Jak oszczędzać w podróży

Modny temat – jak tanio podróżować. Od lat „zdarza” mi się podróżować i często staram się to robić w sposób budżetowy. Wakacje na full wypasie mają swój urok pod warunkiem, że a) dobrze czujesz się w luksusie b) potrafisz odpoczywać gdy nic się nie dzieje. Jak dla mnie luksus jest przereklamowany a wygrzewanie tyłka nad basenem jest fajne góra przez 3 dni. Poza tym to żadne podróżowanie a po prostu wczasy.

Podróż ma to do siebie, w przeciwieństwie do wczasów, że spotykają człowieka nieprzewidziane rzeczy i ciągle musi improwizować. A oszczędność podczas podróży jest gwarancją, że przeżyjemy znacznie więcej i zdobędziemy doświadczenia, o których w all inclusive nawet nie pomyślimy.

Osobiście traktuję oszczędzanie nie jako konieczność ale jako zdecydowanie pełniejszą formę podróży. Bez niej nie poznasz ludzi, nie będziesz wiedział jak działa dane miejsce, nie zobaczysz tego wszystkiego co jest niedostępne dla turysty, który nie ma oporów przy wyciąganiu portfela z kieszeni. Oszczędzając stajesz się dla tubylców partnerem, zwykłym człowiekiem a nie skarbonką z której trzeba wyciągnąć kasę.

Poniżej starałem się zebrać w jedno miejsce własne doświadczenia i metody na oszczędzanie, informacje zebrane z różnych stron w sieci oraz odnośniki do stron, które ułatwiają poszukiwania tanich sposobów na podróż. Część z tych informacji jest banałami o których pewnie większość osób wie, jednak warto sobie o nich przypomnieć od czasu do czasu i mieć to wszystko w jednym miejscu. Zatem porady są zarówno dla tych którzy tu wpadną z odmętów internetu jak i dla mnie samego abym w przyszłości miał swoja własną checklistę.

Przy okazji też kilka wskazówek może nie koniecznie do końca związanych z oszczędzaniem a raczej z tym jak wyciągnąć więcej z podróży, czego spróbować a co jest przereklamowane.

Acha. Sposób na „wypożyczalnię Walmart” to też sposób na oszczędność w podróży ale takich sposobów będziemy starali się tu unikać 😉


Transport


Samoloty

samoloty

O tanim lataniu w sieci jest informacji w ciul. Jeżeli ktoś nie śledzi na bieżąco to raczej nie ma co liczyć na ofertę w stylu na Kubę za 1 zł. Przy szukaniu okazji na tanie przeloty trzeba być albo cierpliwym albo bardzo elastycznym. Tu niestety panuje zasada nieoznaczoności – albo polujesz na konkretną destynację i nie zwracasz uwagi na terminy albo masz wyznaczony termin wakacji i szukasz gdzie można wtedy tanio polecieć. Trzeba mieć naprawdę niezły fart żeby znaleźć to co się chce w konkretny terminie po promocyjnej cenie.

Inna sprawa to loty na niewielkie odległości. Tu po prostu szukamy lokalnych linii i tych budżetowych gdzie nie koniecznie potrzebujemy wygód  i obędziemy się bez dużego bagażu za który trzeba dopłacać.

Kilka przydatnych linków:

I na koniec mała rada odnośnie dotarcia na lotnisko. Jeżeli masz do lotniska kawałek to zamiast wydawać na taksówkę kupę hajsu (zamiennie telepać się na ostatnią chwilę autobusem) może warto przemyśleć pojechanie własnym samochodem i zostawienie go na parkingu – niezłe ceny można znaleźć na www.startparking.pl. Osobiście nie korzystałem jeszcze z takiej opcji ale przy wyszukiwaniu informacji na potrzeby tego wpisu znalazłem tą ofertę i zostawiam ją tu w razie Niemca.


