Qatryk pyta – Jacek Gadzinowski

Jacek Gadzinowski – mój osobisty symbol rebelii. Buntu przeciwko sztywnym ramom korporacyjnego świata zrealizowanego z głową. Jacek pozostawił kilka lat temu garnitur w szafie i ruszył w świat realizować swoje pasje.

Lubię go, podziwiam i zazdroszczę odwagi. Jacek udowadnia, że po trzydziestce można w dalszym ciągu dokonywać życiowych wyborów i podejmować ryzyko, które kulturowo wybacza się jedynie młodym ludziom.

Poczynania Jacka możecie śledzić głównie na jego youtubowym kanale jack gadovsky i na Instagramie również pod nickiem jackgadovsky oraz na jego stronie gadzinowski.pl.

W najbliższym czasie chciałbym zmienić nieco profil tego miejsca. Jako wstęp do tych zmian pomyślałem sobie, że fajnie byłoby zapytać o kilka spraw właśnie Jacka – człowieka reprezentującego kierunek w którym sam chciałbym zmierzać. Wysłałem do niego pytania i poniżej możecie przeczytać co mi odpowiedział.


Zacznijmy od filozofii. Na wstępie mam pytanie o sens. Chodzi mi o motywację. Czy nie jest tak, że wiele ludzi szuka zajawki nie z wewnętrznej potrzeby, a z powodu dziwnej presji zewnętrznej – realizuj się, rozwijaj się, bądź szczęśliwy, pokaż światu jaki jesteś zajebisty – nie wydaje Ci się, że spora część ludzi powinna się zająć co najwyżej zbieraniem znaczków a nie szukaniem adrenaliny?

Presja jest – magazyny, TV, Internet, zdjęcia na fejsie, znajomi… tyle zajebistości a ja znowu siedzę w biurze i spłacam kredyt. Tylko co z tej presji wynika? Czy chodzi o te kilka zdjęć na fejsie a w duchu poczucie, że zrobiło się coś z musu nie czerpiąc z tego żadnej satysfakcji?

Właśnie. Bo może przygoda jest jednak tylko dla niektórych i całe to parcie na rozwój, zdobywanie świata, w wielu przypadkach co najwyżej może przysporzyć ludziom jedynie frustracji a co gorsza stać się przyczyną nieszczęść?

Nie oszukujmy się, wielu z nas woli bezpieczeństwo i ten sam, powtarzalny dzień. Dlaczego mamy go burzyć? Właśnie tak możemy się unieszczęśliwić. Decyzja o zmianach w życiu czy ryzykowaniu musi być jednak przemyślana.

A może jednak w każdym tkwi Halik i to właśnie szara codzienność blokuje w ludziach ten zew przygody?

Nie, ludzi takich jak on czy ludzi po prostu odważnych, jest niewielki promil w każdej populacji. To był człowiek ekstremalny i trzeba by ze 30 lat (jakby na siebie spojrzeć) jeszcze by w ogóle porównać się w 10% do tego co robił. Dozgonny szacun na dzielni jak to się mówi!

Z bardziej pozytywnej strony: zajmijmy się tymi, którzy nie muszą słuchać dobrych rad „jak żyć” i sami z siebie szukają adrenaliny. Jak to widzisz ze swojej perspektywy – nie żałujesz, że przesiedziałeś te kilka ładnych lat za biurkiem nim ruszyłeś w świat? Powtórzyłbyś dziś tą strategię – wypracowanie sobie pozycji i zapewnienie środków do życia a potem zajęcie się tym co lubisz, czy jednak dziś wolałbyś podjąć ryzyko znacznie wcześniej?

Jacek_Gadzinowski_01Może mógłbym to robić wcześniej, pytanie czy robiłbym to mądrzej? Nie wiem. Czy robiłbym to tak jak teraz – że jest w tym jakiś balans? Też nie wiem. Uważam, że na każdego przychodzi czas decyzji życiowych, niekoniecznie zaraz tak gwałtownych. Poza tym… jest, o czym wspomnieliśmy wcześniej, grupa ludzi, która lubi bezpieczeństwo. Jest ich znacząca większość i też ich szanuje za te racjonalne podejście do życia.

