Wieczór pełen dnia
Dzień pełen mroku
Niebo samotne jak ja
Chce kochać się ze słońcem
W blasku księżyca
Co by było gdybym umarł
Umarłoby słońce i księżyc
Umarłby wieczór i dzień
Umarłyby marzenia niedoświadczonego głupca
Umarłabyś ty i wszyscy których znam
Umarłby świat
***
Głos ciszy przerywa marzenia,
Śmierć odbija się w kałuży.
Za chwile znów spadnie deszcz,
Z kałuży zniknie jej odbicie,
Pozostanę tylko ja i cisza.
Marzenia wrócą już nie tak piękne,
Bez wspólnej wyprawy w świat.
Marzenia bez marzeń,
Nie będzie twych pięknych historii,
O tych nimfach z twych utraconych marzeń.
Odejdziesz wraz z kroplą łzy,
Która spadnie do kałuży,
W piękne ogrody z naszych marzeń,
Gdzie spotkasz tę nimfę swoją,
Gdzie znajdę się i ja kiedyś,
Tworząc wraz z tobą wspólny świat.
Bez bólu i cierpienia
Z deszczem otuchy lecz bez kałuż
***
Wydarzenia mych wielkich dni
Takie małe, takie różne
Każde inne
Wydarzenia ciepłych nocy
Każde zostawia wspomnienie
Nie ważne jakie, nie ważne
Wiem tylko tyle co przeżyłem
Chyba tak jest, tak myślę
Że każde daje mi wielką moc
Moc starzenia się, doświadczenia
Doświadczenia które jest tylko moje
Które każe mi żyć inaczej
Które każe mi żyć mądrzej
Wydarzenia mych małych, szarych dni
***
Łóżko skrzypi
Sufit trzeszczy od kroków sąsiada
Szmer zza okna zakłóci czasami
Niezbadane przestrzenie usypiającej ciszy
Obraz całego dnia przelatuje przez głowę
Coraz wolniej i wolniej
I coraz bardziej wolna moja dusza
Zapada w sen
Zamykam oczy
I cisza i sen
***
W szmaragdowym nieba śnie
Świat mój wciąż wspaniały jest
Bez skazy, kolejne karaty błyszczą się
Nikt nie jest zły
Nikt nie pozbawia mnie
Mego snu
W szmaragdowym nieba śnie
Nie istnieje świat ludzkiej obłudy
Na szmaragdowego nieba tle
Spotykam się wciąż z światem ludzi
Ludzi brzydkich, złych
Sprzedają się i kupują
Moje sny niszczą niczym siebie samych
Szmaragdowe nieba tło i sen
Rozprysło się na milion kawałków
By każdy z nich trafił prosto
Prosto w serce me
I nie ma już szmaragdowego snu
***
Coś co nosze w sercu
Niedokończone
Wszystko co rozpoczynam
Niedokończone
Niedokończony świat mych złudzeń i istnień
Niedokończone słowa moje
Spadają na wszystko by w tej samej chwili
Zapomnieć
Niedokończone uczucie rozbudzone w naszych sercach
Nie chcący, niedokończone
Bo gdy giną moje myśli
Bo gdy mówię i słucham
Niedokończone
***
Kiedy umrze poeta
Nikt nie zapłacze nad jego duszą
Nikt nie doceni tego co zrobił
Zapłacze
Tak jak za życia
Nikt nie powie dobrego słowa
Nikt nie pokocha
Ja zapłacze
Wszyscy powiedzą pijak i cham
Wszyscy nie będą pamiętać
Ja zapłacze nad swą duszą
***
Gdy opuścisz już świat
Świat dusz nieżywych
Pomyślisz o ukojeniu spokoju
I o czymś jeszcze
O czymś co nosisz od urodzenia w sercu
I znów będziesz chciał wrócić
Wrócić do świata nieżywych dusz
Gdy już opuścisz świat
Świat nieżywych dusz
Zastanawiać się będziesz
Jak połączyć świat swych
marzeń, ukojenia, spokoju
Z nadzieją tym czymś co nosisz
W sercu i światem nieżywych dusz
Gdy opuścisz już świat
Świat dusz nieżywych
***
Znajdę kiedyś wyspę moich marzeń
Nie będzie tam ludzi ani ciebie
Nie będzie miłości i nienawiści
Wszystko to zostawię gdzieś za sobą
Co noc upoić się do nieprzytomności
Nie będzie czasu i miejsca
Nie będzie mnie i ciebie
Będę kochać to miejsce na swój sposób
Będę niszczył je codziennie jak
Codziennie niszczę siebie
***
W twoim świecie ptaków i wiatrów
Umarło coś by zrodzić się na nowo.
W twoim świecie złe myśli
Wciąż rodzą się by zginąć.
W twej wielkiej nienawiści,
Nie zdolne do miłości, którą
Darzysz małe rzeczy,
Giną wciąż głupie myśli.
Z oczu twoich błękitnych
Czyta feniks zrodzony niegdyś z popiołów
Wielkie piękno które tworzy całe zło.