Pociągi

pociag_indie

Z pociągami mam małe doświadczenie poza przejściem procedury rejestracji w systemie kolei indyjskich, co było hmm… dość ciekawym przeżyciem. Ale o tym kiedy indziej. Wiem natomiast, że istnieje coś z czego zawsze chciałem skorzystać – wakacyjne bilety na pociągi po europie. Kupujesz sobie taki bilet i możesz przez miesiąc jeżdzić pociągami po całym kontynencie. Jak dobrze dograć można nocować w pociągach a zwiedzać za dnia w ten sposób unikając wydatków na noclegi 🙂


Autobusy

autobusy_nepal

Autobusy to najfajniejszy i często jedyny sensowny środek transportu na kilkudziesięcio/kilkuset kilometrowe trasy.

Co do Azji warto pamiętać o tym, że usługi dla turystów bywają „nieco” droższe niż dla lokalsów. Dlatego zanim kupi się bilet na autobus warto poświęcić parę chwil na rozeznaniu się w rynku.

Często dojeżdża się w jakieś miejsce np. na granicy, gdzie od razu podchodzi kilku naganiaczy, którzy oferują transport dokąd sobie życzysz. Zapytaj o cenę i idź dalej. Powiedz miło „noł, fenk ju, mejbi aj kam tu ju lejter”  i nie dyskutuj. Na targowanie przyjdzie czas. Zapytaj kilku kolejnych cwaniaków i rozejrzyj się dookoła czy nie ma w pobliżu jakiejś budki z napisem Turist cośtam, albo dworca autobusowego. O dworzec najlepiej zapytaj jakiegoś przechodnia (choć tu też pamiętaj o zasadzie – trust no one – przechodzień może chcieć Cię zaprowadzić do swojego znajomka, albo wskaże Ci jakieś podejrzane miejsce – zapytaj 3, 4, 5 osób – jeżeli zeznania będą spójne prawdopodobnie właśnie tam jest to o co pytasz). Gdy będziesz wiedział mniej więcej jak wygląda lokalna oferta, możesz podbijać tam gdzie było najtaniej i najsensowniej. I zacząć się targować.

Tego typu sytuacje mieliśmy często – jedna którą pamiętam, a dość jaskrawię pokazuje co mam na myśli, to gdy w Tajlandii już po zmierzchu dojechaliśmy na dworzec autobusowy w Zadupiu Dolnym i szemrany gość zaczął nam wmawiać, że wszystkie autobusy już odjechały i jedyna opcja to busik do którego zbierał turystów. Wystarczyło pójść za winkiel, podejść do kasy dworcowej i mieliśmy bilet na autobus, który odjeżdżał za niecałe pół godziny. Autobus był o połowę tańszy od busika naciągacza. Przy okazji był to całkiem niezły i wygodny autobus. Standard lepszy niż niejeden PKS. Busik to była azjatycka furgonetka z dwoma ławkami na pace i naturalną klimatyzacją w postaci szpar i otwartego tyłu. A wieczorem wtedy było całkiem chłodno i spadł na dodatek deszcz. Wystarczyła chwila nieuwagi a ponad godzinę drogi spędzilibyśmy w tym rozklekotanym busiku za kasę za którą mogliśmy zjeść następnego dnia dobre śniadanie i obiad.

Przy okazji: w Azji polecam przejażdżkę sleeping busem. Jeżeli masz do pokonania większy dystans kupujesz sobie bilet na takiego sleepera, który to bilet wcale nie musi być droższy od zwykłego autobusu i śpisz sobie w łóżku całą drogę. Oszczędzasz na noclegu i jednocześnie przemieszczasz się do kolejnego celu podróży. Przy czym warto zaznaczyć, że opcja dobra gdy podróżuje się w parach, bądź nie straszny nam przypadkowy osobnik pod kołdrą – tak, łóżka są podwójne i podróżując w pojedynkę może nam zostać dokwaterowany partner tak jak i w zwykłym autobusie. Ot randka w ciemno.

Autobus to też dobra opcja na podróże po Polsce. W porównaniu z pociągiem czy samolototem wychodzi znacznie taniej a i jak dokładnie zliczyć czasy podróży, na większości tras, nie ma większych różnic (na lotnisko trzeba dojechać, przejść odprawę – to też jest czas podróży; pociągi jak wiadomo pędzą w Polsce w zawrotnym tempie). A i z tego co wiem jakość i komfort takiej podróży często bywa na poziomie lotniczych połączeń międzykontynentalnych).


