Mój pierwszy raz

To odcinek 2 z 25 w Bojowej Serii wpisów 30 tekstów

Coraz rzadziej robię coś pierwszy raz. Tak to już chyba jest, że większość szans na pierwsze razy mamy gdy jesteśmy nie do końca świadomymi chwil dzieciakami.

Pierwszy alkohol – jak przez mgłę, epizody z podstawówki ale kiedy konkretnie? Czy na tej pierwszej imprezie gdzie i pierwszy raz się całowałem? Czy może na boisku z punkową ekipą, która przygarniała mnie czasem w wakacje, gdy większość dzieciaków z podwórka wyjeżdżała? A może wtedy gdy pojechaliśmy na wycieczkę klasową do Czech?

Pierwszy papieros – też podstawówka, ale za cholerę, kiedy konkretnie? Pamiętam jedynie, że strasznie mi nie podeszło palenie i oddałem wtedy ponad pół paczki kumplowi, który jarał. A potem kolejnego zapaliłem dopiero w liceum.

Pierwszy seks – to akurat pamiętam.

Wspomnienia są fajne. Mam taki jeden pierwszy raz, który wspominam z uśmiechem na ustach bo to był pierwszy raz kiedy poczułem się jednocześnie w pełni szczęśliwy, wolny i świadomy.

Wybraliśmy się, chyba w pierwsze wakacje w liceum, z kumplami do Olsztyna. Byliśmy tam zdaje się dwa razy – rok po roku. I pewnie część wspomnień zlała się w jedno. Rozbiliśmy namiot na podwórku babci jednego z nas. Mieliśmy bazę wypadową na mazury. Pojechaliśmy wtedy do Mrągowa na Piknik Country. Z poznanym kilka tygodni wcześniej na obozie żeglarskim znajomym, popływaliśmy na krzywy ryj na wynajętej przez niego łajbie. Byliśmy wolni. Mieliśmy kasę, która zarobiliśmy malując płot. I stać nas było na wszystko. Dużo piliśmy. Wtedy też zacząłem na poważnie palić.

Pamiętam szczególnie jeden moment.

Leżeliśmy nocą na pomoście nad którymś z olsztyńskich jezior. Niebo było pełne gwiazd. A my na alkoholowym zjeździe. Leżeliśmy i gapiliśmy się w te gwiazdy. Mało mówiliśmy. W zasadzie wcale.

„Niebo gwiaździste nade mną, prawo moralne we mnie”.

Nigdy wcześniej ani później nie przeżyłem takiej chwili gdy wszystko wydawało mi się takie proste, oczywiste. Nigdy świat nie leżał tak nisko u mych stóp. Nigdy więcej nie doświadczyłem stanu w którym nie miałem gdzieś z tyłu głowy problemów i zmartwień. Byłem szczęśliwy. Mogłem wszystko i nie musiałem nic.

To był pierwszy i jedyny raz jak do tej pory. Może dlatego go tak wyraźnie pamiętam.

Posted in Boje codzienności.