Czyta to co widziałem już kiedyś.
Kiedyś, wtedy gdy byłem tobą.
***
W promieniach słońca, w blasku księżyca
W bólu istnienia, w bezsensie życia
Powiedzieć ci prawdę o myśli i uczuciu
Uczynić cokolwiek by być ci bliższym
Tak prosto i tak trudno
W promieniach słońca pamiętam chwile
Chwile w których ulotnie
Zdawałem się myśleć o kroku naprzód
Tak prosto i tak trudno
W blasku księżyca odnajduje twój uśmiech
Tak piękny i tak ulotny że nawet księżyc
Nie cieszy jak kiedyś
I tylko zobaczyć ten prawdziwy
Codziennie
Tak prosto i tak trudno
W bólu istnienia żyje ma nadzieja
Że będę potrafił powiedzieć co czuje
Że kiedyś zrozumiem co tkwiło w twym sercu
Że będę potrafił zrobić ten krok
Tylko po to abyś wiedziała
Tak prosto i tak trudno
W bezsensie życia szukając celu
Strach paraliżuje me serce i umysł
Bo boję się że nie zrozumiesz
Bo boję się że na zawsze stracę swą szansę
Dlatego tkwię
W promieniach słońca, w blasku księżyca
W bólu istnienia, w bezsensie życia
I w strachu
W strachu przed kolejnym dniem
Tak prosto i tak trudno
***
Ostatni raz tak dawno temu
Myślałem
By rozgrzeszyć sam siebie
I znów wraca
Nie spokój, stoicki spokój filozofów
Sama wściekłość
Wściekłość z źle dobranymi słowami
Wściekłość na ludzi, na świat, na kobietę
Wściekłość z małymi przecinkami
Bez strachu, z nienawiścią
Do siebie, do słów
Myśli o mej czystości i smrodzie
Smrodzie jaki niesie każdy dzień
Jak najprędzej się zmęczyć
I spocić smród całego świata
***
Bez celu, bez namiętności, bez znaczenia
Z wspomnieniami nielicznych chwil
Uścisku dłoni na łożu śmierci
Słów zachwytu nad pięknem świata
Łez smutku po każdej miłości
Radości bycia – poznania
I każda chwila tak mała
Zmywana falami życia
I każda chwila tak mała
Pozostawia rysy na mym kamiennym sercu
Aż w końcu tych chwil
Nie zniesie już nikt
Więc lepiej żyć – nie żyć
Więc lepiej nie kochać
Bo lepiej nie płakać
***
Gdy dziś rano z łóżka wstałem
W poetycki sposób się ubrałem
W poetycki sposób zjadłem śniadanie
W poetycki sposób wyszedłem z domu
W poetycki sposób błąkałem się po ulicach
W poetycki sposób rozstałem się z życiem
I już nie istnieją smutki i żale me
I już nie istnieje dusza i ciało me
W poetycki sposób poszły sobie gdzieś
***
Jak wyśnić życie
Takie zwyczajne i proste
W którym codziennie poznawał będę nowy świat
Jak wyśnić miłość
Taką prostą wieczną i piękną
Którą codziennie będę odkrywał na nowo
Jej smak i namiętność
Jak wyśnić szczęście
Świat bez smutku i żalu twojego mojego
I radość z każdego kolejnego kroku
Jak żyć tak prosto zwyczajnie szczęśliwie
Wyrażać słowami swe piękne myśli uczucia
Jak można tak żyć
Skoro tak trudno o tym śnić
Skoro nawet we śnie jestem człowiekiem
Targanym szaleństwem emocją chwilą
I choć nietrudno wyśnić
Żal smutek i walkę z nimi
Piękne słowa przeciwko tym uczuciom
To jeszcze trudniej niż żyć zwyczajnie i prosto
Walczyć i mówić jest o smutku
Goryczy i żalu w prawdziwym życiu
Twoim i moim
***
Podnosząc głowę do góry
Patrząc w niebo
Nie widzę już Boga
Tylko chmury, czarne jak twoja kawa
Kto powiedział że jestem silny
Ja, mały człowiek w ogromie smutku
Smutku który zadziwia
Kto powiedział że tak musi być
Jak to się dzieje
Że życie nie może być proste
Nie może być piękne
Tak jak ten wiersz nigdy nie będzie piękny
Słowa nie ułożą się czysto
Bez żadnej skazy
J nigdy nie wiesz co stanie się jutro
J nigdy nie wiesz co stanie się dziś
Tylko o cierni smutku która kuje
Kuje każdą komórkę twego ciała
Każdą cześć zdziwionej duszy
***
Moje ścieżki kręte
Niedoskonałej opowieści
Z każdej strony świata
Kolejne trakty kuszą
Choć przecież droga już dawno obrana
Mojego umysłu drogi nieprzebyte
Cel na horyzoncie
Tak jasny i czytelny
Choć przecież tak daleki, niedostępny
Mojej duszy prosty szlak
Po którym me nogi
Stąpać zamiaru nie mają
Choć przecież wystarczy krok
qatryk:


