Prewencja

Jak podaje słownik języka polskiego prewencja to zapobieganie naruszaniu norm prawnych.

Wpisując to hasło do słownika synonimów znajdziemy tam również takie słowo jak profilaktyka.

Z językiem jest ten problem że wyrazy podobne często dotyczą diametralnie różnych rzeczy. Gorsza sprawa dla tego języka gdy dotyczą one takich rzeczy jak prawo - definicje słów w języku prawnym, a przede wszystkim w języku dla prawniczego bełkotu pierwotnym, czyli języku polityki zazwyczaj od ogólnie przyjętego “czucia” różnią się tym czym różni się jezioro od bagna. Ewentualnie stanowią pustosłowie. Walka o pokój to jeden z takich cudownych lapsusów który sam w sobie jest pustosłowiem, a dajmy na to przy ataku Amerykańskich wojsk na ten czy inny kraik jest tym samym co orwellowskie ministerstwo prawdy - w państwie wielkiego brata też wszyscy, prócz kilku wiarołomców, ufali i wierzyli w tą “prawdę”.

Co oznacza profilaktyka? Profilaktyką jest mycie zębów coby nam nie powypadały, podcieranie tyłka coby nas w towarzystwie nie swędział, profilaktyką jest uprawianie sportu czy zdrowe odżywianie. Profilaktyką jest zakładanie gumki gdy ulegniemy w przypływie emocji instynktom. To również zainstalowanie sobie antywirusa na komputerze. Ja np czasem profilaktycznie kupuje sobie w piątek, nim wieczorem wyjdę zdobywać niczym Pinki i Mózg świat, butelkę wody i stawiam ją przy łóżku, bo a nóż w sobotę się rano okażę że plan się nie do końca powiódł. Profilaktyka to zbiór naszych zachowań które w bliżej nieokreślonej przyszłości pozwolą nam uniknąć jakiś przykrych konsekwencji. Profilaktyka to świadomy indywidualny wybór.

Prewencja. Czym jest prewencja? A w zasadzie jak ja rozumiem sam ten wyraz, samo słowo i jego sedno. Prewencja to dajmy na to zatrzymanie kilku łysych obywateli w dresach, wylegitymowanie i ewentualne obserwowanie tak aby ofiary chemioterapii i problemów z hemoroidami (ponoć przy hemoroidach dobrze nabyć dresik coby nie uciskały spodenki w kroku) przypadkiem nie postanowiły sobie że a to czyjeś lusterko w samochodzie im się by przydało, a to czyjś portfel, a to przypadkiem tak w ramach niespodziewanki za darmo jakiś przechodzień od nich nie dostał po nerach. Kilkadziesiąt razy. Prewencja to obstawienie stadionu przez policje w trakcje meczu. To również zerknięcie co tam u pana Mietka co to kilka razy żonę uczył pięściami jak się zupę przygotowuje. To zapewne też zatrzymanie pani/pana który jedzie samochodem z bliżej nieokreślonego powodu zygzakiem - być może ma zawał, napad astmy albo urżnął sie tak że komletnie nie kontroluje tego co robi.

Byłoby jednak zbyt pięknie aby to co nasi dziadkowie ustalali za definicję słów nie ewoluowało. Tzn. gdyby ewoluowało w sposób w jaki wyewoluowały ćmy białe w ćmy czarne byłoby całkiem miło. Gorsza sprawa że w tym akurat przypadku mamy raczej do czynienia z brutalną, pełzającą rewolucją.

I są dwie strony tej rewolucji. Prewencja łączy się w dużym stopniu z słowem korelacja. Słowo korelacja oznacza że pewne zjawiska występują łącznie. Np. gdy siedzimy sobie na plaży i praży słoneczko możemy się z dużym prawdopodobieństwem spodziewać że nas przypiecze. Tu korelacja jest dość wysoka. Problem w tym że korelacja jest częścią nauki zwanej statystyką. To ulubiona z nauk polityków bo statystyka ma ten w sobie problem że z tych samych danych często można wysnuć różne wnioski. Po internecie krąży wiele opowieści o pracach magisterskich typu wpływ faz księżyca na populacje mrówkojada w południowym regionie stanu Oregon. Albo wpływ kształtu macicy matki na usposobienie do życia społecznego jej dzieci. I takie tam. Korelacji można zatem doszukać się we wszystkim. Wystarczy znaleźć dwa pasujące do siebie wykresy i stwierdzić fakt korelacji.