Samochód

balkany_qatryk.pl_0002

Samochodem zaliczyliśmy dwie niezłe wycieczki – Bałkany i EurpoTrip przez Włochy, Hiszpanię do Portugalii. Pojechaliśmy naszą niebieską strzałą – Volvem S80 ale szczerze mówiąc to nie jest najlepszy typ samochodu do takich wojaży. Z zazdrością patrze na ekipę Busem Przez Świat i sami mocno rozważamy zakup takiego magicznego pojazdu.

Główny problem to noclegi. Pomijam wybieranie się w podróż samochodem, którego naprawa może nas słono kosztować. Nam te 2 razy się udało przejechać bezawaryjnie, choć miewaliśmy chwile gdy słysząc różne dziwne stukotania zaczynaliśmy mieć wątpliwości czy uda nam się dojechać bez konieczności pozbycia się większej gotówki na naprawę.

Mieliśmy namiot i to jest jak najbardziej niezła opcja w przypadku samochodu w którym nie można spać. Tyle że każdy camping to też koszt i trudno go ominąć. Co do rozkładania namiotu na dziko mam wiele obiekcji choćby taką, że w razie problemów uniemożliwia to szybką ewakuację. Ponadto gdy codziennie zmienia się lokalizacje, rozkładanie i składanie namiotu to czynność do wyrzygania. Posiadanie busa, który w dodatku jest łatwy w naprawie to naprawdę dobra opcja, tym bardziej gdy jedzie nim ekipa, która dzieli między sobą koszty.

Co do campingów w Europie – są drogie, szczególnie w okresie wakacji często kosztują tyle co hostele. W dodatku paliwo też swoje kosztuje. I często traci się czas na przejechanie kolejnych kilometrów (w szczególności gdy jedziesz np. do Hiszpanii to mając ją za cel, choć po drodze można wiele zobaczyć, cały czas masz z tyłu głowy konieczność jechania dalej kolejnych setek kilometrów co skutecznie psuje radochę).

Zatem poruszanie się samochodem o ile nie ma się większej ekipy, zapasu czasu i ewentualnych rezerw gotówkowych nie jest najciekawszym rozwiązaniem na oszczędną podróż.

Z innej strony jest też opcja wypożyczenia samochodu i zwiedzenia w ten sposób najbliższej okolicy. Tak przejechaliśmy Fuerteventurę i Irlandię. Na krótką metę można i przespać się w takim samochodzie. Problemem może się okazać konieczność posiadania karty kredytowej oraz kilkuletnie posiadanie prawka. Dobrze też dokładnie doczytać co tam w umowie i jak wygląda ubezpieczenie. Z wypożyczalniami są dwie opcje: albo korzystamy z tych dużych, międzynarodowych i mamy jako tako gwarancję, że trafiamy na pewnego partnera, który nie będzie chciał nas przekręcić na kasę albo szukamy lokalnych wypożyczalni, które mają niższe ceny ale nie możemy mieć co do nich pewności. Dobrze jest wtedy popatrzeć w sieci na opinie o danej wypożyczalni albo chociaż wykonać mimimum i podejść do informacji turystycznej i tam zapytać się o dobrą wypożyczalnie (tak zrobiliśmy m.in. w Irlandii).


Skuter

skuter

Mój ulubiony środek transportu w Azji. Najszybszy i najtańszy sposób przemieszczania się na odległości do kilkudziesięciu kilometrów. Wynajęcie skutera na cały dzień to koszt rzędu 20-30 zł. Do tego paliwo za kolejne 20 zł. I za niecałe 50 złoty zyskujemy swobodę objechania najbliższej okolicy wzdłuż i wszerz. Nie musimy czekać na autobusy, targować się z riksiarzami. Możemy zboczyć z utartych szlaków i pojechać w miejsca do których nie docierają turyści.

Minusem może być ruch uliczny w Azji. Nie wiem czemu wiele osób się go boi. A to lepsze od GTA. Bo w realu. Można się wciskać, jechać pod prąd, na czerwonym, chodnikiem. Można wszystko i nikt nie ma pretensji. Z drugiej strony, bez obaw. Skuterem można jechać powoli, zachowawczo i też nic się nie stanie. Będą nas wyprzedzać, zajeżdżać drogę ale naprawdę nie ma się czego bać. Nikt na nas się nie wścieknie, że staniemy na środku, nikt specjalnie w nas nie wiedzie, a jak będzie trzeba to znajdzie się ktoś kto pomoże.

