Łukasz Foltyn (to ten Pan, co to stworzył GG i stwierdził, że nikt więcej nie powinien czegoś takiego wymyślić) postanowił bawić się w politykę. Kiedyś Jeremi Libera wymienił z nim kilka uprzejmości ( tu i tu), co raczej nie przemówiło naszemu Panu Gadu-Gadu do rozumu no i dalej próbuje on przekonywać do swoich wizji rynku, ekonomii i świata. Znalazłem sobie właśnie bloga Pana Foltyna a tam między innymi jego program jako jedynki z listy pselu. I bardzo on mnie zafascynował. Jest w miarę krótki, więc bez urazy, bo to co zrobię zaraz można pewnie zrobić z większością tego typu programów. Najpierw go zacytuję a potem powiem, dlaczego mógłbym się z Panem Foltynem nawet zgodzić, gdybym oczywiście nie wiedział, że ten jego program to zwykły plan zniewolenia. Ale do rzeczy:
(blablabla) Poniżej przedstawiam moje główne postulaty programowe:
1. Wprowadzić świadczenie na każde dziecko w wysokości 300 zł miesięcznie
2. Zapewnić darmowe posiłki dla dzieci i młodzieży w szkole
3. Podnieść wydatki na służbę zdrowia z 4.25% PKB do 6% PKB, zapewniając tym samym bezpłatny dostęp do wszystkich procedur medycznych niezbędnych do zachowania życia i zdrowia
4. Podnieść wydatki na edukację z 4% PKB do 6% PKB, zapewnić bezpłatną naukę angielskiego dla wszystkich dzieci, zwiększyć ilość zajęć dodatkowych, kół zainteresowań.
5. Podnieść płacę minimalną do 1200 zł netto
6. Zlikwidować składkę ZUS i składkę zdrowotną- wprowadzić finansowanie świadczeń ZUS i służby zdrowia bezpośrednio z budżetu.
7. Rozwinąć budownictwo socjalne szczególnie dla młodych osób z dziećmi, oraz dla rodzin żyjących na wsi nie mających tam gospodarstw zapewniających odpowiednio wysokie dochody. Czynsz w mieszkaniach komunalnych i socjalnych uzależnić od dochodów.
8. Wprowadzić prosty przejrzysty system podatkowy, ze stawkami progresywnymi- od 30% do 50%, zamiast obecnych 19%,30%,40% i składki ZUS. Dochody z działalności gospodarczej, dywidendy ze spółek kapitałowych oraz dochody kapitałowe byłyby opodatkowane na zasadach ogólnych. W razie potrzeby należy rozważyć podniesienie podatku VAT, w związku z czym nie należy jednak spodziewać się wzrostu cen, gdyż wzrost VAT będzie w większości przypadków sfinansowany przez przedsiębiorstwa. Dzięki tym zmianom uzyska się finansowanie wydatków wymienionych w punktach 1-7
Zanim zacznę - wszystkie te punkty mają jedną wadę - za cholerę Pan Łukasz nie chwali się jak ma je zamiar wprowadzić w życie. To znaczy niby wymienia źródełko w ostatnim punkcie, no ale Panie Łukaszu toż to pójście na łatwiznę. Dlatego będę dobry i podpowiem Panu jak je zrealizować:
ad 1. Wystarczy że zrezygnujemy z podatków i do kieszeni każdego rodzica trafi znacznie więcej aniżeli te 300 zł. Oczywiście są ludzie którzy nie pracują, ale podatki to nie tylko podatek dochodowy. Podatek np. mamy w chlebku, masełku, powidłach, srajtaśmie, sweterkach, śliniaczkach itd. Rezygnacja z podatków pozostawia nam de facto w kieszeni ponad 80% owoców naszej pracy, które dziś są bezlitośnie łupione na ten etatystyczno urzędniczy system. Oczywiście w tym momencie pozbawimy tych, którzy nie pracują wszelkiej państwowej pomocy. Ale czy tak naprawdę coś takiego istnieje? No cóż śmiem twierdzić, że wszelkie zasiłki, które idą do ludzi - idą do dwóch grup:
-tych, którzy zarabiają cokolwiek łapiąc od czasu do czasu fuchy, ale mimo to ledwo wiążą koniec z końcem m.in. dzięki temu że chlebek, masełko, powidełka, bilet tramwajowy itd składają się w dużej mierze z podatków przez co to co ci ludzie z trudem zarabiają państwo im najzwyczajniej w świecie podpierdala,
-oraz ludzi, którzy są zwykłymi darmozjadami i cwaniakami żerującymi na tym powalonym systemie. I ja się tym ludziom nie dziwie - proszę też nie myśleć, że w jakikolwiek chciałbym tych ludzi obrazić - w końcu mój ś.p. tatko długie lata zasilał swe wątpliwe fundusze rentą, którą dostawał za to że kompletnie nie szanował swego zdrowia.
