gdyby był to inaczej by wymyślił

Notka będzie z cyklu długich i nudnych, więc jak komuś się nie chce niech nie czyta - i tak nic ciekawego się nie dowiesz:>

Od dłuższego czasu zbierałem się aby napisać coś o bogu (mówiłem że będę nudził:>).
Chciałem wymyślić coś sensownego, coś co w prosty sposób pozwoli mi ten fenomen zrozumieć.
Zacznijmy od pewnego cytatu który przez przypadek wpadł mi do umysłu przeglądając mądrości innych “pisarzy” internetowych, a który to już kiedyś przewinął się niepostrzeżenie w moich wędrówkach za wiedzą.
Swego czasu chadzał sobie po świecie matematyk i fizyk - nijaki Laplace. Pisał całkiem niegłupie rzeczy, że i Napoleon postanowił sobie je przeczytać. Kiedy spotkali się, Napoleon troszkę sfrustrowany i zniesmaczony dziełem zapytał się Laplace’a dlaczego w jego dziele nie ma nawet wzmianki o bogu. Na to szybko i z całkowitym spokojem astronom odparł: “Sire, ta hipoteza nie jest mi potrzebna.”
I tu mógłbym się rozwodzić nad tym że nauka opiera się tylko na dowodach, na faktach i niezależnie od istnienia innych faktów (boga) bez konkretnych dowodów, do niczego nie są one potrzebne. Oczywiście przy założeniu że nie mają one wpływu na wcześniej odkryte prawdy. Przy czym nawet jeżeli mają one wpływ na to co potwierdzone empirią, nie przestaje to być faktem nadal działającym. Tak jak fizyka klasyczna. To że odkrywamy dalej, wiemy że rzeczywistość działa jednak nieco inaczej, że przechodząc do mikroświata zaczyna się rzeczywistość kwantowa, nie umniejsza zasadności klasycznych równań. Co najwyżej ogranicza ich zastosowanie, albo raczej pozostawia im swoje zastosowanie pierwotne. W każdym razie
nauka potrzebuje faktów potwierdzalnych i powtarzalnych, a przy tym najprostszych jakie w danej sytuacji mogą zaistnieć. I paradoksalnie teorie które wykluwają się w głowach fizyków takie jak tunele czasoprzestrzenne, światy równoległe, ciemna materia i energia, czy też teorie strun są w porównaniu z tym pewnikiem jakim dla znamienitej większości obywateli świata jest bóg, najzupełniej banalnymi i niezbyt skomplikowanymi hipotezami. Więc do czego bóg?
I tak jak zacząłem mógłbym się nad tym rozwodzić podając kolejne przykłady i argumenty, ale wydaje mi się to bez sensu. W zamian pobluźnie sobie trochę.
Codziennie w zależności od potrzeb każdy doświadcza tego stanu jakim jest sen. Oprócz paru wyjątków, kiedy to sen wydaje się jawą, kiedy budząc się pamiętamy jakież to nasz umysł zafundował nam rozrywki podczas odpoczynku, przeważnie wstając rano nie za bardzo pamiętamy co z nami się działo. Czyli ogólnie, to kim jesteśmy, jak myślimy i wszystko to w jaki sposób przeżywamy rzeczywistość po prostu się wyłącza. Freud zapewne zacząłby w tym miejscu wykład o podświadomości itd. itp. Pomińmy to, bo cóż nam z podświadomości kiedy jest ona dla nas niedostępna, niezależnie czy ma wpływ czy też nie ma wpływu na to kim jesteśmy.
W ramach dygresji: sen nie jest jedynym “wyłącznikiem”, można uciec się do paru głębszych i efekt podobny. Rano się budzimy i tak jakbyśmy “niebyli” od tego któregoś z rzędu. Co nam z tego co się z nami działo skoro nie mieliśmy na to wpływu. Ba, możemy wtedy dostać w zęby i o ile osiągnęliśmy wcześniej odpowiedni stan też nie będziemy wiedzieli o tym, aż nie spojrzymy z rana w lustro. Kiedy się umiera to pewnie jest podobnie. Największe uduchowione głowy z tym nie polemizują (tak mi się przynajmniej wydaje). Czyli jeżeli jest coś takiego jak dusza, to przecież nie jest to nasza ja. Nawet zakładając że to jakimi torami pędzą nasze myśli, jest tylko częścią duszy, albo raczej jej pochodną, to chyba interesem duszy powinno być abyśmy robili tak a nie inaczej, tak jak chce bóg.
Do czego dążę, jeżeli się drogi Czytelniku jeszcze nie domyśliłeś. Otóż z tego wszystkiego nasuwa mi się prosty wniosek. Skoro zasypiam i nie jestem świadomy, a skoro nie jestem świadomy nie odczuwam, nie istotne są dla mnie cierpienia podświadomości i jedynym oznakiem takowych jest ewentualna zalana potem pobudka, to przecież nie będzie to stanowiło dla mnie żadnego problemu.
Gdyby bóg istniał, gdyby chciał faktycznie abyśmy od początku do końca odpowiadali za swe czyny, gdyby w końcu miało być tak że ktoś mnie ma sądzić za cokolwiek, to w końcu musiałbym posiadać TĄ samą świadomość którą mam tu. A przecież świadomość jest niczym innym jak miliardami impulsów przekazywanych w skomplikowanej sieci neuronów. Jakby ktoś poszperał w różnych przypadkach klinicznych, znalazłby ludzi którzy strzeliwszy sobie w łeb i mimo to przeżywszy byli potem zupełnie innymi ludźmi, ludzi którzy mając raka mózgu z dnia na dzień myśleli w zupełnie inny sposób, ludzi którzy po wypadkach żyli jeszcze długo a mimo to na skutek obrażeń sieci neuronowej myśleli i postępowali zupełnie inaczej, de facto byli zupełnie innymi osobami. Ci ludzie “z przed” po prostu umierali albo raczej odchodzili w zapomnienie.
Zakładając istnienie boga i duszy, musielibyśmy założyć również albo wielką ignorancje i głupotę stwórcy, albo też to że życie na tym ziemskim padole to taka gra w kości które rzuca dusza, i innego wpływu na nasze życie nie ma. Dla nas to i tak bez znaczenia bo przecież nikt w niebie czy piekle nie będzie… myślał, a przecież myśl jest podstawą naszego odczuwania rzeczywistości.
Tak czy inaczej nie mówie że mam racje. Nie mam tak jak wielu ludzi na nią monopolu.
W pewnym niezbyt ambitnym choć fajnie się oglądającym filmie jakim jest „Zabójcza broń” pada taki tekst:
- Bóg mnie musi nienawidzić.
- Odwdzięcz się tym samym. Mi pomaga.

Mi wystarczy ignorowanie. Niezależnie od tego czy jest czy go nie ma, czy umrę i będę świadom tak jak tu albo nawet i bardziej, nie ma to najmniejszego znaczenia. Gdyby był to i tak chyba nie miałby mi mego życia za złe. Ale o tym w następnym odcinku…

Chyba wystarczy filozowania na dziś. Zaraz znajdę coś miłego, łatwego i przyjemnego w odbiorze coby jak najszybciej zatrzeć aktualność tych dywagacji.

12345 3 głos(ów), średnia: 2.33
Loading ... Loading ...

1 Odpowiedź do “gdyby był to inaczej by wymyślił”


  1. 1 trekker

    no no :) idelana notka pod mój gust :) a że dawno nie komentowałem, to komentuję: bardzo się zgadzam z tym torem rozumowania.

Pozostaw odpowiedź