Nie przejdziemy do historii

Był rok 1999. Albo 98. Albo 2000. W każdym razie przełom wieków. Wtedy to właśnie nie stworzyliśmy historii.

Rok ten był rokiem powstania niewiarygodnej, fantasmagorycznej i jednej z najbardziej beznadziejnych a jednocześnie najgenialniejszych i najbardziej niedocenionych kapel we wszechświecie.

Panie i Panowie  oto opowieść o The Unknown Artist.

TUA nagrywali w pewnej piwnicy, pewnej kamienicy w pewnej warszawskiej dzielnicy. We Włochach znaczy się. Tam bowiem perkusista kapeli zamieszkiwał przez czas jakiś.

Zespół składał się z 3 członków. Owego perkusisty oraz dwóch gitarzystów. A w zasadzie gitarzysty-widmo, który zjawiał się na próbach po to aby napić się piwa i pojarać w ukryciu przed starymi fajki. I multiinstrumentalisty, który zagrał na gitarze, harmonijce ustnej i akordeonie a do tego jeszcze wszystko wyśpiewywał. Z tym śpiewaniem przynajmniej tak się jemu i nam wydawało.

Pierwszy przebój, który wylansował w niebotycznie małych kręgach dekadentów zespół, był utwór „Jasio”. „Jasio” jako nazbyt hermetyczna kompozycja, dotyczący pewnych wydarzeń mijających się pośrednio z prawdą wymaga jedynie wzmianki biograficznej. Tym bardziej, że archiwa niestety dysponują jedynie pierwszymi wersjami z pierwszych nagrywanych prób The Unknown Artist. Więc sami rozumiecie. I tak zostaną pogrążeni na wieki.

Byli młodzi. „Cierpienia młodego Wertera” odcisnęły swe piętno na ich kształtującym się pojmowaniu relacji damsko – męskich. Pierwszy przebój, który Niedźwiecki gdyby tylko usłyszał, autorytarnie sklasyfikowałby na pierwszym miejscu swej radiowej listy przebojów, był eksplikacją romantycznego charakteru ich poszukujących dusz. „Autobus„, bo o nim mowa, przeszedł w alternatywnej rzeczywistości do kanonu.

Artyści w tym romantycznym uniesieniu, które towarzyszyło im na każdej próbie, postanowili następnie sięgnąć po klasyka gatunku, co było strzałem w dziesiątkę, gdyż nikt już nigdy później, ani wcześniej ani w tamtym czasie lepszej interpretacji owego dzieła poety nie dokonał. I żeby nie było. Jak najbardziej mówię na serio. Żebrowski może possać pałkę.

Kazimierz Przerwa Tetmajer „Lubię gdy kobieta…” w wykonaniu The Unknown Artis.

Romantyzm, romantyzmem. W dalszym ciągu pozostajemy w klimacie. Tym bardziej że kolejny przebój to ballada. Jednak tu mamy już do czynienia z nowofalowym podejściem do tematu. Forma ballady oczywiście mówi nam o nie odcinaniu się od romantycznych korzeni. Jednak przesłanie jest czysto pozytywistyczne – podążaj za swymi marzeniami. Zdobywaj. Świat. Kosmos. Niczym Felix. Posłuchajcie „Ballady księżycowej” która mogła sprawić, że nie jeden dzieciak nie strzelił samobója.

A jeżeli już o dzieciakach mowa. „The Unknow Artist” niczym Stonsi szczycili się niezwykłymi coverami do których podchodzili z pełnym zaangażowaniem. Nie sztuką jest odtwórcze wykonanie dzieła. Sztuką jest dołożyć do niego pierwiastek swej duszy. Po za tym co tu dużo gadać. W tamtych czasach dużo soku z gumijagód się piło.

Pozostając w temacie coverów. Oto i cover ultra kultowej kapeli muranowskiej. „Rejon” stworzył przeboje takie jak „Gwiezdne Wojny” (które zaprezentuje o ile kiedyś mi się zechce ruszyć dupę i zgrać dyskografię analogową do formatu cyfrowego) oraz „Zły”. „Zły” był wyartykułowaniem buntu. Buntu przeciw wszystkim i wszystkiemu. Oto „Zły„:

I na koniec tego zestawienia przebojów rzeczywistości alternatywnej – hit, który nie wiedzieć czemu nie znalazł się na pierwszym miejscu listy Bilbordu. Hit, który w pełni oddaje charakter twórczości, umiejętności wokalnych wokalisty, wyczucia rytmu perkusisty i systematyczności w pojawianiu się na kolejnych próbach drugiego gitarzysty. Po prostu „Nie przejdziemy do historii„:

Notka biograficzna: The Unknown Artist grali nieprzerwanie coś koło roku w okolicy przełomu wieków. Ich kariera została brutalnie przerwana gdy jeden z członków obsikał jodełkę gospodarza a ten w zemście postanowił przeprowadzić remont piwnic, eksmitując tym samym wschodzące gwiazdy z ich przyczółku od którego zamierzali zacząć podbój wszechświata.

The Unknown Artist mieli jedną groupie. Serdecznie ją pozdrawiam i dziękuję w imieniu własnym jak i drugiego członka zespołu za… No za to wszystko co robią groupie.

Posted in Boje codzienności and tagged , , .