W ten oto prosty sposób można dojść do wniosku że człowiek pijany to najprawdopodobniej morderca i trzeba go zamknąć, że ktoś kto niezbyt przychylnie wypowiada się o żydach to w prostej linii spadkobierca adalfa h. i najpewniej i najchętniej poszedłby w jego ślady, że ilość wypadków zależy od “niedostosowania prędkości” co zawsze oznacza że ktoś zawsze za mocno wdepnął a nie to że ulice są zasłane durnymi znakami, fotoradarami i dziurami niczym Powązki vipami i autorytetami. Prewencyjnie można również zniszczyć albo zarekwirować babciną pietruszkę pod Halą Mirowską, gdyż alebowiem babcia raz że zakłóca porządek kując swoim wystawaniem na ulicy idealny obraz rzeczywistości jakiegoś krawata, a już na pewno urzędnika co powołany do dbania o porządek został, dwa prowadzi dywersję na państwo i ojczyznę migając się od przekazania podatków rządowi aby ten w swej nieomylności i nieskończonej sprawiedliwości mógł przekazać jej emeryturę. Oczywistym jest też fakt że donosik jest czymś na miarę korelacji graniczącej z pewnością, i zarekwirować można cały majątek firmy po to aby firma nie prowadziła dalej przestępczego procederu, i po to aby w przyszłości, móc pokryć nieuchronnie zasądzone odszkodowanie. To że przeważnie się zdarza tak że wyrok zapada po latach, kiedy firma jest bankrutem, a sprzęt który i tak jest już nic nie wart, jakiś czas temu zaginął z magazynów policyjnych to tylko mała drobnostka, niewielki błąd systemu któremu przecież należy wierzyć i ufać. I tak dalej i tak dalej.

Jest druga rzecz, jeszcze gorsza. O ile korelacje jeżeli dobrze pokopać można odrzucić w wielu przypadkach, bo jakby nie było statystyka jest nauką która opiera się na logice i nie ma w niej półprawd, a tylko łatwość w formułowaniu na jej podstawie błędnych opinii to rzecz od której de facto wyszedłem jest, jak dla mnie nie do przeskoczenia.

Polityka to taka czarna magia która z sukcesami niczym Kaszpirowski potrafi ludziom wmówić że to co do pewnego momentu było profilaktyką, osobistym, świadomym wyborem winno się stać obowiązkiem, prawem i zostać wchłonięte w definicje prewencji. Wyświechtane (jeden z naczelnych argumentów wolnościowców które do zarzygania skutecznie obrzydził wszystkim, łącznie ze mną, pan w muszce) pasy które większość rozsądnych ludzi tak czy inaczej by zakładała, zakaz spożywania alkoholu tu i ówdzie, palenia w jeszcze większej ilości miejsc, o jaraniu zielska i łykaniu chemikaliów nie wspominając. Zakaz wycięcia własnoręcznie posadzonego drzewa na własnej ziemi, nakaz posiadania certyfikatu energetycznego, zakaz grania w pokerka z kumplami na kasiore w miejscu w którym kilku anonimowych panów nie będzie mogło z tego czerpać korzyści, a wraz z nimi kumple co im takie prawo załatwili.

I tak by można wymieniać i wymieniać. I z każdym rokiem wymieniać coraz więcej. Aż rad niewola dojdziemy do momentu w którym w świetle prawa prewencyjnie udawać się będziemy o ściśle wyznaczonej porze na poranną gimnastykę, a następnie do państwowego ośrodka żywieniowego, gdzie każdy według ściśle dobranej diety otrzyma posiłek. A potem wspólne mycie ząbków. Ku lepszej przyszłości. Bo przecież o to chodzi aby nic naszemu życiu nie groziło, abyśmy byli bezpieczni i dożyli w spokoju i zdrowiu długich lat.

12345 3 głos(ów), średnia: 5
Loading ... Loading ...

0 Odpowiedzi do “Prewencja”


  1. Brak komentarzy

Pozostaw odpowiedź