Co do samego wypożyczania – często czytam w sieci, żeby nie dawać paszportu tylko kserówki. Tylko, że ja nie wiem gdzie są wypożyczalnie, które akceptują to jako formę zabezpieczenia. Ja wiem że trochę głupio rozstawać się z dokumentem którego brak może sprowadzić na nas wiele problemów – z drugiej strony, zawsze ten paszport zostawiam bo inaczej zwyczajnie nikt mi nie pożyczy skutera. Trzeba na to spojrzeć w ten sposób – szczególnie w Azji mamy do czynienia z ludźmi dość uczciwymi. Jasne będą chcieli Cię naciągnąć, podbić cenę ale jeżeli sam nie podejmiesz decyzji żeby im zapłacić kwotę z kosmosu to nikt tam Cię raczej nie okradnie. Kolejna sprawa – paszport jest zastawem, rozpieprzysz skuter, który pewnie często jest dość mocnym akcentem w budżecie domowym, a ludzie ci mają gwarancję, że sprawa szybko zostanie załatwiona. Oczywiście pięknie byłoby po prostu zablokować środki na karcie kredytowej ale nie oczekujmy że ktokolwiek tam będzie miał takie możliwości techniczne. Ksero paszportu jest takim samym gwarantem czegokolwiek jak spisanie danych z paszportu czyli żadnym.

I bądźmy szczerzy gdyby z moim paszportem coś się stało to pierwsza osoba, która miałaby problem to ten gość z wypożyczalni. Bo mało kto lubi mieć jakiekolwiek spotkania z panami w mundurkach.


Autostop, yachtostop

Tu nie mam za wiele do powiedzenia. Wiem, że ludzie to robią. I tyle. Zostawiam tu pustkę sygnalizując jedynie temat.

Co do yachtostopu polecę poradnik, który znajdziecie na stronie loswiaheros.pl


Noclegi


Hotele, Hostele

pokoj_z_widokiem

Hotele zostawmy. To jest gruby temat o którym można długo. A ja nie mam w tym doświadczenia na tyle aby dawać jakiekolwiek rady. Wiem natomiast, że tematem warto się zainteresować bo często można znaleźć naprawdę ciekawe oferty. Tu polecam obserwować blog: hotelspotter.pl oraz przeczytać wpis autora tego bloga na temat programów lojalnościowych i innych pomysłów na oszczędne noclegi w hotelach u Michała z jakoszczedzacpieniadze.pl

Hostele to osobna historia. Zacznijmy od tego, że rezerwowanie hostelu to ostateczność. Lądujesz gdzieś późnym wieczorem i dla świętego spokoju można zrobić sobie taką rezerwację. Do tego można się posłużyć jednym z portali wymienionych niżej. Jednak jeżeli masz czas jest to bez sensu. Po pierwsze to co na zdjęciach a to co w rzeczywistości to dwie różne sprawy. Po drugie nie znasz cen i to co wydaje się tanie, w porównaniu z konkurencją wcale tanie nie musi być. Z hostelami jest o tyle prosto, że w każdym mieście od Indii po Indonezję wszystkie hostele znajdują się w obrębie jednej, dwóch ulicy w dzielnicy turystycznej. Szybko można przejść przez kilka z nich i wybrać to co nam najbardziej odpowiada. A na portalach do rezerwacji obecnych jest 1/4 tych hosteli.

Strategia jest prosta – podobnie jak przy szukaniu połączeń autobusowych – zaczynasz od sprawdzenia ceny, jeżeli jest na akceptowalnym poziomie idziesz obejrzeć pokój. Tu często dajemy sobie spokój. Jeżeli pokój jest ok, przechodzimy do negocjacji ceny. Zawsze da radę coś utargować – jeżeli nie cenę to jakieś dodatkowe opcje – śniadanie, ciepłą wodę, etc. Możemy też wspomnieć o swoich planach – chęci wypożyczenia skutera, roweru, wybrania się na jakąś wycieczkę. To daje kartę przetargową. Oczywiście nie kupujemy nic od razu. Dowiadujemy się jaką ofertę ma gospodarz.

