Nieregularne podsumowanie wydarzeń nic nieznaczących #6

To odcinek 6 z 7 w Bojowej Serii wpisów Nieregularne podsumowanie wydarzeń nic nieznaczących

Czas zdecydowanie za szybko zapieprza. Ani się człowiek obejrzy a postanowienie o częstszym pisaniu zostało tylko postanowieniem. Zatem zgodnie z bieżącymi trendami nie poddaję się, walczę, będę zwycięzcą i oto moment w którym walka z rzeczywistością odnosi sukces, wygrywam bitwę a Ty czytelniku dostajesz kolejne, totalnie Ci zbędne, Nieregularne podsumowanie wydarzeń nic nieznaczących.

Zaczynamy jak zwykle od blogasków:

Blog roku 2014

blogroku2014-logo2Jest konkurs. Mi się podoba. Przeglądając kto się tam zgłosił można znaleźć naprawdę ciekawe rzeczy (oczywiście wśród masy popeliny). Ludzi z pasją, którzy budują wokół siebie fajne społeczności. Ja zazdroszczę. Zazdroszczę serca a w konsekwencji gromadzenia wokół siebie ludzi, którzy gotowi są wysłać na nich sms’a. A to nie w kij dmuchał. Bo dla mnie problem to napisać tu tak żeby ktokolwiek chciał komentować, a gdzie tu jeszcze namówić te kilka osób coby wydał na mnie pieniądze. Oczywiście to też pochodna systematyczności bo statystyki nie rosną gdy pisze się z doskoku.

Anyway – ściana na fejsie zamieniła mi się w jedną wielką reklamę tego wydarzenia. Przeplataną marudzeniem „buntowników” że to słabe. Może i słabe ale to jest dla tych wszystkich ludzi, którzy tworzą swoje miejsce w sieci, czas gdy mogą odpowiedzieć na głośne „sprawdzam”. I zweryfikować sens tego co robią.

Co jest naprawdę słabe w tych wszystkich blogach? Że pojawia się ich coraz więcej i coraz więcej z nich jest na mistrzowskim poziomie. Bywają dni, że gdybym chciał przeczytać wszystko co napisali ludzie, których obserwuje, musiałbym jeździć autobusem 4 razy do pracy i z powrotem.

W każdym razie trzymam kciuki za kilka osób a jak chcecie znaleźć coś ciekawego dla siebie do poczytania wieczorem przy herbacie lub rano przy kawie, to polecam przejrzeć zgłoszone blogaski na stronie blogroku.pl.

Ja udziału brać nie będę bo lubię filozofię wszystko albo nic i jeżeli kiedykolwiek pojawię się na gali to jako VIP 🙂

#szarmantgate

Roman-Zaczkiewicz-i-magazyn-Male-MenNie ma to jak dobra aferka. MaleMen podpieprzył tekst Szarmanta i publicznie poprał swoje brudy przerzucając się winą z gościem, który podobno odpowiadał na zadawane mu pytania cytatami z Szarmanta, nic o tym nie wspominając.

Z aferki płyną różne wnioski, i różnie można oceniać to co się stało. Jasne jest dla mnie jedno – ludzie totalnie nie są świadomi tego czym jest kradzież autorstwa.

Ja sam mam z tym problem – do czego przyznaje się bez bicia. Wystarczy popatrzeć na archiwalne wpisy i spokojnie znajdą się takie gdzie nie ma nigdzie wzmianki o autorstwie użytych przeze mnie grafik (nawet w tym wpisie popełniam ten grzech). Na mojej długie liście todo jest dopisanie wszędzie tam gdzie tego brakuje skąd pochodzi zdjęcie. Obiecuje, że jak zacznę zarabiać na blogu to wszystkie zdjęcia podpiszę. I tu, przy mej małej zbrodni w afekcie, dochodzimy do sedna.

Wykorzystanie cudzej twórczości nie jest czymś złym. Wręcz przeciwnie – jeżeli ktoś się na to porywa to jest to dowód na to, że taka twórczość to zwyczajnie good shit. I to nawet wtedy gdy na tym zarabia. Ale skurwysyństwem jest przywłaszczanie sobie autorstwa tego shitu.

Zwyczajnie gdy próbujesz się podpisać pod pomysłem, myślą, twórczością kogoś innego jesteś drobnym cwaniaczkiem. Sczeźnij. Umrzyj. Zwyczajnie nie mieści mi się w głowie jak można z premedytacją, w perfidny sposób wykorzystywać zasługi innych.

Chcesz wykorzystać to co ktoś wymyślił – podpisz jego imieniem. Ostatecznie napisz „źródło: internet” ale do cholery nie mów że to ty zrobiłeś, napisałeś, wymyśliłeś. Wiem, że prawo jest jakie jest i możesz mieć zaraz problem z wypłacalnością, ale jest to o wiele bardziej w porządku niż ordynarny, bezczelny plagiat po którym zostaje smród którego bardzo trudno się pozbyć.

Brąz w piłce ręcznej

brazNie lubię sportów zespołowych. Są dla mnie ucieleśnieniem tego co w ludziach najgorsze – szukaniem sobie na siłę wrogów, dzieleniem na my i oni. Jedyną osobą, którą człowiek powinien pokonywać jest on sam.

I te najniższe instynkty pięknie widać w rozczarowaniu po przegranej szansy na złoto. Że Katar kupił sobie zespół. I sędziów. Oszukali nas.

Właśnie na tym to polega. Jak masz środki aby wygrywać to je wykorzystujesz i byłbyś frajerem gdybyś tego nie robił. W walce wszystkie chwyty są dozwolone i nie zmieni tego żadne poczucie sprawiedliwości czy nieuchwytne zasady fair play. I odwoływanie się do tych pojęć to jedynie potwierdzenie słabości.

A już najsłabsze jest w Polakach przeświadczenie, które każe traktować każdy medal poza złotym, jako przegraną. Cholera nawet ja, który mam w dupie ten sport uważam, że bycie trzecim na świecie zespołem to jest coś i potrafię to docenić.

Krótko

Kredyt szwajcarski

Ha. To jest genialny temat. Ale go zignoruje. Odeślę tylko do Michała z jakoszczedzacpieniadze.pl.

Offspring

Odnotowuje. Offspring wydał nowy singiel. Jest nieźle. Na pewno lepiej niż przy okazji „Days go by”. Zobaczymy jak będzie z całym albumem.

Z archiwum X

Podobno powstanie kontynuacja. Z Gillian i Davidem. I want to believe.

Ładne zdjęcia na koniec

Najmocniejszy element Przeglądu – ten akurat się nie zdezaktualizuje.

Dziś namawiam Was do zakupów. Kupcie sobie kalendarz sportowy. Może zaczniecie ćwiczyć. A nawet jeżeli nie to warto z innego powodu. Ma fajne zdjęcia. Kalendarz kupicie na stronie oneyearfund.org. Kalendarz jest charytatywny i dochód z jego sprzedaży pójdzie na sprzęt dla sportowców. Ja nic z tego nie mam. W sumie to sam nie kupiłem bo już kalendarz swój mam. Niestety nie tak ładny. Gdybym go nie miał już zapełnionego to pewnie bym się mocno zastanowił nad tą bardzo rozsądną inwestycją. I gdybym ćwiczył. Choć w dalszym ciągu się zastanawiam.

Poniższe zdjęcia pochodzą z linkowanej strony i są autorstwa Dominiki Cudej. Więcej zdjęć z sesji do kalendarza znajdziecie na jej stronie sesjesportowe.pl

Posted in Bojowy komentarz and tagged , , , , , .