Zaciekawiła mnie pewna dyskusja na temat pewnej akcji. Moje rozważania na ten temat skupie na pewnej kwestii którą poruszył Paweł Wimmer. O etycznych stronach trochę dużej by trzeba pisać. Kwestie te w większości opinii (np. Room 303 i Bellois oraz 7pl) są jakoś tam przedstawiane i choć z wieloma bym sobie popolemizował (albo raczej dostarczył mniej emocjonalnych argumentów) to skupie się jedynie na kwestii ekonomicznej.
Pan Wimmer tkliwi się nad biednymi firmami które to mają cierpieć z powodu tego czerwonego znaczka który mam w pasku nawigacyjnym przeglądarki. Ba, z jego wywodu mogłoby wynikać że Internet czeka katastrofa z powodu niechęci do dobroczynnych praktyk reklamodawców i reklamotwórców.
Moje pytanie jest takie - wolny rynek jest dla kogo? Dla konsumenta czy dla tego kto dostarcza konsumentowi produkt do konsumowania? Tok myślenia przedstawiony przez twórców kampanii NoAdBlock uważa zdaje się że dla tych drugich. Oczywiście można sobie pościemniać że dobro firmy dobrem jej konsumenta.
Sprawa tymczasem jest prosta. Jeżeli nie chcę korzystać z czyjegoś produktu to nie jest to mój problem. Co więcej moim podstawowym prawem jest olanie takiego produktu. Jeżeli natomiast ktoś dostarcza mi produkt który mimo jego wad postanawiam przyjąć i z niego korzystać to mam prawo aby sobie go ulepszyć według mojego zamysłu (chyba że jestem idiotą i uważam że sam se nie mogę skręcić z drutu spinacza bo ktoś ma na to skręcenie patent). Jeżeli korzystam z serwisu informacyjnego który dostarcza reklam mam prawo sobie te reklamy olać i wyciąć. Bo ja jestem konsumentem i to moje prawa się liczą.
Jasne jest że jeżeli korzystam z jakiegoś produktu to ten kto mi go dostarcza może sobie w jakiś sposób czerpać z tego zyski. Ale to on powinien się dostosować do mnie a nie ja do niego. To obowiązkiem firmy jest wymyślić sposób na czerpanie zysku. Jeżeli przyjmuje model marketingowy w którym ja jako klient korzystam z produktu za darmo, nie moim interesem jest aby produkt ten przynosił zyski. Zależeć by mi mogło kilka lat temu kiedy dostęp do informacji nie był tak prosty. Dziś jeżeli jakiś portal nie potrafi się dostosować zniknie i nikt po nim nie będzie płakać. Takie są prawa wolnego rynku - kto nie klęka przed klientem ten prędzej czy później słono za to zapłaci.
Sedno sprawy polega na tym że świat biznesu nie nadąża za światem technologii. Wszystkie firmy oczekują stabilizacji i chciałyby wprowadzać wszelkie zmiany powoli. Niestety w dzisiejszych czasach tak się nie da. Stabilizację można osiągnąć krótkoterminowo wyprzedzając konkurencje o krok, do czego potrzebne są pomysły i inicjatywy. Jeżeli się tego nie ma trzeba być czujnym i korzystać z wzorców które się sprawdzają.
Wydaje mi się że największymi przeciwnikami takich rzeczy jak AdBlock są przede wszystkim i wbrew pozorom firmy należące do tej pierwszej grupy. Ci którzy płyną z prądem co najwyżej nie notują zysków tak jak każdy inny - czyli de facto żadna to dla nich różnica, a i tak za chwilę ktoś wymyśli nowy sposób z którego będzie można skorzystać. Ci którzy zarabiają na takich produktach jak reklama dostają zadyszki. Dlatego zamiast narzekać na swoją nieudolność lepiej ponarzekać na klienta i nazwać go np złodziejem.
Każde działanie wbrew klientowi zawsze obraca się nie przeciwko niemu, a przede wszystkim w firmę która nie potrafi się dostosować do klienta. Stawianie dobra firmy ponad dobro konsumenta i próby wmówienia mu że to dla jego dobra skończą się prędzej czy później katastrofą dla firmy.
Innowacyjność i pomysłowość liczy się szczególnie w wirtualnej rzeczywistości. Reklama w postaci banerków sprawdzała się zapewne przez kilka miesięcy od wprowadzenia. AdBlock jest tylko ukłonem w stronę portali które tego nie mogą zrozumieć. To dzięki niemy wiele z użytkowników dalej na nie zagląda.
Gdy nadejdzie dzień że przeglądarki domyślnie będą blokowały takie rzeczy (no może poza jedną taką co to wybitnie swą gigantyczną masą próbuje zatrzymać pędzące machiny rynku), już dawno ktoś wpadnie na kolejny pomysł jak w przyjaźniejszy sposób skierować do nas treść reklamową która nie to że wkradać się będzie na monitor drzwiami i oknami bo skuteczności to żadna, ale przede wszystkim wskaże nam produkt zgodny z naszymi zapotrzebowaniami.
ps mniej więcej w tym temacie: Jak YouTube zmienił życie firm
i jeszcze jedna ciekawa notka bardzo ładnie obnażająca głupotę twórców kampani No
edit
no i jeszcze żeby nie było że nie było uzupełnienie do powyższego

qatryk:



1 Odpowiedź do “Kto pasożytem jest.”