Swego czasu napisałem tekścik o podobnym tytule - dotyczył wtedy sprawy zatrzymania autorów serwisu napisy.org.
Na początek początek z tamtego tekstu:
Z piratami to ciekawa historia. Bo piraci są różni. Np taki Sir Francis Drake. No bo niby pirat, ale dla korony angielski żaden pirat ino korsarz. A u Niemców to i pomnik ma. Za kartofle, no ale ma. Za wikipedią tak napisali mu:
“Sir Francisowi Drake’owi, który rozpowszechnił ziemniaki w Europie. Miliony rolników całego świata błogosławią jego nieśmiertelną pamięć. To ulga dla biedaków, bezcenny dar Boży, łagodzący okrutną nędzę”.
Ogólnie niniejszy tekst ma być jednym wielkim odwołaniem się do tekstów w sieci a za tym pięknym przykładem bezsensu wymysłu czegoś takiego jak własność intelektualna w wirtualnej rzeczywistości - gdzie można linkować, cytować, kopiować bez większego wysiłku i co najważniejsze bez najmniejszej straty dla pierwotnych autorów.
A tekst ten sprowokowały dwa wpisy jeden xiazeluki, drugi galopującego majora. Pod pierwszym mamy dość długą ale i ciekawą dyskusje którą przejrzałem pobieżnie. Co z niej wynika - zasadniczo nie wiem, bo zasadniczo nie rozumiem sporu.
Rzecz w tym że obracamy się w przestrzeni pojęć które każdy jak zwykle inaczej rozumie.
Więc pokrótce moje zdanie:
co innego prawo autorskie a co innego własność intelektualna. Własność intelektualna to chory wytwór cenzury (o historii własności intelektualnej można poczytać w bardzo ciekawym artykule “Zapowiedź świata post - copyright“) który stoi w jawnej sprzeczności z podstawową wartością dla każdego człowieka jaką jest własność materialna.
W naszym świecie własność intelektualna za sprawą bezmyślnej polityki staje się jakąś uberwłasnością. Otóż bowiem jest tak że własność niematerialna ogranicza nam wszystkim swobodę w korzystaniu z własności pierwotnej - tej materialnej.
Nie możesz na swojej płycie nagrać czegokolwiek. Nie możesz odsłuchać na swoim radio tego co chcesz. Nie możesz z kupioną ponoć na własność płytą zrobić co zechcesz. Nie możesz wykorzystać swojej gitary tak jak zechcesz i zagrać na niej kawałka Beatlesów. Na każdym kroku tam gdzie pojawia się pojęcie własności intelektualnej pojawia się ograniczenie własności materialnej. Można to uważać za słuszne. Jednak warto się zastanowić nad konsekwencjami. A zgodnie, z jak mi się wydaje, opinią naszego wielkiego salonowego legalisty majora grunt to konsekwencje w prawie.
Kontynuując rozważania na temat piratów i dotykając sprawy konsekwencji prawa (a raczej jego niekonsekwencji) popełniłem i taki tekst:
Wysoki Sądzie,
na fali ostatnich częstych zatrzymań tych groźnych przestępców jakimi są złodziej własności intelektualnej, chciałby zwrócić uwagę Wysokiego Sądu na dość ważny fakt nie wywiązania się Policji i Prokuratury z swoich obowiązków. Z żalem stwierdzam iż oba organy egzekwowania prawa w naszym kraju, mam nadzieje iż po prostu z powodu zwykłej nieświadomości, nie wywiązały się z swoich ustawowych obowiązków, i nie zabezpieczyły najważniejszego z dowodów wcześniej wspomnianych przestępstw. Wysoki Sądzie z całym szacunkiem, ale jeżeli mamy żyć w państwie prawa, nie możemy pomijać w wypadku tak ważnych spraw, będących tak istotnym elementem naszego ładu cywilizacyjnego i kulturowego, tak podstawowych dowodów rzeczowych. Policja wraz z prokuraturą zbierając dowody, co się bardzo chwali, zabezpiecza komputery osób które dopuściły się ataku na własność intelektualną. Pragnę jednak zauważyć iż główne narzędzie zbrodni nadal pozostaje niezabezpieczone.
Dlatego jako prawy obywatel, któremu leży na sercu dobro Państwa, który nie może patrzeć obojętnie na ewidentne podważanie nieomylności naszego prawa, składam wniosek o zarekwirowanie i zabezpieczenie głównego narzędzia zbrodni jakim posługują się tak zwani piraci komputerowi, Internetu.
Wysoki sądzie jeżeli zatrzymany zostaje człowiek który posiadał broń -rekwiruje mu się tę broń, i niezwłocznie po uzyskaniu informacji skąd ta broń pochodzi, ja jako obywatel mam pełne przekonanie iż organy ścigania wkraczają, likwidują i zabezpieczają takie źródło. Jeżeli dajmy na to broń jest sprzedawana w fabryce groszku i kalarepy, to ja jako uczciwy obywatel mogę być pewny że produkcja w takiej fabryce, przynajmniej na czas śledztwa, do wyjaśnienia czy poza handlem bronią, groszkiem i kalarepą nie służy ona (ta fabryka) do innych niecnych celów, zostaje zamknięta. Dlatego nie rozumiem czemu prokuratura nie wydała nakazu zamknięcia na czas śledztwa przeciwko tym bandytom, mającym za nic własność intelektualną, będącą przecież podstawą naszej cywilizacyjnej odpowiedzialności i odróżniającą nas od zwierząt, ich głównego narzędzia i źródła nieprawości czyli Internetu.
