Warning: fopen(/home/patryk/public_html/blog/wp-content/backup/.htaccess) [function.fopen]: failed to open stream: No such file or directory in /www/global/qatryk/wp-content/plugins/backupwordpress/functions.php on line 377
Cannot open file (/home/patryk/public_html/blog/wp-content/backup/.htaccess)
Warning: fwrite(): supplied argument is not a valid stream resource in /www/global/qatryk/wp-content/plugins/backupwordpress/functions.php on line 381
Cannot write to file (/home/patryk/public_html/blog/wp-content/backup/.htaccess)
Warning: fclose(): supplied argument is not a valid stream resource in /www/global/qatryk/wp-content/plugins/backupwordpress/functions.php on line 385

Warning: Cannot modify header information - headers already sent by (output started at /www/global/qatryk/wp-content/plugins/backupwordpress/functions.php:377) in /www/global/qatryk/wp-includes/feed-atom.php on line 8
Qatrykowe boje 2010-01-06T17:40:32Z WordPress http://qatryk.pl/feed/atom/ qatryk http://qatryk.pl <![CDATA[Zatrzymywanie czasu]]> http://qatryk.pl/?p=562 2009-12-24T13:01:26Z 2009-12-24T12:52:26Z Timmy niezasłużenie zrobił mnie bohaterem swojej opowieści. Pół dnia chciałem mu coś odpisać i naprawdę nie wiedziałem co.

Ładnych kilka lat temu, w pogodę mniej więcej taką jaką mieliśmy kilka dni temu, stałem na przystanku. Po drugiej stronie ulicy szedł starszy człowiek o kulach. Ledwo szedł i cały czas w jakiś pokraczny sposób odchylał się w tył. W końcu musiało się stać nieuniknione - staruszek zwyczajnie poleciał bezwładnie na plecy prosto w kałużę. Ktoś mu pomógł, postawił na nogi i poszedł. Staruszek podszedł pod ścianę pobliskiego budynku, oparł się i znów wywrócił. Tym razem minęło nieskończone 15-20 sekund nim ktokolwiek się nim zainteresował. Kiedy znów stał na nogach, mokry, dygoczący dalej walczył, starał się pokonać kolejne centymetry. Bo to nie była nawet walka o kolejny krok. On miał problem z przejściem kolejnych centymetrów.

Wtedy po raz pierwszy chyba zatrzymał mi się czas. Tamta chwila trwa do dziś.

Stałem na tym pieprzonym przystanku i patrzyłem jak poza czasem zniszczony człowiek walczy i się nie poddaje. Rzeczywistość obok mknęła a ja mimo, tak mi się zdaje, braku tej ignorancji którą otoczenie rzeczywistości przenikało tamto miejsce stałem jak sparaliżowany.

Potem wsiadłem do autobusu.

Przez kolejne dni czułem się tak podle, tak obecny w tamtym zatrzymanym czasie, a przede wszystkim przenikająco bezradnie, że obiecałem sobie że nigdy więcej takie oderwanie od czasu nie przysporzy mi tego cholernego uczucia które po dziś dzień przeszywa moje ja.

Wracając pewnej nocy do domu przysiadłem na przystanku na którym usiadł również bezdomny. Brudny, zarośnięty ale z takim dziecięcym uśmiechem niewinności poprosił o papierosa. Zapaliłem z nim. Coś mi opowiedział. W zasadzie w kilkunastu słowach przerywanych długim milczeniem opowiedział historie swojego życia.

Kiedy tak siedziałem z nim na tym przystanku a on z tym swoim niczego nie oczekującym, pełnym podziwu i beztroski uśmiechem patrzył w niebo na spadające krople deszczu czas się zatrzymał. I przecież mogłem skupić się na smrodzie i z odraza odejść nie widząc, nie przeżywając tej magii którą być może tamta chwila została przeze mnie obdarzona zupełnie niesłusznie.

Gdy umierał mój dziadek prosił mnie abym sadzał go na łóżku aby mógł popatrzeć przez okno. Bezwładne ciało, zniszczone przez chorobę która przenikała każdą komórkę jego ciała powodując niesamowity ból który odciskał się na jego spokojnej twarzy. Nie narzekał. Siedząc tak z nim tworzył się piękny wspaniały świat. Człowiek który umiera, który doświadczył na świecie wielu trudów, przykrości, który był swego rodzaju bohaterem, zniszczony przez upadlająca chorobę miał w sobie do ostatnich chwil dziecięcy zachwyt nad powabnością i pięknością świata. Przez to okno w które razem patrzyliśmy dostrzegał to co wydawać by się mogło błahością, nieistotnością, czymś nad wyraz zwyczajnym i zmieniał to w cuda. Błękit nieba, zieleń drzew, śpiew ptaków. I gdy podążając za nim, jego słowami podziwu odkrywałem świat za oknem, gdy zaczynałem widzieć jego oczami tworzyła się rzeczywistość przepiękności która istnieje poza czasem i będzie istnieć i po mój kres.

Nie chodzi o to aby się zatrzymać. Nie chodzi o te pierdoły którymi w taki czas jak ten, wlewają nam do głów różni moraliści. Nie chodzi o to aby zastanawiać się. Chodzi o to aby żyć i w tym życiu za każdym razem szukać nadzwyczajności. Żeby w banale dostrzegać niezwykłość. Żeby w człowieku nieciekawym odnaleźć część siebie. A resztę odrzucić.

Pozbawić świat automatyzmu, pustki, szarości mentalnej. Wtedy właśnie czas się zatrzymuje i chwila przeciąga się w nieskończoność tworząc kolejne światy w które można wracać.

Bawcie się, pijcie, jedzcie ku chwale Dionizosa i znajdujcie swoje światy w których czas nie istnieje.

]]>
0
qatryk http://qatryk.pl <![CDATA[Prewencja]]> http://qatryk.pl/?p=561 2009-12-08T01:08:23Z 2009-12-08T01:08:23Z Jak podaje słownik języka polskiego prewencja to zapobieganie naruszaniu norm prawnych.