Grupa osób na której panu Foltynowi najbardziej prawdopodobnie zależy nie dostaje od państwa nic. NIC. Żyją w kompletnej stagnacji, nie wiedzą co z sobą robić i wielu z nich ma szanse na przetrwanie jedynie dzięki fundacjom a przede wszystkim innym ludziom. Ja bynajmniej twierdze że zdelegalizowanie tej kradzieży jaką są podatki wszystko zmieni. Nie - istnieje jeszcze wiele innych zamordystycznych cech państwa które ograniczają ludzi i wdeptują ich w glebę. Ale jest to jeden z warunków koniecznych, jeżeli chcemy aby ludzie mogli żyć a nie egzystować.
Dziś człowiek, który mógłby zarabiać 3000 zł jest okradany w ten sposób że de facto zawierając umowy (kupując chlebek, masełko etc.) z innymi ludźmi jest w stanie dysponować 1000 zł z tych środków. To, co w zamian za te ukradzione 2000 zł oferuje mu państwo jest warte prawdopodobnie góra 500 zł. Pomyślmy, jakie usługi moglibyśmy otrzymać gdybyśmy dysponowali sami tą kwotą?
ad 2. W pełni się zgadzam. Uważam zresztą, że nie tylko dzieci ale każdy powinien chodzić najedzony. Tylko tu znów problem z tym jaką drogę obierzemy. I żeby nie wchodzić już jakby to pewnie Pan Foltyn nazwał w moje utopie - prosty sposób na to aby te dzieciaki nie siedziały w szkole głodne. Niech Pan Foltyn zamiast podnosić podatki do 90% całości mojego dochodu, zainteresuje się np. armią. Że tak się wyrażę na chuj siłą zaciąga się co roku do armii ileś tysięcy młodych ludzi którzy mogli by w tym czasie płacić tę złodziejską daninę jaką są podatki? Ile to kosztuje - czy może nie przypadkiem tyle że starczyłoby na posiłek dla każdego dzieciaka? A czego uczy wojsko – jak być zwierzęciem?
ad 3. PKB to fajna rzecz. Można napisać podnieśmy sobie wydatki z x% do y% PKB. Ale co to oznacza? Kto z czego ma te wydatki podnosić?
Za wikipedią - “PKB opisuje zagregowaną wartość dóbr i usług finalnych wytworzonych na terenie danego kraju w określonej jednostce czasu (najczęściej w ciągu roku)”.
Czyli to nie jest tak, że PKB to leży sobie w kasie państwo i czeka aż przyjdzie Salomon Foltyn i sprawiedliwie rozdzieli bogactwa. PKB wskazuje jedynie ile w ciągu roku wszyscy sobie razem zarobiliśmy. I teraz ktoś chce to podzielić - czyżby trochę było to nie fair że ktoś sobie wpada i mówi oki to od jutra, sorry Winetou, trochę więcej ci podprowadzimy?
Wracając do meritum. W sumie mógłbym się nawet zgodzić że warto by było wydawać więcej na opiekę zdrowotną. Lubię wielu ludzi i wolałbym aby pożyli dłużej niż krócej, a im medycyna będzie lepiej rozwinięta tym pewnie i łatwiej będzie pożyć dłużej. Tylko że dlaczego ja nie mam zadecydować o tym ile przeznaczę na tę opiekę zdrowotną? Dlaczego jakiś urzędnik wie lepiej ile MOJEJ kaski trzeba wydać na MOJE zdrowie? Panie Łukaszu aby podnieś wydatki na opiekę medyczną trzeba zadbać o to aby po pierwsze ludzi było stać na to aby płacili więcej, a po drugie żeby mogli sami decydować gdzie te pieniądze popłyną. Wtedy nie tylko usługi medyczne poprawią znacznie swą jakość, ale i ludzie chętniej będą wydawali pieniądze. I pana upragnione wydatki na opiekę zdrowotną spokojnie przekroczą nawet i ten magiczny próg PKB, który Pan raczył wyznaczyć.
