Archiwa

Internet wyregulować

Nie za bardzo się znam na prawie. Nie za bardzo kumam co to jest pakiet telekomunikacyjny.
Niby wiedzą to ludzie z Blackout Europe. Jakoś jednak mimo wszystko nie do końca rozumiem.
Trochę bardziej zna się Olgierd. A jeszcze bardziej trochę zna się Vagla. I im zostawiam to znawstwo.

U Vagli znalazłem linka do rozmowy jaka Igor Janke odbył z Vaglą i euro(p)osłem Czarneckim. No i porozmawiali sobie Panowie o prawie i takich tam. Jak napisałem pomińmy “prawo” bo to jest kosmos dla masochistów.

Rozbawił mnie Igor Janke - już na samym początku pada coś w stylu, w internecie są treści niebezpieczne w związku z czym należy z tym coś zrobić, bo tak być nie może. Pan Czarnecki również coś tam na ten temat sobie porozmawiał.

To jest symptomatyczne dla polityków, mediów że ględzą, zwyczajnie ględzą o czymś o czym nie maja zielonego pojęcia. Wydaje im się że jak w sieci pojawi się nazistowska stronka, albo filmik na jutubie z czubem strzelającym do ludzi to… w zasadzie nie wiem co im się wydaje. Chyba jedynie to że oni są jedynie mądrzy i “umią” rozpoznać, rozdzielić dobro od zła i oświecić nas debili, stosując oczywiście przymus i cenzurę, bo innych metod mamusie nie nauczyły, że to jest fe i tego tykać nie wolno a to jest dobre i jedynie słuszne. Np blog pana Czarneckiego jest zapewne dobry i słuszny.

Otóż Panowie smutna wiadomość - jeżeli istnieje coś takiego jak sieć, do której podłączeni są zwyczajni ludzie którzy maja ogólnie w głębokim poważaniu waszą poprawność polityczną to choćbyście bawili się w chińczyków możecie se te wasze starania wsadzić. Oczywiście jeżeli założymy że chodzi tylko o to aby nieść dobrą, politycznie poprawną, nieskalaną “treściami niebezpiecznymi” nowinę. Bo o to żeby kontrolować szarego obywatela i zwiększyć nad nim zakres władzy to dobrotliwych polityków nie podejrzewam.

Jest bowiem tak że jak się chce to się w sieci jest ale się w niej nie jest. Od najprostszych spraw jak szyfrowanie, tor i takie tam po nieco bardziej skomplikowane metody, można się zwyczajnie zniknąć i żadne wścibskie oczka nas nie wyśledzą. Oczywiście z tym jest trochę więcej roboty niż ino podłączyć neostradę ale powiedzmy sobie szczerze jak ktoś planuje zamach, planuje zgwałcić żonę sąsiada i w tym celu poszukuje tabletki gwałtu, bądź kieruje się zwykłą złośliwością i będzie chciał przekazać oszczędności pana (p)osła Czarneckiego na fundację walki z rzeżączką to nie jest jakimś tam szarym użytkownikiem neostrady. Jak ktoś by się zagłębił trochę bardziej w sieć a nie przeglądał ino onety to doskonale by wiedział że np dajmy na to tacy przyjaciele niedawno zmarłego psychologa dziecięcego o których się słyszy co i róż jak to dzielni policjanci kolejną ich siatkę rozbili to zwykli amatorzy i zwyczajnie promil tego co w sieci się dzieje. Przerażające? Przerażające a i owszem. Jeszcze bardziej przerażające jest to że możecie im drodzy panowie politycy naskoczyć. Tzn. metody są i to sprawdzone - zwyczajnie takim stworzonkom należy urywać główki i srać do szyi a następnie pokazywać to publicznie ku przestrodze, tyle że żyjemy w czasach w których nie za bardzo jest to na miejscu. Bo przecież lepiej porozmawiać z mniejszością seksualną, uświadomić, pomachać paluszkiem, pogłaskać a potem jak już osobnik ów obieca że on nigdy więcej, puścić nie informując o tym nikogo coby przypadkiem do samosądu nie doszło albo co gorsza ostracyzmu jakiego.

W każdym razie wracając do tematu - każde totalne rozwiązanie powoduje że społeczność reaguje też totalnie. Wystarczy przypomnieć sobie jak to TVN chciał wyciachać z sieci Rurka i Durczoka - w kilka godzin filmik był w tylu miejscach że wymskło się to spod zupełnej kontroli.
Dziś gdy nasilają się ataki na sieci p2p społeczność działa i już niebawem będzie można się cieszyć anonimowymi sieciami p2p. Póki co nie było takiej potrzeby więc i usługa nie pojawiła się zbyt szybko - no bo i po co. Ale skoro już w kilku krajach okazuje się że można zostać odciętym na stałe od wirtualnej rzeczywistości to po co ryzykować i ściągać emulem. Fajniej jest użyć torrentów z wykorzystaniem tora, a wkrótce nawet i bez niego, bez obawy że gdzieś pozostanie po nas ślad.

Naiwnością jest myślenie na zasadzie - wiem co dobre a co złe w związku z czym mam misję i będę uświadamiał ludzi, batem, kajdanami i innymi sankcjami. Zło istnieje i raju nikt tu na ziemi nie ustanowi i nie zadekretuje, choćby nie wiem jak się starał.
To czy coś się odbywa w sieci czy też w rzeczywistości nie ma znaczenia. Na wszystko znajdzie się sposób. Mało kto gdyby chciał zabić sąsiada nie znajdzie odpowiednich ludzi i sposobów.

Sedno i jedyny cel jaki może przyświecać takim działaniom to zwykła kontrola szarego człowieka który z sieci korzysta od święta. Osób którym nigdy w życiu nie przyszło do głowy żeby robić coś złego. Ale to oni leżą w głównym zainteresowaniu polityków. To nimi politycy chcieliby wygodnie sterować i ich kontrolować. Bo przecież nie w gestii polityków jest ściganie bandytów i zwyrodnialców - kumpli po fachu jakby nie było.

Efekt zatem będzie taki że ci przeciwko którym zostają wymyślane te dyrdymały wszystkie zejdą do podziemia i prawdopodobnie natkną się na jeszcze więcej “ciekawych” treści, natomiast pani Hela z magistratu nie obejrzy już filmiku na którym dzielni policjanci rozbijają z całą stanowczością pokojowe demonstracje i ładują do swych srebrnych (zdaje się najnowsza moda wśród europejskich służb mundurowych) samochodzików kilku politycznie niepoprawnych dzieciaków. Grunt to coby pani Hela nie stwierdziła przypadkiem że to nie w porządku. Bo przecież czego oczy nie widza tego sercu nie żal.

12345 2 głos(ów), średnia: 5
Loading ... Loading ...

Komentarzy

Dzieci kapitana Drake’a raz jeszcze

Swego czasu napisałem tekścik o podobnym tytule - dotyczył wtedy sprawy zatrzymania autorów serwisu napisy.org.

