Libertariańska Teoria Klas

Własnie wypuściliśmy na liberalis.pl kolejny odcinek Nieregularnika. Zapraszam do poczytania.

Osobiście pozwolę sobie obszernie zacytować artykuł Krzyśka Śledzińskiego o libertariańskiej teorii klas, bo ładnie ujmuje to jak libertarianin widzi świat (w życiu czegoś takiego bym nie napisał bo dużo tu trudnych słów, no i jak dla mnie za bardzo pompatycznie - ale tak czy inaczej trafia w sedno):

(…)Społeczeństwo dzieli się na dwie klasy: wyzyskujących i wyzyskiwanych. Wyzyskujący, potrójna spirala władzy, spajają trzy, pozornie antagonistyczne grupy: państwowcy (statokracja), finansowe elity (plutokracja) i inteligencja (nookracja).

Każda z tych grup posiada wspólne interesy - głównym z nich jest sama możliwość istnienia i funkcjonowania; w przypadku braku którejkolwiek z wymienionych ich działalność byłaby nie tyle utrudniona, co niemożliwa.

Pierwotną kategorią jest państwo - powstałe drogą podboju, niezależnie czy endogenicznego (Marks, Jouvenel), czy egzogenicznego (Oppenheimer, Gumplowicz), dzięki swojej immanentnej cesze, jaką jest monopol na stosowanie siły i przemocy, umacniające swoją władzę i rozszerzające ją na coraz to nowe terytoria. Wyzysk pojawił się właśnie wtedy: statokraci narzucali poddanym przymusowe daniny i inne ciężary (również w formie „konfiskaty” czasu), atakowali sprzeciwiających się i dusili wszelką opozycję. Pojawiły się również pierwsze wywłaszczenia pokonanych na korzyść zwycięzców.

Dalszy rozrost machiny państwowej dokonał się dzięki pojawieniu się grupy, która, sama niezaangażowana w państwo, widziała w nim najprostsze rozwiązanie swoich problemów. Finansowe elity, którym drogą wolnorynkową i metodami konkurencji nie udało się zdobyć monopolistycznej pozycji i które same nie były w stanie utrzymać się na rynku, jako jedyne wyjście uznały skierowanie się do państwa i doprowadzenie do monopolizacji gospodarki drogą prawną lub państwową interwencją. Dopiero po zaprzęgnięciu państwa do tego procederu, stało się możliwe posunięcie wyzysku dalej, na nowe tory - mianowicie, wprowadzone zostały bariery wejścia na rynek, nałożono cła transportowe, które szkodliwe są głównie dla konsumentów, zróżnicowano stawki podatkowe lub wręcz zaniechano pobierania podatków od grup wybranych przez państwo. W ten sposób, połączone siły państwa i elit finansowych doprowadziły do korporatyzacji gospodarki; rynek, coraz bardziej ograniczany nowymi regulacjami, przestał funkcjonować w sposób prawidłowy - zastąpiony został tzw. rynkiem