Więc nie żałuje, życie to ciągłe zdobywanie doświadczeń i nauki. Uważam, że dziś jestem lepiej ukształtowany, choć trwało to ponad dekadę zanim podjąłem przełomowe decyzje.

Będąc w korpo byłeś aktywny fizycznie czy był jakiś konkretny punkt zwrotny kiedy powiedziałeś sobie: dość siedzenia, trzeba ruszyć dupę?

Mówiąc wprost: każdy miesiąc dłużej to gorsza forma fizyczna ale też psychiczna. To wszystko ze sobą jest powiązane. Brak czasu na siebie, na swoje życie i pasje. Korporacja to nie jest miejsce, które daje odpowiedni balans życiowy.

Próbowałem go utrzymywać ale z czasem musisz rezygnować z części swojej prywatności, czasu czy rodziny, znajomych. To nie była dobra droga. U mnie kwestia braku zgody na ten stan narastała i narastała. Poznanie kitesurfingu było momentem przełomowym a spłonką – telefon na stoku, że jutro mam oddać prezentację. Wtedy wiedziałem – bye bye korpo.

Jak zarabiasz teraz na życie? Co robisz poza kitesurfingiem? Na swoich video pokazujesz różne aktywności ale skupiasz się przede wszystkim na latawcach. Co Cię kreci na podobnym poziomie?

Prowadzę swoją działalność gospodarczą od czasu gdy zrezygnowałem z korporacji czy w ogóle mówiąc szerzej tzw. pracy najemnej u kogoś. Teraz pracuje na swoim, sam decyduje w co i jak się angażuje. Staram się zachować zdrowy dystans między życiem prywatnym, pracą a sportem i pasjami.

Jeśli chodzi o aktywności – to są podróże i związane z tym sporty deskowe. Prym wiedzie oczywiście kitesurfing bo jemu dedykuje najwięcej swojego czasu podczas takich wypraw, treningów czy spotykając innych pasjonatów. Pewnie gdybym miał więcej czasu – w grę wchodziłby zamiennie też wakeboard i snowboard. Może kiedyś, kto wie.

Jacek_Gadzinowski_03Dwa wyświechtane pytania ale i tak je zadam: Od czego zacząć przygodę z kitem (kite’em? jak to się odmienia?:) ) – przygotować się fizycznie, umieć świetnie pływać czy po prostu pojechać i spróbować? Wiesz pytam jako gość spędzający życie za biurkiem, który ma problem z dogonieniem autobusu.

Zacząć od szkolenia w licencjonowanej, sprawdzonej szkółce lub u instruktora IKO, który ma doświadczenie, referencje. Oba wyjścia są dobre. Na pewno nie polecałbym nauki samemu czy u przypadkowych ludzi. Kitesurfing nadal jest sportem ekstremalnym i należy go uprawiać z głową.

Na pewno pomaga podstawowa sprawność fizyczna, umiejętność pływania, otwarta głowa i pozytywne nastawienie do otoczenia i ludzi. Kitesurfing jest dla każdego, niezależnie od wieku czy płci.

Jeżeli wiem, że chce zacząć, lepiej kupić własny sprzęt czy pożyczać? Kiedy opłaca się jedno a kiedy drugie?

Na etapie szkolenia, szkółka lub instruktor użycza sprzętu do nauki. Później… w zależności ile czasu spędzamy na wodzie, albo wypożyczenie (jeśli raz-dwa razy w roku) lub własny sprzęt przy większej ilości na wodzie.

Najlepsze miejscówki do nauki kitesurfingu i najlepsze miejscówki gdy już wie się z czym to się je?

Egipt, Półwysep Helski – będą dobre na początek. Później proponowałbym podróże – Sardynia, Grecja, Turcja z bliższych kierunków. Gdy już lepiej „ogarniamy” możemy pojechać na azjatyckie kierunki – Wietnam czy Tajlandia. Polecam też zwrócić uwagę na Cape Town. Jeśli mamy większy budżet można zainteresować się też Brazylią.

Jakie masz plany związane z kitem? Nie chcesz się sprawdzić na jakiś zawodach? Czy może już to robisz?

Na razie pływam dla siebie i podnoszę umiejętności. Łączę pływanie z podróżami, więc nie zawsze koncentruję się tylko na treningu. Jeśli więcej czasu spędzę na wodzie w sposób systematyczny może przemyślę by sprawdzić się w swojej kategorii wiekowej w Ford Kite Cup.

Jak tam poszukiwania biura w Cape Town? Jaki masz plan – trochę tam, trochę w Polsce czy emigrujesz całkowicie? Mobilne biuro z hashtagiem #anotherdayintheoffice nie wystarcza? 😉

To jedno z tych miejsc w których mogę prowadzić działalność gospodarczą, związaną z produkcjami video. W kwestii biznesu nie jest to proste, ponieważ maksymalnie można otrzymać wizę na 90 dni, Dłuższe wizy biznesowe to… spora inwestycja i biurokracja. RPA nie jest do końca przyjaznym miejscem do biznesu w tej kwestii. Jest też kwestia papirologii, lokalnych uwarunkowań, dostępności infrastruktury etc. Nie ze wszystkim jest OK. Więc do czasu jak nie rozwiąże tej kwestii będzie to jednak bardziej „mobilne biuro” w różnych częściach świata. Ale tak… jest to miejsce, które rozważam do biznesu na dłużej.

Właśnie wystartowałeś z nowym formatem na swoim kanale. Obejrzałem i już jestem fanem. Jakaś większa filozofia kryje się za tym projektem czy zwyczajnie kolejny pomysł na dobrą zabawę?

„Wjazd na chatę” jest trochę sprowadzeniem na ziemie MTV Cribs. Nie chodzi tutaj o pokazywanie kryształowych żyrandoli, „wypasionych fur” tylko bardziej autentycznych ludzi (twórców video), ich pasji i całego backstage, który jest ciekawy dla widza. Chodzi też o dobrą zabawę przy tworzeniu takiego filmu a nie robienia czegoś na siłę. Po pierwszym odcinku i reakcji widzów widzę, że był to właściwy wybór.

Widzisz potencjał w pokazywaniu ludziom różnych ciekawych, nie koniecznie popularnych i rozpowszechnionych aktywności? W sensie, wiem, że w jakimś stopniu tak bo sam to robisz poprzez swoje video, ale czy nie jest tak, że raczej robisz to dla siebie a przy okazji zarażasz ludzi do szukania własnych pasji? Widzisz w ogóle możliwość aby taki blog/vlog wszedł do mainstreamu xlogowego i miał porównywalne statystyki z czołówką „lifestylową”? Blogi podróżnicze, choć mają swoje audytorium wydają mi się cały czas być w jakiejś niszy gdzie nie ma wielkiej kasy, nie ma do końca pomysłu i są jednak zamknięte w tym dość hermetycznym i małym środowisku backpackersów. Do tego dochodzi jakaś presja „albo albo” – albo robisz coś z pasji i nie masz prawa robić przy okazji pieniędzy, albo robisz to dla kasy i jesteś be bo zdradzasz ideały. Jak na to patrzysz?

Nie jest to prosta tematyka i wymaga godzenia rzeczy „hermetycznych” i „popularnych”. Ta granica jest płynna i zawsze komuś się nie spodobasz. Ale to nie takie osoby są twoimi chlebodawcami i to nie one decydują jak piszesz, co robisz, jakie tworzysz video. Uważam, że trzeba robić swoje, elastycznie reagując na to co dzieje się wokół. Tak jak fala nigdy nie jest taka sama, tak relacje, zdjęcia czy filmy nigdy nie będą miały tego samego ładunku emocjonalnego. Jest w tym potencjał ale wymaga mądrej realizacji.

