Na co mi tolerancja

Nie jestem tolerancyjny. Do niczego tolerancja nie jest mi potrzebna. Bo ja z zasady nie nienawidzę ludzi a gdy mi się zdarza ich postaw, sposobu bycia nie akceptować, stają mi się zwyczajnie obojętni. Co więcej wielu ludzi osądzam na podstawie stereotypów i dopóki nie odmawiam im prawa istnienia a co najwyżej zwyczajnie ich unikam, mam tolerancję w dupie.

Tym bardziej nie widzę powodu aby być tolerancyjnym dla kogoś kto jest w stosunku do mnie agresywnym. Agresja fizyczna pod którą rozumiem wymuszanie na mnie czegokolwiek siłą skierowana we mnie i moich bliskich kończy jakiekolwiek dywagacje na temat tolerancji.


Tu jest mały disklejmer. Wpis jest chaosem. Niepoukładanym zapisem mojego stosunku do terminu tolerancja. Jak nie chcesz wnikać w meandry tych przemyśleń to przeczytaj jedynie ostatnie akapity. Tam jest istota tego wpisu. A jeżeli chcesz wnikać… wnikaj, tylko nie miej za dużych pretensji.


Co to jest tolerancja?

Tak mi się zdaje, że chyba nie do końca to słowo jest zrozumiałe w naszym świecie. Ja chyba też nie potrafię zdefiniować do końca czym jest tolerancja.

Tolerancja to nie akceptacja i poparcie. Tolerancja to jedynie zrozumienie faktu istnienia ludzi o odmiennym spojrzeniu na świat. Są oczywiście ludzie, którzy uważają, że świat powinien wyglądać na jedno kopyto. Wszyscy jednym krokiem, w tych samych mundurkach, pod sztandarem jednego boga, jednej idei. I to niekoniecznie od razu musi oznaczać brak tolerancji. Dopóki Ci ludzie potrafią prowadzić mniej lub bardziej wysublimowany dialog przekonując do swoich racji a argumentami w tej dyskusji nie są pięści i granatniki, o tolerancje nie trzeba się martwić.

Tolerancja to jest chyba coś takiego co powinno nam mówić gdy zapędzamy się za bardzo w naszej nienawiści, że przekraczamy granice po której przekroczeniu zrobimy zwyczajnie komuś krzywdę. Fizyczną krzywdę. A to jest zło. Tyle że po przekroczeniu tej granicy sami, bez względu na czyny, zaczynamy uważać się za mesjaszy dobra.

Problem na szerszą skalę zaczyna się tam gdzie społeczeństwo zaczyna wykształcać swoje prawa. Na nie wpływ mają różne grupy ludzi i tu objawia się nietolerancja w swojej całej okazałości.

Nie zgadzam się z tym co mówisz, ale oddam życie, abyś miał prawo to powiedzieć

Mogę uważać, że grubasy nie powinny wpierdalać coli i pączków ale dopóki nie popieram prawa, które by im zakazywały zakupu coli i pączków tolerancja nie jest zagrożona.

Zagrożenie pojawia się tam gdzie mój pogląd ograniczający wolność i wykluczający ze społeczności innego człowiek, który w żaden sposób nie wykazuje wobec mnie wrogich zamiarów, ma konsekwencje w postaci mojego dążenia bądź akceptacji takich dążeń, do uczynienia tego poglądu normą usankcjonowaną przez prawo za którego nieprzestrzeganie grożą niemiłe konsekwencje. I tak, w tym momencie uważam, że większość z nas popierając wprowadzenie takiego czy innego prawa jest nietolerancyjna.

Polityka

Jako libertarianin w większości prawa uważam za uprzywilejowywanie jednych grup ludzi w stosunku do innych grup. A to się równa z dyskryminowaniem i jest już bardzo blisko braku tolerancji.

Antagonizowanie ludzi to główne zajęcie polityki. Tworzy się prawo, które niby ma ułatwić nam życie a za chwilę się okazuje, że to prawo nie tylko nam to życie skomplikowało ale na domiar złego sprawiło, że jedni ludzi patrzą na innych z nienawiścią. A to dla polityka jest idealne poletko do zagospodarowania pod swoje poparcie.

Prosty przykład. Taksówkarze. Wprowadzono licencje bo, że pełno oszustów, że lepiej dla ludzi jak państwo pozwoli na wykonywanie tej usługi tylko osobom, które znają miasto, które można jakby co pociągnąć do odpowiedzialności w taki czy inny sposób. Ogólnie klient nasz Pan. I te cierpy egzystowały sobie przez długie lata w błogim świecie przywileju bycia wybrańcem, który może realizować naszą potrzebę przemieszczenia się z punktu A do punktu B.

A gdy okazało się, że technologia pozwala na to aby wozić nas mógł każdy, bo GPS, bo aplikacje, bo rozliczenie bezgotówkowe za najkrótszą trasę to zamiast znieść przywilej prowadzenia karocy zwanej taxi robi się wszystko aby zabetonować konflikt.

I to jest śmieszny przykład bo konflikt, który w ten sposób powstał a który prowadzi do bójek, niszczenia samochodów, protestów cierpów polegających na blokowaniu miast ma jedynie podstawę finansową gdzie taksówkarze bronią swojego wątpliwego monopolu.

Tęcza

A teraz dołóżmy emocje związane z seksualnością, wiarą, moralnością. I nawet się już pisać nie chce jacy wszyscy jesteśmy pojebani w tych kwestiach.