państwowym, na którym pojawiać mogą się jedynie te produkty, które zostały zaaprobowane przez państwo i lobbujące elity finansowe. Wszystkie inne dobra wykluczone zostały z obrotu, skazane na niebyt, a ci, których utrzymanie zależało od ich produkcji czy dostarczania - albo na śmierć głodową, albo na poszukiwanie nowego zajęcia. Kluczowe znaczenie miało również wprowadzenie państwowego, sprzecznego z pierwotnym rozumieniem, prawa własności. Główną różnicą pomiędzy dwoma rodzajami prawa własności, sztucznym i naturalnym, był fakt, iż w reżimie państwowym prawo własności nie było tożsame z użytkowaniem. Taka regulacja oznaczała, że państwo, jako jedyny i pierwotny posiadacz całej ziemi na danym terytorium, może decydować, kto nabędzie daną ziemię. Raz politycznie zawłaszczona, zgodnie z prawem pozostawała w rękach finansowych elit, które nie musiały nawet ziemi zobaczyć, nie wspominając o zmieszaniu z nią pracy. Taka symboliczna apropriacja, połączona z uprzednim masowym wywłaszczaniem klas uciskanych, stawiała klasy panujące w znacznie lepszej pozycji. Wyzyskiwani zredukowali zostali do dzierżawców i zmuszeni do okresowej zapłaty czynszu za samą możliwość korzystania z ziemi lub, wywłaszczeni, musieli poszukiwać nowych miejsc zamieszkania i nowych sposobów zarabiania na życie z tą różnicą, że ich wybór podyktowany był prawnym lub faktycznym przymusem, jakiego dopuściły się klasy rządzące; co więcej, jakąkolwiek decyzje podjęli, zawsze natknąć musieli się na ten sam aparat, jaki był w miejscu, które opuścili, zawsze już mieli do czynienia z państwem, absolutnym właścicielem ziemi, lub jego ręką w postaci faworyzowanej elity, plutokracji. To całkowite wypaczenie i wykoślawienie praw własności, zaprzeczenie i wprowadzenie ich monstrualnej karykatury, miało ten skutek, że człowiek już wtedy stał się więc zależny od państwa - jeśli nie psychicznie, to fizycznie, gdyż samo funkcjonowanie jednostki ludzkiej zależało od podporządkowania się państwu. Dzięki sojuszowi statokracji z plutokracją, obie grupy wyszły wzmocnione: statokracja zyskała nieosiągalną wcześniej potęgę, dającą dostęp do nowego bogactwa, a także możliwość ekspansji zagranicznej fundowanej z państwowego budżetu (a więc z grabieży umożliwionej owym sojuszem); plutokracja zaś w ogóle mogła pojawić się na scenie dziejowej, co więcej, zdobyć pozycję, o jakiej wcześniej, z powodu wolnorynkowej konkurencji, nie mogła marzyć, i dochody, które posłużyły do dalszego przekabacania statokratów na swoją stronę.

