Opowiem Wam historie

To odcinek 11 z 25 w Bojowej Serii wpisów 30 tekstów

Do liceum jeździłem często tramwajem. Najpierw autobusem, przesiadka na Woli i właśnie tramwajem. Albo inaczej. Wychodziłem z domu. Do przystanku miałem jakieś 200 metrów. Jak dobrze wycelowałem, wsiadałem do tego samego autobusu co kumpel, który mieszkał dwa przystanki wcześniej. Jechaliśmy tym autobusem do pętli gdzie przesiadaliśmy się do tramwaju.

Tak było jeszcze w pierwszej i drugiej klasie liceum. Później w zasadzie mieszkałem sam, jedynie czasem ojciec wpadał przenocować. Nie za bardzo chciało mi się już wtedy jeździć na ósmą do szkoły. Ale to nie istotne.

Do tego tramwaju przez długi czas wsiadała pewna dziewczyna. Nie pamiętam już jak wyglądała. Nie pamiętam jej uśmiechu. Pamiętam jedynie, że nie mogłem od niej oderwać wzroku.

Wysiadaliśmy na tym samym przystanku. Ja szedłem na jedną stronę ulicy ona na drugą.

Na przeciwko mojego liceum było inne liceum. Oddzielała ja dwujezdniowa droga, pas zieleni i tramwajowe torowisku. I status. Bo w rankingach ta moja szkoła choć może nie była liderem to górowała nad tą drugą. Tą do której chodziła dresiarnia i wszystkie wyrzutki z warszawskich szkół. Nie raz na tym przystanku tramwajowym na pasie niczyim toczyliśmy między sobą małe wojny.

W trakcie wyjazdu integracyjnego naszej szkoły okazało się, że w tej mieścinie w której byliśmy swój wyjazd integracyjny zaliczało również liceum z naprzeciwka. To był chyba jedyny moment w którym ktoś dostał ode mnie łomot z zastosowaniem sprzączki od pasa wojskowego. Dobra metoda – owijasz sobie pas wokół dłoni tak aby na końcu zwisała sprzączka i jak masz się z kimś lać to nokautujesz go nie tylko uderzeniem tej prowizorycznej rękawicy ale i solidnego kawałka metalu. Nie lubię się bić, tym bardziej, że przeważnie obrywam. Wtedy też nie lubiłem. Ale czasem nie ma wyjścia. Wiecie męska solidarność, głupi honor, takie tam. Ale to nie istotne.

Ta dziewczyna z tramwaju. Czasami udawało mi się przyłapać ją jak spogląda na mnie.

I kurwa, nigdy nie miałem odwagi powiedzieć jej nawet głupiego cześć. Do dziś pamiętam to uczucie gdy wyczekiwałem czy wsiądzie do tego pieprzonego tramwaju. Do dziś gdy zdarza mi się czasem być w okolicy tamtego przystanku przechodzą mnie dreszcze i wracają wspomnienia.

Wspomnienie przepięknej dziewczyny, której twarzy nie pamiętam.

Mniej więcej w połowie drugiej klasy przestała wsiadać do tego tramwaju. A ja straciłem nieodwrotnie okazję aby powiedzieć jej „Cześć”.

Posted in Boje codzienności.