Wpisując to hasło do słownika synonimów znajdziemy tam również takie słowo jak profilaktyka.

Z językiem jest ten problem że wyrazy podobne często dotyczą diametralnie różnych rzeczy. Gorsza sprawa dla tego języka gdy dotyczą one takich rzeczy jak prawo - definicje słów w języku prawnym, a przede wszystkim w języku dla prawniczego bełkotu pierwotnym, czyli języku polityki zazwyczaj od ogólnie przyjętego “czucia” różnią się tym czym różni się jezioro od bagna. Ewentualnie stanowią pustosłowie. Walka o pokój to jeden z takich cudownych lapsusów który sam w sobie jest pustosłowiem, a dajmy na to przy ataku Amerykańskich wojsk na ten czy inny kraik jest tym samym co orwellowskie ministerstwo prawdy - w państwie wielkiego brata też wszyscy, prócz kilku wiarołomców, ufali i wierzyli w tą “prawdę”.

Co oznacza profilaktyka? Profilaktyką jest mycie zębów coby nam nie powypadały, podcieranie tyłka coby nas w towarzystwie nie swędział, profilaktyką jest uprawianie sportu czy zdrowe odżywianie. Profilaktyką jest zakładanie gumki gdy ulegniemy w przypływie emocji instynktom. To również zainstalowanie sobie antywirusa na komputerze. Ja np czasem profilaktycznie kupuje sobie w piątek, nim wieczorem wyjdę zdobywać niczym Pinki i Mózg świat, butelkę wody i stawiam ją przy łóżku, bo a nóż w sobotę się rano okażę że plan się nie do końca powiódł. Profilaktyka to zbiór naszych zachowań które w bliżej nieokreślonej przyszłości pozwolą nam uniknąć jakiś przykrych konsekwencji. Profilaktyka to świadomy indywidualny wybór.

Prewencja. Czym jest prewencja? A w zasadzie jak ja rozumiem sam ten wyraz, samo słowo i jego sedno. Prewencja to dajmy na to zatrzymanie kilku łysych obywateli w dresach, wylegitymowanie i ewentualne obserwowanie tak aby ofiary chemioterapii i problemów z hemoroidami (ponoć przy hemoroidach dobrze nabyć dresik coby nie uciskały spodenki w kroku) przypadkiem nie postanowiły sobie że a to czyjeś lusterko w samochodzie im się by przydało, a to czyjś portfel, a to przypadkiem tak w ramach niespodziewanki za darmo jakiś przechodzień od nich nie dostał po nerach. Kilkadziesiąt razy. Prewencja to obstawienie stadionu przez policje w trakcje meczu. To również zerknięcie co tam u pana Mietka co to kilka razy żonę uczył pięściami jak się zupę przygotowuje. To zapewne też zatrzymanie pani/pana który jedzie samochodem z bliżej nieokreślonego powodu zygzakiem - być może ma zawał, napad astmy albo urżnął sie tak że komletnie nie kontroluje tego co robi.

Byłoby jednak zbyt pięknie aby to co nasi dziadkowie ustalali za definicję słów nie ewoluowało. Tzn. gdyby ewoluowało w sposób w jaki wyewoluowały ćmy białe w ćmy czarne byłoby całkiem miło. Gorsza sprawa że w tym akurat przypadku mamy raczej do czynienia z brutalną, pełzającą rewolucją.

I są dwie strony tej rewolucji. Prewencja łączy się w dużym stopniu z słowem korelacja. Słowo korelacja oznacza że pewne zjawiska występują łącznie. Np. gdy siedzimy sobie na plaży i praży słoneczko możemy się z dużym prawdopodobieństwem spodziewać że nas przypiecze. Tu korelacja jest dość wysoka. Problem w tym że korelacja jest częścią nauki zwanej statystyką. To ulubiona z nauk polityków bo statystyka ma ten w sobie problem że z tych samych danych często można wysnuć różne wnioski. Po internecie krąży wiele opowieści o pracach magisterskich typu wpływ faz księżyca na populacje mrówkojada w południowym regionie stanu Oregon. Albo wpływ kształtu macicy matki na usposobienie do życia społecznego jej dzieci. I takie tam. Korelacji można zatem doszukać się we wszystkim. Wystarczy znaleźć dwa pasujące do siebie wykresy i stwierdzić fakt korelacji.

W ten oto prosty sposób można dojść do wniosku że człowiek pijany to najprawdopodobniej morderca i trzeba go zamknąć, że ktoś kto niezbyt przychylnie wypowiada się o żydach to w prostej linii spadkobierca adalfa h. i najpewniej i najchętniej poszedłby w jego ślady, że ilość wypadków zależy od “niedostosowania prędkości” co zawsze oznacza że ktoś zawsze za mocno wdepnął a nie to że ulice są zasłane durnymi znakami, fotoradarami i dziurami niczym Powązki vipami i autorytetami. Prewencyjnie można również zniszczyć albo zarekwirować babciną pietruszkę pod Halą Mirowską, gdyż alebowiem babcia raz że zakłóca porządek kując swoim wystawaniem na ulicy idealny obraz rzeczywistości jakiegoś krawata, a już na pewno urzędnika co powołany do dbania o porządek został, dwa prowadzi dywersję na państwo i ojczyznę migając się od przekazania podatków rządowi aby ten w swej nieomylności i nieskończonej sprawiedliwości mógł przekazać jej emeryturę. Oczywistym jest też fakt że donosik jest czymś na miarę korelacji graniczącej z pewnością, i zarekwirować można cały majątek firmy po to aby firma nie prowadziła dalej przestępczego procederu, i po to aby w przyszłości, móc pokryć nieuchronnie zasądzone odszkodowanie. To że przeważnie się zdarza tak że wyrok zapada po latach, kiedy firma jest bankrutem, a sprzęt który i tak jest już nic nie wart, jakiś czas temu zaginął z magazynów policyjnych to tylko mała drobnostka, niewielki błąd systemu któremu przecież należy wierzyć i ufać. I tak dalej i tak dalej.