Na początek początek z tamtego tekstu:

Z piratami to ciekawa historia. Bo piraci są różni. Np taki Sir Francis Drake. No bo niby pirat, ale dla korony angielski żaden pirat ino korsarz. A u Niemców to i pomnik ma. Za kartofle, no ale ma. Za wikipedią tak napisali mu:
“Sir Francisowi Drake’owi, który rozpowszechnił ziemniaki w Europie. Miliony rolników całego świata błogosławią jego nieśmiertelną pamięć. To ulga dla biedaków, bezcenny dar Boży, łagodzący okrutną nędzę”.

Ogólnie niniejszy tekst ma być jednym wielkim odwołaniem się do tekstów w sieci a za tym pięknym przykładem bezsensu wymysłu czegoś takiego jak własność intelektualna w wirtualnej rzeczywistości - gdzie można linkować, cytować, kopiować bez większego wysiłku i co najważniejsze bez najmniejszej straty dla pierwotnych autorów.

A tekst ten sprowokowały dwa wpisy jeden xiazeluki, drugi galopującego majora. Pod pierwszym mamy dość długą ale i ciekawą dyskusje którą przejrzałem pobieżnie. Co z niej wynika - zasadniczo nie wiem, bo zasadniczo nie rozumiem sporu.

Rzecz w tym że obracamy się w przestrzeni pojęć które każdy jak zwykle inaczej rozumie.
Więc pokrótce moje zdanie:
co innego prawo autorskie a co innego własność intelektualna. Własność intelektualna to chory wytwór cenzury (o historii własności intelektualnej można poczytać w bardzo ciekawym artykule “Zapowiedź świata post - copyright“) który stoi w jawnej sprzeczności z podstawową wartością dla każdego człowieka jaką jest własność materialna.

W naszym świecie własność intelektualna za sprawą bezmyślnej polityki staje się jakąś uberwłasnością. Otóż bowiem jest tak że własność niematerialna ogranicza nam wszystkim swobodę w korzystaniu z własności pierwotnej - tej materialnej.

Nie możesz na swojej płycie nagrać czegokolwiek. Nie możesz odsłuchać na swoim radio tego co chcesz. Nie możesz z kupioną ponoć na własność płytą zrobić co zechcesz. Nie możesz wykorzystać swojej gitary tak jak zechcesz i zagrać na niej kawałka Beatlesów. Na każdym kroku tam gdzie pojawia się pojęcie własności intelektualnej pojawia się ograniczenie własności materialnej. Można to uważać za słuszne. Jednak warto się zastanowić nad konsekwencjami. A zgodnie, z jak mi się wydaje, opinią naszego wielkiego salonowego legalisty majora grunt to konsekwencje w prawie.

Kontynuując rozważania na temat piratów i dotykając sprawy konsekwencji prawa (a raczej jego niekonsekwencji) popełniłem i taki tekst:

Wysoki Sądzie,
na fali ostatnich częstych zatrzymań tych groźnych przestępców jakimi są złodziej własności intelektualnej, chciałby zwrócić uwagę Wysokiego Sądu na dość ważny fakt nie wywiązania się Policji i Prokuratury z swoich obowiązków. Z żalem stwierdzam iż oba organy egzekwowania prawa w naszym kraju, mam nadzieje iż po prostu z powodu zwykłej nieświadomości, nie wywiązały się z swoich ustawowych obowiązków, i nie zabezpieczyły najważniejszego z dowodów wcześniej wspomnianych przestępstw. Wysoki Sądzie z całym szacunkiem, ale jeżeli mamy żyć w państwie prawa, nie możemy pomijać w wypadku tak ważnych spraw, będących tak istotnym elementem naszego ładu cywilizacyjnego i kulturowego, tak podstawowych dowodów rzeczowych. Policja wraz z prokuraturą zbierając dowody, co się bardzo chwali, zabezpiecza komputery osób które dopuściły się ataku na własność intelektualną. Pragnę jednak zauważyć iż główne narzędzie zbrodni nadal pozostaje niezabezpieczone.

Dlatego jako prawy obywatel, któremu leży na sercu dobro Państwa, który nie może patrzeć obojętnie na ewidentne podważanie nieomylności naszego prawa, składam wniosek o zarekwirowanie i zabezpieczenie głównego narzędzia zbrodni jakim posługują się tak zwani piraci komputerowi, Internetu.

Wysoki sądzie jeżeli zatrzymany zostaje człowiek który posiadał broń -rekwiruje mu się tę broń, i niezwłocznie po uzyskaniu informacji skąd ta broń pochodzi, ja jako obywatel mam pełne przekonanie iż organy ścigania wkraczają, likwidują i zabezpieczają takie źródło. Jeżeli dajmy na to broń jest sprzedawana w fabryce groszku i kalarepy, to ja jako uczciwy obywatel mogę być pewny że produkcja w takiej fabryce, przynajmniej na czas śledztwa, do wyjaśnienia czy poza handlem bronią, groszkiem i kalarepą nie służy ona (ta fabryka) do innych niecnych celów, zostaje zamknięta. Dlatego nie rozumiem czemu prokuratura nie wydała nakazu zamknięcia na czas śledztwa przeciwko tym bandytom, mającym za nic własność intelektualną, będącą przecież podstawą naszej cywilizacyjnej odpowiedzialności i odróżniającą nas od zwierząt, ich głównego narzędzia i źródła nieprawości czyli Internetu.

Wnoszę zatem o natychmiastowe naprawienie tego błędu, tak aby moje państwo obroniło moja osobę przed tym bandyckim procederem, i aby już zatrzymanych przestępców można było w sposób uczciwy (nie jesteśmy przecież barbarzyńcami) osądzić i wymierzyć im uczciwą acz surową karę. Najlepiej pozbawienia wolności (choć w tym wypadku wydaje mi się iż kara śmierci byłaby najbardziej adekwatna).
I jeszcze raz powtórzę – oczekuje jak najszybszego naprawienia tego mogącego być tragicznym w skutkach błędu jakim było nie zarekwirowanie i nie zabezpieczenie na czas toczących się rozpraw Internetu.

z poważaniem
Qatryk

To chyba wystarczy w kwestii prawa.

Zastanówmy się nad innym aspektem sprawy. Kiedy mamy w obszarze wytworów intelektualnych do czynienia z kradzieżą? Czy możemy o czymś takim mówić jeżeli uznamy że własność intelektualna jako taka jest zaprzeczeniem własności i nie powinna być uznawana?

