nieskończone przestrzenie nieziemskiego świata”. Do tego nie wystarczy ginekologiczna wiedza i znajomość atlasy anatomicznego.
Teoretycznie wszystko wiadomo penis, łechtaczka, sutki zakończenia nerwowe. Z teorii dowiemy się nawet tego że ból jest bardzo bliskim przyjacielem ekstazy i że oba te zjawiska mają ze sobą wiele wspólnego. Tylko że jeden siadając u dentysty i obrywając po nerwie wiertłem nic tylko się skrzywi i będzie wspominał rzecz z największa odrazą a inny potraktuje to jako zabawną namiastkę erotycznych uniesień. To całe sakrum ciała, jego ezoteryczność i zawiłość połączeń realności z metafizyką pozwalają być człowiekiem - tworzyć, unosić się ponad przeciętność, doświadczać niezwykłości, dawać natchnienie i je brać, robić rzeczy wielkie ale i te spętane zapachem codzienności.
Dziś okazuje się że to są bajki. Mamy świat z koszmarów de Sade’a. Ciało można wystawić między proszkiem do prania a pastą do zębów. Sakrum jest zbędne. Ciało trzeba z niego obedrzeć. Potraktować jako komputer, bezduszną machinę. Sto dwadzieścia obrotów palcem z naciskiem nie przekraczającym tylu i tylu newtonów wokół łechtaczki i mamy orgazm. Tu serce, tam nerka. Tam skóra a tu mięsień. Reakcja na bodźce taka a taka. Gotowa recepta na interakcje.
Odkrywamy tajemnice i dajemy ją na talerzu każdemu. Kupisz sobie czipsy, obejrzysz kilka ciał rozłożonych na czynniki pierwsze i będziesz wiedział więcej. Sakrum do niczego nie jest potrzebne - należy je odrzucić. Bogów nie ma a człowiek to jedynie nędzny ząbek w trybiku państwa i jego historii. Odrzuć sakrum. Odtwarzaj, nie szukaj. Ciało. Cóż w nim świętego.
Jakoś takie mam wrażenie że świat który pokazuje zwłoki w supermarkecie to świat w którym za parę ładnych lat bez żadnych konsekwencji znajdę się na orgii podczas której atrakcja wieczoru będzie wyjęcie na żywo ośmiomiesięcznego płodu z ciała kobiety poprzez rozcięcie jej podbrzusza, pozostawienie jej z wnętrznościami na wierzchu jako zbędnego już w tym momencie obiektu a następnie wspólna konsumpcja czegoś co w przeszłości naiwniacy uznawali za przyszłego człowieka.
Tylko że to będzie zwykła czynność - przynosząca namiastkę emocji, co najwyżej odrobinę fascynacji tak jak fascynujemy się fajerwerkami a potem idziemy dalej jak gdyby nigdy nic; przynosząca odrobinę podniecenia z czynienia czegoś co kiedyś szaleńcy uważali za do szpiku złe. Bo cóż to jest dobro i zło jak nie wytyczone przez społeczeństwo i jego hegemona czyli państwo normy.
Taka najwidoczniej nasza karma - duch czasu.


6 głos(ów), średnia: 3.83

qatryk:


