Filozofia buduaru czyli w poszukiwaniu absolutu

KSIĄDZ
Zatem największa ze wszystkich zbrodnia nie powinna w nas budzić żadnej trwogi?

UMIERAJĄCY
Tego nie powiedziałem. By wzbudziła trwogę i odrazę, wystarczy, że potępia ją prawo i każe miecz sprawiedliwości; lecz skoro została już na nieszczęście popełniona, trzeba umieć się z tym pogodzić, miast poddawać się próżnym wyrzutom sumienia. Ich skutek będzie żaden, tak jak nie uchroniły nas od zbrodni, tak nie naprawią jej. Poddawać się więc im jest niedorzecznością, a jeszcze większą spodziewać się kary na tamtym świecie, jeśli tutaj szczęśliwie jej uniknęliśmy. Boże broń, żebym zachęcał tym samym do zbrodni! Trzeba ich oczywiście unikać jak tylko można, lecz należy kierować się przy tym rozumem, a nie fałszywymi obawami, które prowadzą donikąd, a w co nieugiętszej duszy ich skutek szybko zostaje unicestwiony. Rozum, mój przyjacielu, tak właśnie, sam rozum musi przekonać nas o tym, że szkodząc bliźnim nigdy nie staniemy się szczęśliwsi; samo nasze serce musi nas przekonać, że przyczynianie się do szczęścia bliźnich jest najbardziej wzniosła rzeczą, jaką otrzymaliśmy od natury na tej ziemi. W tym jednym słowie zamyka się cała ludzka moralność: uczynić innych równie szczęśliwymi, jakbyśmy sami tego pragnęli i nie wyrządzać im nigdy zła większego niż takie, którego sami gotowi bylibyśmy doznać. Oto, mój przyjacielu, jedyne zasady, wedle których powinniśmy postępować i nie trzeba ani boga, ani religii, by zakosztować ich i je uznać: trzeba tylko dobrego serca.

Lecz czuję, klecho, że słabnę. Porzuć swe przesądy, bądź prawdziwym człowiekiem, bez obaw i nadziei. Zostaw swych bogów i religie; to wszystko jest dobre po to jedynie, aby włożyć miecz w ludzkie ręce i już samo imię tych wszystkich okropieństw sprawiło, że na ziemi przelano więcej krwi niż przez wszystkie pozostałe wojny i plagi razem wzięte. Wyrzeknij się mrzonek o tamtym świecie, nie ma go wcale; nie wyrzekaj się tylko rozkoszy życia szczęśliwego.

Oto jedyny sposób, w jaki natura pozwala ci przedłużyć twe istnienie… Rozkosz, mój przyjacielu, była zawsze mym najcenniejszym dobrem. Całe życie paliłem jej kadzidła i w jej ramionach pragnę je zakończyć. Mój koniec jest bliski, a czeka tu w sąsiednim gabinecie sześć kobiet piękniejszych niż poranek, które zatrzymałem na tę chwilę; weź i ty swoją część, za moim przykładem postaraj się zapomnieć w ich ramionach o wszystkich pustych sofizmatach twojego zabobonu i głupich błędach hipokryzji.

NOTA
Umierający zadzwonił, weszły kobiety i w ich ramionach ksiądz stał się człowiekiem zdeprawowanych przez naturę za to, że nie umiał wyjaśnić, czym jest zdeprawowana natura.

„Dialog między księdzem a umierającym”

Libertynizm jest dziś fantastycznym fetyszem. Płytkość jego współczesnych definicji i pojmowania go jako filozofii paradoksalnie stanowić może o jego wielkości. Libertyn to obelga. Libertyn to komplement. Ta dualność i pozorna sprzeczność, charakterystyczna dla wielu idei i filozofii, w przypadku libertynizmu stanowi, w opozycji do tych innych idei, o jego wielkości i sile.

Jak to zatem naprawdę jest z tym libertynizmem a przede wszystkim jak to jest z filozofią która przylgnęła do libertynizmu a jej twórcą był markiz de Sade? Czy libertynizm to faktycznie pochwała amoralności, zboczeń, nihilizmu i odrzucenie zarówno boskiego jak i ludzkiego porządku?

Trudno jest ogarnąć prostemu człowiekowi, takiemu jak ja, to o czym pisał Sade. Tak jak interpretując poezję możemy stworzyć tych interpretacji tysiące i każda będzie poprawna, tak i z twórczością Sade’a prawdopodobnie jest tak samo. Dla jednych będzie to natchnienie do hedonizmu, radykalnego pojmowania doktryny carpe diem, i odrzucenia wszelkich wartości dla innych odpychająca potworność i niczym nie uzasadnione a przede wszystkim obrzydliwe stawianie na piedestale czarnej strony naszego bytu. A najśmieszniejsze jest w sumie to że powierzchowne podążanie za Sade’m czy też głęboka odraza w stosunku do jego filozofii byłaby pewnie tym samym obiektem jego kpiny.

Zatem jak to jest z tą poprawnością interpretacji?
Zacznijmy od innego pytania - czym de facto jest filozofia?
Pewnie nie mi to definiować, bo sami filozofowie głowią się nad tym nad czym się głowią a mimo to pewnie każdy swoją odrębną definicje ma. Przyjmijmy jednak że w ogólności filozofia to opis rzeczywistości, opis jej mechanizmów, a przede wszystkim opis tego jakie miejsce w tej rzeczywistości zajmuje człowiek. Innymi słowy filozofia zajmuje się poszukiwaniem absolutu - odnośni którą próbuje odnaleźć. Odnośni która ma wskazać nam kim jesteśmy i jakie jest nasze miejsce. Odnośni która będzie stałym gruntem na którym możemy się oprzeć.

Analizując twórczość Sade’a wspinamy się w ciemności po schodach które w jednej i tej samej chwili przeistaczają się z marmuru w nicość. Z absolutu staja się jego zaprzeczeniem. Z opoki której poszukujemy stają się płomieniem, szeptem który spycha nas w mgnieniu oka w przepaść zatracenia. Aby dotrzeć do miejsca do którego dociera w swej wspinaczce Sade musimy przejść całą jego drogę poszukiwania absolutu. Na końcu nie czeka nas jednak żadna nagroda. Wręcz przeciwnie… Ale o tym póki co cicho sza.

Bóg
Pierwszym absolutem pozorów do którego dobiera się Sade jest nie kto inny jak bóg. Istota nieskończona, czysta miłość i inne takie tam pierdoły. Istota kompletnie irracjonalna, będąca zaprzeczeniem samej siebie. Sade oczywiście zasadniczo nie odkrywa w tej materii nic nowego. Swoją krytykę - boga jako absolutu, opiera na wszystkich tych zarzutach które doskonale każdy zna. Bóg przemawiający poprzez doktryny religijny jest dla Sade’a urojeniem i brednią. Jak bowiem coś co rości sobie prawo do bycia nieskończonym dobrem, nieskończoną miłością może stworzyć świat pełen ohydności, niegodziwości i zła? Już samo to w sobie jest paradoksem - paradoksem który nie może charakteryzować żadnego absolutu. Idea boga wbrew pozorom nie jest przez Sade’a piętnowana sama w sobie. W końcu nie istotnie jest to jakiego słowa określamy do zdefiniowania pewnych pojęć. Równie dobrze tytuł mojego miniopracowania mógłby się kończyć “w poszukiwanie boga”. Słowo bóg rezerwują sobie jednak religie i niech im tak będzie.
Bóg zatem, bóg którego definiuje religia nie może być żadnym absolutem a co najwyżej jakąś pokraczną kpiną stworzoną przez umysł jakiegoś szaleńca albo co bardziej prawdopodobne kogoś kto był opętany pożądaniem władzy. To nie człowiek zatem został stworzony na wzór i podobieństwo boga, a bóg właśnie na wzór i podobieństwo człowieka. Tego samego człowieka który jest gotów gwałcić, zabijać i popełniać wszelkie niegodziwości. Zatem jeżeli moralnością boga ma być moralność omylnego, malutkiego człowieczka to za zasady przez niego stworzone serdecznie dziękujemy. Nie mają one najzwyklej żadnego umocowania, żadnego związku z absolutem a zatem nie mają jako takie żadnej wartości.