Tu znów nie będę oryginalny i przytoczę kilka zdań z mojego starego wpisu “Skopiuj i zostań złodziejem“:
Niewątpliwie jest jednak tak iż ludzie walczący o swobodny przepływ dóbr niematerialnych są myleni z tymi którzy nie szanują cudzych osiągnięć. Przyczyna tkwi głęboko. W Polsce istniej od dawna akceptacja przywłaszczania sobie pracy innych. Co gorsza najbardziej widoczna jest ona w środowiskach akademickich gdzie plagiat jest normą. Co więcej w języku polskim istnieje osobne słowo które pozwala na wytłumaczenie się i zdezawuowanie oszustwa i złodziejstwa. W języku angielskim nie występuje słowo “ściąganie”. Tam na taki czyn mówi się po prostu cheating. A co z tego wynika? Ano tylko to że gdy plagiat stał się czymś na skale masową, grupy w które najbardziej to uderzało coraz silniej zaczęły dopominać się swoich praw do uznawania ich autorstwa. To w dużej skali zostało wykorzystane przez firmy które skupiały od autorów ich prawa, i w “trosce” o dobro autorów zaczęły się dopominać ich praw. I tu pojawia się problem bo oszuści wcale nie dostali po nosie. Najbardziej na swojej skórze odczuwa to zwykły obywatel. Już teraz każdy kto posiada komputer i nagrywarkę w wielu krajach jest podejrzany i inwigilowany. Oszuści wcale a wcale nie mają się gorzej. Z jednej strony zamiast pracy na rzecz zapobiegania i zmiany modelu marketingowego sprzedaży i dystrybucji takich dzieł jak muzyka, film czy książka, podejrzani stają się wszyscy, z drugiej powszechna akceptacja dla przywłaszczania sobie cudzego wysiłku intelektualnego w postaci choćby badań i tekstów sprawia że prawdziwi złodzieje wciąż mogą czuć się bezkarnie. O wiele trudniej jest wykryć skutecznie przestępstwo niż podejrzewać o takowe każdego kto ma możliwość jego popełnienia.

Dzieło jako takie stanowi integralną całość - niezależnie w ilu wystąpi kopiach - czy pozostanie w umyśle autora, czy też wystąpi w różnych postaciach w milionach egzemplarzy. Prawo autorskie to kwestia uznania wysiłku autora poprzez honorowania go przy kolejnych formach publikacji kopii dzieła pierwotnego. Inaczej mówiąc - choć własność intelektualna nie ma nic wspólnego z własnością jako taką, to przypisywanie sobie autorstwa danego dzieła jest zwykłą kradzieżą i oszustwem.

Własność intelektualna jest sztucznym nadawaniem rzadkości rzeczą z natury nierzadkim - i tak jak natura wyposażyła własność materialną w tę cechę tak człowiek nigdy nie będzie w stanie nadać jej obiektom niematerialnym - no chyba że ulegnie w co wątpię totalitaryzmowi.

Co jest głównym argumentem na rzecz własności intelektualnej? To że biedni artyści nie będą w stanie zarabiać. Tylko to jest pogląd całkowicie błędny. Artyści zarabiali gdy nie było praw własności intelektualnej i każdy mógł sobie dzieło kopiować, odtwarzać czy co tam z nim robić. Tak samo teraz mają ku temu okazje i rzecz w odnalezieniu jedynie odpowiedniego modelu marketingowego. Cały okres istnienia własności intelektualnej to okres przywilejów władzy i korporacji które tymi prawami wycierając sobie gęby dbały o swoje interesy - czy to w przypadku korporacji chodziło o zwykłe bogacenie się kosztem artysty, czy też w przypadku polityków chodziło o zwykłą cenzurę (o tym wszystkim we wspomnianym wyżej artykule “Zapowiedz świata post-copyright”).

I tu, wracając do sprawy modeli marketingowych, znów przypomnę kawałek swojego tekstu, tym razem pt. W dupach się poprzewracało! - czyli grawitacja dotyczy tylko Newtona:

Problem polega na tym że jakoś ludzie nie potrafią się wyrwać się “z mentalnej niewoli”, choć pierwsze kroki są stawiane nieśmiało już od dość dawna.

Przejdźmy do innej dziedziny. Oprogramowanie. Każdy już chyba słyszał o Linuxie. Tajemniczy, anarchistyczny system dla hackerów i freaków w sweterkach a’la Kononowicz i okularkach. Wszystkim którzy tak myślą proponuje ściągnąć sobie ze strony ubuntu.pl obraz płytki wypalić i odpalić wersję LiveCD. Działa? Działa.I to jak działa:>

Podsumowując - na koniec znów wpadnę w samouwielbienie i zacytuje sam siebie z forum kolibrów na którym swego czasu wziąłem udział w dyskusji nt. własności intelektualnej:

dwa podstawowe argumenty
- aby coś mogło być własnością musi posiadać znamiono rzadkości - powietrze nie może być niczyją własnością - np tylko komuchy mają zapędy aby opodatkować powietrze (a przynajmniej takie pomysły mieli swego czasu). Informacja w takiej czy innej postaci nie jest rzadka - można ją bezstratnie powielać a zatem nie występuje tu zwyczajne odebranie (kradzież) komuś jego rzeczy.

Jakbyśmy żyli w świecie gdzie mercedes klasy s jest dostępny za pomocą czarodziejskiej różdżki to żaden właściciel mercedesa klasy s nie miałby pretensji jakby ktoś przyszedł wziął sobie jego mercedesa a na jego miejscu pozostawił identyczny co do joty samochód - przy czym to jest o tyle zła analogia że raczej powinniśmy powiedzieć że przechodząc obok mojego mercedesa ktoś sobie za pomocą tej różdżki robi takiego samego i nim odjeżdża a nie tym moim.

Oczywiście tu dochodzimy do tego czy jest to moralne czy nie, ale to na tę chwilę pomińmy.

- druga sprawa to niematerialność - niematerialność sprawia że tak naprawdę nie wiemy co jest czyim pomysłem. Teoria względności to zbiór postulatów i teorii innych autorów niż Einstein i w zasadzie nie odkrył on w tej dziedzinie nic co wcześniej nie zostało odkryte ale to on to wszystko scalił i poskładał do kupy. Komu zatem należy się prawo do korzystania z odkryć jakie pociągnęła za sobą teoria względności?
Ponadto niematerialność nie może podlegać prawu własności bo to co jest niematerialne zaraz po poznaniu staje się częścią nas. Jeżeli usłyszymy coś, poznamy jakąś idee to mamy na ten temat wiedzę i jeżeli ktoś zabroni nam z tej wiedzy korzystać (o ile nie pozyskaliśmy tej wiedzy na skutek umowy z jej wcześniejszym posiadaczem) to znów staje to w sprzeczności z prawem do samoposiadania. Czyli nie możesz korzystać z pierwotnej własności jaką jest twój mózg.