Wnoszę zatem o natychmiastowe naprawienie tego błędu, tak aby moje państwo obroniło moja osobę przed tym bandyckim procederem, i aby już zatrzymanych przestępców można było w sposób uczciwy (nie jesteśmy przecież barbarzyńcami) osądzić i wymierzyć im uczciwą acz surową karę. Najlepiej pozbawienia wolności (choć w tym wypadku wydaje mi się iż kara śmierci byłaby najbardziej adekwatna).
I jeszcze raz powtórzę – oczekuje jak najszybszego naprawienia tego mogącego być tragicznym w skutkach błędu jakim było nie zarekwirowanie i nie zabezpieczenie na czas toczących się rozpraw Internetu.
z poważaniem
Qatryk
To chyba wystarczy w kwestii prawa.
Zastanówmy się nad innym aspektem sprawy. Kiedy mamy w obszarze wytworów intelektualnych do czynienia z kradzieżą? Czy możemy o czymś takim mówić jeżeli uznamy że własność intelektualna jako taka jest zaprzeczeniem własności i nie powinna być uznawana?
Tu znów nie będę oryginalny i przytoczę kilka zdań z mojego starego wpisu “Skopiuj i zostań złodziejem“:
Niewątpliwie jest jednak tak iż ludzie walczący o swobodny przepływ dóbr niematerialnych są myleni z tymi którzy nie szanują cudzych osiągnięć. Przyczyna tkwi głęboko. W Polsce istniej od dawna akceptacja przywłaszczania sobie pracy innych. Co gorsza najbardziej widoczna jest ona w środowiskach akademickich gdzie plagiat jest normą. Co więcej w języku polskim istnieje osobne słowo które pozwala na wytłumaczenie się i zdezawuowanie oszustwa i złodziejstwa. W języku angielskim nie występuje słowo “ściąganie”. Tam na taki czyn mówi się po prostu cheating. A co z tego wynika? Ano tylko to że gdy plagiat stał się czymś na skale masową, grupy w które najbardziej to uderzało coraz silniej zaczęły dopominać się swoich praw do uznawania ich autorstwa. To w dużej skali zostało wykorzystane przez firmy które skupiały od autorów ich prawa, i w “trosce” o dobro autorów zaczęły się dopominać ich praw. I tu pojawia się problem bo oszuści wcale nie dostali po nosie. Najbardziej na swojej skórze odczuwa to zwykły obywatel. Już teraz każdy kto posiada komputer i nagrywarkę w wielu krajach jest podejrzany i inwigilowany. Oszuści wcale a wcale nie mają się gorzej. Z jednej strony zamiast pracy na rzecz zapobiegania i zmiany modelu marketingowego sprzedaży i dystrybucji takich dzieł jak muzyka, film czy książka, podejrzani stają się wszyscy, z drugiej powszechna akceptacja dla przywłaszczania sobie cudzego wysiłku intelektualnego w postaci choćby badań i tekstów sprawia że prawdziwi złodzieje wciąż mogą czuć się bezkarnie. O wiele trudniej jest wykryć skutecznie przestępstwo niż podejrzewać o takowe każdego kto ma możliwość jego popełnienia.
Dzieło jako takie stanowi integralną całość - niezależnie w ilu wystąpi kopiach - czy pozostanie w umyśle autora, czy też wystąpi w różnych postaciach w milionach egzemplarzy. Prawo autorskie to kwestia uznania wysiłku autora poprzez honorowania go przy kolejnych formach publikacji kopii dzieła pierwotnego. Inaczej mówiąc - choć własność intelektualna nie ma nic wspólnego z własnością jako taką, to przypisywanie sobie autorstwa danego dzieła jest zwykłą kradzieżą i oszustwem.
Własność intelektualna jest sztucznym nadawaniem rzadkości rzeczą z natury nierzadkim - i tak jak natura wyposażyła własność materialną w tę cechę tak człowiek nigdy nie będzie w stanie nadać jej obiektom niematerialnym - no chyba że ulegnie w co wątpię totalitaryzmowi.
Co jest głównym argumentem na rzecz własności intelektualnej? To że biedni artyści nie będą w stanie zarabiać. Tylko to jest pogląd całkowicie błędny. Artyści zarabiali gdy nie było praw własności intelektualnej i każdy mógł sobie dzieło kopiować, odtwarzać czy co tam z nim robić. Tak samo teraz mają ku temu okazje i rzecz w odnalezieniu jedynie odpowiedniego modelu marketingowego. Cały okres istnienia własności intelektualnej to okres przywilejów władzy i korporacji które tymi prawami wycierając sobie gęby dbały o swoje interesy - czy to w przypadku korporacji chodziło o zwykłe bogacenie się kosztem artysty, czy też w przypadku polityków chodziło o zwykłą cenzurę (o tym wszystkim we wspomnianym wyżej artykule “Zapowiedz świata post-copyright”).