Ateizm, racjonalizm, humanizm
I tu wspinamy się na kolejny stopień. Jeżeli zatem nie bóg stanowi tą niezmienniczość, jeżeli bóg istniejąc jest wielkim nieobecnym obojętnym na to co dzieje się na ziemskim padole to gdzie szukać wyznacznika praw jakimi rządzi się świat i nasze życie? Gdzie szukać sensu? Ot na ratunek przychodzi ateizm. Ateizm który odrzuca boga z jego sprzecznościami, amoralnością i jego obojętnością na los człowieka.
Problem w tym że ateizm z automatu staje się jeszcze większą karykaturą boga. Ateizm bowiem zastępuje boga rozumem. Tworzy nową doktrynę humanistycznego racjonalizmu która to podobnie jak religie rości sobie prawo do ustanawiania jedynego słusznego ładu. Co więcej podobnie jak religia racjonalizm w swej ateistycznej formie kompletnie pomija w swej naturze jednostkę. Celem, sensem istnienia jest w racjonalizmie ludzkość. Ateizm absolutyzuje rozum, absolutyzuje swoistą utylitarność działań ludzi jako społeczności. Racjonalizm wyrządza jeszcze okrutniejsza krzywdę człowiekowi niż religia - pomija go zupełnie, sprowadza do nieistotnego trybiku w społecznej machinie która ma trwać. Trwać w gruncie rzeczy nie wiadomo po co i dlaczego.
Humanizm gloryfikuje naturę - dziś jeszcze bardziej niż za czasów Sade’a. Stawia ewolucjonizm, z całą jego nieczułością na los jednostki, na piedestale. I tu filozofia buduaru mówi - dupa.
Natura nie może być żadnym absolutem dla jednostki, dla człowieka. Nie jest żadną odnośnią, nie może nią być. Jak coś co ma stosunek do człowieka równy temu boskiemu, z całą swą potworną obojętnością na jego los ma stanowić jemu opokę?

Podobnie zatem jak w przypadku boga, musimy odrzucić prawa natury, zakwestionować jej zasadę iż istnienie ludzkości ma jakikolwiek sens. To w konsekwencji musi nas zaprowadzić do burdelu w którym i życie ludzkie sensu nie ma i nie jest żadna koniecznością.

Kontestacja i poszukiwanie
I tu wspinamy się na kolejny stopień. Stopień na którym zaczynają się truda niespotykanych uprzednio paradoksów. Skoro bowiem poszukujemy absolutu, skoro szukamy sensu życia to jak do licha możemy to życie odrzucać jako coś kompletnie bezwartościowego, coś czemu w żadnym wypadku nie możemy nadać prawa istnienia?

Spokojnie jednak. Pamiętajmy o tym że Sade prowadzi nas do absolutu poprzez kontestacje jego wcześniejszych wyobrażeń. Kontestację poprzez potworność. Skoro bóg nie spełnia naszych oczekiwań - przylejmy bogu, przylejmy tak aby nie mógł się podnieść. Osikajmy krzyż. Zgwałćmy nim nieletnią dziewczynkę i spuśćmy się w tabernakulum. Skoro odrzucamy naturę jako absolut kontestujmy jej prawa. Kontestujmy prawo życia. Wyrzućmy ciężarną nastolatkę która nosi w swym łonie potomstwo klechy, z wieży tak jak wyrzuca się pomyje. Tyle bowiem warte są prawa boga i natury. Tyle są one warte skoro można to uczynić i ani bóg ani natura tym bardziej, nie protestują.

Tu w naszym wspinaniu zatrzymajmy się jeszcze na chwilkę. Czym jest poszukiwanie? Poszukiwanie absolutu w szczególności? Czyż poszukiwanie nie polega na zbliżaniu się do ów absolutu? Poszukując absolutu nie możemy jedynie go poznać a następnie odejść. Skoro obieramy sobie absolut jako cel naszych poszukiwań to nie jest to poszukiwanie lizaka w sklepie który możemy skonsumować a następnie o nim zapomnieć. Poszukując absolutu sami się określamy a poprzez zbliżenie do niego musimy pamiętać czym absolut jest. Innymi słowy aby zbliżyć się do absolutu musimy działać tak jak on aby poznać go w całości. Musimy się w nim zatracić. Nie możemy przyjmować tylko jego części a to co nam się nie podoba odrzucać. Tak możemy jedynie się od niego oddalić.

Zatem skoro bóg będący nieskończona dobrocią tworzy taki świat i pozwala mu istnieć, skoro natura jest kompletnie obojętna na potworności a wręcz sama tych potworności jako i bóg światu dodaje, to czemuż i my mielibyśmy postępować inaczej? Przecież poprzez uczynki zgodne z prawami absolutu stajemy się jego częścią a poprzez to osiągamy nasz cel.
Należy zatem na tej drodze odrzucić pojęcia dobra i zła. A wręcz je zrównać. Skoro bóg i natura tworzą możliwość istnienia zjawisk które definiowaliśmy jako złe to może to nie do końca jest tak. Może w naszej małości coś przekombinowaliśmy, a to co złe jest dobrem. Dobrem jest wszystko to co może zaistnieć.

