Życie jest proste. Wstajesz, ubierasz się, wychodzisz z domu, idziesz gdzieś na kilka godzin, wracasz. A pod tym płaszczem rzeczywistości świat jakoś tak inaczej wygląda. I czasem tak mi się zdaje że to jakiś dziwny sen mnie otacza. Ten wstań, ubierz się, wyjdź. A świat który jest najprawdziwszym jakoś tak biegnie obok nie próbując nawet zabrać głosu. Rzeczywistość która nie ma za bardzo ochoty domagać się o swoje prawa do bycia prawdziwą. Bo po co prawdzie moja świadomość jej istnienia. Po co realności moja świadomość istnienia realności. Co ciekawsze w zasadzie piękno realności chyba onieśmiela. Albo wywołuje lęk. I dzięki temu może ona sobie spokojnie podążać ku swemu jedynie wiadomemu celowi.
Najgorsze gdy tą rzeczywistość się ignoruje. Gdy śnimy, lunatykujemy całe życie. Wtedy ten obcy na pozór świat staje się pełnym demonów, które spychamy do niego z naszych snów. I te demony ożywają. I żyją gdzieś tam w zakamarku by nabierać siły. By umacniać swe siły. Ale w rzeczywistości demony nie istnieją. Więc co robi taka nierealna siła gdy orientuje się że nie ma prawa istniec w miejscu w którym się znajduje. Wraca do snu. I wtedy nie ma ucieczki.
Kładę się spać, ale śnię za dnia. Świat jest piękniejszy gdy co dzień pozwala się marzeniom zabierać głos. Nie koniecznie zabierać je rzeczywistości. Bo przecież prawdziwe życie jest właśnie tam, i tam ich miejsce. Nie ignorując ich, nie spychając na dalszy plan, nie przykrywając ich płaszczem codzienności snu dajemy im szansę niszczenia każdego demona słabości, który stara się wkraść do naszego snu.
Rzecz w tym tak naprawdę że chyba najbardziej warto być fair przed samym sobą. A gdy okazuje się że nie jest tak do końca nie wrzucać problemu jak dziecko kanapki za kanapę. A świat wkoło. Ludzie wkoło. To przecież zwykły sen który bardzo łatwo zmanipulować.

qatryk:



1 Odpowiedź do “Mulholand Drajw”