Jest druga rzecz, jeszcze gorsza. O ile korelacje jeżeli dobrze pokopać można odrzucić w wielu przypadkach, bo jakby nie było statystyka jest nauką która opiera się na logice i nie ma w niej półprawd, a tylko łatwość w formułowaniu na jej podstawie błędnych opinii to rzecz od której de facto wyszedłem jest, jak dla mnie nie do przeskoczenia.

Polityka to taka czarna magia która z sukcesami niczym Kaszpirowski potrafi ludziom wmówić że to co do pewnego momentu było profilaktyką, osobistym, świadomym wyborem winno się stać obowiązkiem, prawem i zostać wchłonięte w definicje prewencji. Wyświechtane (jeden z naczelnych argumentów wolnościowców które do zarzygania skutecznie obrzydził wszystkim, łącznie ze mną, pan w muszce) pasy które większość rozsądnych ludzi tak czy inaczej by zakładała, zakaz spożywania alkoholu tu i ówdzie, palenia w jeszcze większej ilości miejsc, o jaraniu zielska i łykaniu chemikaliów nie wspominając. Zakaz wycięcia własnoręcznie posadzonego drzewa na własnej ziemi, nakaz posiadania certyfikatu energetycznego, zakaz grania w pokerka z kumplami na kasiore w miejscu w którym kilku anonimowych panów nie będzie mogło z tego czerpać korzyści, a wraz z nimi kumple co im takie prawo załatwili.

I tak by można wymieniać i wymieniać. I z każdym rokiem wymieniać coraz więcej. Aż rad niewola dojdziemy do momentu w którym w świetle prawa prewencyjnie udawać się będziemy o ściśle wyznaczonej porze na poranną gimnastykę, a następnie do państwowego ośrodka żywieniowego, gdzie każdy według ściśle dobranej diety otrzyma posiłek. A potem wspólne mycie ząbków. Ku lepszej przyszłości. Bo przecież o to chodzi aby nic naszemu życiu nie groziło, abyśmy byli bezpieczni i dożyli w spokoju i zdrowiu długich lat.

]]>
0
qatryk http://qatryk.pl <![CDATA[Będzie wspaniale]]> http://qatryk.pl/?p=558 2009-12-03T16:06:29Z 2009-12-03T16:06:29Z

]]>
0
qatryk http://qatryk.pl <![CDATA[W kibelku zostaw drzwi otwarte]]> http://qatryk.pl/?p=557 2009-11-20T13:59:45Z 2009-11-20T13:59:45Z Kiedyś pamiętam po sieci krążyła przeróbka jakiejś przemowy pewnej dyrektorki liceum, a w refrenie leciało w kółko: bezpieczeństwo, bezpieczeństwo, bezpieczeństwo…

Polecam przeczytać sobie trzy teksty (Miąsik, Olgierd, Vagla) na temat tekstu czwartego.

Ważną rzecz napisał Olgierd, a w zasadzie zacytował do czego służy TOR

„pozwala na przeglądanie stron blokowanych przez lokalną cenzurę i dostawców sieci. Dziennikarze używają Tora do bezpiecznej komunikacji ze swoimi informatorami oraz dysydentami. Grupy takie jak Indymedia polecają Tora jako zabezpieczenie prywatności i bezpieczeństwa swoim członkom. Aktywiści z organizacji takich jak Electronic Frontier Foundation (EFF) zalecają Tora jako mechanizm pomagający chronić wolność obywateli w sieci. Korporacje używają Tora by przeciwdziałać wywiadowi konkurencji oraz zabezpieczać przetargi przed podsłuchem. Tor jest używany jako alternatywa dla tradycyjnych połączeń VPN, które ujawniają ilość i chronologię komunikacji. (…) Wymiar sprawiedliwości używa Tora do odwiedzania i obserwacji witryn bez pozostawiania w logach rządowych numerów IP, a także ze względów bezpieczeństwa operacyjnego.

Fajnym uzupełnieniem tego jest ps Vagli z linkowanego powyżej tekstu:

Być może istotnie jest to tworzenie dobrego klimatu dla powstania Rejestru niewygodnych stron, ale biorąc za pewnik to, co w sieci TOR się pojawia, można równie dobrze lansować w mediach tezę, że w godzinach pracy Policjanci bawią się w pedofilów i publikują zdjęcia dzieci z niedwuznacznymi komentarzami.

Dość ciekawe byłoby gdyby cytaty pedofilów którymi tak podnieciła się redakcja gazety okazały się czystą prowokacją policyjną (od których jak sugeruje Vagla i z tego co wiem na onionforum ponoć aż się roi).

Ludzie się boją. Oprócz pospolitych bandytów których spotykamy na ulicach, gdzieś tam czają się oszuści, pedofile, hakerzy, i inne kreatury dybiący na naszą moralność, cnote córek i synów, oraz uczciwość którą podstępem każdy taki jeden chciałby wykorzystać do niecnych celów.

Dość ciekawym jest dla mnie ta wiara ludzi że rząd/państwo jest w stanie stworzyć raj na ziemi, odnaleźć zuooo, odizolować, no i ogólnie wyrugować je z naszego życia. Jak trzeba być wielkim naiwniakiem aby pomyśleć że wystarczy zakaz, groźba państwa że to państwo za coś będzie karać, aby jakieś zjawisko zniknęło.

Prawda jest taka że takie kreatury jak pedofile istnieć będą. Świat jak za dotknięciem magicznej różdżki nie zmieni się poprzez wydanie dyrektywy czy zapisaniu w jakimś tam dzienniku ustaw zakazu takich to a takich czynów.