Hostele to miejsca gdzie można załatwić wszystko i jeżeli tylko nawiążemy nić sympatii z właścicielem będzie nam w stanie załatwić wszystko po kosztach. Tak ostatnio dobiliśmy dobrych targów w Nepalu. Dostaliśmy zniżkę na pokój, mieliśmy zawsze ciepłą wodę gdy tego chcieliśmy (a zważywszy że w Nepalu są problemy z prądem było to mocnym atutem), wymieniliśmy pieniądze po kursie którego nie uzyskaliśmy w żadnym kantorze, wynajęliśmy solidnego przewodnika na trekking też po cenie której nie oferowało żadne biuro w mieście. Dlatego zawsze od samego początku trzeba próbować wyczuć z kim handlujemy. Jeżeli pojawiają się jakiekolwiek wątpliwości, robimy w tył zwrot. Zawsze możemy wrócić.

Osobiście często mam opory przed wybrzydzaniem. Prawda jest taka, że większość hosteli jest do siebie podobna, a różnica kilku złotych w mojej głowie nie kalkuluje się na czas stracony na łażenie po mieście z ciężkim plecakiem. Lecz coś za coś. W ten sposób zdobywa się cenne informacje i dowiadujemy się ile konkretnie warte są pieniądze, które mamy w kieszeni. Wiele razy okazywało się, że budynek dalej za taką samą cenę dostawaliśmy zadbany pokój z miłą obsługą podczas gdy we wcześniejszym miejscu na które już mieliśmy się zdecydować, nie chcieli zejść nawet symbolicznie z ceny za pokój z zagrzybioną łazienką.


CouchSurfing

CouchSurfing to jest jeden z przykładów jak piękne może być podróżowanie i gdzie jest jego sens. Nikomu kto podróżuje chyba rzeczy tłumaczyć nie trzeba. Za pomocą couchsurfingu nie tylko przenocujemy u kogoś za darmo, ale przede wszystkim poznamy lokalną kulturę, spotkamy ludzi i poznamy ich historię. Naprawdę polecam się tam zarejestrować i choć raz podczas podróży skorzystać – na początku choćby dołączyć do jakiegoś miejscowego spotkania.

Oczywiście różnie bywa i na różnych ludzi można tam trafić. Warto zatem poświęcić chwilę na poszukaniu osób których profile do nas przemawiają.


Jedzenie

IMG_20141224_120730

Na początek mała uwaga. Nie rozumiem ludzi z problemami żołądkowymi. Tym bardziej nie rozumiem ludzi, którzy uważają za ostre rzeczy poniżej 100 000 SHU. W tym względzie ten punkt może się dla niektórych wydać nieprzydatny a moje rady mądrościami z dupy.

Mimo tej uwagi na początek pewne zasady, które warto powtarzać w nieskończoność bo nieskończoność ludzie popełniają te same błędy.

Przede wszystkim unikamy kranówy. Unikamy ogólnie wody z niepewnych źródeł. Przynajmniej przez pierwszy tydzień nie bierzemy do ust wody którą piją lokalsi. Za to jemy wszystko to co oni i nie szczędzimy tych wszystkich sosów o których słyszałem, że są podobno ostre. Nie są. Są odpowiednie do uodpornienia się na te wszystkie bakterie na które nie jesteśmy odporni. (Dobra pewnie są, bo gdy mówiłem w knajpach, że nie zrobili mi tak jak chciałem – ostro, to się zawsze wszędzie dziwili. Nie zmienia to faktu, że ostre dla własnego dobra trzeba zjadać).

Po tygodniu takiej diety możemy zjeść sobie jakiegoś owocka, przy czym dla bezpieczeństwa możemy go mimo wszystko umyć wodą z butelki. Ostatecznie możemy zacząć myć zęby w kranówie starając się jednak jej nie łykać. Największa trucizna, znacznie gorsza od sosiku z piri piri jest lód. Żadnego lodu. Konsumując sosik będziecie mieli dwie chwilę nieprzyjemności – podczas jedzenia i podczas dwójki. Po kostce lodu macie z bani co najmniej dwa dni.