Ostatnie ogniwo wspomnianej spirali, intelektualiści, jest nie mniej istotne niż poprzednie dwa. Zostało dowiedzione, że intelektualiści (z każdą epoką faworyzowana grupa intelektualistów zmienia się, dostosowując się do społecznych i politycznych zapotrzebowań) do istnienia potrzebują państwa; bez niego ich usługi nie będą wykorzystywane. Państwo z kolei nie może obyć się bez ideologii; zadaniem nookratów jest jej zapewnienie. Władza państwowa opiera się na masowym przyzwoleniu; jeśli państwo nie będzie w stanie zapewnić sobie przychylności ogółu, upadnie, gdyż straci poparcie. „Większość populacji musi akceptować jej działania i uważać je za uzasadnione. Akceptacja może oczywiście przybierać różne formy, od pełnego zaangażowania i entuzjazmu, do pasywnej rezygnacji. Musi to jednak być akceptacja w takim sensie, że większość musi wyzbyć się pomysłu, by aktywnie czy pasywnie opierać się próbom nieproduktywnego i niekontraktowego pozyskiwania dóbr”[23]. Jednocześnie, władza nie chce rezygnować ze swoich przywilejów, dlatego do swoich szeregów dopuszcza nookratów. Ideologia (czy też, słowami Hansa Hermana Hoppe, ideologiczna superstruktura) służy indoktrynacji mas; sprawia, że ludzie w ogóle nie orientują się, iż są wykorzystywani. Zakonspirowana propagandyzacja ma być widoczna na każdym kroku, jej wszechobecność ma sprawiać wrażenie, że pogląd na rzeczywistość przez nią promowany jest jedynym i, co ważniejsze, jedynym słusznym. Intelektualiści zaszczepiają w ludzkich umysłach przekonanie, że system, w którym ludzie żyją nie ma sobie równych; ów strach przed zmianą, również część państwowej propagandy, jakkolwiek irracjonalny, jest zakorzeniony tak głęboko, że powoduje pasywną rezygnację przed podjęciem działań mogących zmienić zastane status quo. Kultura masowa (czy też: kultura dla mas) również stanowi efekt działań intelektualistów, chcących wpłynąć na ludzkie umysły w często bardzo osobistych momentach, jak modlitwa czy rozmowa. Człowiek jest więc na każdym kroku bombardowany podprogową propagandą, której „cel zawsze jest ten sam: przekonać społeczeństwo, że to, czego dopuszcza się państwo, nie jest, jak ktoś mógłby pomyśleć, popełnioną na gigantyczną skalę zbrodnią, ale czymś koniecznym i niezbędnym, czymś, co należy poprzeć, czymś, co musi być wykonane”[24]. Nookraci hodują zatem tłumy niewolników, nieświadomych tego, iż są wykorzystywani; to dobrowolne niewolnictwo, będące najgorszą, bo zakonspirowaną formą poddaństwa, jest nieodłączną cechą państwowej rzeczywistości. Jednym z najskuteczniejszych środków na wyposażeniu nookratów jest wywołanie przywiązania do, a wręcz identyfikacji, poddanych z terytorium, na którym zarządza państwo. Mechaniczne uczucie patriotyzmu czy nawet nacjonalizmu od wieków służy statokratom w przeprowadzanej grabieży: ludzie znoszą wszechobecny wyzysk, dlatego że „jest to dobre dla państwa, ojczyzny, narodu”. Również tradycja stała się źródłem wyzysku; im państwo dłużej funkcjonuje, tym trwalsze się wydaje i tym łatwiej wzbudzić mu posłuch u poddanych - nikt nie chce przeciwstawiać się wiecznemu bytowi, który, choćby obalony, powstanie niczym feniks z popiołów. Z pomocy nookratów korzystają w równym stopniu plutokraci, chcąc nie tylko uzasadnić swoją pozycję w społecznej hierarchii, ale również pożądając takiego zmanipulowania opinii publicznej, żeby ta wspierała ich w wyzyskiwaniu samej siebie. Dzięki zbieżności interesów wszystkich trzech wymienionych grup możliwe jest funkcjonowanie wyzysku na ogromną skalę. Co więcej, odseparowują się one od reszty społeczeństwa, często prawnie, chroniąc swoją pozycję i dopuszczając jedynie wybrane jednostki w swoje szeregi. To hermetyczne środowisko nazwać możemy Elitą Władzy. Nie oznacza to, że wśród tych grup panuje całkowita wspólnota interesów; oczywiste jest, że konflikty są na porządku dziennym. Wynika to z faktu, iż po pierwsze machina państwowa daje prawie nieograniczone możliwości sprawowania władzy, toteż jest wielu, chcących mieć do niej dostęp, wprowadzając swoje plany nawet wojennymi środkami, a po drugie - po walce, w której zwycięża bądź jedna, bądź druga strona status quo jest zawsze utrzymywane, z tą tylko różnicą, że grupa stara może być zastąpiona nową, posiadającą jednak takie same uprawnienia.