Pomijając już fakt że w wielu wypadkach takie zakazy działają wręcz przeciwnie - bandzior musi być bardziej ostrożny, a to wzmaga kreatywność i powoduje urodzaj wielu pomysłów jeszcze bardziej skrytego i potajemnego działania, pomijając to że jeżeli ktoś ma nieodpartą chęć czynienia zuaaa to to zuooo czynić będzie i żaden urzędas tego nie zmieni; pomijając to wszystko najistotniejsze jest to co było jedną z tez mojej poprzedniej notki - najwięcej tracą normalni ludzie.

Po mojemu niewielką ceną za możliwości które daje anonimowość ludziom wymienionym w cytacie od Olgierda, jest aby grupka obrzydliwców tworzyła sobie jakiś ciemny zakątek gdzie mogą popuszczać wodze swej chorej wyobraźni.

To ćwiczenie tej głupiej społecznej świadomości prowadzone wespół w zespół przez państwa i media, w celu zasiania w naszych głowach strachu i wzbudzenia w nas pożądania bezpieczeństwa skończy się tym że srać będziemy pod nadzorem kamer i przy otwartych drzwiach. Czego wszystkim zaniepokojonym tym że istnieją popaprańcy na tym świecie którzy mówią o, i co gorsze robią obrzydliwe rzeczy życzę. Poczujecie się bezpiecznie.

]]>
0
qatryk http://qatryk.pl <![CDATA[Jawa snów cyberpunka]]> http://qatryk.pl/?p=556 2009-11-19T17:12:29Z 2009-11-19T17:12:29Z Chciałem się wzbić na wyżyny mojej erudycji i napisać jakiś tekst sprowadzający do absurdu cała zawieruchę z zamiarami rządu cenzury Internetu. Sprawa jednak sprawia że skacze mi jedynie ciśnienie i cisną się na klawiaturę same wulgaryzmy, więc musi to pozostać jedynie w sferze zamiarów.

Pozwolę sobie zatem jednak na moment ulżyć: pomysły blokowania, cenzurowania i zamykania ust ludziom rodzą się jedynie w totalniackich głowach ludzi którzy posiadają kompleksy małego członka. Czy to faszyści, czy komuniści, czy każdy jeden któremu marzy się władza i tę władzę kłamstwami, obietnicami bez pokrycia, obłudą i wszystkim tym co najparszywsze w człowieku zdobywa, wszyscy oni to kreatury które roją sobie w swych zakutych łbach pełnych kompleksów że wiedzą lepiej jak ludzie powinni żyć. Już nie wystarcza że zabronią ci truć się używkami penalizując hodowanie na parapecie zielonej roślinki czy testowanie samodzielnie zawartości cukru w cukrze. Nie wystarczy że zabronią ci nie martwić się o przyszłość i nie ubezpieczać się nakazując ci przymusowe sponsorowanie instytucji opartej na schemacie ponziego. Nie wystarczy im że zabiorą ci 90% efektów twojej pracy, w imię bogowie Olimpu wiedzą jakich, słusznych kolektywnych widzimisiów.

Najwyraźniejszym przejawem bycia posiadaczem mikropenisa jest gdy ma się nieustępliwe pragnienie kontrolowania cudzych myśli. Nie wiem co to ma takim ludziom wynagrodzić - być może nie spełnili oni swoich marzeń z dzieciństwa bycia strażakiem, spadochroniarzem czy innym rambem.

Pozostawiając z boku mą frustracje tym że nie jestem w stanie nic zrobić choć najchętniej zwyczajnie dałbym w pysk takim totalniackim mędrkom, przejdźmy na o wiele przyjemniejsze okopy stoicyzmu i pragmatyzmu.

Świat non stop się zmienia, nie lada prawda w tym że żyjemy w epoce informacji. To ona dziś staje się największym towarem i o nią trwa wojna. Wojna na której jak to na każdej wojnie poszkodowany najpewniej zostaje szary człowiek który nie pragnie nic ponad to co ma, ponad spokojne życie.

Nie jest to jednak blitzkrieg, bo blitzkrieg niesie za sobą wielkie ryzyko niepowodzenia a przy tym musi być dopracowany i kontrolowany. Ta wojna to proces który trwać ma lata i odbywać się na wielu frontach.

Stopniowe pozbawianie ludzi dostępu do wartościowych informacji, zarówno tych praktycznych czyli wiedzy technicznej, nauk przyrodniczych etc.  jak i kultury, informacji stanowiącej o duchu, o naszej kondycji  emocjonalnej, tym wszystkim co stanowi że stajemy się bardziej ludzcy, potrafimy racjonalizować instynkty i nad nimi panować - to wszystko choć dziś dopiero w bardzo ograniczonej formie,  polegającej przede wszystkim na przemilczaniu i zakrywaniu badziewiem pudelkami, tańcami z gwiazdami, m jak miłością, i właśnie to wszystko tylko po to aby tym dostępem mogli cieszyć się wybrani. Ktoś powie że bzdury tyle że takie wydarzenia jak ostatni spór Murdocha z Google to jedynie niewielka zajawka, dodając do tego zakulisowe rozgrywki, nienagłaśniane projekty cenzury, ograniczania dostępu do informacji daje w moim subiektywnym odczuciu dość pesymistyczny obraz.

Ta cyberpunkowa wizja, gdzie dostęp do informacji dzieli świat na tych którzy z informacji mogą czerpać korzyści i tych którzy są jedynie zdani na łaskę tych pierwszych coraz częściej daje znać o swojej trafności oceny tego co wokół nas się dzieje.

Nie chciałbym tu stawiać jakiś jasnych diagnoz. Tym bardziej nie oceniam rzeczy w kategoriach globalnego spisku mającego na celu przejąć kontrolę na ludzkością. Jak powiedziałem to jakiś demoniczny proces ewolucji. Być może w przeważającej większości jesteśmy jednak stworzeni do bycia człowiekiem z huxleyowego „Nowego Wspaniałego Świata”. Człowiekiem któremu wystarczy zapewnienie bezpieczeństwa i zaspokajania podstawowych potrzeb - wystarczy nieustający stan szczęścia i zanika potrzeba buntu, odkrywania, tworzenia.

