Zatrzymywanie czasu

Timmy niezasłużenie zrobił mnie bohaterem swojej opowieści. Pół dnia chciałem mu coś odpisać i naprawdę nie wiedziałem co.

Ładnych kilka lat temu, w pogodę mniej więcej taką jaką mieliśmy kilka dni temu, stałem na przystanku. Po drugiej stronie ulicy szedł starszy człowiek o kulach. Ledwo szedł i cały czas w jakiś pokraczny sposób odchylał się w tył. W końcu musiało się stać nieuniknione - staruszek zwyczajnie poleciał bezwładnie na plecy prosto w kałużę. Ktoś mu pomógł, postawił na nogi i poszedł. Staruszek podszedł pod ścianę pobliskiego budynku, oparł się i znów wywrócił. Tym razem minęło nieskończone 15-20 sekund nim ktokolwiek się nim zainteresował. Kiedy znów stał na nogach, mokry, dygoczący dalej walczył, starał się pokonać kolejne centymetry. Bo to nie była nawet walka o kolejny krok. On miał problem z przejściem kolejnych centymetrów.

Wtedy po raz pierwszy chyba zatrzymał mi się czas. Tamta chwila trwa do dziś.

Stałem na tym pieprzonym przystanku i patrzyłem jak poza czasem zniszczony człowiek walczy i się nie poddaje. Rzeczywistość obok mknęła a ja mimo, tak mi się zdaje, braku tej ignorancji którą otoczenie rzeczywistości przenikało tamto miejsce stałem jak sparaliżowany.

Potem wsiadłem do autobusu.

Przez kolejne dni czułem się tak podle, tak obecny w tamtym zatrzymanym czasie, a przede wszystkim przenikająco bezradnie, że obiecałem sobie że nigdy więcej takie oderwanie od czasu nie przysporzy mi tego cholernego uczucia które po dziś dzień przeszywa moje ja.

Wracając pewnej nocy do domu przysiadłem na przystanku na którym usiadł również bezdomny. Brudny, zarośnięty ale z takim dziecięcym uśmiechem niewinności poprosił o papierosa. Zapaliłem z nim. Coś mi opowiedział. W zasadzie w kilkunastu słowach przerywanych długim milczeniem opowiedział historie swojego życia.

Kiedy tak siedziałem z nim na tym przystanku a on z tym swoim niczego nie oczekującym, pełnym podziwu i beztroski uśmiechem patrzył w niebo na spadające krople deszczu czas się zatrzymał. I przecież mogłem skupić się na smrodzie i z odraza odejść nie widząc, nie przeżywając tej magii którą być może tamta chwila została przeze mnie obdarzona zupełnie niesłusznie.

Gdy umierał mój dziadek prosił mnie abym sadzał go na łóżku aby mógł popatrzeć przez okno. Bezwładne ciało, zniszczone przez chorobę która przenikała każdą komórkę jego ciała powodując niesamowity ból który odciskał się na jego spokojnej twarzy. Nie narzekał. Siedząc tak z nim tworzył się piękny wspaniały świat. Człowiek który umiera, który doświadczył na świecie wielu trudów, przykrości, który był swego rodzaju bohaterem, zniszczony przez upadlająca chorobę miał w sobie do ostatnich chwil dziecięcy zachwyt nad powabnością i pięknością świata. Przez to okno w które razem patrzyliśmy dostrzegał to co wydawać by się mogło błahością, nieistotnością, czymś nad wyraz zwyczajnym i zmieniał to w cuda. Błękit nieba, zieleń drzew, śpiew ptaków. I gdy podążając za nim, jego słowami podziwu odkrywałem świat za oknem, gdy zaczynałem widzieć jego oczami tworzyła się rzeczywistość przepiękności która istnieje poza czasem i będzie istnieć i po mój kres.

Nie chodzi o to aby się zatrzymać. Nie chodzi o te pierdoły którymi w taki czas jak ten, wlewają nam do głów różni moraliści. Nie chodzi o to aby zastanawiać się. Chodzi o to aby żyć i w tym życiu za każdym razem szukać nadzwyczajności. Żeby w banale dostrzegać niezwykłość. Żeby w człowieku nieciekawym odnaleźć część siebie. A resztę odrzucić.

Pozbawić świat automatyzmu, pustki, szarości mentalnej. Wtedy właśnie czas się zatrzymuje i chwila przeciąga się w nieskończoność tworząc kolejne światy w które można wracać.

Bawcie się, pijcie, jedzcie ku chwale Dionizosa i znajdujcie swoje światy w których czas nie istnieje.

12345 2 głos(ów), średnia: 5
Loading ... Loading ...

0 Odpowiedzi do “Zatrzymywanie czasu”


  1. Brak komentarzy

Pozostaw odpowiedź