To był niezbędnik w ramach higieny podróży dla żółtodziobów.

Teraz z górki. Kolejny banał – zjadamy wszystko co dają w tych wszystkich budkach na kółkach. To jest wszystko robione na głębokim tłuszczu i nie ma się co martwić o warunki sanitarne. Jeżeli nie jest na głębokim tłuszczu to jest z sosikiem skutecznie neutralizującym wszystko co może zaszkodzić. I przede wszystkim to jest pyszne. Najlepsze żarcie na świecie. Jak ktoś ma fioła na punkcie konserwantów i chemii w żarciu to to jest raj. Mówię tu oczywiście o Azji i innych krajach uważanych za przedsionek cywilizacji.

W przypadku Europy – no cóż. Jedzenie w europie ma niewątpliwie wiele mocnych stron i bywa pyszne. Ma też jeden zasadniczy problem – cena. Zjedzenie jednego posiłku w restauracji to często wydanie pieniędzy, które starczyłyby na tydzień zakupów w markecie.

Jest na to podobny sposób jak w przypadku Azji – jedzenie lokalsów. I tu wracamy do CouchSurfingu – o ile w Azji budki i tanie lokalne knajpki są na każdym rogu o tyle w Europie trzeba wiedzieć gdzie co i jak. Zresztą popatrzcie na to z perspektywy własnego miasta. Żeby tanio i dobrze zjeść trzeba wiedzieć gdzie. Gdzie skręcić, gdzie w gąszczu restauracji kryją się te knajpy gdzie warto zajrzeć. Gdzie tatar to tatar a nie mikrocoś za 5 dych. I tu się przydaje kontakt z takim autochtonem, który powie gdzie, co i jak.

Foodporn to też bardzo rozległy temat – o ile macie wysublimowane podniebienie i chcecie wiedzieć gdzie co zjeść, a rada aby było smażone i polane ostrym sosem nie wystarcza, polecam zajrzeć na: tasteaway.pl