Zaznaczam oczywiście że informację może ktoś nam przekazać na skutek zawarcia z nami umowy - umowa rzecz święta i trzeba ją szanować - godzimy się na ograniczenie naszej swobody za cenę nie dzielenia się tą wiedzą z nikim innym. Ale w naturze ludzkiej jest dzielenie się informacjami z innymi. Co więcej jest też i tak że niektórzy no niestety nie traktują umów poważnie i je łamią. Wszystko jest oki gdy mamy do czynienia z własnością materialną - idzie się do sądu i taki kolo musi płacić odszkodowania jeżeli np nie dotrzymał punktów kontraktu na budowę domu. Podobnie uważam winno być z umowami dotyczącymi informacji i rzeczy niematerialnych, z tym że jeżeli ja nie zawieram umowy z nikim a otrzymuję tę informację lub rzecz niematerialną to nikt nie ma prawa mnie ograniczać.


Najważniejsze jeszcze na koniec - nie za bardzo z pamięci mogłem coś rzucić, ale tylko dlatego że blog Maćka jest jednym wielkim zbiorem doskonałych tekstów demaskujących totalniacki i co jest jeszcze większym grzechem hipokrycki charakter całego przemysłu i artystów związanych z obroną własności intelektualnej.
Zapraszam wszystkich do czytania naczelnego infoanarchisty, przy okazji jednego z programistów Wiedźmina - Maćka Miąsika.

12345 Oceń post
Loading ... Loading ...

Komentarzy

Wszyscy jesteśmy Chrystusami

Spotkałem dziś w metrze starszego Pana. Podszedł do mnie nieśmiało i łamiącym się głosem powiedział że nie ma na lekarstwa. Staruszek miał łzy w oczach gdy pokazywał mi na dowód receptę i kilka opakowań starych leków…

Upadamy w samotności. Każdy niesie bezsensowny krzyż.

Historia Hesusa z Nazaretu kończy się jakby nie było happy endem…

Strasznie mnie przeraża to że realne życie na każdym kroku dostarcza jedynie dowodów że happy endy zdarzają się tylko nielicznym. Że uwierająca samotność jest otchłanią w którą wpada znamienita część ludzi. Że zostają powoli pozostawieni i w ostateczności porzuceni. Również przez samych siebie.

Śmierć w cierpieniach jest niczym w porównaniu z zapomnieniem za życia. Zapomnieniem które nie jest rzeczą wyboru. Takiego wyboru dokonują nielicznie i pewnie tylko oni są szczęśliwi po kres.

Dlatego opowieść o zmartwychwstaniu jest dla mnie jednocześnie najpiękniejszą opowieścią dającą nadzieję ale i największym i najohydniejszym kłamstwem dającym pożywkę ludzkiej hipokryzji.

Bo mało kto ma tyle szczęścia aby przezwyciężając ból i strach dostąpić pamięci i poczucia spełnienia. Marność i wszystko marność… Bez nagród.

12345 5 głos(ów), średnia: 4.4
Loading ... Loading ...

Komentarzy

Wolność Słowa

Póki będą miał cokolwiek do powiedzenia w polskim rządzie, żaden z podległych mi urzędników nie będzie wykonywał żadnych zamachów na wolność słowa czy na wolność badań naukowych - zadeklarował premier.

Zaznaczył, że jest to także wolność “do publikowania rzeczy złych, niemądrych”. - Bo nikt z nas nie będzie ich cenzurował” - dodał. Jak zapowiedział, będzie jednak dokonywana bardzo wnikliwa ocena tego, na co są wydawane pieniądze publiczne. - Za pieniądze publiczne w Polsce nikt nie ma prawa kłamać, nikt nie ma prawa oczerniać Lecha Wałęsy, nikt nie ma prawa zatruwać życie publiczne - dodał Tusk.

“Jeśli chcą to robić - mówił premier - “to niech to robią na własny rachunek, za własne pieniądze, na własny koszt, na pewno nie za pieniądze podatnika”.

Jest zatem tak: wolność słowa jest ale nie za pieniądze podatników. Za pieniądze podatników można mówić tylko to co Pan premier uważa za stosowne, to co nie zatruwa życia publicznego. Czyli np za pieniądze publiczne można a wręcz nalezy zapewne, mówić banały. Że słońce świeci a kraj kwitnie, no bo wiosna przyszła. No i stówka dla mnie z pieniędzy podatników - prosiłbym o kontakt Panie premierze, podeślę numer rachunku na który prosiłbym skierować przelewik.

Zastanawiające jest jednak jedno. Jakby nie było praca magisterska Zyzaka wydana została w prywatnym wydawnictwie. Pan premier oczywiście jako nadzorca UJ może sobie mieć pretensje do UJ że pozwolił za publiczne pieniądze prowadzić jakieś wątpliwej jakości badania naukowe jakiegoś studencika i wysyłać tam kontrolę. To jednak raczej kwestia pretensji do swojej niekomptencji, w końcu UJ to uczelnia państwowa i jedynie winą premiera jest że dobrał sobie takich namiestników którzy pozwalają na państwowej uczelni na wątpliwej jakości badania naukowe. (swoją drogą ciekaw jestem czy pan Premier choć pobieznie zapoznał się z ta pracą, czy jedynie opiera się na jakiś emcjonalych opiniach kilku osób które wyrwały z coś z kontekstu - ciekawie i bez jakiś politycznych emocji o całej pracy pisze Grim Sfirkow)

W każdym razie gdyby nie prywatny wydawca o tej spornej pracy magisterskiej pewnie nikt by się nie dowiedział i byłoby wszystko w porządku. Kontrola nie byłaby potrzebna itd.

I tu dochodzimy sobie do wolności słowa jako takiej. Okazuje się bowiem że wolność słowa w sferze publicznej może być wolnością słowa aktualnie rządzących. Wczoraj można było pojechać po Wałęsie, dziś już nie koniecznie.

Ja może jestem i tępy ale jeżeli czytam to co na początku to rozumiem to własnie w ten sposób: możesz powiedzieć wszystko bylebyś powiedział to co nam się podoba. Jak nam się nie podoba to nie możesz tego mówic głośno bo jest wolność słowa. Słońce świeci a deszcz pada.

Ogólnie z tą wolnością słowa to jakoś tak mi się dziwnie zdaje kompletna fantastyka.

Jest bowiem tak - możesz powiedzieć że prezydent to pijak, ale że jest zacofanym w rozwoju, karłem i debilem już nie możesz. W sensie nie że ja mówie że prezydent to zacofany karzeł z małym fiutem i ograniczeniem umysłowym. Nie, nie. prosze mnie źle nie zrozumieć. Ja tylko mówię że o prezydencie nie można powiedzieć że jest zacofanym karłem z małym fiutem. To jest absolutnie nie dozwolone gdyż nie mieści się w granicach wolności słowa. Oczywiście do końca tak nie jest gdyż, alebowiem zależy to też po troszę o którym prezydencie mówimy. W zależności od tego kogo mamy na myśli granice wolności słowa są zmienne, kontrolowane ogólnie pojęta poprawnością polityczną. Napewno jednak tak nie można powiedzieć o obecne urzędującym prezydencie. To ścigane jest z urzędu.

