Wpis jak stary wiersz

Dziś przypomniałem sobie przez przypadek że kiedyś pisywałem. Pisywałem, przynajmniej w moim mniemaniu, wiersze. W moim mniemaniu bo chyba szczytem poezji to to nie było. Gdzieś ostatnio przeczytałem jak to zdaje się Gałczyński pisał. Jak Gałczyński pisał to to było budowanie domu. Wiersz, niby ktoś mógłby powiedzieć, jak wiersz. Trochę słów, kupa talentu i mamy w kilkudziesięciu słowach zawarte tomiszcze filozoficznych wywodów. Albo jakieś błahostki. Jak Gałczyński pisał to stawiał rusztowanie. Potem szukał. Skreślał. Dopisywał.
Tak jakby malował. Tworzył, nadawał kształt, rzeźbił bo piękno powstaje w trudzie. Żeby człowiek stworzył coś pięknego musi się zmęczyć. Nie wystarczy widzieć oczami wyobraźni tego piękna.
Piękno powstaje z wysiłku. Z nieprzespanych nocy. Z bólu, z miłości, z zachwytu, z rozpaczy, z żalu, z empatii, ze strachu, z szczęśliwości. Z takiego koktajlu depresyjno euforycznego. Piękno nie uznaje kompromisów. Piękno jest doskonałe. Musi być doskonałe inaczej nie jest pięknem. Ale to połowa drogi. Połowa w której zawsze byłem tak mi się zdaje, dobry. Zwyczajnie nie zwykłem swego czasu tłamsić tych skrajności. Mam nadzieję że nadal nie umiem. Tak mi się zdaje, że gdzieś tam tli się ten narkotyczny stan który rzeczywistość jedynie próbuje zdominować. I wydaje się jej że jest górą.
Ale to tak trochę ja w tym przysłowiu że dobrymi chęciami piekło brukowali. Żeby napisać jak Gałczyński nie wystarczy zamykając oczy widzieć. Trzeba jeszcze wiedzieć jak to pokazać innym. I żeby to pokazać w całej okazałości trzeba najpierw stworzyć jakieś ramy a potem mozolnie wypełniać je słowami. Tak jak witraż - dobierać odpowiednie szkiełka. Gdy w jakimś miejscu nie pasują wyjąć i zastąpić je innymi.
Ja nigdy tego nie potrafiłem.
Zawsze słowa musiały cieknąć. Inaczej nie dawałem rady. I chyba nigdy nie dam. Może to też kwestia tego że nie potrafię zatrzymywać obrazów. Nie potrafię skupić się na uczuciu, stanąć obok niego, potem wrócić i powtórzyć to kilkukrotnie.
Te już trochę pożółkłe kartki wyglądają jakby były przepisywane. One tak zwykły jednak powstawać. Prosto z tych niewypowiedzianych, nieokrzesanych emocji na papier. I kiedyś napawało mnie to dumą. Dziś jednak jakoś tak bardzo sceptycznie na to patrze. Bo taka metoda jest dobra jak chce się mieć zapis ekg swoich myśli.
Żeby napisać jak Gałczyński jednak i to też nie starczy. Bo nikt nie napisze jak Gałczyński, jak Tetmajer, jak Herbert. Tu trzeba magii. Własnej magi. Własnej niepowtarzalnej magii. Własnych emocji. Własnego piękna. I tym pięknem, tą magią zaczarować innych. Gdy nie ma magii - nie ma i piękna. Gdy nie ma magii… rzeczywistość nigdy nie będzie z boku. Nigdy nie przytłoczy, nie zgniecie ani nie uniesie, nie nada lekkości. Rzeczywistość nie będzie natchnieniem. Najzwyczajniej w świecie będziemy częścią tej rzeczywistości nawet jej nie widząc. Bez marzeń bo w rzeczywistości nie ma na nie miejsca. Z emocjami których nie łapie się między opuszki i bawi jak kroplami miodu. Bo rzeczywistość emocje wchłania. Nie pozwala im istnieć a tylko zaistnieć.
Gdy nie ma magii… to czasem trochę jakby brakło nadziej.

12345 1 głos(ów), średnia: 5
Loading ... Loading ...

0 Odpowiedzi do “Wpis jak stary wiersz”


  1. Brak komentarzy

Pozostaw odpowiedź