Inne przydatne rady wujka Qatryka

balkany_qatryk.pl_0009

  • Przewodnik – weź ze sobą przewodnik. Jedyne co można nazwać przewodnikiem to Lonely Planet. Tam znajdziesz ceny, adresy hosteli, restauracji, mapki, dowiesz się co zobaczyć w okolicy, jak i czym jechać aby dostać się do kolejnego miasta. Ok często można się nadziać, szczególnie w przypadku knajp, i oczywiście opisane są wszystkie must see, ale tak czy inaczej to jest rzecz którą musisz mieć. I jest analogowa więc się nie rozładuje jak będziesz w dupie.
  • Ubezpieczenie – ubezpiecz się. I to dokładnie sprawdź co jest w warunkach ubezpieczenia. Czy rozliczą Ci wizytę u lekarza i leki bezgotówkowo. Bez ubezpieczenia po bliskim spotkaniu mojej Beaty z małpą w Kathmandu bylibyśmy w plecy 1300 dolców. Więc się ubezpiecz.
  • Karta płatnicza – karta która jest „kartą podróżną”. Ja nie mam innych. Zwyczajnie poprzez kartę nie mam dostępu do większości zgromadzonych pieniędzy. Zgubisz, ukradną ci – lepiej nie mieć na takiej karcie za dużo. Karta ma być zwykłą debetówką z limitem dziennych wypłat i środkami które co najwyżej zapewnią Ci bezpieczną ewakuację. W razie czego w bezpiecznych warunkach zrobisz sobie przelew z subkonta na konto do karty.
  • Gotówka – zabieraj z Polski dolary albo euro. Większości egzotycznych walut w Polsce nie kupisz. Z bankomatu wybrać warto w ostateczności (o ile masz jakąś fajna kartę dzięki której nie płacisz za pobranie gotówki zagranicą kosmicznej prowizji) – przeliczniki nie są oszołamiające ale też wiele się na spreadzie nie traci. Najlepiej jednak posiadać dolary i wymieniać je na miejscu. O dywersyfikacji chyba nie muszę mówić. Posiadane zasoby dzielimy na 3-4 i odkładamy w różne miejsca w portfelu mając jedynie drobne.
  • Bagaż – jak najmniejszy. Nie bierz ze sobą za dużo. Ubranie można kupić za grosze. Wszystko można kupić na miejscu. Może mało to oszczędne na pierwszy rzut oka ale w rzeczywistości jest tak że jadąc w egzotyczne miejsce kupisz wszystko taniej niż w Polsce. I nie będziesz musiał tego tachać. Każdy kilogram robi różnicę gdy chodzisz i szukasz noclegu, albo przemieszczasz się z jednego miasta do drugiego. 15 kg na plecach to maks.
  • Apteczka – w kontrze do poprzedniego punktu, miej dobrze przygotowaną apteczkę. U Tomka Michniewicza znajdzie dobry zestaw.
  • Szukaj, dowiaduj się – to ile wydasz jest kwestią Twojej świadomości i wiedzy. Choćbym tu opisał każdą podróż najdokładniej, w Lonly Planet znajdowała się najbardziej aktualna wiedza i tak jeżeli nie będziesz szukał, pytał i kalkulował nic ci po takich radach.
  • Kombinuj – podczas naszej pierwszej wyprawy do Indonezji uruchomiłem stronę (która aktualnie od jakiegoś czasu czeka na odświeżenie) oraz dedykowaną stronę na Facebooku. Z FB chodziło o to aby znajomi i rodzina miała od nas jakieś info od czasu do czasu, więc nie był to projekt w żaden sposób komercyjny. Zresztą tak robilismy kilka razy aż w końcu postanowiliśmy uruchomić jeden profil na każdą kolejną wyprawę – więc przy okazji zapraszam na Lucky Roads 😉 . Strona też była raczej tylko miejscem na dłuższe formy które pisałem i wrzucenie większej ilości zdjęć.
    Wtedy przy okazji napisałem do kilku hoteli czy w zamian za reklamę na stronie nie dali by nam jakiejś zniżki albo darmowego pokoju na kilka dni – odzew może nie był imponujący, ale padło kilka propozycji zniżek i wspólnych drinków z menadżerami tych hoteli. Plus jeden strzał w dziesiątkę – jednym z hoteli zarządzał człowiek z Polski – dał nam zajebisty pokój w hotelu w Ubud – puribungahotel.com. W sylwestra. Na 4 dni. A potem jeszcze przed odlotem wspólnie imprezowaliśmy u niego w domu. (Pozdro Andrzej;) )
    Pomysł jest do wykorzystania w takiej czy innej formie – zawsze warto kombinować, zapytać bo a nóż, widelec. Pamiętajcie aby być jednak w tym uczciwymi – ja stronę utrzymywałem ponad 3 lata choć umówiliśmy się na rok. I mam ją zamiar odświeżyć i w dalszym ciągu utrzymywać z aktywną cały czas reklamą hotelu.
  • Na koniec polecam pobrać i przeczytać Poradnik Taniego Podróżowania stworzony przez o wiele bardziej doświadczonych, tanio podróżujących chłopaków z bloga Paragon z Podróży

Tematu w żadnym wypadku nie wyczerpałem. To tylko zgrubne zebranie kilku najważniejszych doświadczeń własnych i adresów w sieci z których korzystam.

Jeżeli masz własne patenty na tanie podróżowanie, uważasz że o czymś istotnym zapomniałem albo gdzieś postawiłem dużego babola, dawaj śmiało znać w komentarzu.

Posted in Bojowe przygody.
  • Świetne zestawienie, bardzo ciekawym pomysłem wydaje mi się wynajęcie i podróżowanie na skuterze – nawet nie wiedziałam, że tak tanio można je wypożyczyć.

  • Bardzo fajne zestawienie. 🙂 podróżowanie lokalnymi środkami jest świetne, ale faktycznie, czasami warto się rozeznać, który z tych sposobów jest najtańszy. (tak zwiedziliśmy Gruzję), wynajęcie auta też się sprawdza (Portugalia) i mam przetestowane. Dzięki za wiele rad!

  • Pingback: Poradnik – The ultimate guide how to start travel | Qatrykowe boje()