I tu, wracając do sprawy modeli marketingowych, znów przypomnę kawałek swojego tekstu, tym razem pt. W dupach się poprzewracało! - czyli grawitacja dotyczy tylko Newtona:
Problem polega na tym że jakoś ludzie nie potrafią się wyrwać się “z mentalnej niewoli”, choć pierwsze kroki są stawiane nieśmiało już od dość dawna.
Przejdźmy do innej dziedziny. Oprogramowanie. Każdy już chyba słyszał o Linuxie. Tajemniczy, anarchistyczny system dla hackerów i freaków w sweterkach a’la Kononowicz i okularkach. Wszystkim którzy tak myślą proponuje ściągnąć sobie ze strony ubuntu.pl obraz płytki wypalić i odpalić wersję LiveCD. Działa? Działa.I to jak działa:>
Podsumowując - na koniec znów wpadnę w samouwielbienie i zacytuje sam siebie z forum kolibrów na którym swego czasu wziąłem udział w dyskusji nt. własności intelektualnej:
dwa podstawowe argumenty
- aby coś mogło być własnością musi posiadać znamiono rzadkości - powietrze nie może być niczyją własnością - np tylko komuchy mają zapędy aby opodatkować powietrze (a przynajmniej takie pomysły mieli swego czasu). Informacja w takiej czy innej postaci nie jest rzadka - można ją bezstratnie powielać a zatem nie występuje tu zwyczajne odebranie (kradzież) komuś jego rzeczy.
Jakbyśmy żyli w świecie gdzie mercedes klasy s jest dostępny za pomocą czarodziejskiej różdżki to żaden właściciel mercedesa klasy s nie miałby pretensji jakby ktoś przyszedł wziął sobie jego mercedesa a na jego miejscu pozostawił identyczny co do joty samochód - przy czym to jest o tyle zła analogia że raczej powinniśmy powiedzieć że przechodząc obok mojego mercedesa ktoś sobie za pomocą tej różdżki robi takiego samego i nim odjeżdża a nie tym moim.
Oczywiście tu dochodzimy do tego czy jest to moralne czy nie, ale to na tę chwilę pomińmy.
- druga sprawa to niematerialność - niematerialność sprawia że tak naprawdę nie wiemy co jest czyim pomysłem. Teoria względności to zbiór postulatów i teorii innych autorów niż Einstein i w zasadzie nie odkrył on w tej dziedzinie nic co wcześniej nie zostało odkryte ale to on to wszystko scalił i poskładał do kupy. Komu zatem należy się prawo do korzystania z odkryć jakie pociągnęła za sobą teoria względności?
Ponadto niematerialność nie może podlegać prawu własności bo to co jest niematerialne zaraz po poznaniu staje się częścią nas. Jeżeli usłyszymy coś, poznamy jakąś idee to mamy na ten temat wiedzę i jeżeli ktoś zabroni nam z tej wiedzy korzystać (o ile nie pozyskaliśmy tej wiedzy na skutek umowy z jej wcześniejszym posiadaczem) to znów staje to w sprzeczności z prawem do samoposiadania. Czyli nie możesz korzystać z pierwotnej własności jaką jest twój mózg.
Zaznaczam oczywiście że informację może ktoś nam przekazać na skutek zawarcia z nami umowy - umowa rzecz święta i trzeba ją szanować - godzimy się na ograniczenie naszej swobody za cenę nie dzielenia się tą wiedzą z nikim innym. Ale w naturze ludzkiej jest dzielenie się informacjami z innymi. Co więcej jest też i tak że niektórzy no niestety nie traktują umów poważnie i je łamią. Wszystko jest oki gdy mamy do czynienia z własnością materialną - idzie się do sądu i taki kolo musi płacić odszkodowania jeżeli np nie dotrzymał punktów kontraktu na budowę domu. Podobnie uważam winno być z umowami dotyczącymi informacji i rzeczy niematerialnych, z tym że jeżeli ja nie zawieram umowy z nikim a otrzymuję tę informację lub rzecz niematerialną to nikt nie ma prawa mnie ograniczać.
–
Najważniejsze jeszcze na koniec - nie za bardzo z pamięci mogłem coś rzucić, ale tylko dlatego że blog Maćka jest jednym wielkim zbiorem doskonałych tekstów demaskujących totalniacki i co jest jeszcze większym grzechem hipokrycki charakter całego przemysłu i artystów związanych z obroną własności intelektualnej.
Zapraszam wszystkich do czytania naczelnego infoanarchisty, przy okazji jednego z programistów Wiedźmina - Maćka Miąsika.

qatryk:



0 Odpowiedzi do “Dzieci kapitana Drake’a raz jeszcze”