Mnie bardziej zastanawia to czy jako jednostka która łudzi się że może oczekiwać czegoś więcej od życia,  poznawania, oddychania wolnością i nieskrępowaniem, wzniosłości i dotykania tysięcy tych wszystkich malutkich rzeczy, które czynią człowiekiem przez to że w każdej z nich tkwi cząstka innego poszukiwacza radości tego świata, czeka mnie tak jak w tej poczciwej wizji Huxleya jakaś wyspa podobnych mi zesłańców, czy też raczej bardziej realny jest los Józefa K.

Póki co pozostaje mieć złudną nadzieję że do końca mych lat będę miał gdzie uciekać a na te pytanie będą musiały odpowiadać moje dzieci. A złudną nadzieję, bo cóż nie mam na tyle sił aby stawać naprzeciw światu i próbować go zmieniać. Zresztą wszyscy ci którzy z taką mocną wiarą jednak stają do walki, z obserwacji i doświadczenia wnioskuję, że kończą jak opisywani powyżej pajace z kompleksami małego penisa.

]]>
0
qatryk http://qatryk.pl <![CDATA[Asymetria informacji czyli czemu Trystero jest uprzywilejowany]]> http://qatryk.pl/?p=555 2009-10-27T18:21:13Z 2009-10-27T11:46:36Z … i czemu nie ma w tym nic złego.

Kontynuując cykl wpisów inspirowanych wpisami cudzymi. Dziś Trystero, który jest moim w sumie, guru i często sprowadza mnie na ziemie wieloma swymi przemyśleniami, po raz kolejny dał mi pretekst do tego aby spróbować polemiki z jego argumentacją. Nic tak nie cieszy ucznia jak odrębność poglądów w stosunku do mistrza. Tym razem postaram sie jednak jakoś moje przemyślenia wyartykułować, choć do tej pory starałem się pozostawiać bez swego echa trysterowe wpisy w których pojawiały się pojęcia libertarianizmu czy szkoły austriackiej.

Co do szkoły austriackiej specjalistą nie jestem, jak i w sumie w sprawie libertarianizmu, co oczywiście nie przeszkadza mi za libertarianina sie uważać. Gorzej z zwolennikiem szkoły austriackiej, ale pewnie najbliżej mi do niej to raz, dwa w sumie wypowiadam się za siebie bo w tej sferze jestem przeogromnym ignorantem i mało co czytam Misesa czy Rothbardów, bo zwyczajniej wole pooglądać pornole, alternatywnie je tworzyć (bez udziału kamer oczywiście - niestety; choć kto mnie tam wie :D ) . Ale nie o tym…

Trystero podjął temat który mnie od pewnego czasu intryguje, i przyznam że jestem na wczesnym etapie jego “noramtywowania” w swojej głowie. Jedno co wiem, to po mojemu, pojęcie asymetrii informacji jest jednym z pojęć które w ekonomii w jakiś przedziwny sposób stało się synonimem demonów i wszelkiego zła. Asymetria informacji we współczesnej ekonomii jest hasłem którym odróżnia się idealnie efektywny rynek (na takowym mamy ponoć pełną symetrie informacji, chyba, taką przynajmniej definicję mogę wysnuć z tego co napisał Trystero) od rynku nieefektywnego. Oczywiście kwestia widzenia ekonomii. Ekonomia liberalna (we współczesnym sensie) z tego co pamiętam, przyjmuje za równoznaczne pojęcia efektywności rynku i jego wolności.

W tej kwestii, o ile dobrze rozumiem Trystero, mam również wątpliwości. Tyle że moje wątpliwości rozbijają sie nie o kwestie doraźnych korzyści a o pewną perspektywę czasową.

Z wolnym rynkiem jest ogólnie tak, że po mojemu daje on odruchy wymiotne po pewnym czasie. gdy sie przedawkuje pewne jego zalety. Efektywność rynku jest jak kilka kielichów. Jeżeli patrzymy z tej perspektywy, czyli gościa który walnął już parę bombek, efektywność wzrasta. I co gorsza w pełni korzystamy przy tym z wolności. Zdecydowanie idzie nam lepiej taniec, bajera i z łatwością lądujemy w łóżku z naszym obiektem pożądania. Gorzej nad ranem, gdy wolność rynku dalej działa a mimo to okazuje się że obudziliśmy sie obok potwora.

Chodzi zatem o to - czy wolny rynek i rynek efektywny możemy uważać za synonimy. Po mojemu z pewnością nie - i tu się z Trystero zgodzę, jednak nie jest tak że efektywność jest ważniejsza od wolności (wpadając w dychotomie Tygrysa, który “.jerdoli wolny rynek”, chodzi o to że konsekwencje działania z punktu widzenia jednej ideologii nie są tymi samymi konsekwencjami z punktu widzenia drugiej ideologii, inaczej mówiąc - jedne pojęcie obejmuje krótszą perspektywę czasową, drugie dłuższą).

Mówiąc jeszcze inaczej jedno podejście pokazuje że ktoś osiąga zysk kosztem innych, nie licząc się z nimi, drugie mówi hola, hola nie tak szybko zobaczmy co będzie za parę tygodni, miesięcy, lat.

Jedno mówi o rachunku zysków i strat tu i teraz, drugie skupia się na znacznie szerszej perspektywie i dłuższym okresie czasu.

Dobra, dość ogólników. Pocytujmy Trystero:

“…autor nie tylko uważa, iż rynek bez zakazu insider trading jest bardziej wolny niż rynek z rządowymi regulacjami w tej kwestii. Boudreaux wyraźnie argumentuje, że taki rynek będzie także bardziej efektywny. O ile pierwsze stwierdzenie jest prawdziwe, to drugie jest już jedynie myśleniem życzeniowym nie opartym na twardych fundamentach.”