Jeżeli gdzieś na świecie prawo zaczyna w końcu traktować ludzi jednakowo, przestaje nadawać „wybrańcom” przywileje to należy się z tego cieszyć. Bo to powinno być normą, że wszystkich traktujemy tak samo. Póki nikt nas nie zmusza do tego aby patrzeć, robić, popierać rzeczy niezgodnych z naszym sumieniem póty nie mamy prawa do jakiejkolwiek reakcji.

Dlaczego zatem ja sobie nie wstawię nigdzie tęczowego avatara? Bo tęcza nie jest dla mnie symbolem równości względem prawa. Ba, tęcza nie jest dla mnie symbolem ludzi o takiej czy innej orientacji seksualnej. Moja orientacja nie ma symbolu tak samo jak i homoseksualizm nie ma symbolu. Symbol tęczy jest dla mnie symbolem ludzi o lewicowych poglądach. Symbolem źle pojętej równości. Symbolem wymuszonej akceptacji za pomocą tych samych środków którymi posługują się ci którzy zaakceptować wolności innych nie potrafią. Dla mnie równość to gdy ja, pan Kulczyk i pierwsza lepsza lesbijka mamy takie same możliwości i ograniczenia. Gdy każde z nas zostanie ukarane takim samym mandatem za przekroczenie prędkości. Gdy każde z nas może wystartować do państwowego przetargu i będzie wiedziało, że zwycięży bo jest najlepiej ze wszystkich przygotowane merytorycznie a nie dlatego że ma układ w rządzie. To jest dla mnie równość. Dla tęczowej ferajny równość jest równością żołądków. Każdemu według potrzeb i takie tam brednie.

Więc nie. Nie jestem w stanie identyfikować się z tym symbolem, bo choć cieszy mnie, że w państwie, które w dużej mierze ma dalej ogromny wpływ na losy świata, legalnym uczyniono to co powinno być rzeczą dla ludzi naturalną to nie mam wyrozumiałości dla pozostałych aktywności ludzi identyfikujących się z tęczą. Za dużo ich działań przypomina mi tą samą agresję, którą w ludzi LGTB wymierzają ich oponenci.

Ale rozumiem, że dla wielu osób tęcza jest tylko i wyłącznie niewinnym gestem solidarności z ludźmi którzy faktycznie są dyskryminowani. I tego nie potępiam.

Pobłażliwość

Zupełnie innym aspektem związanym z tolerancją i lewicową ideologią, która przytuliła sobie na sztandary ten termin jest niekonsekwencja. Bo tolerować to ma w zasadzie kto?

Tolerować powinien biały, heteroseksualny, mężczyzna na dodatek chrześcijanin wszystko i wszystkich. A w zasadzie nie tyle co tolerować a zamknąć gębę i pozwolić aby wokół niego wszyscy robili to co im się podoba. Natomiast gdy chodzi o czarnych, muzułmanów czy kulturę homo to oni wszyscy mają być tolerowani. Oni nie muszą szanować wolności innych. Oni są ofiarami a jak ofiara ma zrozumieć i zaakceptować swojego ciemiężyciela?

Ja rozumiem, że to nie jest do końca tak, ale taki właśnie komunikat płynie z tego co się dzieje wokół nas. Nie wiem, może to kwestia źle kładzionych akcentów, może dziesięciolecia w których biali uważali się za bogów świata odbijają się czkawką i przyszła zasłużona kara… Może. Nie zmienia to faktu, że zamiast rozmawiać o równości i zrozumieniu, w skrócie wychodzi że tolerować to być pobłażliwym dla każdej mniejszości i wybaczać jej wszystko to czego innym wybaczać nie powinniśmy. Ale to w sumie uwaga na marginesie. Kijek w mrowisko.

Uprzywilejowanie

Zostawmy jednak ideologie i politykę na boku, bo to nie jest meritum. A ja mam w sumie polityczne spory bardzo, bardzo daleko w jelicie.

W każdym razie. Jestem uprzywilejowany. Urodziłem się białym, heteroseksualnym facetem w wielkim mieście. Miałem to szczęście, że nie uległem indoktrynacji szkoły i kościoła. Wydaje mi się, że jako tako potrafię krytycznie patrzeć na świat. Mam fart bo tylko ode mnie zależy jak będzie wyglądało moje życie a świat nie kładzie mi za wiele kłód pod nogi. Należę w końcu do większości.

Mogłem urodzić się czarną, homoseksualną kobietą w zapyziałej wiosce w Sudanie. Wtedy miałbym przejebane. Doceniam to że tak nie jest.

Czy uważam, że jest to w porządku, że ja i ta kobieta z Sudanu nie mamy takich samych możliwości kształtowania własnej rzeczywistości? Nie.

A właśnie tak wielu z nas się zachowuje. Jesteśmy jak te cierpy. Uważamy się za lepszych. Nam się należy a innym wara. Nie jesteśmy lepsi. Przypadek sprawił, że zaistnieliśmy w takiej rzeczywistości. Możemy się spierać nad wyższością kultury, cywilizacji ale nie zmienia to faktu, że ludzie nie są winni tego jakimi się urodzili i gdzie.

Wyjm zatem, bardzo Cię proszę, głowę z dupy i nie bądź cierpem. Daj żyć innym jak chcą i zajmij się własnym życiem.

Obrazek w nagłówku debaird

Posted in Bojowy komentarz and tagged , , , .