Pisze to ze swojego doświadczenia. Tak, robię to dla siebie, a przy okazji dla innych. Jeśli kogoś tym zarażę, dam trochę humoru czy rozrywki – super, o to właśnie chodziło. Natomiast nikogo nie będę zbawiał i przekonywał do swojego stylu życia czy swoich poglądów na życie.

Często słyszałem w Twoich wypowiedziach duży dystans do blogowania jako takiego. Stawiasz na video. A nie jest przypadkiem tak, że te „media” powinny się uzupełniać – jestem totalnym laikiem ale czy nie jest siłą kompleksowość, spójność i uzupełnianie się przekazu twórcy, który dysponuje różnorodnymi kanałami dotarcia do swoich odbiorców? Oczywiście, ciężko jest być jednoosobową orkiestrą która nagra video, potnie je i zmontuje, napisze dobry, merytoryczny tekst i uzupełni to zajebistymi zdjęciami. Ale czy właśnie nie taka multiinstrumentalność przynosi najlepszy efekt i w tą stronę każdy patrzący w przyszłość twórca powinien się rozwijać? Wiesz Twój kanał na youtubie dziś jest a jutro go może nie być, bo komuś coś się nie spodoba. Innymi słowy – czy opieranie swojej marki na jednym kanale, szczególnie opartym o podmioty trzecie jak youtube czy facebook, to nie jest trochę strzał w kolano?

Uważam, że trend jest na komunikację obrazkową – foto i video. Czy tego chcemy czy nie, jest przesyt treści pisanych. Tylko obrazek i video da więcej możliwości w wywoływaniu emocji w krótkim czasie. A mamy go coraz mniej, zarzucani jesteśmy coraz większa ilością informacji na co dzień. Kompleksowość jest ważna ale trzeba wybrać to co przynosi najwięcej w jak najkrótszym czasie, jak najbardziej optymalnymi środkami. Czas… to najważniejsza waluta.

Youtube może jutro nie być ale zostaje to co zostało w głowach i umysłach ludzi. Zresztą dlaczego być niewolnikiem tego „co po nas zostanie”. Dla mnie za 10-20 lat może tego nie być, ja i tak będę miał to co przeżyłem i zrobiłem w głowie, dobrze się bawiąc i podróżując.

Jacek_Gadzinowski_02Wracając na koniec do tej przyjemniejszej części: znasz strony, ekipy, które robię fajne rzeczy i warto je obserwować w sieci? Kim się inspirujesz robiąc swoje video? Jest w ogóle ktoś taki?

Tak jednej osoby, ekip nie ma… Raczej obserwuje i patrzę na to co można robić. Na pewno FunForLouis i Devin Supertramp. Video edity zawodników kite, wake i snb. Reklamówki, filmy firm sprzętowych sportów extreme. To dobre materiały i jest na co popatrzeć.

Co zobaczymy w przyszłości na Twoim kanale? W sensie gdzie planujesz być w tym roku i skąd tworzyć kolejne relacje?

Maroko, Sardynia lub Grecja, podróże po Polsce związane z wake i kite, być może przygotowanie do wyprawy do USA.

Jakieś sugestie, rady dla kogoś kto chce wejść w świat „zajawkowych” sportów?

Przekroczyć próg „strefy komfortu” i po prostu to robić. Obejrzeć kilka filmów, poczytać relacje, obejrzeć zdjęcia, porozmawiać… i wtedy… być może jest czas.

Polecisz coś ciekawego co sam chciałbyś zrobić a nie miałeś jeszcze okazji?

Pływanie na wakeboardzie za promem, kitesurfing na ulicach Warszawy, longboard w Pałacu Prezydenckim… mam kilka pomysłów. Czas pokaże czy uda mi się je zrealizować 😉

🙂 Wielkie dzięki za odpowiedzi.

Fotki Jacka pochodzą z jego zbiorów na FaceBooku.

Posted in Qatryk pyta and tagged .