To mniej więcej omówiłem powyżej. Jednak gwoli podkreślenia - paradoksem wolnego rynku jest to że w krótkim okresie czasu może on faktycznie być bardzo nieefektywny, ba, to co mają mu za złe apologeci wszelakich socjalnych rozwiązań (i to jest osobna kwestia o której warto podyskutować) w krótkim czasie może sie przyczynić do wielu ludzkich nieszczęść. W ogólności jednak nie jestem w stanie zrozumieć zarzutu że wolność rynku w dłuższym okresie nie jest efektywna. Nie wiem, być może się mylę i oszuści, hochsztaplerzy i inne mendy w białych kołnierzykach prędzej czy później nie doczekaliby się powszechnego ostracyzmu i konsekwencji swoich działań. I w sumie nawet nie o to chodzi - bo to jest jedynie niewielki wycinek całości, który jak zwykle w naszym świecie jest wyolbrzymiany do jakichś absurdalnych rozmiarów. Rynek jako całość w danym momencie może zadziałać nieefektywnie, w tym nie ma nic nadzwyczajnego - rzecz w tym że wolny rynek o wiele szybciej odkryje i dostosuje się do takich działań niż rynek regulowany, i w tym właśnie tkwi jego długofalowa efektywność.

czy ten sam efekt cenotwórczy nie miałby obowiązek natychmiastowego powiadamiania rynku o każdym wydarzeniu, które może wpłynąć na sytuację firmy? Boudreaux naprawdę wierzy, że rynek jest bardziej efektywny gdy zarząd w panice wyprzedaje akcje spółki gorzej poinformowanym inwestorom niż gdy zarząd informuje inwestorów o powodach, dla których marzy o możliwości legalnego wyrzucenia akcji w rynek.”

Tu w pewnym sensie brak mi argumentów. W pewnym bo zwyczajnie nie uważam aby korporacje, firmy na wolnym rynku mogły egzystować w takiej formie jak obecnie. Co zatem idzie nie mogę się odnosić do zarzutu wobec czegoś co jest jedynie jakąś protezą krytykowanego pojęcia.

Uderzając z innej strony - podstawą wolnego rynku jest własność, a z tego co wiem wielu libertarian ( a wręcz nawet wiele liberałów klasycznych) kwestionuje taką formę własności jaką charakteryzują sie korporacje. W przypadku jasnego podziału odpowiedzialności, jasnego wytyczenia granic własności i możliwości dysponowania takową, na podstawie zawartych umów w łatwy sposób dojść nadużycia czy oszustwa. Dzisiejsze pojmowanie asymetrii informacji w takim kontekście jaki prezentuje Trystero to nic innego jak dzielne walczenie z problemem którego w normalnym świecie się nie uświadczy.

A teraz konkrety:

Po pierwsze insiderzy nie mają zakazu handlu akcjami. Zakaz insider trading dotyczy handlu z wykorzystaniem konkretnych informacji poufnych. Członkowie zarządu widząc dobre wyniki spółki mogą kupować jej akcje – tak więc rynek nie jest pozbawiony impulsów cenotwórczych od insiderów.”

Jak zaznaczyłem na początku - dopiero co zaczynam zgłębiać temat. Raz z tego co wiem inside trading nie oznacza tylko “mieszania” akcjami podczas spadków. Dwa co konkretnie oznacza “konkretna informacja poufna”? Kto określa to kiedy informacja była na tyle poufna że miała wpływ na kurs, a kiedy nie? Nie zawsze przecież stan finansowy/produkcyjny etc przekłada się bezpośrednio na jej notowania. Co najgorsze jak Trystero wyobraża sobie zapobieganie sytuacji w której dzwonie do swojego kumpla, który dzwoni do swojego kumpla, którego konkubina kupuje/sprzedaje akcje na podstawie informacji poufnej która jakoś tak mi sie wymskła? Podsłuch na każdym telefonie i permanentna inwigilacja? Wileki Brat patrzy?

W ogólności, jakoś tam mogę zrozumieć chęć powstrzymania tej przeogromnej asymetrii która występuje w danym momencie gdy ta “poufna informacja” się pojawia, tyle że nie wydaje mi sie aby był na to jakikolwiek skuteczny sposób. Oprócz oczywiście libertariańskiego pojmowania własności w którym nie ma czegoś takiego jak ograniczona odpowiedzialność, czy tym bardziej pociąganie z automatu do odpowiedzialności kogoś kogo łatwowiernie wybrał sobie właściciel na przedstawiciela.

“Po drugie, Boudreaux zakłada, że zarząd, który nie jest wystarczająco uczciwy by wypełniać obowiązki informacyjne będzie wykorzystywał informacje poufne w ‘uczciwy’ sposób. Nie będzie na przykład ‘pompować’ cen akcji by wyrzucić swoje akcje ‘na górce’ tuż przed złożeniem wniosku o upadłość.”

Tu się znów zgodzę. Ale działa to również w ten sposób że z zasady “gorące” poufne informacje maja krótki żywot poufności. Trzeba sie jakby nie było spieszyć. Co oczywiście nie oznacza że dziwny ruch w górę nie powinien być dla inwestora niczym dziwnym. Jak najbardziej z mojej marnej perspektywy uczniaka być takowym powinien.

“Po trzecie, zalegalizowanie insider trading, w gruncie rzeczy oznacza zalegalizowanie spółdzielni. W końcu dokładna informacja o tym w jakich cenach i kiedy grupa inwestorów będzie kupować lub sprzedawać akcje danej spółki staje się informacja poufną, którą można legalnie przekazywać i wykorzystywać.”