Niemniej jednak jest też tak że de facto nie można powiedzieć że obecny premier to dupa wołowa, miętka pyta i debil do kwadratu a zapewne również impotent z kompleksem Edypa, frajer jakich mało i po prostu idiota. Rzecz oczywiście musi być wypowiedziana w odpowiednim kontekście i przez odpowiednia osobę. Jednak gdy się to odpowiednio zbierze do kupy konsekwencje mogą być znacznie poważniejsze niż zarzut prokuratorski. I tu nie chodzi o zwykły, poczciwy ostracyzm. Tu chodzi o sposób użycia władzy.

Powiedziałeś to i owo o moim politycznym kumplu, no to my ci i twojemu otoczeniu zrobimy z dupy jesień średniowiecza. Ot bo bronimy wolności słowa. I jej granic. Jakby to durno nie brzmiało.

12345 2 głos(ów), średnia: 5
Loading ... Loading ...

Komentarzy

Filmowe paradoksy

Od dłuższego czasu nurtuje mnie jedna sprawa.

Oglądam sobie film - idzie dajmy sobie dwójka bohaterów owego filmu i prowadzą dialog; dochodzą do samochodu; po czym ni z gruchy ni z pietruchy kończą gadać i stwierdzają coś w ten deseń: dobra, nie ma co, pogadamy w domu. Otwierają drzwi i wchodzą do tego samochodu. No rzesz kuchwa, co to jest? Albo gadają w samochodzie i jak wychodzą - to na tej samej zasadzie, kończą gadkę po czym… kierują się oboje do knajpy.

Albo np. dzwoni ktoś do kogoś w jakieś kryzysowej sytuacji, i ten ktoś po drugiej stronie mówi: to zaraz będę. No i oki jest w następnej scenie, pojawił się a okoliczności przyrody ani o jotę się nie zmieniają. Tak jakby przejechanie samochodem z jednego miejsca w drugie zajmowało pół minuty.

Pomijam tu już ogólnie całe te nieciągłości i nieżyciowości, typu bohaterowie filmowi nie śpią, nie jedzą, nie sikają (no chyba że jak Travolta robią kupę, ale robią tą kupę tylko po to żeby dać się przerobić na ser szwajcarski).

Tu chodzi o takie drobnostki które normalnie się w życiu nie zdarzają na takiej zasadzie jak Konrad w Dniu Świra o tych twardzielach filmowych mówił co to myją zęby zapijają łiskaczem a potem zaciągają się szlugiem.

O albo jeszcze jedno - leży se parka w łóżku, prowadzą jakąś gadkę po czym: no dobra idziemy spać gaszą światła i już śpią.

Bez sensu.

12345 1 głos(ów), średnia: 4
Loading ... Loading ...

Komentarz

Zeitgeist

Pamiętam jak będąc pacholęciem dorwałem atlas anatomiczny człowieka i jakżem wtedy był zafascynowany tym co zobaczyłem. Kartkowałem ten atlas i kartkowałem. Z biegiem lat z “teorii” powoli przechodziłem do “praktyki” odkrywając różne zagadki zarówno swojego ciała jak i ciała tej czy innej kobiety. Ta fascynacja ciałem, ogrom niewiadomych i ekscytacja odkrywaniem kolejnych zagadek - to wszystko do tej pory jest intrygujące i tylko czekam na to jak kolejny dzień uraczy mnie kolejnymi boskimi doświadczeniami w odkrywaniu tego niezbadanego świata emocji, metafizycznego połączenia ciała i ducha.
Człowiek i jego fizyczność stawały się sakrum - czymś znacznie więcej niż fizycznym bytem. Bo dajmy na to nie ma recepty na orgazm - raz wystarczy muśnięcie a innym razem trzeba do tego wyciśnięcia siódmych potów. Raz kolacji przy świecach i wielogodzinnego seansu nieśpiecznych uniesień, innym, zwykłego solidnego rżnięcia w bramie. Tysiące malutkich reakcji na słowa, gesty, dotyk i ciało w zgrabny sposób poprowadzone pozwala odkrywać “nieskończone przestrzenie nieziemskiego świata”. Do tego nie wystarczy ginekologiczna wiedza i znajomość atlasy anatomicznego.
Teoretycznie wszystko wiadomo penis, łechtaczka, sutki zakończenia nerwowe. Z teorii dowiemy się nawet tego że ból jest bardzo bliskim przyjacielem ekstazy i że oba te zjawiska mają ze sobą wiele wspólnego. Tylko że jeden siadając u dentysty i obrywając po nerwie wiertłem nic tylko się skrzywi i będzie wspominał rzecz z największa odrazą a inny potraktuje to jako zabawną namiastkę erotycznych uniesień. To całe sakrum ciała, jego ezoteryczność i zawiłość połączeń realności z metafizyką pozwalają być człowiekiem - tworzyć, unosić się ponad przeciętność, doświadczać niezwykłości, dawać natchnienie i je brać, robić rzeczy wielkie ale i te spętane zapachem codzienności.

Dziś okazuje się że to są bajki. Mamy świat z koszmarów de Sade’a. Ciało można wystawić między proszkiem do prania a pastą do zębów. Sakrum jest zbędne. Ciało trzeba z niego obedrzeć. Potraktować jako komputer, bezduszną machinę. Sto dwadzieścia obrotów palcem z naciskiem nie przekraczającym tylu i tylu newtonów wokół łechtaczki i mamy orgazm. Tu serce, tam nerka. Tam skóra a tu mięsień. Reakcja na bodźce taka a taka. Gotowa recepta na interakcje.

Odkrywamy tajemnice i dajemy ją na talerzu każdemu. Kupisz sobie czipsy, obejrzysz kilka ciał rozłożonych na czynniki pierwsze i będziesz wiedział więcej. Sakrum do niczego nie jest potrzebne - należy je odrzucić. Bogów nie ma a człowiek to jedynie nędzny ząbek w trybiku państwa i jego historii. Odrzuć sakrum. Odtwarzaj, nie szukaj. Ciało. Cóż w nim świętego.

Jakoś takie mam wrażenie że świat który pokazuje zwłoki w supermarkecie to świat w którym za parę ładnych lat bez żadnych konsekwencji znajdę się na orgii podczas której atrakcja wieczoru będzie wyjęcie na żywo ośmiomiesięcznego płodu z ciała kobiety poprzez rozcięcie jej podbrzusza, pozostawienie jej z wnętrznościami na wierzchu jako zbędnego już w tym momencie obiektu a następnie wspólna konsumpcja czegoś co w przeszłości naiwniacy uznawali za przyszłego człowieka.

Tylko że to będzie zwykła czynność - przynosząca namiastkę emocji, co najwyżej odrobinę fascynacji tak jak fascynujemy się fajerwerkami a potem idziemy dalej jak gdyby nigdy nic; przynosząca odrobinę podniecenia z czynienia czegoś co kiedyś szaleńcy uważali za do szpiku złe. Bo cóż to jest dobro i zło jak nie wytyczone przez społeczeństwo i jego hegemona czyli państwo normy.

