Podsumowanie 3×30

To odcinek 25 z 25 w Bojowej Serii wpisów 30 tekstów

Choć nie napisałem wszystkich zaplanowanych tekstów dziś koniec mojego maratonu pisania zapoczątkowanego 30 dni temu wpisem Blog, 30 ton, lista, lista, będę zwycięzcą czyli trzeba coś popisać.

Ostatnie tematy są w dalszym ciągu do wykorzystania jednak po prostu nie mam do tego eksperymentu już serca. Wypełniłem w ostatnim miesiącu blogaska treścią jak dawno tego nie robiłem. Udało się systematycznie publikować poranne wpisy z listą 30 piosenek. Trochę mniej regularnie, szczególnie pod koniec udało mi się ze zdjęciami na Instagramie. Samodzielne wpisy szczególnie z początku szły nieźle by w pewnym momencie dostać mocnej zadyszki.

Czego się nauczyłem?
Do takich rzeczy trzeba się przygotować. O ile nad piosenkami myślałem od jakiegoś czasu i wpisy powstały wcześniej o tyle większość wpisów wieczornych powstawało z dnia na dzień. A to jest w zasadzie niewykonalne gdy się pracuje, weekendy stara się wykorzystać na robienie czegoś ciekawego bądź zwyczajnie zapomina w nie o całym świecie.

Kolejna rzecz, że codzienne publikowanie to zabójcze tempo. Zabójcze dla mnie ale pewnie i dla Was, Czytelników.

Największym grzechem były wpisy zapchajdziury. A niektóre tak powstały i trochę mi za to wstyd. Bo jednak fajniej dbać o jakość niż o ilość.

Mimo wszystko jestem zadowolony z całego „eksperymentu”. W 90% cel został osiągnięty i trochę się tu podziało. Od strony statystyk – nie do końca widzę zmianę i tu mam trochę przemysleń skąd to wynika.

Choć codziennie wpadało tu tylko około 100 osób (i tu mało co się ruszało) to znacznie spadł mi i tak niski współczynnik odrzuceń. Średnio byliście na blogasku przez 2 minuty i oglądaliście w tym czasie 3 wpisy. Dobra, statystyczne pitu pitu, które i tak mało kogo interesuje.

Diagnoza jest taka, że popularność małego bloga nie wynika z ilości treści. Szczególnie gdy uderza się w taką grupę docelową w jaką ja uderzam. A umówmy się większość osób, które tu wpada to ludzie w podobnym do mnie wieku, nie koniecznie z zajawką internetsów, którzy nie za bardzo kumają potęgę lajków i szerów i nie mają ekshibicjonistycznej potrzeby komentowania wszystkiego. I nie mam do Was o to żadnych pretensji. W pewnym sensie to rozumiem bo mam podobnie.

Żeby rozwinąć bloga do poziomu gdzie odwiedzać go będzie kilkuset czy kilka tysięcy UU dziennie trzeba trochę buzzu żeby ludzie wiedzieli że coś takiego w ogóle istnieje. I jeżeli nie ma się dobrej siatki połączeń z ludźmi, którzy taki buzz potrafią spontanicznie wygenerować – udostępnieniem linka, lajkiem, poklepaniem po plecach to no cóż.. z gówna bata nie ukręcisz.

Wnioski są dwa. A w zasadzie trzy.

Najpierw dajemy sobie złapać oddech. Przemyśleć to jeszcze zgodnie ze starą dobra wytyczną taty – po pijaku i na kacu. Więc w najbliższym czasie zwalniam tempo.

Poza pisaniem o rzeczach, które faktycznie mnie kręcą i będą wnosić coś ciekawego do mojego i Waszego życia, muszę się jednak skupić na zbudowaniu relacji, które będą pozwalały trafiać tu większej ilości osób.

A za rok może powtórzymy maraton w podobnej formie. Tylko znacznie lepiej przygotowanej.


Tymczasem małe podsumowanie tego co zostało zrobione.

Na instagramie pojawiły się takie oto zdjęcia z listy 30 day Photography Chellange:

Na moim fantastycznym kanale youtube możecie przesłuchać playlistę 30 piosenek

Można, nie do końca identyczną, listę posłuchać sobie na Spotify:

I na koniec, jak zwykle lista tego co mieliście okazję przeczytać w tym 30 dniowym maratonie, który zakończył się 25 wpisami:

Posted in Bojowy komentarz and tagged .