ad 4. Pominę w tym punkcie kwestie finansowe, bo powyżej trochę o nich pisałem. Oczywiście tu jest trochę inny problem z finansami, ale celnie Pan Foltyn zauważa, że z edukacją to nie tylko problem pieniędzy mamy. To, że na edukacje nie ma kasy mnie nie dziwi - to że prywatne szkolnictwo jest dla mnie remedium oczywiście nie jest w tym miejscu ważne.
Jednak na co innego chciałbym zwrócić uwagę panu Foltynowi. Otóż jak wszędzie z wszystkim wokół edukacji wiążę się kupa przepisów. Chłopaki z podwórka nie mogą sobie zrobić boiska na pobliskim skwerze, bo musieliby mieć zezwolenie. W opuszczonej piwnicy nie mogą sobie zrobić klubu, w którym by się spotykali i nie wysiadywali na ławkach przed blokiem. Bo na to wszystko musi się zgodzić jakiś urzędnik. I nawet jak już się zgodzi to inny urzędnik musi wydać zezwolenie, a kolejny stwierdzić czy przypadkiem dwaj poprzedni nie złamali zasad BHP. I tak w koło. W ten sposób kilku gości, którzy siedząc na ławce wykombinuje sobie jakiś cel, zaraz oberwie po łbie i jeszcze ktoś policje na nich naśle. Więc po co mają cokolwiek próbować robić skoro siedząc na ławce mogą spokojnie walnąć w łeb jakiegoś przechodzącego jelenia i na piwko będzie. Tu się problemy zaczynają. Potem mamy szkołę, która także jest regulowana kupą przepisów, które zabraniają, nakazują, wskazują, zalecają od dyrekcji na uczniu kończąc jak każde z nich ma postępować. I zamiast tworzyć wspólnotę i podkręcać wszelkie inicjatywy, których wśród młodych ludzi nie brak, tworzą konflikt nakazując przeważnie dyrekcji walnąć obuchem takich niesfornych w łeb. No i takich przykładów można znaleźć kupę, mnie już całe szczęście one nie dotyczą, ale wystarczy zapytać kilku młodych ludzi, co ich tak naprawdę ogranicza – nie stwierdzą że brak kasy, to jest rzecz drugorzędna. Ograniczają ich wszelkiej maści urzędasy, których tworzy się dla ich dobra całą masę. Ten system jest apatyczny, brak w nim serca i ducha, przez to między innymi, że pan minister w ministerstwie wie lepiej.
ad 5. Tu pojadę Korwinem – wystarczy wolny rynek a każdy, kto będzie chciał pracować będzie dostawał nawet więcej. To temat na zupełnie oddzielny watek, więc na razie zostawię.
ad 6. „Zlikwidować składkę ZUS i składkę zdrowotną- wprowadzić finansowanie świadczeń ZUS i służby zdrowia bezpośrednio z budżetu.” … z budżetu domowego każdego obywatela.
ad 7. Tu mamy zdaje się trzy różne problemy. Młodzi rodzice, ludzie ze wsi i ogólnie kwestia tego kto, ile i za co powinien płacić. Zacznijmy od końca. Również uważam, że w zależności od dochodów każdy powinien płacić inaczej za to gdzie mieszka. Jeżeli ktoś zarabia dużo, mieszka w mieszkaniu o wysokim standardzie naturalnym jest, że będzie płacił więcej od kogoś, kto mieszka w mieszkaniu o standardzie niższym i niższych zarobkach. Dziwne byłoby to wtedy gdyby było na odwrót – mam nadzieje, że tego Pan Łukasz nie postuluje, bo chyba rozumie to, że nikomu nie opłacałoby się zarabiać dużo, a to implikowałoby to, że któregoś dnia nie za bardzo mielibyśmy z czego finansować ten wysoki standard dla wszystkich.