Taka najwidoczniej nasza karma - duch czasu.

12345 6 głos(ów), średnia: 3.83
Loading ... Loading ...

Komentarz

Korelacje

Co tu dużo gadać najpierw wykresiki. Nie trudno się domyślić co jest co, ale legenda tak czy inaczej musi być:
różowiutka cienka linia - to kurs euro (oś lewa w PLN)
granatowa cienka linia - to kurs dolara (oś lewa w PLN)
niebieska linia - to stopa procentowa redyskonta NBP (oś prawa w %)
czarna - WIBOR 3M (oś prawa w %)

W wykresik trza kliknąć co by się zrobił duży. Najpierw ostatnie dwa lata.

No a jak ktoś dalej nie zauważa korelacji to nieco dłuższy okres.

Jakie wnioski? Każdy może sobie wyciągnąć je samemu.
Są dwie możliwości:
- wszelkie ruchy w wartości złotego są w dużej mierze wywoływane przez NBP
- gdyby nie interwencja NBP byłoby jeszcze gorzej co wydaje się dość hmmm wątpliwą tezą patrząc na powyższe

Oczywiście świat się zmienia i nie każde okoliczności przyrody są takie same. W obecnych czasach radykalne cięcie stóp zamiast zgodnie z keynsistowskimi paradygmatami podnieść popyt wewnętrzny sprawiło jedynie zainteresowanie spekulacyjne. A ponieważ, no cóż mimo wszystko jesteśmy stosunkowo małą gospodarką, to dzieje się co się dzieje. Dodatkowo dochodzą różne dziwne informacje o tym że polski rząd kombinuje jak pozbyć się w pełni prawomocnie zawartych umów między podmiotami prywatnymi bądź informuje w jaki sposób będzie interweniował co tylko ułatwia spekulacje i przychodzi nam żyć w jeszcze ciekawszych czasach.

Istotą sprawy jest co innego. Rząd i tak gucio zdziała - bardziej zaszkodzi swymi działaniami niż pomoże jak zwykle przy każdej okazji, nie byłoby to jednak tak ważne gdyby o tym w jaki sposób na rynku kształtują się stopy procentowe decydował sam rynek a co jeszcze ważniejsze gdyby pieniądz również kontrolowany był przez ten rynek a nie totalitarnie zarządzany przez bank centralny (prywatny czy państwowy - jeden gorszy od drugiego). Oczywiście taka teza to juz nawet nie sprzeciw wobec euro - to oczywisty sprzeciw obecnie ukształtowanej formy pieniądza który jest tylko i wyłącznie reprezentantem długu. Ten banknot który trzymasz w portfelu to nic więcej jak zobowiązanie kogoś że w przyszłości odda bankowi jakąś wartość - albo dom albo swą pracą przejmie kolejny dług innych i nim spłaci swoje zobowiązanie. Pieniądz nie stanowi dziś żadnej wartości - gdyby tak było w ciągu kilku dni nie okazywałoby się że za to co kupiliśmy te kilka dni temu dziś kupilibyśmy znacznie drożej.

Warto czasem spojrzeć na rzeczywistość nieco szerzej niż tylko na te kilka zjawisk które nastąpią, bądź nastąpiły na skutek pewnych działań. Ot np takie opcje. Być może i pan Pawlak uratuje tysiące miejsc pracy, powstrzyma fale bankructw i zastój gospodarczy (dobre sobie) anulując opcje. I nawet niech i tak będzie że będzie to w pełni legalne i trybunał konstytucyjny się tego nie czepi, a sądy nie będą zasądzały horrendalnych odszkodowań które będą wypłacane z budżetu państwa, czyli zasadniczo naszych portfeli. Ale co z zaufaniem świata? Czy to co się dzieje ze złotówka to nie wynik właśnie po trosze tego zaufania? Co z naturalnymi mechanizmami które są zdrową podstawą relacji międzyludzkich - okazuje się że człowiek uczciwy, który ryzykując wpada w kłopoty i sam spłaca swoje długi staje się zwykłym naiwniakiem, głupcem; okazuje się że człowiek rozsądny który kalkuluje ryzyko wychodzi na kompletnego idiotę bo nic nie zyskuje a w zasadzie przede wszystkim traci w porównaniu z ludźmi nieodpowiedzialnymi.

Nie ma się co oszukiwać - nieodpowiedzialna firma winna bankrutować, nieodpowiedzialni ludzie nie powinni zatrudniać innych ludzi uczciwie pracujących. Nieodpowiedzialni głupcy powinni być z rynku jak najszybciej zmiatani. I tylko rynek potrafi ich zmieść za ich nieodpowiedzialne decyzje. I nie ma się co martwić - po nich przyjdą kolejni ryzykanci - jedni mądrzejsi, drudzy znów nieodpowiedzialni. Świat się będzie kręcił. Firmy powstawały i upadały. Nie ma się tego co bać. Tak jak nie ma się co bać śmierci tak i tego że przyjdzie nam zmienić pracę a i być może stracić trochę czasu na jej poszukiwanie. Póki żyjemy nie ma sytuacji bez wyjścia (no chyba że właśnie się zeskoczyło z Pałacu Kultury).

12345 4 głos(ów), średnia: 4
Loading ... Loading ...

Komentarzy

Sprawiedliwość społeczna

To takie coś co teoretycznie oznacza że wszyscy mają mieć fajnie - nie głodować, nie mieszkać w kartonie, a jak ktokolwiek zachoruje to będzie wyleczony. Ot raj.

Jakoś się jednak tak składa że w praktyce sprawiedliwość społeczną realizuje się np wprowadzając ustawę o obowiązku posiadania w każdym aucie gaśnicy którą można co najwyżej harcerskie ognisko zgasić, a przypadkiem takie gaśnice produkowane są w ino jednej fabryczce, której już zupełnym przypadkiem prezesem jest dobry znajomy ministra który ustawę przepchnął.

Sprawiedliwość społeczną można realizować również na znacznie większą skalę - można np powiedzieć że ktoś oszukuje i w związku z tym może sobie dobrowolne umowy z oszukanymi wsadzić. Oczywiście sprawiedliwość społeczna jest fantastyczna, bo przecież zakłady pracy (ostoją proletaryatu) które padły ofiarą podłych spekulacji, natomiast na pewno nie swojej głupoty (za którą w państwach sprawiedliwości społecznej jesteśmy tak czy inaczej głaskani i dostajemy cukierki) nie zbankrutują i nie będziemy mieli tysięcy bezrobotnych i w ogóle będzie pięknie. W praktyce sprawiedliwość społeczna sprowadza się do tego że Pawlak stwierdzi że wsadźcie se papiry co to je dobrowolnymi umowami zwiecie, przepchnie ustawę, prezio podpisze jako zwolennik sprawiedliwości społecznej…. a po godzinie ktoś złoży w trybunale konstytucyjny skargę. Trybunał uzna że jednak nie koniecznie w związku z czym tak ktoś kto nie mógł swojej opcji zrealizować pójdzie do sądu a sąd mu będzie musiał przyznać odszkodowanie. Tak oto wszyscy szczęśliwi w sprawiedliwości społecznej - firmy nie bankrutują i nawet podli spekulanci i oszuści mogą liczyć że coś im jednak skapnie za naiwność że państwo sprawiedliwości społecznej jest “gwarantem” realizacji dobrowolnych umów między prywatnymi podmiotami. Oczywiście za to wszystko nie pan nie ma opcji Pawlak zapłaci ino skarb państwa. Sprawiedliwość społeczna to jednak taka piękna sprawa że oczywiście skarb państwa to to takie pieniądze znikąd a na pewno nie z naszych kieszeni.

