Nowy Offspring

Miałem o tym napisać jakiś czas temu gdy to po raz pierwszy usłyszałem. Miałem ale było mi smutno. Smutno bo to jest jakaś totalna porażka. Kapela, która w jakiś tam sposób w podstawówce wprowadziła mnie w świat muzyki dziś nagrywa jakiś totalny szit (którego nigdzie nie zalinkuje bo szitu się nie linkuje – idźcie i szukajcie w otchłani jak bardzo chcecie).

Ostatni album co zdaje się trzymał się jako tako kupy i mógł aspirować do bycia choć w odrobinie oryginalnym to była Americana. Choć i tam już zaczęły się jakieś takie dziwne rzeczy w typie „Pretty Fly”.

Dalej to już jakieś kalki, może i było w tym jeszcze troche pazura. Zresztą nie wiem bo nigdy nie przesłuchałem w zasadzie całości. Wiało nudą i tyle.

Trochę mi się przypomina historia z Metallicą, która wydała „Load” a potem „Reload”, które to albumy były chyba najpiękniejszym przykładem kontrastu między zamierzchłą zajebistością a zesraniem się jakąś rozmiękłą rzadziochą. Z Offspringiem podobnie – czekam na „St. Anger”, na przebudzenie, na odnalezienie przez nich starej drogi ociekania punkrockowa zajebistością podczas gdy po raz kolejny dostaję jakąś popowa papkę. Tego się nie robi.

I nie, nie chodzi tu tylko o tą piosenke Britney Spears pt. „Cruising California” mająca czelność rozpoczynać się najbardziej rozpoznawalnym punkowym zwrotem (kto mi napisze czyjego autorstwa stawiam piwo). Podobne pitu pitu to tytułowe „Days Go By”.

Żeby nie było – te piosenki może i są fajne. Nie wiedząc, że to Offspring pewnie całkiem fajnie by ich się słuchało jako takiej gitarowej nutki w odmóżdżającej serii kawałków w radiu Zet. Ale to jest Offspring. I to mocno boli. No i to ocena jedynie dwóch piosenek – nie miałem okazji przesłuchać reszty ale aż się boję to zrobić aby się nie załamać kompletnie.

Ech chyba dziadzieje. Pozostaje tylko posłuchać sobie starego dobrego Potomka:

Posted in Boje kulturalne and tagged .
  • Szymon

    Autorstwa, oczywiście, Ramonesów. No chyba, że pytasz który z „braci” napisał Blitzkrieg Bop, to nie będę udawał, że wiem.

    BTW Nie wyczułem ironii i chciałem znaleźć utwór Britney o tym tytule, bo nie byłem zaznajomiony z dziełem, a przecież mam jej wszystkie płyty, ale w końcu zbystrzałem. To jest jakiś żarcik z ich strony? Nie wiem, pastisz może, czy jak? Cała płyta jest taka? Chyba lepiej nie ryzykuj i nie słuchaj. Może Offspring przechlał całą kasę i żeby złączyć koniec z końcem musi zdobywać nowych słuchaczy, bo już nikt nie pamięta rock’n’roll radio (http://www.youtube.com/watch?v=0oEry7HvsaA). Nie, żebym sam pamiętał bardziej niż przeciętnie, ale przynajmniej wiem o istnieniu i może przez to trudno takie wybryki jak ‚cruising california’ zrozumieć. Może słuchanie muzyki w młodości było błędem, przez który trzeba dzisiaj słuchać dinozaurów. Ogromna większość tego, czego słucham pochodzi z XX wieku i w zasadzie wyłączyłem się z poszukiwania nowości, niestety.

    /oh, oh, I wanna feel it, califronia!/
    made my day…

    (Chociaż, żeby być bardziej sprawiedliwym dodam, że przesłuchałem tylko minutę, może potem jest lepiej? Kto wie. Chyba nikt, bo przecież kto by dał radę dłużej.)

  • qatryk

    Piwo dla Ciebie – pytanie chyba było za proste 🙂
    Tak niby ich wszyscy tłumaczą ale jakos mi sie w to nie chce wierzyć. Jako żart mogłem zrozumiec Pretty Fly ale to to… ech..

  • FatBantha

    Jak dla mnie Offspring ma stałą tendencję zniżkową od czasów „Ixnay on the Hombre”. Ten album był szczytem ich artystycznej formy, po nim – z płyty na płytę było gorzej, gorzej i jeszcze gorzej.

    Nie miałem odwagi sięgać po nowego Offspringa, a po Twoim tekście będę omijał z daleka.

  • Aro

    Tak naprawdę to już zapomniałem o istnieniu tej kapeli. W młodości, ich piosenki gościły na prawie każdej imprezie. To było coś. A teraz każda kolejna płyta okazuje się co raz gorsza. Nie będę komentował ostatniej, bo w powyższym artykule wszytko zostało już powiedziane. No cóż trochę szkoda, że zespół światowej klasy kończy tak marnie.

  • Pingback: Nieregularne podsumowanie wydarzeń nic nieznaczących #6 | Qatrykowe boje()