Władza
Tu dochodzimy do etapu który chyba najbardziej frapuje, frustruje i napawa Sade’a ogromnym przerażeniem. Etapu w którym wyjaśnia nam czemu służą idee boga i idee jego zaprzeczenia. Władza. Każdy element układanki sadycznych potworności sprowadza się do kontestacji władzy człowieka nad człowiekiem. Bo to o władzę chodzi. O sprawianie aby ludzie robili to co im inni ludzie powiedzą, rozkażą. Skoro taka jest obserwacja rzeczywistości – że tu i teraz, jest tak że żadna tam moralność, żadne tam zasady a spryt, knucie, podłości prowadzą do władzy, to może właśnie tak należy postępować? Skoro taka jest rzeczywistość, a rzeczywistość jest przełożeniem woli absolutu, to musimy się wpasować w tą rzeczywistość i jej mechanizmy. Co więcej pragnąc zbliżyć się do absolutu musimy mieć władzę – władze nad życiem i śmiercią. Jeżeli zatem będziemy zbrodniarzem, złodziejem i wykażemy się przy tym sprytem i nie damy się złapać nasze zbliżenie do absolutu a przy tym satysfakcja będą pełne. Jeżeli jednak dosięga nas ręka ludzkiej sprawiedliwości, praw które stworzyło społeczeństwo okazujemy się jedynie nie godnymi słabeuszami.

Władza wymaga zatem siły. Siły fizycznej i psychicznej. Stania się nadczłowiekiem, wyzutym z uczuć i wszelkich słabości. To u Sade’a możemy dopatrywać się właśnie podstaw nietzscheańskiego nadczłowieka. Przy czym Nietzsche zachwyca się swoim potworkiem a Sade’a ten nadczłowiek przeraża. Przeraża w tym sensie że Sade dostrzega to do czego prowadzi takie myślenie. Nadczłowiek pragnie zaspokojenia, władzy i zatraca się w niej. Jemu się to najzwyczajniej należy – należy bo to on staje się bliższy absolutowi, to on postępuje zgodnie z mechanizmem rzeczywistości, powtarza ją.

To z władzy wynika cała podłość świata, z władzy pseudoabsolutów. Z tworzenia przez ludzi bogów, czy to poprzez religie, czy to poprzez wywyższanie umysłu czy też sprowadzania do roli absolutu króla w monarchii bądź społeczeństwa w republice.
Władza jest jak choroba zakażająca wszystko na swej drodze. Możesz być słaby, przez co skazany jesteś na niewolę albo silny i władać. W tej hierarchii nie możesz zająć miejsca z boku.
Słabość jest obiektem kpiny, ale słabością nie jest brak kręgosłupa moralnego. Słabością jest właśnie ten kręgosłup, konsekwencja działań, ślepa wiara w zasady i reguły narzucone przez innych która pewnikiem prowadzi nas pod but jakiegoś pana.
Siłą jest bycie pijawką społeczną, kanalią która potrafi wykorzystać wszystko i wszystkich ku swej przyjemności. To ludzie w ten sposób silni dostępują władzy. Taka jest rzeczywistość. Taki musi być zatem absolut, bo rzeczywistość ma być jego przełożeniem.

I tym razem Sade odrzuca taki absolut. Nie chce go, bo cóż to za absolut który wartościuje człowieka po skali krzywd jakie wyrządza ów innym.
Poszukujemy przecież ładu - nie godzimy się na potworność którą funduje nam świat - chcemy poznać sens - odrzucamy stałość boską czy też tą naturalną gdyż w nich ładu dostrzec nie możemy a jedynie ciągłą obojętność, poszukujemy dobra i zła poprzez odrzucenie tych pojęć rozumianych w ludzki sposób - tylko po to aby przekonać się że w ten sposób odkryć ich nie możemy. Nie możemy bo samo dobro i zło w swej istocie nie mają z absolutem w ten czy inny sposób nic wspólnego.