Z drugiej strony sprawiedliwe społecznie jest takie OFE. Kwintesencja sprawiedliwości społecznej normalnie. To że musimy na nie płacić wynika z tego że jakbyśmy nie musieli to na starość umieralibyśmy na gruźlice w kartonie pod mostem. W związku z tym że OFE jest kwintesencją sprawiedliwości społecznej nikt nie może mieć pretensji że nikt nas nie oszukał i nie wykorzystał naszej niewiedzy jak w przypadku opcji a jedynie zwyczajnie zmusił do tego żebyśmy na OFE płacili. Na to same OFE które straciło dość sporo naszej kasy i straci jeszcze zdeńko więcej gdy idąc z duchem sprawiedliwości społecznej premier będzie ogłaszał kolejne plany interwencji gdy to euro osiągnie pułap kolejno 5 zł potem 6 etc. a w ostateczności, przez wstrętny wolny rynek który się jakoś interwencjom podporządkować nie chce i niesie kolejne fale kryzysowego tsunami, państwo sprawiedliwości społecznej zbankrutuje.

W każdym razie sprawiedliwość społeczna musi być. Opcje anulować należy, gaśnice kupić a OFE opłacać. Jak nie to czapa.

Walka o nowy lepszy świat pełen sprawiedliwości społecznej trwa i trwać będzie. Do upadłego. Sprawiedliwości społecznej albo świata.

12345 2 głos(ów), średnia: 4.5
Loading ... Loading ...

Komentarzy

Kto korzysta?

Fighting for peace is like fucking for virginity

Terroryzm. Idziemy na wojnę. Wojnę z terroryzmem. Jak wiadomo wojna to pokój.

Kim są terroryści? Ogólnie rzecz ujmując to świetnie zorganizowani, racjonalnie i inteligentnie działający ludzie niespełna rozumu fanatycznie zapatrzeni w swej rojenia i idee.

Takie WTC, zamachy w metrze w Londynie, pociąg w Madrycie, coś tam w Australii etc. Ile kasy musiało iść na przygotowania, ile ludzi w to musiało być zaangażowanych. Ludzi którzy przez miesiące przygotowywali się do operacji która musiała być dopracowana w najmniejszym szczególe. Jakby nie było fachowcy w swojej robocie. Opanowani, racjonalni etc.

Z drugiej strony fanatycy niespełna rozumu. Nie liczący się z żadnymi konsekwencjami, z ludzkim życiem i z czymś naturalnym dla każdego - z życiem własnym. No tak fanatycy religijni. Valhalla czy inne raje im w głowie. W imię boga.

A więc tak: mamy sobie tych racjonalnych, opanowanych fanatyków niespełna rozumu których celem jest… Właściwie co jest ich celem?

Ponoć celem ich jest oczyszczenie świata z takich czy siakich wiarołomców pogrążonych w modlitwie do fałszywych bożków - telewizora, kanapy i piwa.

Zdaje się podpadam idealnie pod profil terrorysty.

Dobra, rozumiem jeden szaleniec który wysadza się w autobusie w Telawiwie. No może się zdarzyć.

Jednak jaki cel można osiągnąć strzelając z procy w czołg?

Kto korzysta zatem na zamachach, wojnach i różnych konfliktach?

Czy Afganistan, Irak, Palestyna, ogólnie Afryka, no i wszystkie te miejsca do których wkraczają żołnierzyki w “misjach pokojowych” bo to siedliska terrorystów na tym korzystają? No ogólnie wariat jestem ale śmiem wątpić.

Mówiąc wprost - jakie korzyści odnosi organizacja racjonalnych, zorganizowanych, inteligentnych fanatyków religijnych gdy wysadza cokolwiek, posyła z misjami samobójczymi marzycieli dla których jedynym celem jest 100 dziewic w raju (swoją drogą ktoś mógłby mi powiedzieć czy w koranie jest jakoś napisane czy te dziewice to są wymieniane czy raczej im błona odrasta?), no jakie?

Czy nie jest przypadkiem tak że najbardziej debilny fanatyk doskonale wie że robiąc malutkie kuku takie jak WTC rozdrażnia i koncentruje na sobie jedynie całą uwagę machiny wojennej z którą nawet nie ma co marzyć się równać?

Jakoś zdecydowanie bardziej wierzę że na tym świecie celem który jest gotów pchać ludzi do popełniania różnych zbrodni, szczególnie organizowanych na masową skale nie jest raczej fanatyzm taki czy siaki a ino tylko chęć posiadania władzy i kasy. Po stokroć jest to motyw bardziej prawdopodobny niż jakakolwiek inna motywacja.

No ale można wierzyć w to że państwo, rząd i przede wszystkim ludzie którzy na fali każdego zamachu i idącej za nim fali strachu, otrzymują władzę i kasę na “walkę z terroryzmem” tylko mówią: “ups. Wcale nam nie zależało na poszerzeniu naszych wpływów, władzy i zdobyciu kasiory. Wyszło przypadkiem. Historyczna konieczność. Akurat byłem preziem i jakiś szaleniec wysadził się w autobusie. Przecież chyba nikt nie chce dopuścić żeby coś takiego stało się ponownie. Muszę mieć więcej władzy. Więcej kasy od Was kochani obywatele. Muszę żeby zapewnić Wam bezpieczeństwo. Choć wcale nie chce was kontrolować, zmuszać żebyście mi płacili i takie tam. No taka konieczność. Dla naszego wspólnego dobra. Cóż zrobić skoro tylu racjonalnych szaleńców stąpa po świecie gotowych w każdej chwili Wam drodzy obywatele z byle powodu wyrządzić krzywdę. ”

Bo przecież szaleńcy tacy jak w Iraku, Afganistanie, Palestynie, Iranie czy innej Somali nie mają się o co martwić tylko o to że my tu mamy fajne telewizory, kanapy i piwo. Zwyczajnie zazdroszczą.

