W zasadzie to nawet nie wiem jak napisać to co zamierzam. Bo nie za bardzo chce się kłócić z faktami. A fakty jakie są to każdy sobie może przeczytać. Dość obiektywnie opisał to pomijając medialny zgiełk Polakwiększy.
Mnie przybija ogólny schemat reakcji na wszelkich forach i innych onetach gdzie chmara ciepłych kluch wylewa swą żółć. Że 200 na godzinę, że debil, że zabił kumpla itd.
Banda frajerów opętanych ideologią bezpieczeństwa. Wszyscy jeżdżą przepisowo, a pasje swoje realizują zapewne zasiadając codziennie wieczór na kiblu z brukowcem w dłoni krytykując i obwiniając przy tym cały świat za to jakie to życie ich jest chujowe.
Prawda jest taka że prawdopodobieństwo tego że ktoś spowoduje taki czy siaki wypadek jadąc 200 na godzinę a prawdopodobieństwo tego że wydarzy się to przy 50 na godzinę jest zapewne bardzo podobne (śmiem nawet twierdzić że stosunek wypadków przy prędkości 200 km/h do ogólnej liczby osób jeżdżących z taką prędkością do takiego samego stosunku przy prędkości 50 km/h jest zapewne znacznie mniejszy).
Różni ludzie, różne umiejętności, różne warunki. Kupa zmiennych. Zwyczajnie. To nie jest prosty wzór na życie.
Jednak to nie ten co jedzie 50 na godzinę jest bandytą, taki ma co najwyżej pecha jak straci kontrole.
Świat kurna gna jak nic ku zagładzie. Banda hipokrytów ulegająca propagandzie bezpieczeństwa staje się pożądaną przez masy normą.
Wychodząc na ulice, przechodząc przez pasy, jadąc autobusem, zasiadając w samochodzie podejmujemy ryzyko. To nie jest tak że świat jest idealny i nic nam się nie stanie jak będziemy odpowiedzialni. Proszę mnie dobrze zrozumieć - ryzyko nie stoi tylko po stronie kogoś kto gna 200 na godzinę. Zwyczajnie nasze życie jest nieustającą grą stojąc na przystanku podejmujemy ryzyko że wpadnie na nas rozpędzony samochód. Ale podejmujemy to ryzyko. Kwestia winy nie leży w prosty sposób tylko po stronie tego kto jest sprawcą. Życie to ryzyko i jakbyśmy chcieli być całkowicie bezpieczni to winniśmy sobie dawno temu zwyczajnie strzelić w łeb. To zapewnia wieczne bezpieczeństwo.
Ludzie mają dziwna tendencje do traktowania wielu niemoralnych, a przede wszystkim nieodpowiedzialnych czynów za przestępstwo. Nikomu nie przychodzi do głowy że problem zaczyna się jednak dopiero wtedy gdy na skutek tych czynów pojawiają się ofiary.
Zabił kumpla? Sorry bardzo, jeżeli wiesz że ktoś lubi sobie chodzić po dachu wieżowca i podskakiwać na jego gzymsie to nie przywiązujesz się do niego liną jeżeli nie jesteś żądny takich samych wrażeń co i on. Wsiadając z kimś do ferrari to nie ten ktoś podejmuje ryzyko tylko ja. Nie zapinając pasów to nie kierowca podejmuje ryzyko tylko ja sam. I to nie ma nic wspólnego z odpowiedzialnością kierowcy.
Jasne że nie chciałbym aby mnie ktoś przejechał na przejściu a potem jak mój ojciec umierać przez 3 miechy, ale to nie znaczy że uważam za racjonalne ocenianie 50 km/h na oki a 200 na nie oki. Bo albo ogólnie samo posiadanie samochodu traktujemy jak posiadanie broni i zakazujemy szaremu człowiekowi posiadania takowego jako zbyt niebezpieczne, albo stwierdzamy że wszelkie wypadki są pochodną nieskończenie wielu zmiennych których nie da się przewidzieć a prędkość jest co najwyżej jedną z takowych. Może bardziej znaczącą ale jedynie “jedną z”.
I na koniec - kurwa, ludzkość ma strasznie chorą i spierdolona moralność. Nie kumam jak można życzyć śmierci i ogólnie czegokolwiek złego komuś kto walczy o życie. Zwyczajnie wydaje mi się że najprędzej tacy ludzie zasługują na największą pogardę a nie ci którzy realizując swoje pasje, być może w sposób głupi i nieodpowiedzialny.


4 głos(ów), średnia: 3.25
qatryk:



Jak pijany gówniarz rozjeżdża kogoś na chodniku, to też tak mówisz? “Różni ludzie, różne umiejętności, różne warunki. Kupa zmiennych.”?
najwyrażniej nie zajarzyłeś o co chodzi. Ty mi tu z przykładem wylatujesz takim jakby codzień na co drugiej ulicy pijany gówniarz rozjeżdzał na chodniku. Po pierwsze zastanów czemu się tak nie dzieje? Po drugie zastanów się kiedy winna kara spotkać tego gówniarza - gdy rozjeżdza kogoś na chodniku a gdy rozwala się na słupie i wychodzi z tego bez szwanku? Po trzecie dlaczego uważasz że z powodu tego że na ulicy pojawiają się pijani gówniarze należy karać za samo bycie pijanym i za samo bycie gówniarzem (czyli dlaczego uważasz że jeżeli nie ma ofiary, tak wnioskuje z tego typu wypowiedzi jak twoja, należy kogoś karać za to że podejmuje wieksze ryzyko)? W ten sposób winniśmy zabronić jakichkolwiek działań ludzi bo w mniejszym lub większym stopniu wiąże się o z ryzykiem dla innych? Gdzie wyznaczasz i na jakiej podstawie granice gdy ryzyko ujdzie a gdy ryzyko jest już zagrożeniem dla innych?
No i na koniec powiem tak - w zasadzie chciałem powiedzieć przede wszystkim to co na końcu. Reszta to moje poglądy które nie są w tym momencie ważne. I zwyczajnie wkurwia mnie gdy ktoś walczy o życie i się na takim kimś psy wiesza. Chodźby to był najbardziej nieodpowiedzialny gówniarz na świecie. Że co zna go trochę więcej ludzi niż innych debili i zaraz jest gorszy od tysięcy farciarzy którym się udało nie rozbić?
Myślę, że tak jak media przesadzają w… każdej sprawie, tak Ty przesadzasz w tej swojej krucjacie obronnej. Koleś jadąc tak a nie inaczej, nie porusza się w swoim prywatnym, wirtualnym świecie, tylko sieje zagrożenie w świecie takim jak mój, czy Twój, a to już wkroczenie na teren wolności nie swojej. Postawienie granic, co wolno, a co nie jest zawsze trudne i nigdy wszyscy nie będą zadowoleni, ale to nie znaczy, że takich prób nie należy podejmować w ramach społecznych kompromisów. Chyba że sądzisz, że takowe nie istnieją, więc i młodzieniec pod wpływem alkoholu za kierownicą jest do zaakceptowania. Wtedy nie mam już co odpowiedzieć.
PS: Zabieg sprowadzania do absurdu moich rzekomych tez muszę Ci wybaczyć, bo mój skąpy wpis zostawił duże pole do takich popisów. Też był emocjonalny.