Czytając notki o Friedmanie znalazłem ot taką sobie anegdotę. Na pewnej konferencji do palącego pod napisem “No Smoking” Friedmana podszedł pewien jegomość i mówi: panie profesorze, dlaczego Pan pali w miejscu zakazu? Na co padła odpowiedz: Właśnie z powodu tego zakazu.
W umysłach ludzi zniewolonych, myślących w sposób zapodany, istnieje natychmiastowy odruch aby cokolwiek co szkodzi, co jest nie przyjemne dla nich samych bezwzględnie zakazać. Przy okazji należy do tego dorobić ideologie i sprzedać innym jako obronę wolności, zdrowia i moralności innych.
I naczelna zasada liberała aby nie ograniczać wolności drugiemu w prosty sposób odwrócić można przeciw wolności jednostki.
Mogę zostać posądzony za nieobiektywność bo sam palę i pewnie łatwo mi rzucić tego nałogu by nie było (inna sprawa że nie próbowałem bo wbrew wszelkiej propagandzie zła, uważam palenia za bardzo przyjemne, a czego jak czego ale przyjemności się w życiu nie będę pozbawiał).
Wracając do tej prostej próby obrócenia przeciwko palącym podstawowej zasady wolności. Otóż drodzy niepalący i palący którzy uważacie że palacz ogranicza wolność do dysponowania własnym ciałem i zdrowiem tym którzy sobie tego nie życzą - zasada ta niestety wbrew temu co by się zdawać mogło działa w obie strony. Co to oznacza? Ano tylko to że jeżeli nie masz ochoty przebywać w dymie po prostu nie przychodź do takiego miejsca. Tak, tylko że tu powstaje kolejny mit miejsca publicznego do którego to niby wszyscy mają prawo. Tylko że nie za bardzo rozumiem jakie prawo ma klient knajpy do tejże? Jakim prawem ktoś ma powiedzieć właścicielowi lokalu że ma nie pozwolić palić? Czyżbyście drodzy przeciwnicy palenia jakimś dekretem dostali prawo do dysponowania cudzą własnością?
Z punktu widzenia wolności, właściciel knajpy ma takie samo prawo do zakazania jak i zezwolenia palenia, tak jak na przychodzenie bądź nie w gumiakach do lokalu, czy wpuszczenia bądź nie kogoś z odpowiednią lub nieodpowiednią jego zdaniem facjatą. I nikomu nic do tego!
Używanie wolności jako wycieraczki dla wygód mniejszości, większości czy jednostki jest prostym jej zaprzeczeniem. To właśnie takie myślenie prowadzi do socjalizmu, rasizmu i wszelkich przejawów nienawiści. Dzięki temu że ktoś stwierdzi że jakiś pogląd, czynność czy też przynależność do jakiejś grupy są gorsze, w pierwszym kroku powstają zawsze zakazy i nakazy. Hitler żydom kazał najpierw nosić opaski z gwiazdą Dawida, a wcześniej pewnie w jeszcze dyskretniejszy sposób zaczął ograniczać ich prawa, co zapewne spotykało się z ogólną aprobatą. Palaczom najpierw “zagwarantowano” w ustawie wytyczone obszary dymka, systematycznie je ograniczając (aktualnie kompletnie nie respektowana przez większość zakładów pracy). Gdy już zapalić będzie można jedynie w piwnicy (bo na klatce zanieczyści się atmosferę sąsiadowi a w domu są dzieci które można odebrać świadomie je trującym rodzicom), następny krok to już tylko hasło “Śmierć śmierdzącym palaczom”.
No dobra tak źle to pewnie nigdy nie będzie bo niby z kogo by państwo mogło ściągać tak prosty haracz jak kilkusetprocentowa akcyza.
Tu dochodzimy do kolejnego argumentu którego pozwolił sobie użyć w krucjacie przeciw palaczom sam Korwin-Mikke. Otóż pan Janusz raczył napisać że od palaczy powinno się ściągać większy haracz na służbę zdrowia bo niby jakim prawem on ma płacić za przyszłe leczenie mojego raka. A i proszę bardzo mogę płacić i to z przemożną przyjemnością gdyby nie ten malutki fakt że jarając +- 370 paczek fajek w roku, kosztujących 7,10 plnów odprowadzam do kasy państwa prawdopodobnie kilkukrotnie więcej niż pan Mikke na składki zdrowotne przez kilka lat.
Tak więc moi drodzy, uwierzcie w drugiego człowieka i nie poniżajcie go dlatego że jest inny od was. Że ma swoje wady i ułomności. Wy też je macie.
Przecież jeżeli macie znajomych którzy palą wystarczy ich poprosić aby wyszli i nie palili w waszej obecności. I uwzględnijcie też to że palenie to w pewnym sensie odruch bezwarunkowy i palacz nie koniecznie musi sobie zdawać z niego sprawę, więc nie denerwujcie się że musicie zwrócić mu uwagę za każdym razem. A knajpy możecie wybierać takie w których się nie pali. Do tych dla palących naprawdę nikt was nie zmusza przychodzić. Tak samo w przypadku przystanków. No może nie tak samo bo nigdy nie wiadomo na jakiego ciula się trafi, ale naprawdę nie trzeba w tym celu wprowadzać zakazów. Jak już ten palacz na przystanku komuś naprawdę przeszkadza to przecież można nie tylko poprosić aby nie palił, ale także ruszyć dupke i odejść te kilka metrów dalej (w końcu na zdrowiu wam zależy a nic tak dobrze nie robi dla zdrowia jak ruch:>).
Niniejszym postem powracam do świata blogowania. Nie wiem czy sił mi starczy do zapowiadanych modyfikacji, ale pisać znów sobie popisze. Tymczasem oficjalnie informuje: ta strona od dziś dostępna jest pod dwoma nowymi adresami:
qatryk.pl
oraz
qatryk.cyberpunk.com.pl
i tak pozostanie przynajmniej przez kolejny rok.

1 głos(ów), średnia: 4
qatryk:



“jeżeli macie znajomych którzy palą wystarczy ich poprosić aby wyszli i nie palili w waszej obecności” ehm ehm…
już próbowałam. nie działa 
ja tam nigdy tego dobitnie nie usłyszałem:> zresztą : “uwzględnijcie też to że palenie to w pewnym sensie odruch bezwarunkowy i palacz nie koniecznie musi sobie zdawać z niego sprawę, więc nie denerwujcie się że musicie zwrócić mu uwagę za każdym razem”
quatryk, paliłem przez 3 lata i uważam, że to małpi nałóg.
Co do zakazu palenia w miejscach publicznych to jestem ZA dlatego, że: 1) smród nikotynowy osadza się wszędzie na ścianach, zasłonach, tapicerkach itp. i przebywanie w takim smrodzie nie jest komfortowe 2) wdychanie dymu/smrodu papierosowego szkodzi i nie jest przyjemne… i tak dalej… jeśli masz potrzebę zapalić, to wyjdź i tyle