12345 Oceń post
Loading ... Loading ...

Komentarzy

Śmierć ideom

Bardzo mi się podobają wszystkie te gaduły które przewinęły się w ostatnim czasie przez salon w jego zakamarkach, zakamarkach bo oczywiście na SG same pierdoły o Kaziach i innych ciociach co to pozwalają szanownej czołówce salonowej blogosfery poonanizować się yntelektualnie nad rzeczami jakże najważniejszymi.

I tak mieliśmy niezły bój u smootnego, u wyrusa, u Futrzaka, u Nicponia, u Timmy’ego i nie pomnę gdzie jeszcze. Spór o to co to jest kradzież, co to własność, co to wolność. I mam nadzieję że jeszcze jakiś czas sobie o tym tu i ówdzie pogadamy.

Nie chce tu robić jakiegokolwiek podsumowania - tym bardziej że raczej poczytałem sobie chłopaków niż uczestniczyłem w tych dyskusjach. Kilka mam nadzieję ciekawych spostrzeżeń mi się jedynie nasunęło.

Ogólnie pierwsza rzecz “Libertarianism’s not dead” parafrazując jedno z ważniejszych haseł ludzkości:D Okazuje się bowiem że w większości, w ducho to wszyscy są libertarianami, panolami z krwi i kości, holender.

Te wszystkie gadki są o tyle fajne że są to rozmowy ludzi którzy chcą skumać świat, wydobyć esencje tych mechanizmów, odpowiedzieć na to pytanie wyrusa czemu to niby nie podrzynamy matce gardła. I to jest fajne bo choć zdawać by się mogło że każdy jakoś tam wychodzi od ideologicznego zacietrzewienia to raczej dyskusje oparte są na tym co czujemy, myślimy, na doświadczeniach naszego życia etc. Nie na tym co powiedział taki czy siaki autorytet a na tych autorytetach które są najważniejsze - na naszych własnych głowach. I to cieszy - w tej mojej prywatnej definicji libertarianizm właśnie na tym polega.

Co do tematu dyskusji. Pokazuje ona świetnie jedną rzecz. Nieważne jaka ideologia obowiązuje, nie ważne co jest politycznie poprawne a co czeźnie w lamusie historii jedną prawidłowość można zaobserwować - otóż te wszystkie ideologie upadają gdy chodzi o to jak ludzie między sobą się dogadują. Czy postawimy sprawę tak czy siak zawsze wszystko działa na zasadzie wolnorynkowej - czysta gra popytu i podaży. Państwo nie ma nic do rzeczy. Tzn ma - stara się psuć ta gra jak cholera, za każdym razem wpieprzając się tam gdzie mało kto tego chce.

Bo to jest tak niezależnie czy państwo zakaże czy nakaże to i tak ludzie którzy czegoś będą chcieli zawsze to znajdą i kupią. Chcesz kupić narkotyki, kałasza, tygrysa bengalskiego, bombę atomową nie ma problemu. Państwo może cie cmoknąć. Jest popyt pojawi się podaż. Nie chcesz aby urzędnik wpieprzał się w twoje interesy - nie ma problemu, płacisz i masz. Fakt że usługa zbędna ale skoro taka jest rzeczywistość że taki dziwny twór jak państwo istnieje to i rynek wytwarza sobie odpowiednie mechanizmu obronne. To co z kolei broni człowieka w tym świecie to znów nie państwo które ponoć od tego jest a wolny rynek. Wystarczy wspomnieć aferkę Constaru i inne tego typu które zostały wykryte nie przez sanepidy sridy (nie zostały bo zadziałał prawdopodobnie wcześniejszy mechanizm czyli jakiś pan sanepid dostał odpowiednia opłatę) a przez prywatną telewizję i konsumentów. I to oni ukarali tego producenta który gdyby nie państwo najprawdopodobniej by wtedy poległ.

Wolny rynek nie jest żadna ideą - to jest coś co działa niezależnie tak jak grawitacja. Państwo działa jedynie jak silna dmuchawa skierowana przeciwnie do kierunku działania grawitacji. W danym momencie może unosić nad ziemią nawet grube ryby, czasem ta dmuchawa dmucha słabiej czasem mocniej, ale nieuniknione jest to że prędzej czy później coś w tym mechanizmie musi się zesrać.

W tym sensie wolny rynek działa zawsze i wszędzie. Czasem jak jesteś jedynie liściem to zdarzy się że ktoś zdmuchnie ci chałupę pod wybudowanie drogi, nie zmieni to jednak faktu że w dłuższej perspektywie państwo które tak działa zwyczajnie narazi się na tyle rynkowi że niechybnie upadnie jak Rzym czy inny Babilon. Upadnie bo przejawiając tak skrajną ignorancję i wykrzywiając naturalny sposób działania grawitacji tylko tak to się może skończyć.

Prawda jest taka że każda idea jest przeciwstawianiem się grawitacji. Wiara w jakąkolwiek idee to zaprzeczanie rzeczywistości. Bo świat nie działa według widzimisię pojedynczych ludzi. On działa według widzimisie miliardów ludzi razem wziętych. To całka po czasie, ludzkich działaniach i każdym człowieku.

Dlatego też powtarzam po raz tysięczny mą mądrość z której dumny będę do końca życia - podniecanie na sucho szkodzi. Zamiast rozważać jakby było fajnie gdyby wszyscy jak my myśleli, może lepiej przytulić się do kogoś kogo kochamy ewentualnie pójść do burdelu. I robić swoje jak śpiewał Młynarski. Bo zgnuśniejemy a świata nie naprawimy. Bo świat składa się z ludzi mądrych i mądrzejszych. I zawsze fajniej jednak jak to my okażemy się tymi mądrzejszymi, bo mądrzy to przeważnie bywają jak mówi przysłowie po szkodzie. Świat może i byłby piękny ale bogami w tym momencie nie jesteśmy. Życie jest na tyle krótki ale i na tyle długie że do tego aby zostać bogiem mamy właśnie tyle czasu co nasze życie. I ani chwili dłużej. Więc albo odejdziemy jako bogowie albo będziemy walić sobie intelektualnego konia i bryzgać spermą oświecenia po ścianach. Wybaczcie ale jak wolę tą swoją prawdziwą spermę w łonie jakiejś pięknej kobiety.

Umierajcie ideolodzy na śmietniku historii. Umierajcie bo i tak przyjdą po Was następni. I jedyne, jak to ostatnio napisał Gwiazdowski, czego nauczy ich wasza historia to to że historia niczego nie uczy.

A życie jest zbyt piękne żeby ideologizować, żeby tworzyć komuś idealny system i układać życie. Ułóżcie swoje.

Grawitacja sprawia że jeden stąpa mocno po ziemi inny po pokładzie (tzn. czasem suficie kajuty) żaglowca podczas sztormu. Każdy ma swoje miejsce i tylko ci którzy wiedzą gdzie ono jest a co najważniejsze nie próbują walczyć z jego naturą zwyciężają.

Thats all folks.

A na koniec wesoła piosnka:

12345 Oceń post
Loading ... Loading ...

Komentarz