Istotne w całej tej drodze jest to że Sade pokazuje nam na każdym etapie czym jest kompletne zatracenie się w kolejnej koncepcji absolutu. Jaką hipokryzję z jednej strony prezentują ludzie wykorzystujący absolut a z drugiej jaką skrajną głupotą charakteryzują się ci którzy słuchają tych pierwszych i ich interpretacji absolutu.
Z drugiej strony nie o to de facto chodzi w podróży Sade – chodzi właśnie o docieranie do jądra, o poszukiwanie. Odzieranie ze świętości kolejnych inkarnacji boga służy jedynie temu aby odnaleźć tego prawdziwego. O ile sama religia jest nic nie wartą bajką dzięki której w nieskomplikowany sposób można posiąść władzę (co Sade piętnuje najmocniej czyniąc z duchownych jedną wielką kastę amoralnych zboczeńców) o tyle na kolejnych etapach zdawać by się mogło że dosięgamy coraz bardziej samego absolutu – jednego niepodważalnego prawa rządzącego światem. Jednak i tu po kolei świętość natury obdzierana jest w brutalny sposób z jej ornatów, a świętość władcy stają się jedynie ulotnością którą się wyśmiewa i skazuje na zatracenie. Bo choć władza jest nieunikniona i to ona pozwala realizować poszukiwania to zatracenie się w niej samej jest tak samo parszywe, obleśne i naiwne jak upatrywanie absolutu w innych mechanizmach.

Koncepcja władzy od tej społecznej po indywidualistyczną, oznaczającą całkowitą aberrację społeczeństwa jest w sadycznej filozofii wszechobecna. Ulega analizom i rozkładana jest na czynniki pierwsze. W konsekwencji władza jako reprezentant absolutu do którego mamy się zbliżać prowadzi do nieuchronnego wniosku iż pełnię tego absolutu w ten sposób możemy poznać jedynie przez samodestrukcje. Cóż bowiem bardziej boskiego, bardziej absolutnego jak pełna kontrola nie tylko nad życiem i śmiercią innego człowieka ale przede wszystkim nad życiem własnym które można w pełni świadomie zakończyć.

Seksualność
Sade prowadząc nas przez wszystkie etapy swojej filozofii odrzucenia posługuje się seksualnością. To ona jest jedynym możliwym narzędziem do obdzierania ze świętości kolejnych pseudoabsolutów. Seksualność w twórczości Sade’a jest pozbawiona erotyki, co więcej nie jest też pornograficznym zaspokojeniem chuci. Ciało człowieka jest jedynym łącznikiem między realnością a transcendencją i to za jego pomocą możemy obdzierać nasze imaginowane absoluty z ich fałszy.
Seksualność przy okazji służy pokazaniu jak człowiek w swym bestialstwie może daleko się posunąć, jak bardzo może zatracić się w poszukiwaniu przyjemności i jak wielką tym krzywdę jest w stanie wyrządzać ludziom. Poprzez seksualność ogniskujemy wszystko co najgorsze w człowieku, obdzieramy jego podłość z płaszcza manipulacji i kłamstw, ukazując jego prawdziwą twarz. Cała hipokryzja władzy, dostojników wiary, pseudowielbicieli rozumu kumulowana jest w tych potwornych i odrażających ludziach zaspokajających swe fantazje. Seksualność, jako jedno z największych tabu, poprzez obdzieranie jej z tajemniczości jest idealnym instrumentem do obdarcia z tajemnic władzy. Do ukazania że ludzie którzy pod płaszczykiem moralności, sprawiedliwości i uczciwości kontrolują innych ludzi są najzwyklejszymi barbarzyńcami pozbawionymi tych cech które im przypisujemy.

Nie jest jednak, przy tym tak że Sade uważa seksualność i ekstazę za coś niesłusznego, odrażającego. Jest w końcu ogromną różnicą w stosunku do potworności przymusu, kiedy ludzie w pełni świadomie, dobrowolnie, w podróży ku szczęściu i przyjemności gotowi są na uprawianie wyuzdanych techniki seksualne. Co więcej sam sadyzm polega zasadniczo przecież na tym iż w poszukiwaniach szczęścia, ekstazy gotowi winniśmy poddać się chwilowym niedogodnością, wręcz oczekiwać bólu aby ekstaza, szczęście w przyszłości było jeszcze większe i pełniejsze. Czyż nie jest to tą samą nauką którą zawiera biblia iż nad szczęście dziś winniśmy przedkładać szczęście w życiu wiecznym? Iż za poświęcenie czeka nas nagroda?