Do wyzyskiwaczy zaliczyć należy jeszcze zwykłych państwowców, których nie zaszczycono akcesem do wyższych kręgów, oraz tych plutokratów, którzy albo nie mają pozycji wystarczającej, żeby uzyskać dostęp do elity, albo nie wykazali się zdolnościami lub siłą przebicia, umożliwiającą im dojście na szczyt hierarchii. Tu wymienić należy urzędników i klientelę korporacjonistów. Choć oni sami bezpośrednio w wyzysku nie uczestniczą, są jego beneficjentami, zdobywając utrzymanie dzięki grabieży dokonanej na pozostałej ludności. Zaangażowani są więc w środki polityczne, stanowiące kwintesencję działalności państwowej.

Zdecydowaną większość populacji stanowią wyzyskiwani. Trzymani są oni „za zasłoną niewiedzy” przez nookratów. Często nie zdają sobie sprawy ze swojej sytuacji, przeświadczeni o tym, że „wyzysk jest tak naprawdę wolnością; podatki to dobrowolne wpłaty; relacje nie oparte na kontrakcie są tak naprawdę „co do zasady” kontraktowe; nikt nie jest przez nikogo rządzony, lecz my wszyscy rządzimy samymi sobą; bez państwa nie istniałyby ani prawo, ani bezpieczeństwo; bez państwa biedacy umieraliby na ulicach etc.”[25]. Jest to zwykle wynikiem braku dostępu do alternatywnych źródeł informacji, monopolizacją edukacji czy tzw. subsydium historii, to jest modyfikacji historii dokonanej przez nookratów w duchu apologii funkcjonującego systemu. Na klasę tę składają się wszyscy ci, którzy działają w państwowym systemie zwanym białym rynkiem i którzy, stosując kategorie Oppenheimerowskie, zamiast środków politycznych (definiujących działalność stricte państwową) używają środków ekonomicznych, to znaczy uzyskują dochód drogą wolnorynkowej produkcji i wymiany. Nie przeciwstawiają się oni z różnych powodów Elitom Władzy; albo uważają opozycję za z góry skazaną na niepowodzenie, albo akceptują zastany status quo bez pytania, albo wręcz nie wiedzą o możliwości niepodporządkowania się im. Umiejscowić tutaj należy wszystkich uczestników tzw. białego rynku, nieświadomie utrzymujących państwo i pozwalających mu istnieć. „Dla państwowców, są to ofiary, stada krów na rzeź i owiec do ostrzyżenia. Dla Agorystów [tu - ogólnie libertarian - K. Ś.], są oni zewnętrznym rynkiem, któremu można dać wszystko na wymianę - oprócz zaufania. Pewnego dnia przejmą oni kontrolę nad swoim życiem i staną po jednej lub drugiej stronie, albo tego nie uczynią, by zaplątać się w państwowym bagnie lub zostać poniesionymi wichrami rewolucji”[26].

Drugi logiczny koniec owego kontinuum stanowią ci, którzy przeciwstawiają się tzw. establishmentowi. Zaliczyć tu należy zarówno tych, których opozycja ma wymiar ideologiczny (np. antyglobalistów, anarchistów, komunistów), jak i tych, którzy opierają mu się z pobudek ekonomicznych, czyli kontrekonomistów. Ci pierwsi retorycznie podważają monopol Elit Władzy na prawdę, ukazując historię taką, jaka była ona w rzeczywistości; wypunktowują logiczne nieścisłości; są świadomi tego, iż Elity nadużywają swojej siły, i chcą ją ograniczyć lub znieść całkowicie. Drudzy zaś, często nieświadomi wyzysku, angażują się w pozapaństwową, agorystyczną działalność, gdyż jest ona znacznie bardziej opłacalna; nie muszą od niej płacić podatków, zdobywać odpowiednich zezwoleń czy przestrzegać innych prawnych regulacji. Słowem, „odrzucają oni państwowe datki i ignorują regulacje”[27]. Kontrekonomia jest czystym wolnym rynkiem w działaniu; jako jedyna jest ona nieskażona działalnością państwową, stanowiąc sumę całkowicie dobrowolnych wymian w społeczeństwie. Łączy ona w sobie czarny rynek, szarą strefę, podziemną ekonomię, społeczne i obywatelskie nieposłuszeństwo, zakazane przez państwo związki. Co oczywiste, najbardziej niepożądane dla Elit Władzy jest połączenie tych dwóch pozycji: świadomość wyzysku i świadome działanie czarnorynkowe, pozbawiające statokratów i plutokratów, a również - przez analogię - nookratów, ich dochodu.(…)

12345 Oceń post
Loading ... Loading ...

1 Odpowiedź do “Libertariańska Teoria Klas”


  1. 1 Anonymous

    Bardzo ciekawe. :-) Jutro zajrzę do Nieregularnika.

Pozostaw odpowiedź