Ciekawi mnie jak miałaby wyglądać taka legalizacja - i inna obawa, czy samo słowo legalizacja nie jest zaprzeczenie wolności rynku? Prawne sankcjonowanie pewnych działań nie jest domeną wolności - a co gdybyśmy zalegalizowali to aby Trystero przy każdy zakupie akcji miał zakupić również obligacje skarbu państwa? Na pewno z pewnych punktów widzenia byłoby to bardzo efektywne.

Na koniec Trystero zadaje pytanie:

czy przekazanie informacji wszystkim inwestorom a nie Grubym Rybom nie stworzyłoby jeszcze bardziej efektywnego impulsu cenowego?”

Gdyby zająć krótką pozycje stworzyłoby to jak najbardziej efektywny impuls cenowy. Tak po mojemu.

Grunt to wiedzieć co to znaczy krótka pozycja. I tu pytanie moje - czy samo posiadanie wiedzy jaką posiada, sprowadzający mnie często na ziemie Trystero, z ogólnodostępnych w końcu źródeł, nie tworzy asymetrii informacji? Czy to że ja wiem co to krótka pozycja nie uprzywilejowuje mnie w stosunku do mojej siostry, kuzynów i koleżanek z akademii medycznej?

I skoro tak czym konkretnie różni się to od posiadanie informacji trudno dostępnej? Ilością osób które ją posiadają? Gdzie zatem granica? Od ilu osób rynek jest oki z taką asymetrią a ile osób to za mało aby asymetria była w porządku? I w końcu czy wykorzystywanie takiej informacji nie wiąże sie mimo wszystko z ryzykiem? I czy nie jest paradoksalnie tak że w świecie w którym inside trading jest zakazany mamy do czynienia z znacznie mniejszym ryzykiem takiej działalności?

]]>
2
qatryk http://qatryk.pl <![CDATA[O trwogo]]> http://qatryk.pl/?p=554 2009-10-14T12:58:50Z 2009-10-14T12:58:50Z Dziś o tym że za oknem pada dowiedziałem się… otwierając gmaila i odkrywając nową śnieżną odsłonę motywu drzewo. Ech co za czasy. Kiedyś otwierałem rankiem oczy i oslepiał mnie blask przedzierający się przez firanki.

Z dobrych wiadomości - dzięki tej pogodzie znikł spod metra centrum ten idiota co znęca się codzień nad drewnianym krzesłem. Facetowi zdaje się że odkrył w sobie talent perkusisty i codziennie napierdziela bez ładu i składu w ten biedny drewniany mebel. Inna sprawa że na jego miejsce pojawiło się jezioro ale nawet bycie prawie Jezusem (jak wiadomo prawie i tak dalej… buty do tej pory mi schną) jest zdecydowanie lepsze od znęcania się tego pokracznego idioty nad moim poczuciem rytmu.

Tyle w ramach polityki.

]]>
0
qatryk http://qatryk.pl <![CDATA[Kot]]> http://qatryk.pl/?p=553 2009-09-30T10:08:44Z 2009-09-30T10:08:44Z Kot nie żyje. Nie, nie zdechł. Nie żyje. I nie mój. Bo koty są niczyje. Taka malutka część duszy, która była długo obok.

Nie fajnie bo to zawsze przypomina na czym polega życie. O wiele bardziej niż śmierć iluś tam setek anonimowych ludzików. Bo to była kocica która znała sekrety których znać nikt nie mógł. Bo to była kocica z którą z pozoru nic mnie nie łączyło. Ale dlatego strasznie hmmm… była częścią mnie. Była tą istotą która choć przy mnie, nigdy nie wchodziła mi w drogę. I tego samego oczekiwała ode mnie. Ale zawsze wszystko wiedziała i wystarczyło że patrzyła gdy było źle.

Gdyby ludzie tacy byli chyba częściej bym ich kochał.

]]>
0
qatryk http://qatryk.pl <![CDATA[Osikowym kołkiem]]> http://qatryk.pl/?p=552 2009-09-30T10:07:01Z 2009-09-30T10:07:01Z He he.. skoro już piszę sobie, to i czemu nie miałbym napisać o Romku, skoro takie walki tu i ówdzie się odbyły.

Zasadniczo to jak zwykle się gubię o co chodzi. Więc może po mojemu:

Gość zrobił to samo co zapewne kilku króli w histori, to samo co jest normą społeczną w wielu zakątkach kuli ziemskiej, to samo co wręcz jest w wielu kulturach czymś jak najbardziej pozytywnym i oczywistym. Trafiło mu się zrobić to wśród ludków co to nie koniecznie mają takie podejście - jego błąd. I zasadniczo tyle w temacie, więcej nie powinienem dodawać.

Jest pewno “ale” które dotyczy zasadniczo chyba większości kultur. Stary fajny mit (dziś mam natchnienie do mitologizowania pewnych pojęć) - nie ma przestępstwa bez ofiary. Kolektyw uznaje że coś jest oki, bądź nie oki - i zasadniczo to co ma do powiedzenia osoba bezpośrednio zainteresowana ma znikome znaczenie.

Kara jako następstwo przestępstwa to coś co ma zadośćuczynić w moim mniemamiu ofierze a nie kolektywowi przekupek i ich przydupasów chórem pokrzykujących niczym echo za przekupkami.

Nie istotne zatem jest czy przestępstwo zaistniało wczoraj czy 50 lat temu. To czy przestępstwo miało miejsce i jest jakakolwiek potrzeba karania winowajcy winna leżeć tylko i wyłącznie w gestii ofiary. Co więcej tu i teraz. Inaczej mówiąc to co ofiara mówiła 50 lat temu nie ma znaczenia - ważne co mówi dziś.

Zresztą - to mało istotne, bo tu zaczynamy wnikać w słusznośći i niesłuszności.

To co stwierdzam to to że ogólnie wisi mi i powiewa co tam Polański zrobił 13 latce 30 lat temu, skoro dziś ta kobieta ma tako jak i ja to w dalekim poważaniu. Tym bardziej wisi mi to i powiewa gdyż nie uważam za słuszne zastanawiać się nad ocena moralną ludzi których nie znam, czynów których nie byłem świadkiem, tym bardziej gdy ta ocena moralna miała by się odbywać między porannym oddaniem stolca a podtarciem tyłka.