Co do ludzi na wsi. A może by tak zacząć od takich prozaicznych rzeczy jak deregulacja rynku ziemi? Zniesienie czegoś takiego jak klasyfikowanie ziemi, pozwolenia na bycie rolnikiem, dofinansowywanie nierentownych gospodarstw, czyli wszystkich tych regulacji przez które ludzie nie są w stanie po pierwsze pozbyć się niepłodnej ziemi a po drugie reformować swoich gospodarstw tak aby przynosiły większe zyski. To wystarczy i wtedy dochody tych ludzi zwiększą się i nie będą musieli uciekać do znienawidzonych miast i tworzyć slumsy, jako ludzie nieprzystosowani do realiów życia w metropoliach.
I teraz problem ludzi młodych. Jeżeli chcemy, aby mieli oni mieszkania trzeba im pozwolić na nie zarobić. Wielu deweloperów tylko czeka na klientów i okazję do tego, aby sprzedać kolejne mieszkanie. I tu są dwie strony medalu.
Z jeden jest deweloper, który jest gnębiony przez państwo i każdy dom, który mógłby wybudować w ciągu dwóch lat, tak naprawdę powstaje w naszych realiach przez lat dziesięć. Liczba zezwoleń, które musi zdobyć deweloper powoduje to, że czas budowy od zakupu ziemi do zamieszkania pierwszego mieszkańca wydłuża się kilkukrotnie a to w konsekwencji powoduje znaczne podrożenie kosztów.
Z drugiej strony młody człowiek, aby pójść do pracy i zarobić na mieszkanie znów spotyka się z całym mnóstwem ograniczeń, które ponoć mają pozwolić mu uniknąć wyzysku. I tak młody człowiek nie może każdego ze swych drobnych pomysłów realizować, bo musi najpierw zarejestrować się w odpowiednim urzędzie, a przede wszystkim ze wszystkiego spowiadać się przed fiskusem. Co więcej, jeżeli pomysł jego nie wypali w niczym go to nie usprawiedliwia i tak musi państwu zapłacić haracz.
Więc, po co młody człowiek ma podejmować ryzyko? Nie tylko może stracić pieniądze, ale co śmieszniejsze w naszym systemie karnym za nie zapłacenie podatku można trafić do więzienia. Za to np. że chciało się zarobić pieniądze na mieszkanie dla swojej rodziny, państwo ma prawo zamknąć człowieka pozbawiając go możliwości jakiejkolwiek próby zapewnienia lepszej przyszłości rodzinie.
Co do ostatniego punku wypowiedziałem się na początku tych rozważań.
Panie Łukaszu – teraz jeszcze bardziej na serio - ja naprawdę uważam, że cele, które sobie Pan stawia są całkiem sensowne. Ale droga, która Pan proponuje prowadzić może tylko w stronę degeneracji społeczeństwa, kompletnego rozpadu wartości i pozbawienia wielu ludzi resztek moralności, które tlą się jeszcze w ich sercach.
Ktoś kiedyś powiedział coś w tym stylu: boje się ludzi, którzy kierują się w życiu tym, co przeczytali w jednej książce. Wydaje mi się, że krytykując wolnorynkowe podejście do ekonomii krytykuje pan tak naprawdę zastaną rzeczywistość i swoje wyobrażenie zaczerpnięte z lewicowych czytanek a nie prawdziwy wolny rynek. Bo Pan najwyraźniej nie wie, na czym tak naprawdę polega wolny rynek – patrzy Pan na niego przez pryzmat tego, co widzi, na co dzień i to nazywa wolnym rynkiem. Jednocześnie będąc człowiekiem empatycznym pragnie Pan dobra dla wszystkich w koło. I Oki. Ale rzeczywistość nie jest tak prosta i łatwa w sterowaniu jak Pan twierdzi. Każdy państwowy ruch, każda regulacja, powoduje reakcję, której nie jest Pan w stanie przewidzieć. Ja też nie jestem, ale historia pokazuje, że każda próba regulowania zwiększa w innych obszarach poziom deregulacji i wytwarzając w nim nienaturalny chaos. A to wcale nie powoduje powstania obok państwa samodzielnej struktury. Obszar tworzący się obok państwa przyciąga bandziorów i męty, co znów powiększa zagrożenie dla zwykłego człowieka. Nie dość że, z jednej strony uciskany jest przez państwo, z drugiej musi obawiać się tego że próbując uwolnić się spod państwowych restrykcji natknie się na jakiś gang.