Bunt
Przyczyną całej tej drogi, poszukiwań absolutu jest u Sada bunt. Bunt przeciwko niesprawiedliwości, kurestwie świata, jego zafałszowaniu, manipulacji. Sade chce uczciwości – nie rozumie kłamstwa, obłudy, nie rozumie hipokryzji która tak łatwo wzbudza zaufanie i daje tak ogromne nadzieje. Obnaża przy tym wszelkie mechanizmy władzy, piętnując je potwornością.
Piętnuje jednak również z jeszcze większą siła swą naiwność. To on staje się Justyną, która przez lata nie traci wiary w boga i choć spotykają ją wszelkie możliwe „nieszczęścia cnoty” to ona mimo to tej cnoty nie traci. Zachowuje czystość swej wiary wbrew wszystkim potwornością które spotkała na swej drodze. I szydząc z samego siebie Sade uśmierca Justynę w tak absurdalny sposób i w tak absurdalnych okolicznościach że o większy chichot losu trudno.
Sam Sade całe życie był uczciwy – uczciwy do szpiku kości. Uwielbiał przyjemność i nie krył się z nią, tak jak większość pseudolibertynów, za zasłoną moralność, władzy, szlachetności. Sade był prostytutką ale nie kurwą. Uważał że bycie wolnym zobowiązuje, zobowiązuje do szacunku dla wolności innych. Że paradoks który tworzy wolność pozwalając oddać człowiekowi się w niewolę nie jest żadnym paradoksem gdy człowiek postępuje tak zgodnie z swoją wolą i w pełni świadom swego wyboru. Nie potrafił jednak zrozumieć tego paradoksu w przypadku gdy człowiek staje się niewolnikiem nieświadomie. To wzbudzało w nim największa rozpacz. Tu upatrywał upadku absolutu – w tym że jaki ten absolut by nie był, kiedy tylko odbiera on możliwość decyzji jednostce staje się on automatycznie swym zaprzeczeniem.
Rozpacz ta tym bardziej potęgowała się gdy widział że mechanizmy rzeczywistości, która to rzeczywistość winna być de facto podporządkowana absolutowi, wymyka się jakiemukolwiek pojmowaniu absolutu.
Zło czy dobro nie ma znaczenia. Diagnoza Sade’a jest okrutna jednak idealnie wpasowuje się w mechanizmy rządzące światem. Najgorsze w tym jest że Sade doskonale sobie zdaje sprawę że absolutu nigdy nie odnajdzie jak mocno nie chciałby jego istnienia. Nie dość że nie odnajdzie to poszukiwanie to prowadzi tylko w jedną stronę – w stronę autodestrukcji.

Na pocieszenie pozostaje jednak to że tak jak pogardzana Justyna człowiekiem pozostaniemy jedynie wtedy gdy będziemy… wierzyć. Wierzyć w absolut, wierzyć w dobro i zło, Wierzyć w końcu w człowieka. Wierzyć ale i poszukiwać. Nie poddawać się, nie twierdzić że cokolwiek odnaleźliśmy. I choć żadnej nagrody to nam nie przyniesie, a najprawdopodobniej spotka nas za to tylko i wyłącznie poniżenie, to możemy być pewni że do kurestwa ręki nie przyłożyliśmy.

Należy pamiętać że czytając Sade’a będziemy mieli wrażenie tak jakby pisał to wszystko na serio. I tak jest faktycznie. Sade bez żadnej żenady, w sposób do szpiku realny, niczym lekarz dokonujący obdukcji pokazuje nam zbrodnie i mechanizm funkcjonowania świata. Zbrodnie i mechanizm na który sie nie godzi - który chce obrzydzić każdemu a świrów sprowokować do jeszcze większego zatracenia i autodestrukcji. 

Najistotniejsze jednak jest właśnie to abyśmy widzieli że to nie jest tak że relatywizm, kompromisy gdziekolwiek prowadzą. To one są odpowiedzialne za niszczenie naszego ducha, to one powodują nieszczęścia świata przed którymi chcielibyśmy się uchronić. I życie warto przeżyć raczej dając szczęście innym i z tego czerpać ekstazę, aniżeli poszukiwać absolutu poprzez krzywdy, manipulacje, przymus i występek.

12345 3 głos(ów), średnia: 3.67
Loading ... Loading ...

0 Odpowiedzi do “Filozofia buduaru czyli w poszukiwaniu absolutu”


  1. Brak komentarzy

Pozostaw odpowiedź