Tak przy okazji na forum libertarian mamy fajny wątek - tak przy okazji jakiś kolejnych debilstw szanownego zgromadzenia (p)osłów - indeks ksiąg zakazanych (coś tam jakaś poprawka o propagowaniu pedofili). Zbieramy propozycje. Z fajniejszych to “Romeo i Julia” czy kroniki Długosza opisujące związek Jagiełły z Jadwigą. No i oczywiście czarna księga pedofili “Lolita”.

]]>
0
qatryk http://qatryk.pl <![CDATA[Szkodliwe nonsensy]]> http://qatryk.pl/?p=551 2009-09-30T09:58:52Z 2009-09-30T09:58:52Z

“Pomysł, że liberał musi zaakceptować szkodliwy nonsens głoszący, że im mniej regulacji, tym lepiej (tak jakby istniał jakiś pierwotny stan wolnego rynku, w którym stosunki korporacyjne nie są zdeterminowane przez prawo pozytywne, np. przez prawo podatkowe, własności, umów, antymonopolistyczne itp.), jest obraźliwy dla inteligencji liberałów. I być może ostateczne zdyskredytowanie tego głupiego a szkodliwego konceptu będzie jednym z pozytywnych skutków obecnego kryzysu finansowego.”

Takie oto stanowisko prezentuje nam Kultura Liberalna słowami profesora Sadurskiego. Z tym zdyskredytowanie wolnego rynku jako głupiego i szkodliwego konceptu to ja trochę się gubię już, bo to jakaś taka dziwna śpiewka zasadniczo i socjalistów i konserwatystów, i liberałów jak się okazuję. W sensie potocznego pojmowania. I jak ja mam tu się tłumaczyć takiemu quasiemu dajmy na to, czemu jak dla mnie polityka i wszystko wkoło to synonim komunizmu.

Mniejsza zresztą o to. Nie rzecz w tym że koncepcja wolnego rynku jest w pojmowaniu współczesnego, przeciętnego obywatela nie wnikającego za nadto w jakieś filozoficzne rozważania i teorie ekonomiczne koncepcją odrażającą, wrogą w powszechnym mniemaniu temu człowiekowi. Rzecz w tym że w gruncie rzeczy, o ile dobrze zrozumiałem profesora Sadurskiego, ja się chyba jestem w stanie zgodzić z jego stanowiskiem. W zasadzie zgodzić z tym zdaniem:

“tak jakby istniał jakiś pierwotny stan wolnego rynku, w którym stosunki korporacyjne nie są zdeterminowane przez prawo pozytywne, np. przez prawo podatkowe, własności, umów, antymonopolistyczne itp.”

czyli tym co wziął w nawias, jako taką przystawkę do swego twierdzenia.

Jest bowiem tak że wolny rynek to strasznie mityczna rzecz. Natomiast taki Lewiatan który mityczny ponoć jak najbardziej być winien, dotyka nas w rzeczywistości dotykiem prawdziwym. Dotykiem jakim niewidzialna ręka właśnie tylko w mitach już teraz może się pochwalić.

Teza jaką prezentuje profesor w moim rozumieniu jest taka - mamy cały ten “fajny” system (fajny zapewne dla profesora, dla mnie może nie koniecznie - no ale to kwestie tej filozofii którą, jak wspomniałem mało co kto głowę sobie zaprząta) i ten pociąg z całą swoją bezwładnością jakby na to nie patrzeć ma coś takiego jak wolny rynek w szerokim poważaniu.

Warto jednak zauważyć że dla liberała klasycznego rynek to nic innego jak ludzie. Wolny rynek to swoboda działań (w obrębie kulturowej moralności, czy jak sobie tam te normy które określają co nie budzi w społeczeństwie odrazy nazwać) tych ludzi.

I co za tym idzie? Ano po mojemu wychodzi że współczesny liberalizm, jak i realny socjalizm mimo pięknych haseł o bliskości ludziom zwyczajnie zapomina o swoich podstawach. Piramidalne koncepcje tworzone przez znudzonych intelektualistów rozrastają się do takich rozmiarów i tworzą tyle wątków pobocznych że w gruncie rzeczy nie wiadomo o co chodzi.

Bo jeżeli chodzi tylko o to aby zapewnić ludziom żarcie, swobodny seks i przedłużyć ich życie na tyle aby jak najdłużej byli produktywni dla substancji społecznej, co przyniesie ludzkości jako jednolitemu bytowi jakąś niesamowitą przyszłość, to zasadniczo dzieci w przedszkolu mają koncepcje o wiele fajniejsze.

A moja teza jest taka, że tam gdzie mamy mieć przyjemnie non stop tam nie ma o co walczyć. A jak nie ma o co walczyć, nie ma o co się martwić to z czasem “Wielkie Żarcie” wychodzi. I nic ponad to.

I ja jako skrajny libertyn nie potrzebuje społeczeństwa libertynów. Potrzebuje norm, potrzebuje praw, potrzebuje stałości którą niepostrzeżenie mogę obrzygać, obszczać a potem znów rozegrać kolejną grzeszną grę ku chwale Dionizosa. Jak dla mnie wiele większy fan jest gdy na złą drogę sprowadzi się świadomą cnotliwą istotę, niż gdy przymusowo będę ludziom miodem swój punkt widzenie wpajał. Tak już jakoś mam że to pierwsze mnie kręci a drugie obrzydza.

Żem kurdie pojechał…

“Jam jest częścią tej siły która wiecznie zła pragnąc, wiecznie dobro czyni”

Coby patetyczności w tym wielowątkowym wynurzeniu stało się zadość.

Albo na odwrót, jak kto woli. W sensie tego cytatu.

]]>
0