Oczywiście w większości ludzie radzą sobie doskonale mimo tych wszystkich przeciwności i szara strefa jest jednym z głównych fundamentów każdej społeczności. Obawy zwiększają się gdy państwowe regulacje zaczynają wchodzić w coraz większe obszary ludzkiego życia, przez co i te jeszcze zdrowe obszary rynku zaczynają wpadać w ręce coraz silniejszych grup paramafijnych.
Wydaje mi się, że zarówno Pan jak i każdy polityk, żyjecie w kompletnym oderwaniu od rzeczywistości. Nie zdajecie sobie sprawy, że świat funkcjonuje nie dzięki Wam ale pomimo Was i waszych pomysłów. Już dziś większość obywateli każdego dnia nieświadomi popełnia zapewne kilka przestępstw. To, w jaki sposób chciałby Pan wprowadzać powszechne szczęście może prowadzić jedynie do tego że najpierw będzie musiał Pan pobudować mnóstwo więzień, potem każdego po kolei powsadzać, a będąc bezkompromisowym w tym o czym Pan mówi, zapewne na końcu będzie Pan musiał wsadzić sam siebie.
Konkludując – z egoizmem, chęcią zysku i pragnieniem szczęścia każdego człowieka nie ma co walczyć. Te cechy ludzi nigdy nie znikną. Trzeba jedynie pamiętać, że jak pisał Adam Smith:
“To nie z życzliwości rzeźnika, właściciela browaru czy bankiera możemy spodziewać się obiadu, ale z ich troski o własny interes. Zwracajmy się zatem nie do ich człowieczeństwa, ale do ich samouwielbienia i nigdy nie mówmy im o naszych potrzebach, lecz o ich zyskach. (…) Goniąc za własnym interesem jeden człowiek częściej wspiera innych bardziej skutecznie, aniżeli wtedy, gdyby naprawdę zamierzał ich wspierać. Nigdy nie spotkałem zbyt wiele dobra uczynionego przez tych, którzy handlowali dla dobra publicznego”.

qatryk:



Panie Qatryk, Pan nie zrozumiał Pana Foltyna. Pan Foltyn jest sprytnym liberałem, który w Wallenrodowskim geście postanowił najpierw wkupić się w łaski lewactwa-robactwa i potem ich swoim programem ośmieszyć.
kurde, ja człowiek małej wiary - no nie przyszło mi to do głowy. Ja durnaty, głupkowaty…
Trafilem tu ze strony http://www.lukaszfoltyn.pl - masz racje w tym co piszesz
Po tym poscie wiem juz co znaczy to co mowi JKM “Chcacemu nie dzieje sie krzywda”-nie bardzo moglem to zrozumiec. JKM chce to wprowadzic do konstytucji ze chcacemu nie dzieje sie krzywda. Mam pytanie przeciez jesli to wprowadzimy to caly KK bedzie niezgodny z konstycja bo przeciez jesli ktos chce przeprowadzic zamach terrorystyczny to tez jest “chcacym”. Czyli co nie karac?
ja tam nie za bardzo wyznaje się w tym co gada sobie JKM. Wiesz ja tam jestem radykał utopista i najchętniej cały KK wypieprzyłbym do śmietnika :>
A na serio: w naszym magicznym prawie jest wiele rzeczy niezgodnych z konstytucją. ba, sama konstytucja jak ją brać na logikę jest nie za bardzo zgodna z… konstytucją. Więc czym tu sie przejmować?:>
Co do terrorystów: nie dokładnie wiem o co chodzi z tymi chcącymi ale to raczej polega pewnie na tym że jak chcesz coś z sobą zrobić to masz do tego pełne prawo i nikt nie powinien sie wtrącać - to implikuje także prawo do decydowaniu o owocach swojej pracy. Natomiast gdy tym swoim chceniem zaczynasz nachodzic na chcenie innego człowieka to to już nie jest takie proste - w skrajnym przypadku jeżeli wchodzisz swoim chceniem na chcenie innego człowieka przeżycie to musisz się liczyć np z tym że ten inny człowiek nie będzie miał też żadnych ograniczeń co do tego swojego chcenia przeżycia… nawet za cenę twego. A jak by się okazało że jakiemuś terroryście się to nie będzie podobało to ludzie sami sobie już wymyślą bat na takiego dziadygę.
pozdr